Archiwum | Maj, 2013

Piąty (szósty) Dzień Tygodnia vol. 26

11 Maj

piąty dzień tygodnia vol 26

Witam po trzytygodniowej przerwie. Niestety, nie było innego wyjścia – Fashion Week z brutalną skutecznością potrafi wyrwać spory kawał czasu z życia. Cztery dni w Łodzi, kilkanaście dni poświęconych projektantom i kolekcjom, tona maili, na które trzeba później odpisać – co pół roku ta sama historia. Na szczęście ten chaos już się uspokoił i mogę znowu wrócić do w miarę regularnego cyklu publikacji, a szczególnie do naszych cotygodniowych podsumowań. Zapraszam do Piątego (szóstego) Dnia Tygodnia!

Tobiasz Kujawa

Czytaj dalej

Reklamy

Zreformowane Reformy

8 Maj

Dziś zaczniemy od głupiego pytania – zaglądaliście kiedyś do prywatnej, babcinej szuflady? Pewnie nie. A przynajmniej mam taką nadzieję, że nie.  Każda seniorka zasługuje na komfort posiadania w swoich szufladach tego co jej się żywnie podoba, nie będąc jednocześnie narażoną na ostracyzm wścibskiej rodziny. Możemy jednak puścić wodze fantazji i pomyśleć, cóż w takich szufladach się znajduje. Być może jest to kilka fiolek rozmaitych leków na wszystkie schorzenia opisane w Encyklopedii Zdrowia? Albo pożółkłe zdjęcie małżonka, który zginął na wojnie. Lub z przepicia… Nie wartościujmy, to tylko hipotezy! Jest też szansa, że między sztuczną szczęką, a testamentem jest ukryta mała flaszeczka koniaku, na ukojenie nerwów, zszarganych przez wnuki, uprawiające bezwstydną wolną miłość (o zgrozo bez ślubu), lub niechodzące do kościoła, bo w niedzielę rano zamiast przeżywać religijne uniesienia przeżywają uniesienia – owszem, ale te, które gwarantuje kac. Wydaje mi się, że w jednej z szuflad kryje się jeszcze jedna rzecz. Nadszarpnięte zębem czasu, lekko zszarzałe, pocerowane, prehistoryczne… Reformy! No właśnie, wiecie co to są reformy?

Czytaj dalej

Blo(ble)gowanie, bażanty i pierwsze rzędy, stylizacje i modne odmęty, czyli garść rozmaitych refleksji, które do niczego nie prowadzą.

1 Maj

pytajnik

Czasy mamy na tyle specyficzne, że dużo możemy i niewiele musimy. Niezależnie od tego czy nam się to podoba, czy nie – fakty nie kłamią. Oczywiście w pewnych sytuacjach nadal utrzymujemy constans. Kiedyś musieliśmy złożyć daninę królowi, dziś płacimy podatki państwu, dawniej trzeba było się pokłonić przed osobą wyżej urodzoną, dziś kłaniamy się naszemu szefowi. Jest jednak wiele aspektów, który znacząco się zmieniły, a wśród nich jeden szczególny, który dotyczy naszego wyglądu. Tu muszę wspomnieć,  że jedną z inspiracji dla tego wpisu stał się link, który wrzuciła na swój profil nieoceniona Modologia. Przypomniała mi ona nagranie z krótkiego wykładu wygłoszonego przez Valerie Steele, która jest znaną kuratorką i specjalistką w dziedzinie historii mody. Valerie naświetliła w nim znaczącą różnicę między tym co było kiedyś, a tym co jest teraz. Proporcje są bardzo nierówne, bo to co „jest teraz” ogranicza się właściwie do ostatnich 5-6 dekad. W ogromnym skrócie można to podsumować stwierdzeniem, że „kiedyś” wszystkie kwestie dotyczące naszego wyglądu były z góry ustalone. Każda osoba na każdym możliwym szczeblu drabiny społecznej poruszała się wewnątrz schematu, kodu ubioru, który pozwalał momentalnie odróżnić ją od innych. Wychodzenie poza ten kod było praktycznie niemożliwe. Osobny schemat funkcjonował dla dam dworu, a osobny dla medyków. Inaczej ubierali się studenci, a inaczej rzemieślnicy. Każdy doskonale wiedział co mu wolno, a wszelkie odstępstwa od przestrzegania tych reguł były karane wykluczeniem ze społeczności i innymi, dużo gorszymi reperkusjami. Z dużym zainteresowaniem wysłuchałem jeszcze raz tego wykładu i okazało się, że jest ostatnim elementem układanki-wpisu, który już od dłuższego czasu chodził mi po głowie.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: