Rage Age Jesień/Zima 2014 + Konkurs i Mini-Wywiad!

27 sty
Rage Age Jesień/Zima 2014 / Sesja Wizerunkowa

Rage Age Jesień/Zima 2014 / Sesja Wizerunkowa

Moda męska w Polsce to nadal córka niczyja. I niestety nie jest to piękna sierota z bogatym spadkiem, ale raczej uboga kuzynka mieszkająca „przy” rodzinie. Rytm życia wybija moda damska, to ona wiedzie prym, jest najczęściej pokazywana na lokalnych wybiegach, to ją promują pudelkowe celebrytki i to ona wzbudza największe zainteresowanie odbiorców masowych mediów. Ponieważ projektanci są głównie skupieni na płci pięknej, to propozycje dla panów ograniczają się najczęściej do oferty marek streetwear’owych. Czyli dresowych spodni, koszulek z nadrukami i czapek z daszkami. Równie popularne, co mało ekscytujące. Na drugim końcu istnieje jeszcze mała garstka awangardowych projektantów, kierujących swoje produkty do wąskiej grupy odbiorców; jak również marki z modą elegancką i mocno zachowawczą. A co z ciuchami na co dzień dla bardziej wymagających klientów, sięgających do półki premium po kreatywny każual i nowoczesną elegancję? Indywidualistów, których nie interesują masowe rozwiązania? Tę lukę wypełniły zagraniczne marki, które gwarantują oryginalne wzornictwo, jakość i prestiżową metkę. W Polsce takich lokalnych metek jest niewiele. Co nie oznacza jednak, że nie ma ich wcale. Znacie Rage Age? Jeśli tak, to świetnie, a jeśli nie, to zaraz poznacie. Warto.

Czytaj dalej

2014 w Dwunastu Wybuchowych Aktach

5 sty

podsumowanie

Projektanci, styliści, blogerki, szafiarki, fotografowie, gwiazdy, celebrytki, dziennikarze – tłum na modnej scenie gęstnieje z roku na rok. A to dlatego, że moda coraz mocniej pobudza nasze zmysły i emocje. Nie jest już tylko zjawiskiem opierającym się na linii dystrybutor – klient. Projektanci zaczynają między sobą rywalizować, również o atencję opinii publicznej. Równie ważny co słupek sprzedaży, stał się słupek wskazujący popularność i rozpoznawalność. Moda w Polsce powoli staje się również przedmiotem dyskusji, podobnie jak kulinaria, polityka, teatr czy literatura. Obserwujemy zachodzące w niej zjawiska, szukamy metod i reguł, które kształtują jej rzeczywistość. Dzień po dniu, przez cały rok, razem z czytelnikami poruszyliśmy setki tematów. Mądrzejszych i głupszych, poważniejszych i bardziej beztroskich, dotyczących zarówno Polski, jak i całego świata, mody i showbiznesu. Co w 2014 sprawiało, że krew nam szybciej krążyła w żyłach, brwi wyginały się w łuk, a brzuchy nierzadko bolały ze śmiechu? Zapraszam do podsumowania ubiegłego roku, zawartego W Dwunastu Wybuchowych Aktach!

Czytaj dalej

La Mania Wiosna/Lato 2015 czyli „Jakby Luksusowo”

21 gru

86_web_LaManiaSS15_171214_FilipOkopny

Zaczęło się od zaskoczenia znalezionego w skrzynce mailowej. W wielkim skrócie wyglądało ono tak: „Dzień Dobry Panie Tobiaszu, tiruriru pokaz La Manii tiruriru, zaproszenie tiruriru, a może adres korespondencyjny tiru? Riru?”. Zaraz zaraz. Wróćmy do podstaw. Zaproszenie na pokaz La Manii? Wysłane do mnie? Po cyklu Project Runway Bez Majtek? Całkiem zabawne. Co by nie powiedzieć – ironiczne. Nazywajmy rzeczy po imieniu – w publikacjach podsumowujących odcinki pierwszej polskiej edycji programu Project Runway pozwoliłem sobie na kilka komentarzy, po których ostatnią rzeczą jakiej mogłem się spodziewać, było właśnie zaproszenie na pokaz domu mody należącego do Joanny Przetakiewicz. Najwyraźniej ostatni kwartał roku 2014 niesie same zaskoczenia, łącząc niemożliwe z możliwym – ogień krzepnie, blask ciemnieje, zwierzęta będą mówić ludzkim głosem, szafiarki piszą książki o treści, którą można podsumować jako jedno wielkie „mystery”, a ja pójdę na pokaz La Manii. I poszedłem. Co więcej – wróciłem, a teraz opowiem wam o tym, co widziałem.

Czytaj dalej

Mariusz Przybylski Wiosna/Lato 2015 „WILD at HEART” – Kunsztowne Déjà vu

15 gru

102_web_MariuszPrzybylskiSS15_111214_FilipOkopny
To bardzo ciekawy przypadek, bo opisując najnowszy pokaz Mariusza Przybylskiego „WILD at HEART”, mógłbym ze spokojnym sumieniem przekopiować spory fragment tekstu, czerpiąc go prosto z recenzji sezonu Jesień/Zima 2014, zatytułowanego „Night Air”.
Podobieństw jest wiele. Choćby miejsce, to samo co pół roku temu – przestronna surowa hala przy ulicy Domaniewskiej (który to już raz?). Scenografia? Znów biała przestrzeń, z tą tylko różnicą, że pofałdowana biała ściana została zamieniona na delikatne, dyskretnie powiewające przesłony z białego (a jak!) materiału. Widownia? Wybieg znów stał się sceną, bo trybuny ponownie ustawiono równolegle, niczym w teatrze. A sama kolekcja? Dokładnie tak samo jak sezon temu, została podzielona na dwa bloki kolorystyczne. Pierwszy segment dosłownie kipi od koloru, a drugi został oparty na czerni, którą urozmaicają bogate zdobienia. Nic innego jak modne Déjà vu. Ale nie takie natrętne czy nieznośne. Wręcz przeciwnie – przypominające raczej rzadki przypadek, kiedy sequel dobrego filmu jest jeszcze ciekawszy od pierwszej części. W głowie pojawia się myśl – tak, skądś to już znam, ale co z tego? Jest pięknie! Kiedy kolejna część?

Czytaj dalej

Bohoboco Wiosna/Lato 2015 czyli geometria, kynologia i moda

24 lis

IMG_8347

Pięć lat minęło… I to nie wiadomo kiedy! Ostatni pokaz marki Bohoboco, specjalny, bo podsumowujący pięciolecie jej istnienia na polskim rynku, zmusił mnie do przemyśleń nad zbyt szybko upływającym czasem.  Przypomniało mi się również, że przecież rok rokowi nierówny – podobno wiek jednych stworzeń można przeliczać na ludzkie lata. Na przykład psie. Są nawet do tego celu stworzone specjalne tabelki. Zaglądam więc do takiego cuda i widzę, że pięć lat psiej egzystencji, w przeliczeniu na człowieczy los, zawiera się w przedziale od 40 do 48 wiosenek. W zależności od rozmiaru zwierzęcia, a tu reguła jest bezwzględna – im większy pupil, tym krócej żyje. Ot, psi los. I nie piszę tego, ponieważ jeden z projektantów i współtwórców marki Bohoboco ma na nazwisko Owczarek. Zastanawiam się raczej, jak wyglądałby przelicznik życia zawodowego (zwanego także „karierą”) polskiego projektanta mody w kontraście do zagranicznego. Pomyślmy – okoliczności nie są zbyt sprzyjające. Co chwila wyłaniają się nowe nazwiska, marki, projekty. Co sezon znajdujemy jakieś niesamowite odkrycia „polskiego” wzornictwa. Pojawiają się i znikają. Można powiedzieć, że jak gwiazdy, ale to zdecydowanie zbyt liryczne porównanie. Tak, jeśli potraficie czytać między wierszami, to na pewno czujecie sporą dozę rezygnacji w moich słowach. Ale jak tu nie czuć rezygnacji, jeśli z arcynudnej kolekcji top modelki robi się nieziemską hecę? Taka doskonała okazja – cały świat szaleje na punkcie rozmaitych współprac, a u nas na wybiegu… Wyciągnięte swetry i postrzępione koszule. Jak traktować branżę poważnie, jeśli w ciągu kilku dni Michał Zaczyński najpierw obwieszcza wejście na polską scenę mody Mercedesa i agencji IMG, którzy stoją za sukcesem wielu międzynarodowych wydarzeń, tylko po to, żeby kilka dni później odkręcać sprawę? Jak pisać ciekawie i porywająco o polskiej modzie, jeśli większość lokalnych kolekcji dzieli się na trzy nurty – nudnej konfekcji, odtwórczej mody ulicznej i miejskiej, a na koniec źle pojętej awangardy? Jak się zachwycać pokazem, jeśli projektanci w ferworze oznaczania swoich sponsorów i partnerów zapominają o zamieszczeniu swojej własnej marki?

10808360_10204262001863602_347697996_n
Czy kogoś to jednak dziwi? Porządna kolekcja wizerunkowa jest w naszym kraju pięknym samobójstwem. Trzeba w nią włożyć spore pieniądze, tylko po to, żeby ubrać później kilka gwiazdek i zadowolić garstkę stylistów. Tym bardziej, że narodowość mody nie ma już żadnego znaczenia. Podziękujcie za to globalnej wiosce! Jedyne co się teraz liczy, to narodowość klienta i waluta, która obraca się w jego portfelu. I tu dochodzimy do clou sprawy – gdzie w tym wszystkim jest klient? Ano klient stoi w kolejce po koszulkę albo sukienunię à la Jastrzębska. Bo nie jest kolekcjonerem ubrań. A już na pewno nie lokalnym tekstylnym patriotą. I dobrze, bo moda to nie twaróg, tu nie sprawdzi się hasło „Dobre, bo Polskie”. Ten byt rządzi się trendem, chwilą, sezonem, nieustanną potrzebą zmian i gonienia niedoścignionego. A w Polsce goni się głównie panią od marketingu, żeby znalazła kilka zer w budżecie na promocję. Modne uniesienia? Wolne żarty.

Czytaj dalej

Anja Rubik dla Mohito czyli Absolutnie-nie-Fantastyczna Kolekcja

7 lis

Anja Rubik x Mohito zdj. Filip Okopny_22

Kto regularnie czyta Freestyle Voguing, ten wie, że jest jeden serial na punkcie którego mam „absolutną” obsesję. Piszę oczywiście o Absolutely Fabulous. Znacie? Jeśli nie, to proszę natychmiast nadrobić zaległości – warto. Obiecuję! Serial ten powstał na początku lat 90. i szybko (bardzo słusznie zresztą) zyskał miano kultowego. Dlaczego? Bo oprócz unikalnej fabuły, łączy w sobie trzy niezwykle ważne elementy – genialną grę aktorską Jennifer Saunders (Eddy), Joanny Lumley  (Patsy) i Julii Sawalha (Saffy), wyśmienite i ponadczasowe dialogi, a do tego ogromną dawkę wspaniałego i bezkompromisowego brytyjskiego humoru. Temat mody przewija się w tej historii regularnie i przedstawia ten dość groteskowy świat w jeszcze bardziej groteskowym świetle – przygłupie redaktorki, bezrefleksyjny kult marki, obsesja na punkcie ciała, ciągłego odchudzania i idiotycznych diet, dyktat modowych guru, wieczny głód sławy, uznania, sukcesów i niekończącej się zabawy. Będąc na pokazie kolekcji Anji Rubik dla polskiej marki Mohito przypomniał mi się pewien dialog z pierwszego sezonu serialu (1992 rok), z odcinka, w którym Eddie produkowała pokaz mody popularnego projektanta. Podczas porannej, deliryczno-histerycznej rozmowy ze swoją córką (Saffron), usłyszała od niej kilka słów „laickiej prawdy”:

„Why is everything always so hysterical? All you’ve got to do is play a bit of music, turn on the lights, get some people who have thrown up everything they’ve ever eaten and send them down a catwalk. Greater feats have been achieved in less time and with less fuss. Major motion pictures are made, huge concerts are put on in stadiums I mean for God’s sake, 500,000 troops were mobilised in the Gulf, a war fought and won in less time, without everyone involved having a nervous breakdown and being sent flowers. It can’t be that difficult.”

No właśnie i cóż w tym właściwie takiego trudnego? 

Czytaj dalej

Ania Kuczyńska Jesień/Zima 2014 – „Lava” czyli Kuczyńska i… Kossak!

27 paź

10405283_972633052752401_4078728766126257948_n

Hotel Bristol to prawdziwie magiczne miejsce. Zawsze kiedy jestem w jego pobliżu, przypomina mi się jedna z moich ulubionych biografii: Maria i Magdalena, autorstwa Magdaleny Samozwaniec, wywodzącej się z rodu wspaniałych artystów – Kossaków. Książka jest iście przecudowna i polecam ją dosłownie każdemu. Opowiada o dzieciństwie i wejściu w dorosłość dwóch szalenie ciekawych kobiet: dowcipnej, niemal rubasznej Madzi – czyli wyżej wspomnianej Magdaleny Samozwaniec i jej starszej siostry, poetyckiej do szpiku kości Lilki (zwanej również Szczurkiem) – Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Historia ujęta w dwóch tomach przedstawia świat krakowskiej bohemy artystycznej na początku XX wieku i na styku czterech planów społecznych: mieszczańskiego, arystokratycznego, ziemiańskiego i najważniejszego, czyli artystowskiego, toczy się życie dorastających panien, którym tradycyjnie zastana rzeczywistość i jej obyczajowość nie zawsze przypada do gustu. Towarzyszy im powoli odchodzący świat debiutanckich balów, konwenansów, pozorów, ekscentrycznych guwernantek, rękawiczek pachnących benzyną i strojów kąpielowych w których łatwiej się tonęło niż pływało, jeszcze skandalicznych rozwodów, pierwszych ćwiczeń i sportów, zdradliwej gimnastyki korekcyjnej przypominającej tortury, wanien sprowadzanych z Londynu, które niosąc rewolucję w higienie, punktowały również rewolucje mające miejsce w społeczeństwie. A z zachodu nieustannie płynęły nowe trendy, drażniące zmysły i rozpalające fantazję tych eleganckich kobiet, które ponad wszystko ceniły piękno, miłość i kreatywność.

Czytaj dalej

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 2 889 obserwujących.

%d bloggers like this: