Kapitan Zień walczy z Huraganem. Kolekcja SS 2013, owady i nowy kurs w nieznane.

21 Paźdź

„Jak to jest być Maciejem Zieniem?” Dokładnie taka myśl przyszła mi do głowy w samym środku piątkowego pokazu. Od tamtej pory to pytanie natrętnie krąży w mojej głowie. Jak się pracuje, żyje i projektuje ze świadomością bycia jednym z najbardziej rozpoznawalnych kreatorów mody w Polsce. A może określenie „jednym z” jest zbędne? Pamiętacie, jak rok temu przytoczyłem pewne miano, taką trochę niby-łatkę, Zień – Król Polskiej Mody, którą lubią powtarzać kolorowe magazyny? Nadal nie wiem czy moda potrzebuje koronowanych głów. Nie wspominając o tym, że taka koronacja wymagałaby obecności „Papieża Polskiej Mody” i choć wielu pretenduje, to taka osoba nie istnieje. Zresztą, tytuły (a w szczególności te samozwańcze) mają niewielkie przełożenie na rzeczywistość. Wiem jednak, że istnieje pewna teoretyczna zależność. Logika podpowiada, że im bardziej znany jest dany projektant, tym więcej się od niego wymaga. Czy Maciej Zień tworząc nowe kolekcje martwi się tymi oczekiwaniami? Czy stara się im sprostać? Czy w ogóle przyjmuje je do świadomości? No i na koniec – jakie oczekiwania mają goście, którzy przychodzą na jego pokazy? Nie oszukujmy się, ogromna większość ludzi zgromadzonych na tym wydarzeniu nie była, nie jest i raczej nie będzie jego klientami. A jednak magia ciągle działa. Kolejny raz, z jakiegoś powodu (powodów?) setki widzów chciały poświęcić kilka godzin swojego życia na obejrzenie nowej kolekcji. Wiem, kłamię w żywe oczy bo jest to myślenie czysto utopijne. Ubrania same w sobie nie są przecież aż tak interesujące. Za to ubrania podlane złudzeniem high-life zyskują dodatkowych, absolutnie nie-dziewiczych rumieńców. Ja idąc na pokaz doskonale wiem, czego oczekuję. W pierwszej kolejności jest to oczywiście dobra (a jest to pojęcie dość względne) kolekcja. Następnie weryfikuję kolejne składniki, które choć są ważne, to mniej istotne od samych ubrań – oprawę, modelki, stylizację, choreografię, etc… Czyli wizję (cóż za wyświechtane słowo) i wszystkie zabiegi, które pomagają ją urzeczywistnić. Na końcu zostają goście, którzy stanowią pożywkę dla Stylu Gwiazd. Kolekcja SS nazywa się „Hurricane”, czyli Huragan. Mocne słowo przywodzące na myśl wiele negatywnych skojarzeń. Zniszczenie. Siła i piękno przyrody, przy których człowiek całkowicie traci zdolność kontrolowania rzeczywistości. Duże słowo generuje duże oczekiwania.

Jak na razie zadałem więcej pytań, niż dałem odpowiedzi. Taka natura dzisiejszej recenzji. Jednak zamiast mnożyć kolejne pytajniki przejdźmy do samego wydarzenia. Proste, choć bardzo eleganckie zaproszenie mówiło, że wieczór rozpocznie się o godzinie 20:30. Co ciekawe siedząc w redakcji, która jest na terenie Soho Factory (tak, tu bez niespodzianek, kolejny event w praskiej enklawie) obserwowałem ludzi, którzy przyszli co najmniej 45 minut przed czasem. Po co? Nadal się nad tym zastanawiam. Godzinna recepcja na takim pokazie to standard. I tym razem również tak było. Nieśmiertelny schemat: ścianki sponsorskie, flesze, wtacha fotoreporterów rozdartych między dwiema fryzurami: kokonem Natalii Siwiec i rogami Doroty Rabczewskiej. Pokaz zaczął się dokładnie pół godziny po 21. Poprawny, standardowy rozkład sali, wygodne trybuny, tradycyjnie płaski wybieg, zero scenografii. W tle ogromny ekran, na którym będą wyświetlane psychodeliczne wizualizacje. Czekanie na pokaz umilała nam Joanna Horodyńska opowiadając o planowym wyjeździe na tanzański (tak, tanzański!) Fashion Week. Idealny akcent surrealizmu, który dodaje sytuacji przyjemnej lekkości. Gasną światła. Wielki ekran rozbłyska szarymi wizualizacjami. Zaczyna się pokaz kolekcji SS 2013 – Hurrricane.

Prezentację kolekcji otworzyła czarnoskóra modelka. Prosta stylizacja – czarna, skórzana mini i lekko przeskalowana sportowa bluza z aplikacją w kształcie skarabeusza. To wbrew pozorom ważna informacja, bo motyw tego żuka przewinie się przez całą kolekcję i będzie w niej powracać w najróżniejszych odsłonach. Od najprostszych działań, czyli nadruku, przez hafty aż po reinterpretację jego ciała w modułowej konstrukcji sukienek i spódnic. Hurricane można podzielić na trzy główne bloki związane z przeznaczeniem ubrań: casual, smart casual i moda wieczorowa. Każdy z nich został zrealizowany w skromnej, ale jednocześnie dość ciekawej kolorystyce. Podstawę stanowią biel i czerń. Uzupełnieniem są: mocna żółć, ecru, gołębi błękit, granat i brąz. Przyznaję, jest to dziwne połączenie barw, jednak bardzo współczesne i współgrające ze światowymi trendami na nadchodzący sezon. Ilość form niestety nie wyczerpuje tematu kobiecej szafy. Są szorty, bluzki, spódnice, sukienki i żakiety. Zabrakło jakichkolwiek okryć. Nie pojawiły się ani kurtki ani płaszcze. A szkoda. W Hurricane nie widać też inspiracji żadnym konkretnym okresem w modzie. Co akurat nie jest minusem, a bardziej stwierdzeniem faktu. Fasony są proste i występują w dwóch wariantach – luźno opływają sylwetkę albo do niej przylegają. Swobodne sukienki i spódnice są cudownie zwiewne. Dosłownie płyną w powietrzu  i poruszają się jak marzenie. Jedyna sztywność pojawia się w garniturach, które idealnie układały się na ciałach modelek. Bardzo dobrze skrojone żakiety i spodnie ozdobione haftami przedstawiającymi żuka, wyjątkowo przypadły mi do gustu, mimo mojej ogromnej awersji do bieli połączonej z czarnymi akcentami. Cała kolekcja ma w sobie intrygującą organiczność. Wycięcia przypominały budowę ciała owadów, a połyskujące aplikacje przywodziły na myśl błyszczące pancerze. Jak zawsze u Zienia było jedwabnie i satynowo, seksownie, ale nie wulgarnie. No może poza jedną spódniczką mini, której długość oscylowała na granicy dobrego smaku. Oprócz przeszyć, proste sylwetki zostały urozmaicone przeźroczystościami (bardzo gustowne i estetyczne), aplikacjami z metalowych ćwieków, plastycznymi fakturami, nadrukami i haftami. Stylizacje były poprawne – praktycznie kompletny brak biżuterii i zdobne buty z Zary. Swoją drogą bardzo bym chciał zobaczyć w kolejnej kolekcji Maćka zaprojektowane przez niego akcesoria, tym bardziej, że miał już swoją przygodę z torbami. Na wielki plus można zaliczyć włosy i make-up. Lekko podkręcone fryzury z równym przedziałkiem wyglądały świetnie. Mocno podkreślone brwi (uwielbiam!) połączone z sowicie podkolorowaną powieką i bladymi ustami – rewelacja!

Nie myślałem, że dojdę do wniosków, które zaraz przeczytacie. Na pewno nie w momencie, w którym skończył się pokaz. Prawda jest jednak taka, że ze wszystkich dotychczasowych kolekcji Zienia, Hurricane stała się zdecydowanie moją ulubioną. Przyznaję, tego wieczora absolutnie nie wydarzyło się nic niezwykłego. Zobaczyliśmy ładne (czasami nawet bardzo ładne), w większości przypadków świetnie skrojone i odszyte ubrania. Oczywiście, tak jak pisałem, szkoda, że nie pojawiły się w kolekcji okrycia. Szkoda, że jedynym akcesorium była, całkiem zresztą przyjemnie zadrukowana apaszka. Pokaz mógł być bardziej urozmaicony. Wizualizacje (jak już wspominałem) były ciekawe i przyjemnie niepokojące, ale przy takim budżecie można było się pokusić (na przykład) o trójwymiarowy mapping. Choreografia i muzyka również były proste – niczym nie zaskakiwały. Jeżeli chciałbym szukać minusów, to nie do końca podobała mi się dramaturgia pokazu (czyli ułożenie sylwetek) i zdecydowanie zabrakło mi mocnego finału. Koniec pokazu był trochę jak wstęp do dzisiejszej recenzji. Zostawił wielkie pytanie nie dając żadnej mocnej odpowiedzi. W prostocie nie ma nic złego, jednak kiedy kolekcja broni się swoim pomysłem, nowoczesnością i wykonaniem, to aż się prosi, żeby jej prezentacja również weszła na kolejny stopień. Wydaje mi się, a nawet jestem tego pewien, że ta kolekcja posiada żagle pełne wiatru. Nie jest to żywioł, który niszczy i kreuje. Nie jest to na pewno energia, przed którą trzeba z pokorą pochylić głowę. Huragan ograniczył się głównie do nazwy i kolorystyki. Jednak od kilku sezonów czuć, że Kapitan Zień powoli zmienia kurs, że ten wiatr pcha go w nowe i nieznane kierunki. Piątkowy pokaz raczej nie zapisze się w naszej pamięci jako wybitne wydarzenie. Był to po prostu (i aż!) kolejny, całkiem udany sezon. W mojej głowie znajdzie jednak małą szufladkę. Z jakiego powodu? Nie byłem pewien czy o tym pisać, ale czemu nie? Otóż był to pierwszy pokaz Macieja Zienia, podczas którego mogłem usiąść w pierwszym rzędzie, komfortowo i bez żadnych przeszkód oglądać ubrania. Nie będę kłamać – bardzo miłe uczucie. Poprawia percepcję, to na pewno. Ale całe szczęście jej nie zmienia.

Wyjątkowo spełniony,

Tobiasz Kujawa

tobiasz.kujawa@fashionmagazine.pl

PS. Nagrałem dla was finał pokazu. Z jakiegoś powodu po wgraniu pliku na youtube pogorszyła się jakość i pojawiły się jakieś szumy. Nie robiłem tego do tej pory, więc jest szansa, że czegoś nie dopilnowałem.

.

PS2. Korekty brak, Miss Marta Mitek bryluje wciąż w Poznaniu.

PS3. Źródło Zdjęć – eastnews.pl / materiały prasowe

Advertisements

komentarzy 7 to “Kapitan Zień walczy z Huraganem. Kolekcja SS 2013, owady i nowy kurs w nieznane.”

  1. martyna Październik 21, 2012 @ 17:20 #

    Chyba wszystkie buty (moglam coś przegapić) pochodziły z Zary.

    Lubię to

    • Tobiasz K. Październik 21, 2012 @ 17:24 #

      Masz rację! Nawet nie wiem czemu napisałem Kazar. Chyba dlatego, że ta firma zdominowała ostatnio większość pokazów. Zwyciężyło przyzwyczajenie. Już poprawiłem.

      Lubię to

  2. Biskup Październik 22, 2012 @ 21:22 #

    Jeśli szukacie „Polskiego Papieża Mody” zgłaszam swoją kandydaturę. Póki co jestem tylko Biskupem, ale jak urosnę… 😉
    Co do youtube to chyba tak ma, że sam sobie kompresuje pliki i pogarsza jakość :/
    Co do pokazu to tylko się się cieszyć, że Zień się rozwija i szuka nowych inspiracji i stylów. Dla mnie pokaz dość zaskakujący 😀

    Lubię to

    • Tobiasz K. Październik 22, 2012 @ 23:54 #

      Też mam takie wrażenie, że będzie tylko lepiej. Widać, że projektant jest już znudzony i zmęczony dotychczasową estetyką i szuka nowych rozwiązań. Jestem BARDZO ciekaw, co pokaże w kolejnym sezonie.

      Lubię to

  3. Ania Listopad 1, 2012 @ 16:15 #

    Mam wrażenie, że wiele rozwiązań konstrukcyjnych widziałam już o Zaca Posena, ale kolekcja wygląda przyjemnie.

    Lubię to

  4. Onima Listopad 2, 2012 @ 11:41 #

    Panie „Redaktor…”, kolejny raz obnażasz się w tej swojej prymitywnej niewiedzy. Fajnie napisana recenzja, zwinny „jezyk” vs. lekkie pióro, za cholere nie przeloza sie na znajomosc mody. Proponuje jakas lekture, kilka zagranicznych wyjazdow. Swiat, swiat…
    Ps. Ta apaszka pieknie zadrukowana, to 100% kopia givenchy – gdybys sledzil, gdybys sie interesowal, to bys wychwycil. Obciach Panie Kujawa.
    Ps. I jak ta polska moda ma wygladac, skoro jej recenzja zajmuja sie ludzie „niekompetentni”, niejednokrotnie wytykajacy ta „do bani polska mode”.

    Pozdrawiam,
    incydentalna czytelniczka.

    Lubię to

    • Tobiasz K. Listopad 2, 2012 @ 11:53 #

      Incydentalna czytelniczko, gratuluję wiedzy, polotu, a także niebywałej przenikliwości. Gdybyś jednak postanowiła rozszerzyć swoje ciasne myślenie i zapomnieć na chwilę o ignorancji, to byś wiedziała, że żaden projektant nie tworzy wyrwany z kontekstu. Jedni ten kontekst negują, inni go parafrazują a jeszcze inni, ci najmniej zdolni, kopiują. Nawet jeśli istnieje jakiekolwiek podobieństwo (które dla mnie nie jest aż tak ważne) to w żaden sposób nie wpłynęło to na moje postrzeganie kolekcji Zienia, ani również na moje oczekiwania. Gdybym chciał tropić plagiaty to założyłbym bloga poświęconego plagiatom. Radzę też uważać z podobnymi zarzutami. Oskarżenia łatwo rzucać, ciężej się z nich wyplątać.

      Swoją drogą zazdroszczę takiego niefrasobliwego podejścia. Odkryłaś coś, tak to w tobie mocno siedziało, tak się rozpychało na boki, że w końcu musiało wyjść. Szukając tego ujścia trafiłaś na mojego bloga i to pod moim tekstem, na samym szarym końcu wylewasz swoje smutki i frustracje. Mam nadzieję, że polepszyło ci to humor i spełniałaś swój zamierzony cel. Używając dość behawioralnego i prymitywnego porównania, mam nadzieję, że „zrobiłaś sobie dobrze”.

      Na koniec powiem to co już powtarzałem wielokrotnie. Nie będę porównywać polskich projektantów do zagranicznych. Żyjemy w innych warunkach, mamy inną świadomość, inną historię i zupełnie inny kontekst.

      Lubię to

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: