Re-Act, czyli wycieczka do Łodzi z nieoczekiwanym postojem w Żyrardowie

15 Paźdź

Plan był bardzo prosty i teoretycznie musiał się udać. Wyjazd z Warszawy w piątkowe popołudnie. Spotykamy się z Marcinem na dworcu. Pociąg do Łodzi odjeżdża o godzinie 13:49. Ja wcześniej kupuję bilety. Jedziemy dwie godziny i jesteśmy na miejscu. Ot, cała magia. Jak się później okazało proste były tylko założenia, bo realizacja lekko się skomplikowała. Przyczyna? Autor ma w sobie spory potencjał chaosu i bywa bardzo roztrzepany. A to oczywiście generuje przygody. Pechowa reguła zadziała również tym razem. W kasie poprosiłem o bilety na pociąg do Łodzi na godzinę 13:39. Z ręką na sercu – nie wiem skąd mi to przyszło do głowy. Musiałem mieć chwilowe zaćmienie umysłu… Oczywiście takiego pociągu nie było w rozkładzie. Ale był za to na 13:40. Pani kasjerka coś mi próbowała tłumaczyć, niestety ja byłem zbyt zajęty tagowaniem się na FB (że jestem na dworcu i sobie jadę, o!) więc pokiwałem głową, wymamrotałem „mhm, tak tak” i kupiłem dwa bilety. Idę na peron 4, nadjeżdża pociąg a ja do niego wsiadam. Znalazłem sobie miły przedział ze starszą panią i jej małym inwentarzem – kotem i dwiema wnuczkami. Umościłem się wygodnie i dzwonię radośnie do Marcina z pytaniem „gdzie jesteś?”. A Marcin na bezdechu odpowiada, że właśnie wbiega na dworzec, ale wszystko ma pod kontrolą i zdąży na umówiony wcześniej pociąg. Zaraz zaraz. Przecież ja już jestem w pociągu, który właśnie ruszył! No tak, może i jestem, ale oczywiście nie w tym co trzeba. Ponieważ miałem ze sobą bilet niedoszłego towarzysza podróży, postanowiłem wysiąść w Żyrardowie i przeczekać tam 9 minut. Tę żenującą historię zakończę informacją, że pociąg Marcina nie zatrzymał się Żyrardowie, a ja spędziłem w tym dziwnym miejscu dwie upojne godziny, które wykorzystałem na dokumentację żyrardowskich dokonań modowych i podsłuchując romantyczno-szkolne rozmowy lokalnych gimnazjalistek. Marcin, nie wiem czy to czytasz, ale masz absolutny zakaz upubliczniania moich żyrardowskich smsów, pisanych w chwili rozpaczy. Nigdy więcej! To nie jest „place to be”…

(oto dowód)

Gimbusowe koleżanki z romantycznymi rozterkami

Plastikowa Beczka, czyli mały aneks do Współczesnych Nomadów…

I siata na śmieci. W środku była między innymi gustowna wycieraczka!

Powiew prawdziwej mody, czyli mientowa torba!

Na miejsce dotarłem grubo po siedemnastej. Do Gali Finałowej zostało pół godziny. Zrobiłem szybką rundkę po backstage’u, przywitałem się z organizatorką  – panią Barbarą Urbańczyk i resztą jury, obejrzałem prace konkursowe i usiadłem sobie na wyznaczonym miejscu. Spotkała mnie też bardzo miła niespodzianka. Od przemiłej dziewczyny z marki baggin.me dostałem płócienną torbę. Niby nic wielkiego, ale jak się okazało, eko-torba była stworzona specjalnie dla mnie, co więcej, inspiracją do niej stał się mój ostatni felieton Współcześni nomadzi czyli o codziennym targaniu przedmiotów mniej lub bardziej osobistych. Była to bardzo miła niespodzianka! Będzie to teraz zdecydowanie moja ulubiona dziadówa – na stałe zagości w moim torebiszczu. Goodie Bag zawierała w sobie też solidny pakiet eko-kosmetyków Pat&Rub od Kingi Rusin. Cytrynowo-żurawinowy krem do rąk jest obłędny. Pachnie jak marzenie! Swoją drogą Kinga Rusin, która jest ambasadorką konkursu, prowadziła całą galę i robiła to nad wyraz wdzięcznie.

Była to czwarta edycja konkursu Re-Act, poświęconego modzie ekologicznej. Do tej pory nie byłem nigdy w żadnym jury, poza komisją dyplomową w MSKPU, więc siłą rzeczy to zaproszenie bardzo mnie ucieszyło. Musze przyznać, że nie przepadam za modą ekologiczną, ale zanim do tego dojdę, wypada przedstawić całe jury. Przewodniczącą była Olga Nieścier, a w skład weszli: Marzanna Lesiakowska -€“ Jabłońska, Marcin Giebułtowski, Monika Onoszko, Joanna Paradecka-Zicz, Lidka Popiel i Ricardo Ramos. No i ja. Czyli autor! Nie ma sensu, żebym wszystkich tutaj opisywał, tym bardziej, że są to znane osoby. A zresztą, jeśli kogoś nie kojarzycie, to notki na temat poszczególnych członków jury znajdziecie na oficjalnej stronie konkursu.

Z ponad 100 zgłoszeń z całej Europy do finału dostało się 20 projektantów. A raczej 21, bo pojawił się również jeden duet. Przekrój prac był naprawdę ogromny. Od mody użytkowej, przez bardziej konceptualną aż po kurioza w rodzaju papierowych kombinezonów. Tematem przewodnim każdej edycji jest oczywiście recycling, czyli przetwarzanie odpadów i tworzenie z nich ubrań. Tutaj pojawia się moja niechęć do mody ekologicznej, która niestety w wielu przypadkach jest bardzo naiwna i nieciekawa. Dziwnie udrapowane ubrania, które ciężko określić konkretną nazwą, pozszywane z fragmentów second-handowych ciuchów, nie są absolutnie moim spełnieniem marzeń. Bardzo często widać w takich ubraniach tęsknotę za dekonstrukcją i aspiracje, do szukania plastycznych, rzeźbiarskich form. Efekty takich prób rzadko można sklasyfikować jako ciekawą i funkcjonalną modę. Mam też spory problem z myleniem dwóch różnych dziedzin związanych z ekologią. Oprócz recyclingu (czyli przetwarzania odpadów) istnieje też upcycling, czyli nadawanie niechcianym przedmiotom (niekoniecznie śmieciom) nowego znaczenia czy użytkowości. Częstym błędem młodych projektantów jest mieszanie i mylenie tych dwóch pojęć. I jakkolwiek upcycling nie byłby powiązany z ekologią, to jednak nic nie równa się wykorzystaniu w projekcie prawdziwych śmieci i odpadów. Przykład? Uszycie sukienki z nowych worków na śmieci nie ma nic wspólnego z ekologią, bo funkcjonalność tych worków, zdatnych do użycia, została zniszczona. Uszycie sukienki z worków na śmieci wygrzebanych na śmietniku może być ekologiczne, ale koniec końców to sztuka dla sztuki, bo kto by chciał chodzić w sukience ze starego, śmierdzącego worka? Każdy z projektantów zaprezentował trzy sylwetki. Przyznaję, nie brzmi to imponująco, ale przy takiej ilości finalistów posyłanie na wybieg większej liczby modeli przeciągnęłoby galę w nieskończoność. Trzy sylwetki to takie optimum, które może zarówno pokazać różnorodność pomysłów jak i konsekwencję mini-kolekcji. Obrady jury były burzliwe i trwały dość długo. Pani Barbara nie miała litości dla naszych dywagacji, które mogłyby tak naprawdę ciągnąć się w nieskończoność. Ocenialiśmy takie aspekty jak oryginalność pomysłów, wykonanie i oczywiście ekologiczność. Choć nie mieliśmy większego problemu z przyznaniem pierwszej nagrody, to wyłonienie dwóch wyróżnień nie było już tak proste. Koniec końców w sprawiedliwym głosowaniu, które moderowała bardzo konkretna Olga, wyłoniliśmy co następuje.

1 miejsce zajęła Karen Jessen z Niemiec. Zdobyła nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych. I tutaj z przyjemnością mogę dodać, że Karen była moją zdecydowaną faworytką. Na wybiegu pokazała ubrania ze starych, skórzanych tapicerek, dżinsów i t-shirtów. Kombinezon z brązowej skóry zrobiły na mnie spore wrażenie. Podobnie jak suknia z dżinsowych pasków. Najciekawszy były jednak bardzo kunsztowny, złożony z ogromnej ilości elementów, pleciony płaszcz (okrycie?). Jak on się ruszał na wybiegu! Może nie do końca praktyczny, ale jako ciuch sesyjny lub sceniczny sprawdzi się idealnie.

Wyróżnienie od Pat&Rub (5000 zł) zdobyła Veronika Kostkova ze Słowacji za kolekcję „Between”. Bardzo porządnie odszyte ubrania, i co ważne, całkowicie użytkowe. Zostały stworzone z niechcianych ciuchów z second-handów. Veronika nie była moim faworytem, ale podoba mi się ta skromna paleta kolorystyczna i łączenie materiałów o różnych fakturach.

Drugie wyróżnienie, od Fundacji Re-Act, również 5000 zł, zdobyła Agnieszka Zdonek z Polski za „Inspirację starożytnością”. Kolekcja nie wygląda na zdjęciach spektakularnie, ale z bliska sprawia zupełnie inne wrażenie. Do odszycia tych sukienek Agnieszka wykorzystała piankę montażową, skrawki płótna i plastikowe taśmy. W efekcie powstał materiał o bardzo ciekawej i plastycznej strukturze.

 

To oczywiście nie koniec. Chciałbym wam jeszcze przedstawić kilku projektantów, których konkursowe zgłoszenia uważam za warte pokazania.

Duet projektantów: Karolina Kuczer i Marcin Płoszaj. Kolekcja INSIDE. Bardzo ciekawe, kartonowe formy, których poziom wykonania przypominał niemal laserowe cięcie. I choć doceniliśmy prostotę białych ubrań, to niestety u większości członków jury wrażenie „ubogości” było zbyt duże.

Libor Komosny. Kolekcja IDENTITY. Pierwsza sylwetka nie jest powalająca, ale dwie następne to przede wszystkim bardzo ciekawe pikowane płaszcze. Ubrania nie są może wybitnie oryginalne, ale widać w nich dobre inspiracje, a poziom odszycia tych pikowanych okryć był na bardzo wysokim poziomie.

Manuela Manojlovic – kolekcja CLARA. To jest bardzo dziwna sprawa, bo ta kolekcja nie powinna mi się podobać. A jednak! Jest w tych projektach, ze starych firanek, zasłon, obrusów coś urzekającego. Nostalgia, melancholia, dziwna, niemal namacalna tęsknota. Działanie na tkaninie nie należy do moich ulubionych sposobów ozdabiania ubrań, ale faktury i połączenia kolorów na obu sukienkach Manueli zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jest to kolejny dowód na to, że Re-Act powinien wprowadzić kategorie dla zgłaszanych projektów. Na przykład „casual” i „costume”.

Po części oficjalnej, jak to zwykle bywa, przyszła pora na część dużo mniej oficjalną czyli afterparty. A nawet dwa. Pierwsze, które miało jeszcze jakiekolwiek pozory „oficjalności” zgromadziło gości i wystawców z ekologicznych targów. Dość sztywna atmosfera, dużo panów w garniturach i pań w koktajlowych sukienkach. Objadłem się cieciorki jak nienormalny i rozgrzałem wódką z ekologicznym sokiem jabłkowym. To doprowadziło do drugiego, bardzo nieoficjalnego afterparty, o które postaraliśmy się sami. Tutaj przydał się mój „łódzki łącznik” czyli niezrównany, Mateusz, który zajmuje się relacjami z mediami na łódzkim Fashion Weeku. Gdzie w piątkowy wieczór warto się wybrać? Padło na nieznany mi wcześniej klub Spinka, który okazał się całkiem miłym miejscem. Dalsza walka wymagała dużej ilości tequili oraz zaowocowała sążnistym bólem głowy następnego dnia. Moja miłość do meksykańskiego trunku niestety jest dużo większa niż zdrowy rozsądek. Jedno jest pewne – tańce były przednie, muzyka ok, a towarzystwo wybitnie rozrywkowe! Bardzo przepraszam, za moje tradycyjne angielskie wyjście, ale są takie sytuacje, kiedy nogi same wyprowadzają nas z imprezy, dla naszego własnego dobra. I tym optymistycznym akcentem kończę relację pisaną (jeszcze!) trzęsącymi się rękoma.

Tobiasz Kujawa

tobiasz.kujawa@fashionmagazine.pl

PS. A już niedługo Fashion Week. Muszę przyznać, że trochę się obawiam tego wyjazdu. Ta edycja ma rekordową ilość pokazów i zobaczenie ich wszystkich będzie graniczyć z cudem. Według planu, każdy dzień to mniej-więcej 10 godzin wypełnionych pokazami. Dodatkowo zostałem zaproszony przez naszą siostrzaną redakcję do udziału w ich panelu. Zapowiada się maraton totalny. A zobaczyć kolekcje to przecież nie to samo co opisać…

PS2. Zdjęcia z wybiegu: Seweryn Cieślik / Magnifique Studio

PS3. Zdjęcia z Żyrardowa są mojego autorstwa i zostały zrobione telefonem HTC One S! 😀

PS4. Chyba nie jestem taki straszny jak mnie malują, bo zostałem już zaproszony do jury kolejnej edycji konkursu. Jest to bardzo miła wiadomość!

Advertisements

komentarzy 11 to “Re-Act, czyli wycieczka do Łodzi z nieoczekiwanym postojem w Żyrardowie”

  1. Fashion Split Personality Październik 15, 2012 @ 15:18 #

    Pierwsza część z „akcją pociągową” rozbawiła mnie do łez 😉 A beczka i powiew prawdziwej mody pozostawiły uśmiech na mej twarzy już do końca tekstu. Jeśli chodzi o konkurs to pomysłowość i misterna praca Karen w moich oczach również zdobyły uznanie. Dwie wyróżnione projektantki to nie do końca „moja bajka”, za to „Identity” Libora jak najbardziej. Przez oryginalne okrycie głowy kolekcja sprawia trochę wrażenie mrocznej, a pierwszy model nadawałby się dla dominy i fanki wyrafinowanych uciech cielesnych 😉 Płaszczyk lub kurteczkę chętnie zobaczyłabym w swojej szafie. Teskt jak zawsze pisany elastycznym piórem z nutką ironii 🙂

    Lubię

    • Tobiasz K. Październik 15, 2012 @ 15:30 #

      No właśnie moja też nie, ale taka decyzja została podjęta. Libor Komosny nie zrobił niczego nowatorskiego, ale te rzeczy były bardzo ładnie wykonane. Swoją drogą oglądałem jego inne kolekcje i to całkiem ciekawy projektant.

      A akcja pociągowa, ech… szkoda gadać… 😉

      Lubię

      • Fashion Split Personality Październik 15, 2012 @ 15:41 #

        Zgadzam się – to co pokazał Libora już gdzieś było, ale czy to coś złego ? Jeśli nie jest kopią innego modelu 1:1 to nie mam nic przeciwko temu, tym bardziej jak piszesz, że wykonanie było porządne – a to ma dla mnie duże znaczenie. Zresztą jak powiedział sam Karol Irzykowski „Moda jest zbiorowym plagiatem, przy którym nie ma poszkodowanego”.

        A historie pociągowe są wdzięcznym tematem i myślę, że każdy z nas mógłby opowiedzieć jakąs anegdotkę 😉

        Lubię

  2. oliwka Październik 15, 2012 @ 16:09 #

    Obydwie części tekstu przeczytałam z zapartym tchem!
    Gratuluję sukcesów i mam nadzieję do zobaczenia za dwa tygodnie 🙂

    Lubię

    • Tobiasz K. Październik 15, 2012 @ 16:17 #

      Dzięki wielkie!

      Mam nadzieje, że kolejna podróż do łodzi obędzie się bez niespodzianek! ;D

      Do zo!

      Lubię

  3. Biskup Październik 15, 2012 @ 16:55 #

    Uff czyli nie tylko ja mam takie przygody pociągowe. Może w końcu przestanę umierać ze wstydu jak przyjdzie mi którąś opowiedzieć w szerszym gronie… 🙂
    Jeżeli chodzi o konkurs – super wybór. Niemka zaprezentowała najciekawsze kreacje.

    Lubię

    • Biskup Październik 15, 2012 @ 16:58 #

      AA i super zdjęcia torebkowe 😀 Też mam swoja skromną kolekcję z bliższych i dalszych podróży. Super sprawa. Nigdy nie wiadomo gdzie pojawi się inspiracja (…a gdzie przerażenie „co ci ludzie noszą?!?!”)

      Lubię

  4. magda Październik 16, 2012 @ 21:54 #

    Z zapartym tchem przeczytałam relację z wycieczki do Żyrardowa. Street style (a w zasadzie peron style) to jest to! Przy zdaniu: ‚Objadłem się cieciorki jak nienormalny’ po prostu się poddałam… Tobiasz, dziękuję za porządną dawkę dobrego humoru na koniec dnia:)

    Lubię

    • Tobiasz K. Październik 16, 2012 @ 21:57 #

      Żebyś ty mnie widziała z tą całą cieciorką… Ale była pyszna. I mało kto podaje cieciorkę na bankietach, wiec musiałem wykorzystać okazję!

      Za komplemenciki dziękuję. Ja sobie poprawiam humor lodami z bananem, bitą śmietaną i syropem czekoladowym! 😀

      Lubię

  5. kate Październik 16, 2012 @ 22:02 #

    Spinka jest jednym z fajniejszych miejsc,gdzie można poimprezować,zależy w sumie od preferencji, czy woli się iść do bardziej „prestiżowego” klubu Gossip czy Kokoo, czy może raczej do bardziej alternatywnego Małego Pikusia. Chociaż teoretycznie cała Piotrkowska to w nocy jedna wielka impreza,więc zawsze można zmienić lokal 😉
    Parę słów co do Re-act fashion show : pomijając puste miejsca i niezapełnioną salę pokazową, i przypadkowych ludzi,którzy sobie zasiadali we front row zamiast panów z urzędu marszałkowskiego, to całe wydarzenie wg mnie wypadło bardzo fajnie.
    Kinga Rusin profesjonalnie i sprawnie poprowadziła galę, nagłośnienie tylko czasami dawało po uszach, kiedy projektanci zapowiadali swoje kolekcje.
    Kolekca Manuela Manojlovic – kolekcja CLARA –> w tym przypadku bardzo mocno doświadczyłam tego, jak muzyka może wpłynąć na odbiór kolekcji. Utwór Soley – „Pretty face” jeszcze bardziej podkreślił tą – jak to określiłeś – nostalgię i melancholię.
    Kolekcja Libora Komosnego też była moim faworytem, chociaż nie moglam sobie przez te maski na twarzach wybić Alexandra McQueena z głowy.
    I co za pech, nie wiedziałam o afterze – chociaż jeśli jego głównym punktem była cieciorka to chyba nie mam czego żałować ; )))

    Lubię

    • Tobiasz K. Październik 16, 2012 @ 22:24 #

      „prestiżowe” miejsca mam na co dzień w warszawie, więc to miła odmiana. A Pikuś jest super, na każdym FW niszczę tam wątrobę. Szkoda, że jest taki mały, ten Pikuś, ale może to właśnie jego urok.

      Rzeczywiście, puste miejsca w pierwszym rzędzie to smutny widok, ale koniec końców dobrze, że ktoś tam się przesiadł. O takie rzeczy powinien dbać pracownik odpowiedzialny za obsługę sali i gości. Lepiej mieć w pierwszym rzędzie nieznanych ludzi niż puste krzesełka.

      A after był..? No cóż, był. Nie mój klimat, ale mimo wszystko było miło. No bo cieciorka! ❤ Drugi after to już zupełnie inna historia… 😉

      Lubię

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: