Archive | Kwiecień, 2013

Fashion Week Poland FW 2013. Designer Avenue, czyli historia Olbrzyma na Glinianych Nogach

26 Kwi

Każdy tekst dotyczący pokazów na Łódzkim Fashion Weeku zaczynam od jakiejś historii. Dziś historii nie będzie. Opowiem wam za to o dźwiękach. Muszę się przyznać, że ostatnio słyszę głosy. Tak, wiem. Wyznanie wariata. Wyobraźcie sobie, że nadstawiam ucho w nieokreślonym kierunku i słyszę nieustannie szemrzący hałas. Cholernie męczący biały szum jak w telewizorze, który zgubił wszystkie kanały. Ludzie, którzy mnie otaczają i którzy generują ten szum również są biali. Niczym kartka papieru w zepsutej kserokopiarce. Każdy ma jednak jakieś „ale”, ale na tym „ale” wszystko się zaczyna i niestety kończy. Te zepsute kserokopiarki krztuszą się swoimi frustracjami, wypluwając puste strony o niczym. Być może to wina braku tonera. Jest też szansa, że zepsuł się cały mechanizm. Nieistotne. Prawda jest taka, że nic z tego nie wynika. Może poza jednym – od tego hałasu boli mnie głowa i nie mogę się skupić. Podejrzewam, że nie tylko ja. Zróbmy sobie przerwę od dywagacji na temat pierwszego rzędu, nieobecności dziennikarzy, stylizacji szafiarek, tego kto i na co zasługuje. Skupmy się na efekcie pracy projektantów. Żeby odciąć się od tego irytującego szumu zakładam słuchawki. I zapraszam was do lektury.

Dodam tylko, że ta publikacja do najmniejszych nie należy. Herbata, wygodny fotel i muzyka w tle nie są wymagane, ale zdecydowanie się przydadzą.

Tobiasz Kujawa

Czytaj dalej

Fashion Week Poland FW 2013. OFF na Salonach, czyli Pałacowe Opowieści

23 Kwi

Wiecie czego najbardziej się boję podczas łódzkiego Fashion Week-u? Na pewno nie marnych kolekcji i groteskowych stylizacji, do których (co jest odrobinę przerażające) można się przyzwyczaić . Nie boję się też zmęczenia wielogodzinnym dreptaniem z miejsca na miejsce lub przerażające kolejki do toalet, w których przychodzą do głowy straszne myśli o publicznej, fizjologicznej kompromitacji. Nie straszne mi są wieczorne imprezy i ciężka głowa o porankach. Moim najczarniejszym możliwym schematem jest zwykłe, banalne… Zgubienie notatnika. A nawet nie zgubienie, tylko wizja tego, że ktoś ten zeszycik znajdzie i zacznie się zagłębiać w moich notatkach. Dlaczego? Po pierwsze bazgrzę jak kura pazurem. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że długopis i kartka służą mi w życiu jedynie do spisania listy sprawunków podczas ekscytujących zakupów w lokalnej Biedronce. Z powodu brzydkiego charakteru pisma mam też sporą podstawówkową traumę, kiedy to szanowna, mocno znerwicowana pani nauczycielka wymachiwała moim zeszytem do polskiego, twierdząc, że w całym swoim życiu nie widziała takich bazgrołów. Cóż zrobić, kaligrafia nie jest moją mocną stroną i przyznam, że trochę się tego wstydzę. Kolejnym powodem do stresu jest treść tych zapisków. Używam tak przedziwnych skrótów, wyrywkowych haseł, onomatopei i określeń, których sens znam tylko ja, że jest to niemal kompromitujące. Serio! Tak więc pilnuję go jak oka w głowie, a następnym planuję przywiązać  go sobie do szyi, żeby ograniczyć niepotrzebne nerwy. Przeglądam teraz ten mój potok słów, znaczków i obrazków, które pomagają wydobyć z chaosu myśli konkretne wnioski. Czasami są to gęsto zapisane strony. Dotyczy to pokazów, które wywołują jakieś emocje, są bardzo dobre albo wyjątkowo złe. Bywa też tak, że na stronie zapisuję tylko kilka słów. Ta sytuacja dotyczy kolekcji nudnych i nijakich, które nie sprowokowały we mnie żadnych głębszych przemyśleń. Taki kajet to ważna sprawa. Jesteście ciekawi co w nim zapisałem? Zapraszam więc do lektury.

Jak co pół roku zastanawiałem się nad systemem recenzowania kolekcji na sezon jesień/zima 2013 i jak co pół roku decyzja jest taka sama. Klucz pozostaje niezmienny, dlatego zapraszam was do pierwszej części, dotyczącej pokazów na strefie OFF. Tym razem nietypowo, bo jako członek Rady Programowej będę dziś pisać o kolekcjach, które również wybierałem, a co za tym idzie, za które jestem w pewien sposób odpowiedzialny.

Oczywiście jak co edycję jest ogromny problem ze zdjęciami, dlatego traktujcie je proszę poglądowo.

Czytaj dalej

Piąty (siódmy) Dzień Tygodnia vol. 25

14 Kwi

piaty dzien tygodnia

Z przyczyn od Autora bardziej i mniej zależnych tym razem Piąty dzień tygodnia miał niespodziewany, dwudniowy poślizg. Mógłbym się próbować bronić piątkowym „fuckupem” w pracy (który całe szczęście zbyt poważny nie był), przesileniem wiosennym (meteopatia, te sprawy), przeziębieniem (umiarkowanym), urodzinami Harel (bardzo… intensywnymi?) i kilkoma innymi wymówkami, ale chyba najlepiej będzie napisać, że mi się po prostu nie chciało. Tak to w życiu bywa, że czasami się chce, a czasami nie. Ale jak to mówią – lepiej późno niż wcale. Tak więc dzisiaj bez większych wstępów zapraszam do wyjątkowego, siódmego dnia tygodnia.

Tobiasz Kujawa

freestylevoguing@gmail.com

Czytaj dalej

Piąty Dzień Tygodnia vol. 24

5 Kwi

521745_448410971901901_174672686_n

Witam w 24 wydaniu Piątego Dnia Tygodnia. Uwaga! Będę zrzędzić. Dzisiaj wyjątkowo żałuję, że nie jestem szafiarką. Z ręką na sercu!  Mój zmęczony zimą i pracą mózg, przepełniony literkami, których dziennie produkuje dziesiątki tysięcy, wolałby teraz trochę odpocząć, zamiast w środku czwartkowej nocy analizować newsy. Trybiki w głowie wyjątkowo nie chcą zaskoczyć i zamiast skupić się na pracy nieznośnie zgrzytają. Tak, wolałbym teraz spać albo beztrosko myśleć sobie cóż też takiego szałowego i „w trendzie” założyć jutro do pracy. Zastawiać się, czy mój chłopak/współlokator/samowyzwalacz/listonosz będą mieli czas i możliwość pstryknąć mi 20 takich samych zdjęć. Zamiast przejmować się ortografią, stylem i interpunkcją tekstów, wolałbym martwić się jutrzejszym zachmurzeniem w kontekście spektakularnej sesji w przydomowym ogródku, kawiarni lub na ulicy. Ojjjj, wychodzi ze mnie okrutny maruda i frustrat. Niestety, każdy bloger, który pisze (a uwierzcie mi, trochę nas jest) ma takie chwile zwątpienia. Owszem, zawsze przychodzi pocieszenie, że czytelnik jest tutaj bardziej wyrobiony, inteligentny, oczytany i frapuje go w życiu więcej niż wyprzedaż w Zarze albo kod rabatowy do Romwe i to jest szalenie miłe i krzepiące. No ale ziarenko frustracji wylądowało dziś na żyznym gruncie i chcąc-nie-chcąc kiełkuje. Więc wyjątkowo zgryźliwie zapraszam was do lektury.

Nie w humorze

Tobiasz Kujawa

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: