Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2016 „Fire Walk With Me” czyli Déjà vu 2.0

25 List

 

Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2016 Fire Walk With Me / Foto: Filip Okopny

Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2016 Fire Walk With Me / Foto: Filip Okopny

Dziś zacznę od rewelacji – w końcu na polskim pokazie, co prawda mającym miejsce niemal na prowincji, bo w dalekim, posępnym i bezpłciowym Studio ATM, pojawiła się prawdziwa gwiazda! I to naprawdę było odświeżające zdarzenie. Kasia Figura, bo o niej mowa, siedziała tak blisko mnie, że z trudem powstrzymywałem się przed namacalnym sprawdzeniem czy to na pewno ona, a nie jakaś projekcja astralna czy atrapa. Całe szczęście nie musiałem, wyręczyli mnie fotoreporterzy, których roziskrzone aparaty, wycelowane prosto w aktorkę, spowodowały u mnie chwilową ślepotę. Kasia błyszczała zarówno światłem odbitym, jak i wewnętrznym, a ja pierwszy raz od dawna miałem wrażenie, że ponadgodzinne oczekiwanie na pokaz ma jakiś sens. W końcu obok siedziała gwiazda.

Czytaj dalej

7 i pół perfumy, czyli premiera nowych zapachów Bohoboco

28 Wrz

bohoboco_1_2016_09_13_069a

Słowo rozmach w przypadku marki Bohoboco brzmi już praktycznie niczym mantra. Co rusz jej założyciele i projektanci  – Michał Gilbert Lach i Kamil Owczarek starają się zaskoczyć jakąś nowością modną publikę. A to spektakularnym pokazem, albo kolejną współpracą czy wprowadzeniem do sprzedaży nowych produktów. W Polsce, jako jedni z pierwszych wprowadzili sygnowane swoim logotypem perfumy. Ten kosmetyczny trend, tak popularny na całym świecie, i nie oszukujmy się  – szalenie intratny, często przynoszący zyski porównywalne do tych, które generuje sprzedaż ubrań, w naszym kraju nie rozwinął jeszcze skrzydeł. Michał Szulc, Joanna Przetakiewicz i Bohoboco właśnie jako pierwsi przecierali szlaki projektanckich zapachów. W miniony czwartek Bohoboco przeprowadziło drugi w swojej karierze atak na perfumiarską branżę. Plotka mówiła, że projektanci mają zamiar zaprezentować aż osiem nowych zapachów. Ktoś szalenie kreatywny wymyślił nawet, że każda perfuma będzie inspirowana jedną z polskich celebrytek. Dreszcz przeszedł was po plecach? Uspokajam, ta rewelacja okazała się całe szczęście fałszywa. 

Czytaj dalej

Łukasz Jemioł Jesień/Zima 2016 – kolekcja ani duża, ani mała

30 Czer

155_LukaszJemiol_230616_backstage_web_fot_Andrzej_Marchwinski_Fashion_Images

Łukasz Jemioł jest wzorowym przykładem projektanta, który potrafi wycisnąć media niczym cytrynę, schrupać pestki, a na koniec wyperfumować się jeszcze skórką, żeby pozostawić jak najmilsze wspomnienie. I to wszystko bez cienia kwaśnej miny. Można go podejrzewać o lekką megalomanię, tym bardziej w kontekście twórców mody, o których powinny świadczyć głównie, jak nie wyłącznie, ich kolekcje, ale w tym przypadku jest to raczej smykałka do interesów i świadomość specyfiki polskiego rynku. Kiedy Jemioł pokazuje w śniadaniówce swoje mieszkanie, to nie dla taniego ekshibicjonizmu, ale dla swoich klientek – dla nieustannego podsycania ich ciekawości, karmienia ich aspiracji. Bo czy można lepiej błysnąć w biurze, na spotkaniu czy rodzinnym spędzie niż w sukience od Jemioła? Tak, „od tego Jemioła”, znanego z telewizji, plotkarskich stron, zdjęć z Magdą Gessler i niezliczoną liczbą innych lokalnych celebrytek? Wpuszczanie widzów do tak intymnej strefy, jaką jest mieszkanie, jest doskonałym przykładem monetyzacji popularności. Podobna akcja koniec końców ma się przełożyć na sprzedaż. Owszem, ktoś złośliwy mógłby wykorzystać cytat odnoszący się do warunków mieszkaniowych projektanta, jego własnego zresztą autorstwa: „moje mieszkanie nie jest ani małe ani duże”, w wielu innych kontekstach. Od tych profesjonalnych, na przykład spekulacji dotyczących talentu projektanckiego, aż po nikczemnie personalne, na przykład wzrostu, szukając przy okazji synonimicznych określeń – bo kiedy coś nie jest ani „duże”, ani „małe”, to zazwyczaj jest „średnie”, a stąd już krótka droga do słowa „przeciętne”. Warto też dodać, że Jemioł ma spore poczucie humoru, bo kto przy zdrowych zmysłach nazywałby cztery nieco umęczone palmy umiejscowione w sypialni „oranżerią”? Ale schowajmy złośliwości głęboko do kieszeni, bo o Jemiole przede wszystkim świadczą jego pokazy, i kto twierdzi inaczej, ten jest najzwyczajniej w świecie głupi.

Czytaj dalej

Z wizytą na planie Patrizia Aryton, czyli premiera nowej linii „Altro” (+ rozmowa z Patrycją Cierocką-Szumichorą)

17 Maj

aryton2_2

Marka Aryton – rdzennie polska, modelowo rodzinna i z nowoczesnym zapleczem technicznym, funkcjonuje na lokalnym rynku już ponad ćwierćwiecze. Przetrwała lata 90., pazerne na wszystko co zagraniczne, ugruntowała się w chaotycznych i spauperyzowanych estetycznie latach dwutysięcznych, w międzyczasie zasłynęła ze świetnych płaszczy, zaprezentowanych między innymi na jubileuszowym pokazie podczas łódzkiego tygodnia mody, a w swoje 26 urodziny, które miały miejsce w 2015 roku, przeszła metamorfozę, o której było całkiem głośno w polskich mediach. Dlaczego? Ano dlatego, że córka założycieli marki – Patrycja Cierocka-Szumichora, użyczyła swojego imienia na potrzeby rebrandingu, co wzbudziło pewne kontrowersje. Na metkach pojawił się egzotyczny wariant Patrycji – „Patrizia”, a w Internecie sceptyczne głosy, czy to na pewno dobry pomysł, kim właściwie jest ta Patrycja i czy przypadkiem ktoś tu nie próbuje się podpiąć pod sukces pewnej zagranicznej marki? Ja również się nad tym zastanawiałem, ale bardziej ciekawiły mnie zmiany wewnątrz oferty, którą spokojnie można umiejscowić na polskiej półce premium. Kiedy miesiąc temu dostałem zaproszenie, żeby odwiedzić plan sesji zdjęciowej Patrizii Aryton, dedykowanej nowej linii zwanej Altro, po prostu nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. Tym bardziej, że miała się na niej pojawić sama Patrycja, a sesję stylizowała moja ulubiona Anna Poniewierska, której orientalny dryg i wrażliwość na temat formy niezmiennie mi imponują. Uzbrojony w standardową ciekawość i mnóstwo pytań, pojechałem na warszawską Pragę, do industrialnych przestrzeni przy ulicy Grochowskiej.

Czytaj dalej

Dawid Woliński SS2017, czyli eklektyczna zagadka

8 Kwi

51_press_DawidWolinski_060416_fot_Filip_Okopny

Dawid Woliński otworzył wiosenny sezon pokazów. Jak przystało na gwiazdę polskiego świata mody, ulubieńca prasy, portali plotkarskich i celebrytek – takie wydarzenie nie mogło się obyć bez solidnej pompy. W środowy wieczór, w warszawskim klubie Palladium, zgromadził się imponujący tłum celebrytów, przedstawicieli mediów, wielbicielek marki i tłum niezbędnych w takich sytuacjach statystów-gapiów, przed którymi projektant przedstawił kolekcję antycypującą sezon SS 2017. Dzięki temu sprytnemu, choć nie do końca logicznemu zabiegowi, Woliński momentalnie stał się liderem branży, wyprzedzając cały świat o pół roku. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, bo kalendarz projektanta mocno się rozregulował. Jeśli wierzyć jego stronie, ostatnią zaprezentowaną kolekcją był mocno inspirowany orientem sezon AW 2014, który wsławił się kilkoma pięknymi kreacjami utrzymanymi w wieczorowym klimacie, recyklingiem tanich importowanych makatek (które doczekały się śniadaniowego śledztwa w TVN), szokującą inspiracją żoną niesławnego filipińskiego dyktatora – Imeldą Marcos, oraz porażającą współpracą z marką Lilou, która udostępniła projektantowi worek kolorowych kamyczków w celu, który urąga wszelkiej estetyce. Podpowiadam jednak – nie wierzcie stronie projektanta, bo Woliński zaliczył jeszcze króciutki i bezsezonowy epizod podczas wyjątkowo kontrowersyjnego wydarzenia Mercedes Benz Fashion Weekend Warsaw, na którym zaprezentował zdecydowanie bardziej uliczny i odmłodzony wizerunek swojej marki, mocno odbiegający od dotychczasowego stylu, o grupie docelowej nie wspominając. Później nastąpiła cisza….

Czytaj dalej

Cracow Fashion Awards 2016

22 Mar

CFA2016

Kraków to zdecydowanie jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie miast w Polsce. Nie tylko najczęściej, ale i najchętniej. Mogę właściwie napisać, że bywam tam regularnie, choć zdecydowanie nieturystycznie. Z każdą wizytą niezmiennie zadziwia mnie jedna rzecz – jak takie estetyczne miasto, przynajmniej w tak dużej części, a już na pewno w większej niż Warszawa, może mieć w sobie tak mało mody? Labirynty uliczek chowające urokliwe kamienice, przestrzeń jest zbudowana z niepoliczalnych detali, dookoła kwitnie raj dla wielbicieli knajp i szeroko pojętej gastronomii, a pośród nich kręcą się śliczne dziewczęta i przystojni chłopcy wybierający estetykę „vintage”, starsi ludzie są… jakby bardziej eleganccy i staranni, wszędzie kręcą się turyści z pękatymi portfelami, którzy nie przeznaczają środków wyłącznie na upodlenie się tanim alkoholem. A jednak, i to na dodatek paradoksalnie – mody w tym wszystkim niewiele. Nawet Joanna Hawrot, projektantka zżyta z Krakowem, działająca w trybie sezonowym, postanowiła niedawno przenieść się do stolicy. Sytuację ratuje całe szczęście instytucja Krakowskich Szkół Artystycznych, a dokładnie Szkoła Artystycznego Projektowania Ubioru, znana jako SAPU. Co roku, pod nieco szumnym tytułem Cracow Fashion Awards, prezentuje osiągnięcia swoich absolwentów i wykładowców, jak również zaprzyjaźnionych projektantów i instytucji. Wydarzenie funkcjonuje w ramach Krakowskiego Tygodnia Mody, które ma dość nietypowe podejście do sprawy – ścianek sponsorskich tu jak na lekarstwo, celebrytów też niewiele, a osią wydarzenia jest przede wszystkim edukacja, która zawarta jest w bogatym programie warsztatów, szkoleń i warsztatów z profesjonalistami branży mody, prelekcji i projekcji, choćby ciekawego filmu dokumentalnego Judyty Fibiger pod tytułem „Political Dress”. Swoją drogą – kto nie widział, niech nadrobi zaległości, szczególnie dla archiwalnych nagrań – są bardzo inspirujące. Dodatkowo ten cykl aktywności stanowi pretekst do zaprzyjaźnienia krakowiaków z modą autorską, nie wspominając o tym, że jest dobrą okazją żeby się wystroić i pokazać innym. Jeśli więc szukać mody w Krakowie, to najlepiej z intencją wyłuskiwania młodych obiecujących talentów. Tych całe szczęście podczas ostatniej edycji nie zabrakło.

Czytaj dalej

Muscat + Konkurs = <3

22 Sty

MuscatxFV

Dziś zacznę od pewnego wyznania – nie lubię zakupów w sieci. To znaczy, lubię i nie lubię, wszystko zależy od produktu. Zakupy spożywcze, szczególnie przed świętami, to prawdziwe zbawienie. Oczywiście milej jest wybierać warzywka na uroczym straganie, oglądając je pod każdym możliwym kątem i deliberując ze sprzedawcą o wyższości jednego gatunku jabłek nad drugim, ale od czasu do czasu trzeba iść na kompromis, tym bardziej, że przebywanie w jakimkolwiek sklepie w okresie świątecznym grozi załamaniem nerwowym i histerią. Sytuacja jawi się podobnie w przypadku sprzętu AGD i RTV – kupienie nowej pralki bez konieczności odwiedzania centrum handlowego – bajka! Podpisuję się pod tą metodą. Jednak w kwestii ubrań i dodatków – tu w grę wchodzą wyłącznie zakupy w archaicznym stylu „offline”. Jestem fetyszystą mody, więc przed jakimkolwiek zakupem muszę konkretny produkt dotknąć, powąchać, obejrzeć szwy, zweryfikować skład surowcowy, który często bywa, ekhm, roszczeniowy i ma niewiele wspólnego z informacją na metce. Wiem, istnieje prawo konsumenckie, każdą rzecz można odesłać bez podawania przyczyny, ale to kompletnie mnie nie przekonuje – skomplikowane manewry. A gdyby tak marka przesłała do domu selekcję produktów, które można swobodnie przymierzyć, wybrać to co nam się podoba (albo nie wybrać nic), a resztę odesłać bez najmniejszego trudu i bez wychodzenia z domu? Drodzy Państwo Okularnicy, jeśli podoba wam się ta wizja, to poznajcie Muscat – polską markę, która wprowadziła innowacyjną usługę „Home Try On”, dzięki której do zakupów w sieci przekonają się nawet tacy sceptycy, jak ja.

Czytaj dalej

%d bloggers like this: