D(estroy) I(t) Y(ourself)! Odcinek pierwszy – prawie Kupisz Domowy i Biedronka.

12 Lu

Natchnienie przychodzi czasem z bardzo nieoczekiwanych stron. Wczoraj wybraliśmy się z Kamą i Patem po zakupy gastronomiczne do pobliskiej Biedronki. Ubawieni po pachy biegamy sobie między półkami, wybieramy lokalne smakołyki, a tu nagle… Objawienie! Metalowa lada z hałdą poplątanych ciuchów. Prawie jak w sklepie z tanią odzieżą. Grzebie sobie w ciuszkach jedną ręką, w drugiej trzymam serek i czytam jego skład. Robię to bardziej dla zabawy. Kto przy zdrowych zmysłach podejrzewałby znalezienie w Biedronce czegokolwiek, co można założyć na okazje inne niż Halloween lub imprezę tematyczną. A tu niespodzianka. Wygrzebuję wielką, czarną bluzę marki Fruit Of The Loom. Jest w rozmiarze XL, jest totalnie gładka (absolutnie żadnych znaczków czy innego badziewia) i kosztuje, tamtaramtamtam, 17 złotych! Wrzuciłem ją do koszyka, pognałem do kasy i zacząłem tak zwany proces myślowy. O D B A R W I A N I E! Mama coś tam opowiadała, że sama odbarwiała rzeczy będąc młodą hipiską, Robert Kupisz zrobił furorę na swoich t-shirtach, więc czemu nie spróbować samemu. Zainwestowałem jeszcze 2,30 zł na butelkę Bielinki i zacząłem się bawić. Uprzedzam – nic nie czytałem, nie przygotowywałem się merytorycznie, wszystko robiłem na „czuja”. Proces został sfotografowany od początku do końca, z wątpliwą niespodzianką na szarym końcu . Oto moje fotostory pod tytułem D(estroy) I(t) Y(ourself)! Odcinek pierwszy – prawie Kupisz Domowy.

1

Oto sprawczyni tego całego zamieszania. Bluza z prehistorycznej firmy Fruit Of The Loom w rozmiarze XL, czyli z pretensją do modnego owersajzu. FOTL kojarzy mi się z młodocianymi wycieczkami do Makro, bo właśnie tam widziałem mnóstwo tych dzianinowych dresików. Za to Makro, kojarzy mi się z tą nieszczęsną miarką, która decydowała czy szkrab jest dostatecznie wysoki, żeby wejść między gigantyczne półki. Całe szczęście zmyślni rodzice potrafili przemycić mnie w koszyku. Teraz już nie mam takich zmartwień, bo jestem wysoki. Hehe! Bluza jest czarna, więc mam świadomość, że będzie się odbarwiać na brunatne i pomarańczowe odcienie brązu. ZNISZCZMY COŚ!

2

Oto zestaw do odbarwiania. Kubełek, nożyczki (używanie ostrych przedmiotów nie jest zbyt mądrym pomysłem w moim przypadku, ale cóż – do odważnych świat należy), gumowa rękawica, z której zrobiłem coś na kształt gumek recepturek i oczywiście butelka Bielinki. Na zdjęciu zabrakło jeszcze pary lateksowych rękawiczek do ochrony dłoni przed żrącym chlorem.

3

Pocięta rękawiczka. Wiem, że niektórzy używają sznurków i linek, ale nie znalazłem ich w naszym domu, więc musiałem się posiłkować dostępnymi szpargałami.

4

Tak wyglądała bluza po ściągnięciu poszczególnych fragmentów. Na rękawach użyłem mniejsze gumki, na korpusie i kapturze większe.

5

Potem zawinąłem wszystko w kłębek.

6

Nie wiedziałem ile wlać tego świństwa, więc poszła cała butelka. Zapach chloru jest super! ❤

8

Trochę pomerdałem w kubełku i zostawiłem bluzę w świętym spokoju.

W międzyczasie cały salon zaczął pachnieć chlorem. Uznałem, że powoli przestaję lubić ten aromat, kojarzący się z nieskazitelną czystością. Tu następuje przerywnik przyrodniczy bo poszedłem do ogrodu patrzeć na butelki po szampanie, które zostały po sylwestrze i które po ostatnich roztopach ujawniły swoją obecność. Bluza moczyła się w Bielince około godziny, przy akompaniamencie ejtisowych hitów.

.

.

Szczerze mówiąc efekt trochę mnie zaskoczył. Obawiałem się, że bluza nie odbarwi się zbyt ciekawie, a tu niespodzianka! Po rozcięciu gumek pomyślałem sobie „ufff, nie wywaliłem 20zł w błoto”.  W najbardziej odbarwionych miejscach, bluza zrobiła się brunatno-pomarańczowa. Może to dziwne, ale ja akurat kolor brązowy (który kojarzy mi się głównie z paniami po 50-tce) bardzo lubię, więc efekt jest miły dla moich oczu. Bluzę wysuszyłem suszarką do włosów (kiedyś suszyłem rzeczy „na gwałt” w mikrofali, ale nie polecam tej metody, bo to trochę jak rosyjska ruletka) i proszę bardzo – gotowi czy nie, poniżej Autor w bluzie. Zaskakujące, że w naszym domu zawsze kręcą się jakieś modelki (stadami), a dziś jak na złość żadnej nie było. Wymarzyłem sobie jakieś wiotkie dziewczę, bez bielizny, w samej bluzie i mnóstwie wyuzdanych póz, no ale cóż. Zamiast ładnej dzierlatki będzie autor. Z góry przepraszam, za wrażenia estetyczne. Zdjęcia robiła Kama i doskonale widać, że to nie jest jej broszka. Jaki model – taki fotograf… 😀

10

11

12

Autor się nie mył i nie malował do zdjęć, na tyłku ma spodnie Rage Age. Podobno jak się jest szafiarką, to należy wrzucać bardzo dużo zdjęć jednej stylizacji, minimum 20. Niestety autor wyczerpał limit pozowania po trzech, za co serdecznie przeprasza. Nie miał też pod ręką żadnych gadżetów typu kwiatki czy coś. Wybaczycie? Aha, poniżej jeszcze trzy zbliżenia na wzór który wyszedł.

13

14 15

Tak sobie myślę, że to całkiem miłe zajęcie na zimowe i nie tylko wieczory. Oczywiście nie zamierzam na bluzie umieszczać żadnego ptaka, robaka czy pawiana, bo jeszcze nie zwariowałem do reszty. W ramach podsumowania dodam jeszcze, że całość kosztowała nie więcej niż dwadzieścia-kilka złotych, dostarczyła mi sporej zabawy i zajęła łącznie około 1,5 godziny. Nadal zastanawiam się nad sensem kupowania t-shirtu za 350 zł z rozłażącej się w rękach bawełny, ale cóż – ja to ja. Polecam wam szczerze eksperymenty ze starymi ciuchami – bardzo fajna zabawa. Następnym razem biorę się za barwniki i zobaczymy, co dalej można nawydziwiać.

Do zobaczenia w kolejnym D(estroy) I(t) Yourself

Never Ending Freestyle Voguing

Tobiasz Kujawa

FreestyleVoguing@gmail.com 

PS. W spadku po krótkim, dość intensywnym i niezbyt udanym romansie z pewnym stylistą mam bluzę Marca Jacobsa. Co prawda tylko Marc by Marc, ale coś czuję, że też z nią też trochę poeksperymentuję.
PS2. Nie polecam romansowania ze stylistami! 

PS3. Wszystkie zdjęcia robiłem telefonem HTC One

Reklamy

komentarze 4 to “D(estroy) I(t) Y(ourself)! Odcinek pierwszy – prawie Kupisz Domowy i Biedronka.”

  1. Pat Luty 12, 2013 @ 21:09 #

    Chciałbym mieć perfumy o zapachu chloru.

    Lubię to

  2. Prince High Luty 18, 2013 @ 21:57 #

    wyszlo super 🙂

    Lubię to

Trackbacks/Pingbacks

  1. HUSH Warsaw | Never Ending Freestyle Voguing - Czerwiec 11, 2013

    […] No właśnie, a skoro mówimy o produkcie, to tutaj też warto dodać kilka słów. Jakiś czas temu Michał Zaczyński w charakterystyczny dla siebie, nieustająco ironiczny sposób, frapował się nasza “t-shirtową” kulturą projektowania. Cóż zrobić skoro to właśnie produkty “koszulkopodobne” cieszą się nadal największym powodzeniem. Stety, niestety, tak po prostu jest. Przystępna cena kusi, możliwość noszenia ciucha na co dzień również. Nie zamierzam polemizować z przygnębiającym obrazem, który nakreślił Michał, ale dodam tylko, że dzięki sprzedaży t-shirtów kilku moich ulubionych projektantów będzie miało za co odszyć kolekcje wybiegowe na następny sezon. Więc niemodnie cieszę się, że jednak można w tym kraju na autorskich ubraniach, chociażby bluzkach, zarobić; nie będąc przy tym “twórcom” hołubionym przez zastępy wybotkosowanych po granice fizycznych możliwości panien, odbijających swoje usta w ekranach śniadaniowej telewizji. Zresztą, decyzje każdy podejmuje sam, zarówno odnośnie tego co chce sprzedać, jak i tego, co chce kupić. Na koniec dodam tylko, że kiedy ja się śmiałem z przecierek Roberta Kupisza, nie tylko o tym pisałem, ale również sam zrobiłem poradnik, jak domowym sumptem osiągnąć taki efekt. […]

    Lubię to

  2. HUSH Warsaw czyli o tym, jak historia zatacza kręgi! | Never Ending Freestyle Voguing - Czerwiec 11, 2013

    […] No właśnie, a skoro mówimy o produkcie, to tutaj też warto dodać kilka słów. Jakiś czas temu Michał Zaczyński w charakterystyczny dla siebie, nieustająco ironiczny sposób, frapował się nasza “t-shirtową” kulturą projektowania. Cóż zrobić skoro to właśnie produkty “koszulkopodobne” cieszą się nadal największym powodzeniem. Stety, niestety, tak po prostu jest. Przystępna cena kusi, możliwość noszenia ciucha na co dzień również. Nie zamierzam polemizować z przygnębiającym obrazem, który nakreślił Michał, ale dodam tylko, że dzięki sprzedaży t-shirtów kilku moich ulubionych projektantów będzie miało za co odszyć kolekcje wybiegowe na następny sezon. Więc niemodnie cieszę się, że jednak można w tym kraju na autorskich ubraniach, chociażby bluzkach, zarobić; nie będąc przy tym “twórcom” hołubionym przez zastępy wybotkosowanych po granice fizycznych możliwości panien, odbijających swoje usta w ekranach śniadaniowej telewizji. Zresztą, decyzje każdy podejmuje sam, zarówno odnośnie tego co chce sprzedać, jak i tego, co chce kupić. Na koniec dodam tylko, że kiedy ja się śmiałem z przecierek Roberta Kupisza, nie tylko o tym pisałem, ale również sam zrobiłem poradnik, jak domowym sumptem osiągnąć taki efekt. […]

    Lubię to

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: