Archive | Czerwiec, 2012

Joanna Klimas – AW 2012/2013 czyli Garden Party po królewsku.

28 Czer

Dziś zacznę od mocnego stwierdzenia. Jeżeli nie wiecie, kim jest Joanna Klimas i nie macie pojęcia o jej roli w budowaniu współczesnej polskiej mody to znaczy, że coś bardzo istotnego umknęło wam w życiu. Nie sztuką jest wzdychać do zagranicznych pokazów i wielkich marek. Nie jest też wielkim wysiłkiem rozpatrywanie mody na najniższym z możliwych pułapów – to mi się podoba, bo to bym założył/a – casus żywcem przeniesiony ze świata sztuki, z tą tylko różnicą, że przysłowiową ścianę zamieniamy na ciało. Kiedy słyszę, że ktoś interesuje się modą, a jednocześnie nie jest świadomy naszej lokalnej „tożsamości modowej”, to zaczynam wątpić w takie deklaracje. Nie będę dzisiaj tłumaczyć, kim jest Jerzy Antkowiak, Beata Jarmołowska, Bernard Hanaoka albo Bea Szenfeld (która swoją drogą ubierała na przykład Bjork), lub czym była Moda Polska, Dom Mody Telimena albo Hoffland. Wydaje mi się, że są to informacje podstawowe (obowiązkowe!) dla każdej osoby, która twierdzi, że „moda to coś więcej niż ubrania”. Brak wiedzy i zaplecza historycznego skutkuje tylko i wyłącznie smutnymi frustracjami. Porównywanie mody zagranicznej i polskiej bez żadnego tła i szerszego kontekstu staje się bezcelowe – to tak, jakby porównywać hodowlane róże i stokrotki, które wyrosły na ugorze. Owszem, te pierwsze są piękne, ale powinno się też docenić drugie. A jeżeli nawet nie docenić to przynajmniej mieć świadomość, czemu wyglądają właśnie tak, a nie inaczej. Skąd ta agresywna dygresja (dygresyjna agresja?) na samym wstępie? Wyjaśnię to pod koniec dzisiejszej recenzji.

Przyznam, że mam ciężki orzech do zgryzienia. Joanna Klimas jest projektantką, która w latach ’90 w pewien sposób zrewolucjonizowała podejście Polek do mody. Wprowadziła pojęcie minimalizmu i skromnej elegancji. Na nowo uświadamiała kobietom, że dobry krój i świetnej jakości materiały powinny być podstawą każdego ubrania i wyznacznikiem stylu. Ja w tym czasie siedziałem w piaskownicy i bawiłem się w berka. I jak tu recenzować kolekcje kreatorki z tak kolosalnym doświadczeniem i takimi dokonaniami? Wychodzę jednak z założenia, że raz podjętej rękawicy nie wypada odrzucić, więc nieśmiało spróbuję. Mam nadzieję, że się uda!

Czytaj dalej

Warsaw Fashion Street 2012 czyli alternatywna fotorelacja pod tytułem „zagubiony na backstage’u”

25 Czer

Warsaw Fashion Street to wydarzenie o charakterze misyjnym. Misja jest prosta jak przysłowiowa budowa cepa – chodzi o to, żeby przybliżyć polską modę Polakom. Prawda jest taka, że przeciętny rodak o rodzimej modzie nie wie nic. Znajomość projektantów ogranicza się do trzech nazwisk poznanych na portalu plotkarskim, w kontekście jakiejś-tam kolejnej gwiazdy. Polacy polskiej mody nosić nie chcą, bo jest za droga (kłamstwo!), bo dziwna (tutaj można dyskutować), a w ogóle to nie wiadomo gdzie to kupić i na co to komu. Co przeciętny Polak myśli po zobaczeniu polskiej mody na wybiegu otwartym dla publiczności – nie wiem. Idea jest jednak szczytna, a każde takie wydarzenie to kolejna cegiełka w jakiś sposób budująca rynek. Wczoraj wybrałem się na 9. edycję Warsaw Fashion Street. Z ręką na sercu przyznaję – nie oglądałem większości pokazów, bo widziałem te kolekcje wcześniej. Właściwie cały dzień spędziłem na przyjemnym dryfowaniu między backstagem a strefą dla gwiazd i rozmowach ze znajomymi. Zostałem nawet poproszony o udzielenie wywiadu i było to bardzo miłe doświadczenie, bo zadałem pani podchwytliwe pytanie, czemu ją interesuje to, co mam do powiedzenia. Pani powiedziała, że WIE kim jestem i że się nie wywinę. I było to urzekająco przesympatyczne. Mówienie do kamery jest jednak wybitnie stresujące – mam nadzieję, że nastąpiła jakaś awaria sprzętu, a nagranie zginie-przepadnie na wieki. Lawirowanie w tłumie półnagich modelek, projektantów i znajomych urozmaiciłem sobie robieniem zdjęć. I oto efekt. Większość została zrobiona z tak zwanej „przyczajki”. Jakość artystyczna jest znikoma, zdaję sobie z tego sprawę. Jednak wartość dokumentalna jest nieoceniona!

Zaczynamy od wejścia na backstage. Tu stali groźni ochroniarze i nikt niepowołany nie miał prawa się dostać do środka!

Paparazzi w pełnej gotowości!

Tak zwana „Red Carpet Situation” aka „Strike the Pose” (jak to śpiewała Madonna)

Czytaj dalej

Pudełko pełne światła czyli o tym jak Stradivarius zabrał nas na małą wycieczka do Krakowa.

22 Czer

Praca dziennikarza zajmującego się modą ma swoje lepsze i gorsze strony. O tych bardziej męczących pisałem jakiś czas temu w kontekście pokazu BOHOBOCO. Bieganie po prezentacjach prasowych może wydawać się najprzyjemniejszym w świecie sposobem spędzania czasu, szczególnie w godzinach pracy. Oglądanie ubrań, jedzenie ciastek i rozmowy ze znajomymi z pewnością są jakimś urozmaiceniem dnia, ale nie są (a przynajmniej nie powinny być) celem samym w sobie. Jak w każdej dziedzinie życia wszystko jest miłe tak długo, jak nie jest obowiązkiem, a jedynie możliwością. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy tego typu narzekanie staje się  zupełnie nie na miejscu. Mogłem się o tym przekonać mniej więcej dwa tygodnie temu, kiedy zadzwoniła do mnie Małgosia z pytaniem, co robię 13 czerwca.  Zajrzałem do kalendarza – żadnych spotkań, żadnych prezentacji – kwadracik ział białą pustką urozmaiconą jedynie hasłem „podlej kwiatki!”. Małgosia stwierdziła, że to bardzo dobrze, bo ma dla mnie propozycję.

(siwy pan na pierwszym planie znalazł się na zdjęciu zupełnie przypadkowo)

Czytaj dalej

Miss Aerobik!

21 Czer

Dziś pierwszy dzień lata i najdłuższy dzień w roku. To idealna okazja, żeby przedstawić wam moją ulubioną sesję z najnowszego, letniego numeru Fashion Magazine. Miss Aerobik autorstwa Adama Plucińskiego! Inspirowana oldschoolowymi kasetami video z filmami fitness Jane Fondy i Cindy Crawford. Lata ’80 to prawdziwa kopalnia inspiracji!

Eighties forever!

Miss Aerobik:

Zdjęcia – Adam Pluciński / MOVE
Stylizacja – Pola Madej-Lubera 
Włosy – Emil Zed / Van Dorsen
Makijaż – Gosia Urbańska
Produkcja – Wojtek Szauliński
Modelka – Natalia Uliasz / Avant Models 

Czytaj dalej

ZUO Corp. Jungle Gardenia – AW 2012/2013 czyli Pokaz, Performance i Perfekcjonizm.

20 Czer

Są takie pokazy, które zapadają w pamięć na wiele lat. Łączą w sobie rozmaite, kluczowe składniki, takie jak kolekcja (wyjątkiem potwierdzającym regułę jest „nagi” pokaz z filmu Prêt-à-Porter, w reżyserii Altmana), oprawa graficzna, choreografia, atmosfera, lokacja i reżyseria. Takie pokazy są ponadczasowe a ich wartość i przekaz nigdy się nie zdewaluują. Mam w głowie listę takich wydarzeń, do których od czasu do czasu z przyjemnością wracam. Na przykład do kolekcji Husseina Chalayana na sezon jesień/zima 2000/2001. Finał tego pokazu zapiera dech w piersiach. Na scenę wchodzą cztery modelki. Zatrzymują się obok kompletu mebli: cztery fotele i stolik. Zdejmują z tych mebli pokrowce i… zakładają je na siebie. Kilka suwaków, zatrzasków, napów i nagle powstają cztery fantastyczne kreacje z niezwykłą, skomplikowaną konstrukcją. To jednak nie koniec. Pojawia się obsługa techniczna, która składa szkielety foteli zmieniając je w poręczne walizki. To nadal nie wszystko – finał ciągle przed nami. Na scenę wkracza piąta modelka. Dosłownie wchodzi do środa stolika, który nagle zmienia się w spódnicę. Brzmi to niewiarygodnie ale tak właśnie było. Podobne wrażenia wywołuje we mnie pokaz Dior Haute Couture na wiosnę/lato 2007. Cudowna inspiracja kulturą Japonii, spektakularne ubrania, skomplikowany wybieg składający się z kilku scen i udramatyzowana choreografia. Takich pokazów było wiele i nie ma potrzeby ich wszystkich wymieniać. Przynajmniej nie dzisiaj. Najważniejsze jest to, co je łączy – wizja totalna. Chęć przeniesienia widza na kilkanaście minut w zupełnie inny świat. W miejsce wypełnione fantazją i niczym nie skrępowaną kreacją.

Czytaj dalej

Resort 2013×15 czyli co warto mieć (lub nie) w walizce jadąc do Dubaju, Palm Beach albo na Bahamy.

18 Czer

Ideę kolekcji międzysezonowych – Resort i PreFall przedstawiałem pół roku temu. Spragnionych wyjaśnień zapraszam do notki Pre-Fall 2012.

Co prawda sezon prezentacji jeszcze się nie skończył (niedługo powinien dobić do około 170 kolekcji) ale jest już z czego wybierać. Nie jest to selekcja TOP 15. W tej notce chciałbym przedstawić wam ogromną różnorodność kolekcji Resort (zwanych czasami Cruise). Wątków marynistycznych, casualu i letnich fasonów jest zdecydowanie mniej niż kiedyś. Pojawia się za to dużo mody wieczorowej i sporo awangardy. W przypadku międzysezonówek pojęcie „trendu” nie jest tak istotne jak w przypadku kolekcji sezonowych. Oczywiście da się zauważyć pewne elementy, które się powtarzają (na przykład kołnierzyki, kwiatowe nadruki albo baskinki) ale nie ma to aż tak dużego znaczenia. Z każdego lookobooka wybrałem trzy zdjęcia pokazujące charakter kolekcji, w tym jedno, które według mnie przedstawia najciekawszą sylwetkę. Tyle w ramach wstępu! Zapraszam na pokład.

Valentino Resort. Głównie pastelowe barwy, koronki i motyw kwiatów. Pierwsze skojarzenie to elegancka moda popołudniowa. Jest dość wytwornie, ale niezbyt zobowiązująco – poważne fasony zostały przełamane lekkością printów, gipiur, lekko kontrastujących kołnierzyków i mankietów. Bardzo udana kolekcja, chociaż nieco staroświecka. Hit – biały, koronkowy kombinezon!

Sonia Rykiel Resort. To powrót do korzeni. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech marki były od zawsze dzianiny a w tej kolekcji pojawia się ich bardzo dużo. Kolory są głównie zgaszone (beże, butelkowa zieleń, szarości) z małym wyjątkiem kontrastującej czerwieni. Sporo ciekawych wykończeń, na przykład plisowane wstawki a do tego desenie – od kontrastujących i geometrycznych aż po urocze abstrakcyjne kwiatki. Jest nonszalancko i francusko. Hit – komplet patchworkowych spodni i żakietu + odsłonięty brzuch i platformy.

Czytaj dalej

MYS Shoes czyli buty, które można sobie dopasować.

17 Czer

Albo mówiąc bardziej international „scustomizować”. Możliwość dostosowania produktu do własnych potrzeb to patent, który zyskał popularność mniej więcej trzy lata temu. Oczywiście istniał już wcześniej, ale na dużo mniejszą skalę – był zarezerwowany głównie dla produktów z wyższej półki. W tej chwili praktycznie każda firma oferuje przedmiot, który użytkownik może w jakiś sposób dopasować do swoich potrzeb lub estetyki – przykładem (w ramach ciekawostek z innej beczki) niech będzie aparat fotograficzny Pentax, który można ozdabiać klockami. Customizacja w modzie to oczywiście żadna nowość. Przykładów jest wiele – od kilku lat można stworzyć wymarzone Nike’i przez aplikację NIKEiD, albo zamówić unikalne akcesoria od Lilou. Nawet nasi rodzimi projektanci sięgają od czasu do czasu po ten pomysł. Martyna Czerwińska stworzyła w zeszłym roku „Note Bag” – torbę/notatnik, po której można rysować i pisać – czyli ją customizować . To tylko kropla w morzu tysiąca produktów z tego gatunku. Ważny jest fakt, że idea jest ciekawa a możliwość ingerowania w przedmiot sprawia, że można się nim cieszyć dłużej i odkrywać go na nowo.

Czytaj dalej

%d bloggers like this: