Archiwum | Wrzesień, 2012

Wearso. So? Wear it! Czyli o spacerach, otwarciach i jabłkach

29 Wrz

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony otwarciu butiku Wearso i przypadkowym spotkaniom. A raczej przypadkowym spotkaniom i otwarciu butiku. Początek był banalny. Zaczęło się jak zawsze od zaproszenia. Właściwie to trzech zaproszeń. Jedno przyszło pocztą, drugie mailem a trzecie dostałem do rąk własnych od Harel. Fakt, w zupełności wystarczyłoby jedno, ale jak to mówią – od przybytku głowa nie boli. Swoją drogą, osoba która wymyśliła to powiedzenie zapomniała o alkoholu. Od przybytku trunków rozmaitych zdecydowanie boli głowa. Zresztą, jest to potwierdzone przez kolejne powiedzenie „Co za dużo, to niezdrowo”. Czasami boli tak, że porywam się na deklaracje ostateczne – „nigdy więcej nie tknę alkoholu”. Chyba nie muszę dodawać jak to się kończy. Najczęściej wznoszeniem toastów za to nie-tykanie a potem wyrzutami sumienia. No ale mniejsza z tym. Ponieważ zostałem zaproszony aż potrójnie i dość mocno zaagitowany przez Harel, która bywa mistrzynią marketingu, postanowiłem, że nie ma wyjścia. Trzeba iść. Wcześniej miałem umówione spotkanie w butiku Ani Orskiej (szykujemy dla was coś bardzo bardzo ciekawego, więcej info już niedługo), również w okolicach ulicy Mokotowskiej. Jest to bardzo ciekawy kawałek Warszawy. Skupia w sobie tak wiele butików i pracowni, że nie sposób tamtędy przejść i nie spotkać jakiegoś znajomego. I tak było również tym razem – do sklepu wpadł duet Boom Team czyli stylistki Aga i Paula. Ponieważ po spotkaniu miałem trochę wolnego czasu to postanowiliśmy się przespacerować. Dziewczyny zawsze mają kieszenie pełne przezabawnych anegdot, które postaram się kiedyś spisać. Bo życie stylistek-freelancerek to nieustające pasmo śmiesznych, a często i niebezpiecznych historii z gatunku „pożar na sesji zdjęciowej”. Serio, taka ubraniowa tragikomedia! Po 15 minutach przechadzki w kierunku śródmieścia spotkaliśmy kolejną kopalnię anegdot – projektantkę i stylistkę Zosię Kulę, która prywatnie jest moją serdeczną przyjaciółką i poduszką do wypłakiwania żalów wszelkich. Spacer zmienił się w miłą pogawędkę i wymianę plotek. Naładowany dobrą energią wróciłem na Mokotwską, pod numer 62, gdzie swoje miejsce znalazł nowy butik marki Wearso.

Czytaj dalej

Reklamy

Piąty Dzień Tygodnia vol. 11

28 Wrz

źródło – www.splashnews.com

Jak zawsze bez wstępów i szalonych elaboratów. I bez ilustracji bo Paulina powiedziała „zarobiona jestem, nie dam rady”. Możemy jej dać dyspensę, bo ma dzisiaj urodziny. A więc Happy B! Zaczynamy, ot tak po prostu, najbardziej szokującą informacją z ostatnich dni. Lady GAGA przytyła. Być może FAME zaczął ją rozsadzać od INSIDE. Jest też szansa, że spuchła z przepicia. A może to tylko woda? Cóż mamy napisać więcej. W końcu to było wiadome od samego początku. Lady G jest człowiekiem, jak każdy…

Czytaj dalej

Co powinno znaleźć się w męskiej szafie czyli o tym, jak Pan Antkowiak ukradł show

26 Wrz

Jak budować męską szafę? Na to pozornie banalne pytanie szukałem ostatnio odpowiedzi w trakcie panelu MaleMEN & ThinkTank Society. Od razu uprzedzam, tytułowe problemy nadal pozostają zagadką. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, bo czas spędzony w showroomie H&M, gdzie spotkaliśmy się, żeby posłuchać o męskiej garderobie uważam za jedną z lepszych inwestycji w moim życiu!

Czytaj dalej

Trup w szafie czyli nasze codzienne, tekstylne zbrodnie

24 Wrz

Ilustracja – Spektakularnie kreatywna Paulina Mitek.

Otworzyłem ostatnio swoją szafę. Hmm… Chwila zastanowienia. To chyba nawet nie jest szafa! Bo czy wypada tak nazywać przestrzeń ukrytą za banalnymi, przesuwanymi lustrami? Jedno jest pewne. Nie jest to na pewno elegancka, wolno-stojąca i klasyczna szafa z drewna. Taki mebel, w magicznej wersji de lux mają moi rodzice. Jest to wielki, stuletni, drewniany byt, który dumnie stoi w ich sypialni. Ma trzy segmenty i waży nieskończoną ilość kilogramów. Pięknie błyszczy politurą, skrywa w sobie fantastyczną ilość szuflad i szufladek wyłożonych pachnącym papierem, wieszaków na krawaty i półek na kapelusze. Marzenie z drewna, które zamiast tylnej ściany na pewno ma przejście do Narni. Moja szafa, a raczej ta bliżej niezidentyfikowana przestrzeń do przechowywania ubrań, nie ma w sobie nic z romantycznej garderoby. Przezornie i wygodnie mości się w przedpokoju. Żegna mnie codziennie rano, kiedy wychodzę z mieszkania. Wita mnie, kiedy do niego wracam. Każdego dnia przeżywamy konfrontację, której po prostu nie sposób uniknąć. Nasza relacja nie ma w sobie nic z pragmatyczności. Jest to związek czysto emocjonalny. Więcej! Można powiedzieć, że jest to uczucie bardzo sentymentalne. Dlaczego? Bo moja szafa to swoiste archiwum. Nie przywiązuję się do rzeczy. Nie zbieram figurek, bibelotów, szkatułek, obrazków i świeczników. Nie znajdziecie u mnie zasuszonych kwiatów i kompletu starych biletów do kina, powtykanych w ckliwe pamiętniki. Ale szafa? To miejsce gdzie dokumentują się wszystkie moje próby znalezienia własnego stylu. Nigdy nie kończące się przygody z ubraniami. Pokaż mi swoją garderobę, a powiem ci kim jesteś? Że niby co? To zdanie brzmi banalnie? No cóż, najwyraźniej banały mają w sobie najwięcej prawdy.

Czytaj dalej

Piąty Dzień Tygodnia vol. 10

21 Wrz

Ilustracja – Cudowna Paulina Mitek. Lindsey Zapuszkowana.

Witamy w jubileuszowym, dziesiątym Piątym Dniu Tygodnia.

Tym razem zaczynamy od mało zaskakującej historii – Lindsey L. znów nabroiła. Wracając z imprezy na Manhattanie potrąciła pieszego swoim Porsche Cayenne. Po czym (nadal bez zaskoczenia) zbiegła z miejsca wypadku. Wnioski? Kiedy Lindsey wyjeżdża na miasto w radiu i telewizji powinny pojawiać się komunikaty ostrzegawcze. So Lindsey! ❤

Czytaj dalej

Konkurs poetycki czyli Zegarki Deja vu i rymowanki

19 Wrz

Moi drodzy, czas na kolejny konkurs! Dzisiaj mam dla was trzy zestawy dość niezwykłych zegarków Deja vu, każdy o wartości 449 zł. Jest to bardzo ciekawy, niemiecki brand. Deja vu proponuje zegarki, które można rozmaicie komponować z dostępnych elementów i dopasowywać do swojego stylu. Z każdego zestawu możecie stworzyć minimum 8 różnych kompozycji zegarka!

Czytaj dalej

Maja Sablewska dla Mohito

18 Wrz

Standardowy zabieg marketingowy ostatniej dekady – celebryta projektuje kolekcję dla marki odzieżowej. Korzyść jest obopólna. Gwiazda i marka mają upragniony szum medialny. Gwiazda spełnia swoje głęboko skrywane marzenia z dzieciństwa o projektowaniu sukienek (na bank ubierała swoje lalki!), marka, przynajmniej teoretycznie, powinna zyskać prestiż i kilka dodatkowych numerków na koncie. W idealnej sytuacji klient powinien dostać przy okazji porządny produkt, ale jak wiadomo klient jest zawsze na szarym końcu, więc kto by się nim tak naprawdę przejmował. Dla polskiej marki Mohito słowo współpraca to żadna nowość. Nie wiem czy pamiętacie, ale kilka dobrych miesięcy temu pisałem o kolekcji Glamour – Złote Mohito, zaprojektowanej przez redakcję (tu bez zaskoczenia) magazynu Glamour. Tamta mini-kolekcja nie powaliła mnie na kolana, ale można ją uznać za całkiem znośną. Ok, ale redaktorzy pisma modowego a celebrytka to dwa różne światy. Zawsze mnie zastanawiają takie współprace. Jak to wygląda od kuchni, jaka jest faktyczna praca i wysiłek takiej gwiazdy? Czy naprawdę zaczyna od tworzenia moodboardów, zbierania próbek tkanin, rozrysowywania projektów (jeśli potrafi)? A może po prostu siada z projektantem i opowiada, w którym miejscu na sweterku widzi suwaczek. Być może mogłem się tego wczoraj dowiedzieć, ale przebicie się do Mai było niemożliwe. Musiałbym się ustawić w kolekcje ludzi. Zabrakło mi cierpliwości.

Zostaliśmy zaproszeni przez Mohito na godzinę 20:00 do klubu Syreni Śpiew, w którym szyk lat ’70 został zmieniony w piękną, bardzo przyjemną przestrzeń. Zresztą, możecie ją pamiętać z recenzji pokazu Ani Kuczyńskiej. Kameralna atmosfera miejsca została niestety zaburzona przez bardzo dużą ilość gości. I może bym nie narzekał, bo popijanie mohito na tarasie w miłym towarzystwie jest niezwykle przyjemne, gdyby nie to, że w pewnym momencie zaczęła się prezentacja kolekcji. Kilka modelek przemknęło po mikro-wybiegu, Maja opowiedziała (chyba) o swoich refleksjach na temat mody i na tym się skończyło. Całe szczęście na potrzeby wydarzenia został stworzony mały showroom, w którym można było zobaczyć kolekcję. W tym momencie muszę się przyznać, że poszedłem na tę prezentację uzbrojony w duży zapas sceptycyzmu i cynizmu. Nie jestem wielbicielem takich akcji. Wydaje mi się, że projektowanie należy zostawić projektantom, tak jak budowanie samolotów należy zostawić inżynierom. I chociaż nie zmieniłem zdania, to muszę przyznać, że kolekcja jest całkiem całkiem. Oczywiście nie jest to rewolucyjny czy unikalny produkt, ale wydaje mi się, że nie takie były założenia tego projektu.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: