Między Polską a Bangladeszem, czyli opowieść o naszej podwójnej moralności

28 Wrz

im

Z niebywałym zaciekawieniem przeczytałem ostatni wpis Michała Zaczyńskiego, który przywołuje dramat z Bangladeskiej fabryki i fakt, że w jej ruinach, obok ciał pracowników, znaleziono metki jednej z marek polskiego odzieżowego giganta – spółki LPP. Jednak nie na tym opiera się oś tekstu. Kwestia dotyczy impertynencji naszego rodzimego producenta ubrań, który wykazał się niesamowitą głupotą, bo zamiast podkulić ogon i na klęczkach przepraszać, zarówno świat, jak i swoich klientów, zaczął wywijać kota ogonem i sam postawił się w pozycji ofiary. A na dodatek nie podpisał porozumienia zawartego przez innych producentów ubrań, na rzecz polepszenia warunków pracy. Czemu używam słowa „głupota”? Bo to jawne niezrozumienie mechanizmów, które rządzą naszym światem, również wirtualnym W sytuacji, w której mamy dostęp do niczym nie limitowanego źródła wiedzy i opinii, jakim jest Internet, a także ogromnej konkurencji dotyczącej każdej możliwej branży, ignorowanie takiej sytuacji, to strzał w kolano. I Michał Zaczyński swoją publikacją, nawołującą do bojkotu LPP, udowodnił to wręcz modelowo.

Tak więc powstał emocjonalny wpis, którego przekaz jest bardzo jasny – LPP jest do gruntu złe, a ich tanie ubrania są dosłownie splamione krwią. Nie kupujmy w LPP, nie miejmy z tym nic wspólnego, nie przykładajmy rąk do wyzysku drugiego człowieka. Bajecznie proste.

Jestem ostatnią osobą, która powie, że budowanie własnego szczęścia na nieszczęściu innych, jest akceptowalne. Tak nie powinno być, ale to nie zmienia faktu, że tak jest. Przeczytałem więc tekst Michała (bardzo słuszny, bo takie sytuacje trzeba nagłaśniać) i zacząłem obserwować reakcje moich (naszych, waszych) rodaków. To, że naszą narodową specjalnością jest słomiany zapał, zaraz za nim ckliwa i sztuczna wrażliwość, kończąca się na syndromie owieczki, która zawsze potrzebuje pasterza (najlepiej z silną ręką), nie jest dla mnie żadną nowością. Obok tych cech, zdecydowanie możemy postawić na podium hipokryzję. Żyjemy w kraju, w którym matkę Madzi najchętniej widzielibyśmy ukamienowaną, upokorzoną do psychicznych i fizycznych granic, ale z drugiej strony, jeśli w sąsiednim mieszkaniu słyszymy odgłosy rzucanych mebli i płacz, to nie dzwonimy na policję, bo to „nie nasza sprawa”. A jeśli dzwonimy, to tylko dlatego, że burda sąsiadów nie pozwala nam spać. Generalnie nie lubimy „naszych spraw”. Lubimy za to sprawy innych. Nasza lokalna bieda, tragedia, nieszczęście nie są dla nas zbyt interesujące. Interesujące są jednak tragedie importowane – o tyle bezpieczne i wygodne, bo nie dotykają nas bezpośrednio.  Możemy  wtedy wylać nad nimi kilka syntetycznych łez, które i tak niczego nie zmienią, poza jednym – nam się zrobi milej, bo damy upust naszej wątpliwej empatii. Lubimy publicznie wylać swoje żale, wytknąć cudze błędy. Oskarżyć innych o całe zło, które sami mamy w środku, i które nas przeraża, bo nie potrafimy sobie z nim poradzić. Pozycja z dystansu jest zawsze najbezpieczniejsza.

Czytam więc komentarze towarzyszące rozmaitym udostępnieniom tego tekstu i nadziwić się nie mogę. Wiecie co się okazuje? Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nikt z nas nie kupuje w sieciówkach. Wszyscy jemy produkty fair-trade, kupujemy u polskich projektantów, po ser jeździmy na Mazury, po miód na Bieszczady, a w domu mamy jedną żarówkę, którą zapalamy na trzy godziny w trakcie całej doby. Generalnie wszyscy chóralnie wykonali manewr „ja mam rączki tutaj” i stwierdzili, że choć do sklepów LPP nie chodzili, to teraz już na pewno nie pójdą. Święci nie ludzie.

A ja kupuję w sieciówkach. Co prawda nie w LPP, bo ich oferta nie jest skierowana do mnie, ale w innych tak. Czy mam pewność, że nie wyrządzam nikomu krzywdy? Absolutnie nie. Gorzej, doskonale wiem, że komuś tę krzywdę moimi zakupami wyrządzę, bo owa krzywda jest wpisana w naturę i historię człowieka. Nie istniały w ludzkiej cywilizacji czasy, kiedy wszyscy byli równi i szczęśliwi. Takie czasy również prędko nie zaistnieją. Mają swoją nazwę – utopia. Piękne w praktyce, nieziszczalne w rzeczywistości. Oczywiście wiem, że to nie jest usprawiedliwieniem. Całą sytuację rozstrzygam w ramach mojej moralności. Na pewne rzeczy się godzę, inne staram się zmieniać przez świadome zakupy. Jestem jednak „tylko” człowiekiem. Czasami stawiam moje szczęście ponad szczęściem innych. Komfort tej sytuacji polega na tym, że potrafię powiedzieć to wprost – bywam egoistą. W domu nauczono mnie jednej rzeczy – nie należy się chwalić dobrymi uczynkami, bo wtedy przestają być jakkolwiek bezinteresowne. Być może nie robię w życiu nic dobrego. Być może jest inaczej. Powiem tylko tyle, że spać chodzę spokojny. Interpretujcie to jak chcecie. Jednak to co mnie najbardziej zaintrygowało, to reakcje ludzi. Dawno nie widziałem takiego poruszenia towarzyszącego informacji związanej z przemysłem odzieżowym, a co za tym idzie z modą. Przyjrzyjmy się reakcjom towarzyszącym tej publikacji.

Pierwszy argument: Nie kupię nic w LPP

Najbardziej naturalny i najszybciej pojawiający się bezrefleksyjny wniosek. Ok, nie kupisz nic w LPP, czyli kupisz gdzie indziej. Bo to, że prędzej czy później będziesz musiał coś założyć na tak zwany grzbiet, jest więcej niż pewne. Skąd masz jednak pewność, że inna sieciówka, również nie ma brudnych rączek? Fakt, że ktoś jeszcze nie wpadł, nie oznacza przecież, że ma czyste sumienie. Ale dobrze, idźmy dalej. Powiedzmy, że bojkot się uda. LPP podupadnie, zmniejszy produkcję, zacznie zamykać sklepy. Fantastyczna sprawa – udało się zdusić korporacyjnego gada, tylko co dalej? Co z tysiącami ludzi, którzy pracują dla tej marki? Won, na zwolnienie, tak? Genialne myślenie, czyli w imię solidarności z Indiami, będziemy działać na szkodę rodaków i rodzimego przemysłu. Nazwijcie mnie cynikiem, ale wydaje mi się, że ta nasza gorliwa ofiarność zapewniła już nam transfer do nieba, z całym dobytkiem inwentarza. Jestem przekonany, że umiłowany przez Boga naród, ma tam już przygotowane cieplutkie miejsce, zaraz obok tronu, a najlepiej na samych bożych kolanach. Umęczmy się jeszcze trochę, tak solidnie i gremialnie, a potem tylko czekajmy Armagedonu, żeby mieć w końcu święty (dosłownie i w przenośni) spokój.

Drugi argument: Nie kupuję w sieciówkach

To jest dopiero paradne. Rozumiem, że nie kupujesz w sieciówkach nie tylko ubrań, ale właściwie niczego? Czyli jesteś jakimś pustelnikiem, świętym eremitą żyjącym o deszczówce i korzonkach? Niemożliwością w dzisiejszych czasach, powtarzam, niemożliwością (!!!) jest uniknięcie sieciowych produktów. A zresztą, wyjdźcie poza kontekst samego produktu. Pomyślcie o surowcach, które gdzieś trzeba było wydobyć, wyhodować, o jego komponentach, składnikach z których powstał, pomyślcie o urządzeniach i technologiach, dzięki którym został stworzony. Każdy z tych aspektów w pewnym momencie zahaczy o kraj trzeciego świata, bo tak wyewoluowała nasza gospodarka. Nawet jeśli na metce macie napisane „Made in Poland” to nie znaczy, że wszystkie elementy tego przedmiotu zostały wytworzone lokalnie. Że nie mają w sobie zbędnych mil, głodowych stawek, krzywdy i niesprawiedliwości. Jeśli dany produkt został wyprodukowany w Polsce, ale za pomocą maszyn stworzonych w biednych krajach, to co wtedy? Sytuacja się zmienia? Zastanawiam się też, co by się stało z tymi wszystkimi ludźmi, a są to pewnie miliony, którzy w krajach trzeciego świata szyją dla nas szałowe bluzeczki i spodenki, gdybyśmy ich nie kupowali. Nie twierdzę, że ta praca to marzenie, ale wydaje mi się, że z ich perspektywy lepsza taka praca, niż żadna, tak samo jak lepsza miska ryżu, niż pusta miska.

Trzeci argument: Ktoś powinien coś z tym zrobić

No fantastycznie. Tylko kto i co? Bo owszem, doskonale jest zauważyć błąd w postępowaniu, ale sytuacja zaczyna się komplikować, kiedy dochodzi do sformułowania konkretnych, wiążących i konstruktywnych wniosków. Oczywiście winy nie ma w nas, bo my jesteśmy święci i nie kupujemy w sieciówkach, winny jest ktoś inny. Pazerny producent, albo hołota kupująca tanie ubrania…

Co prowadzi do czwartego argumentu: Konsument to idiota, leci na taniochę

Średnia krajowa wynosi w tym momencie około 3,5 tysiąca złotych. Przypominam – średnia. Weźmy wobec tego pana Kowalskiego, z tymi przeciętnymi zarobkami wynoszącymi trzy i pół tysiąca złotych. Taka kwota po odliczeniu wszystkich kosztów życia, rzeczywiście powinna obligować go do świadomych zakupów. Pan Kowalski powinien dbać o swoje wybory, bo rzeczy powinny mu starczać na długo i mieć dobrą jakość. W końcu nie stać go na rozrzutność, a kupowanie tandety, jest właśnie rozrzutnością. Jednak sytuacje w których pan Kowalski sam jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem są rzadkie. Pan Kowalski najpewniej ma gromadkę dzieci i żonę, która nie pracuje, bo zajmuje się domem. Wtedy się okazuje, że te trzy i pół tysiąca złotych to tyle co nic. Czy mam odwagę nazwać Pana Kowalskiego idiotą, bo kupuje tanie rękawiczki w sieciówce? Nie, bo kwestia robotników i szwaczek z odległego Bangladeszu nie jest dla niego wiarygodna. Jemu też nie jest lekko, też ma kiepską robotę, też musi się martwić, czy mu starczy do pierwszego, a dzieci trzeba ubrać i nakarmić. I Pan Kowalski za największe szczęście swojego życia uważa fakt, że może wziąć plazmę na raty, żeby móc obejrzeć w sobotę mecz. Zastanówmy się teraz, czy na pewno chcemy opowiadać Panu Kowalskiemu o biedzie i nieludzkich warunkach w krajach trzeciego świata, jeśli on sam ma poczucie, że jego sytuacja jest podobna. A nawet jeśli Pan Kowalski nie pójdzie do sklepu LPP, tylko na bazar, to tam też znajdzie metkę „Made in China”, w ubraniach, które są jeszcze tańsze niż te sieciówkowe. To jest właśnie absurd tej sytuacji, że ekologia i wrażliwość społeczna są towarami luksusowymi. Mogą sobie na nie pozwolić ludzie dobrze sytuowani. Wyobraźcie sobie Panią Kowalską, która przez cały rok kupuje w sklepach z używaną odzieżą. Być może raz do roku (albo dwa) ma szansę wybrać się do sklepu z nowymi ciuchami. Takimi z metką. Na ładnych błyszczących półkach. Dla wielu z was, to codzienność, ale to nie znaczy, że tak wygląda narodowy standard. Bo dla tej Pani Kowalskiej te zakupy mogą być jednak wyjątkowe. Są doświadczeniem, które podnosi w jej oczach samoocenę, i które sprawia jej radość dość deficytową w codziennym życiu. Czy ja mam teraz stanąć w drzwiach sieciówki i krzyknąć na nią: „Pani Kowalska, Pani się opamięta! Ten sweterek ma niewidzialną plamę krwi!”. Nie zrobię tego, jeszcze nie zwariowałem.

Piąty Argument: Ja kupuję tylko w sklepach z używaną odzieżą

Moja ulubiona „moralność z przeceny”. Ok, rozumiem, że skoro jakaś rzecz została odsprzedana, to cały jej ciężar wyzysku automatycznie znika? Albo może dzieli się na pół, bo bluzeczka jest w połowie swojego życia? To tak nie działa, to nie ma żadnego znaczenia. Jeśli chodzi o ekologię – jak najbardziej. W kwestiach wyzysku ludzkiego? Niestety nie. Wypada jeszcze wspomnieć o istnieniu firm produkujących ubrania w krajach trzeciego świata, których towary od razu trafiają do sklepów z używaną odzieżą, bo takie jest ich przeznaczenie.

Szczerze? Widzę to zamieszanie i nie wierzę. Ciężar ludzkiej hipokryzji, psychicznej samoobrony, która momentalnie podpowiada nam, żeby jak najszybciej się usprawiedliwić, przekonać innych o tym, jacy jesteśmy dobrzy i miłosierni, powoduje we mnie odruch wymiotny. Nie jesteśmy dobrzy i miłosierni. Żadne z nas. Wszyscy bierzemy w tym udział. I ja, i wy, i każdy dookoła. Gadanie o tym, że kupujemy organiczne t-shirty od projektantów jest żenujące, bo żaden z tych projektantów nie wytrzymałby prawdziwie przemysłowej produkcji, w przypadku gdybyśmy wszyscy tak nagle chcieli być fair trade. A zresztą to i tak brzmi jak bełkot, bo autorska moda jest uważana za zbyt drogą. I to nie jest jakieś moje widzimisię, ale fakt – widziałem dzisiaj komentarze osób, które nie mają w szafie ani jednego autorskiego projektu (bo są za drogie), a które zarzekały się, że w sieciówkach nie kupują. Więc pytam skąd bierzecie ubrania? Z kosmosu?

Tak jak pisałem na Facebooku, ta historia nie zaczyna się i nie kończy na LPP. Katalizatorem całej sytuacji była tylko i wyłącznie jedna rzecz – głupota tej firmy. Zignorowanie opinii publicznej, jej mocy sprawczej, to ogromne niedopatrzenie. Ale z drugiej strony, nawet jeśli gigant zanotuje jakieś straty, to jest to tylko kwestia czasu, aż nasze emocje rozbudzi inny temat. Jednym z ulubionych jest pochodzenie mięsa, wtedy się zazwyczaj okazuje, że Polska to kraj wegetarian. Nie łudźcie się też, że inne marki przystąpiły do tego paktu z dobroci serca. W przypadku takich firm nie ma „dobroci serca”, jest za to działanie kryzysowe i ocieplanie wizerunku. Oczywiście – może z tego wyniknąć coś dobrego, ale nadrzędne zawsze będą obroty i zyski. Część producentów być może już szuka kolejnej zabitej dechami dziury w krajach trzeciego świata, gdzie ani media, ani wasza sztuczna empatia nie dotrą. Zresztą, co z oczu, to z serca prawda?

Jeśli ktoś jeszcze myśli, że w całym zamieszaniu najważniejszy jest człowiek, to żyje w zaprzeczeniu. W tym przypadku, najważniejsze są pieniądze. Strata jednej korporacji, to zysk innej. Nasza wolność wyboru, jest ułudą. Wydaje nam się, że skoro istnieje tak dużo możliwości, to dzielą się one na „dobre” i ” złe”, a tak naprawdę jest to tylko i wyłącznie wybór mniejszego zła. Opinia publiczna jest jak latawiec, porusza się chaotycznie wyszukując silniejszy prąd powietrza. Kiedy go znajdzie, uspokaja się na chwilę, ale i tak wiadomo, że za sekundę będzie szukać kolejnego podmuchu powietrza. Szukamy w tej sytuacji kata i ofiary, nie przyjmując do świadomości, że sami pełnimy obie role. Takie moralne 2w1. Jesteśmy katem, bo korzystamy z wyzysku we wszystkich dziedzinach życia. Jesteśmy ofiarą, bo taka sytuacja nas dehumanizuje i upokarza. Wywijamy nad głową górnolotnymi hasłami, mieczem potępienia, litanią smutków na temat współczesnego świata, a tak naprawdę powinniśmy sobie sami tym mieczem uciąć głowę.

Nie potrafię powiedzieć, czy  jest jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji. Nie jestem ekonomistą, nie znam się na regułach gospodarki. Potrafię jednak obserwować ludzi i ciągle nie mogę wyjść ze zdziwienia, że całe to oburzenie powstało tylko i wyłącznie z jednego powodu. Jego przyczyną nie była niestety śmierć setek ludzi, ale głupota korporacji, która nie potrafiła znaleźć rozwiązania w trudnej sytuacji. Wiecie już teraz, nad czym tak naprawdę lamentujecie?  Tak, zgadza się, to jest dopiero przygnębiające.

Never Ending Freestyle Voguing

Tobiasz Kujawa

freestylevoguing@gmail.com

Advertisements

komentarzy 28 to “Między Polską a Bangladeszem, czyli opowieść o naszej podwójnej moralności”

  1. modologia Wrzesień 28, 2013 @ 20:49 #

    Gorzka, lecz jakże trafna puenta.

    Lubię to

  2. Kabuj Wrzesień 28, 2013 @ 22:23 #

    Tobiasz, dobrze napisana, wnikliwa analiza, a nie pobierzny i łatwy osąd. Możesz napisać coś więcej o ubraniach tworzonych z myślą o sh? Pierwsze słyszę, a temat jest mi bliski

    Lubię to

    • Freestyle Voguing Wrzesień 28, 2013 @ 22:32 #

      W mojej rodzinie prowadzono dość ekskluzywny second-hand, połączony z komisem z bardzo wyselekcjonowaną odzieżą, taką top-of-the-top. Często oglądałem jak pracownice sortują towar i widziałem, że pojawia się w nim bardzo dużo rzeczy całkowicie nowych, bez najmniejszych śladów zużycia, od marek, których nie sposób znaleźć w internecie. Później zapytałem o to w hurtowni i dowiedziałem się, że istnieją takie firmy, które produkują ubrania tylko z myślą o sklepach z używaną odzieżą. Niestety nie wiem na jakim etapie transportu / sortowania te ciuchy są dodawane.

      Lubię to

      • Kabuj Wrzesień 28, 2013 @ 22:37 #

        ciekawe, dzięki!

        Lubię to

  3. niemampytań Wrzesień 28, 2013 @ 23:44 #

    Trafny tekst, a co do samych komentarzy to nigdy nie przestanie mnie zadziwiać to jak bardzo wszyscy w naszym kraju próbują solidaryzować się z całym światem, odczuwać ból tych biednych ludzi z odległych zakątków, kompletnie nie zastanawiając się nad tym co dzieje się ‚na ich podwórku’. W końcu ile polskich szwaczek pracuje w strasznych warunkach, na czarno, z obietnicą ‚umowa będzie za jakiś czas’, za głodowe stawki, wiedząc, że jeśli tylko taka kobieta zapyta o możliwość legalnego zatrudnienia zostanie zwolniona, a że pracuje w zawodzie od lat, ciągle na podobnych zasadach i nie ma żadnego innego doświadczenia woli nie ryzykować i dożywa tak emerytury, która jest znikoma albo wręcz żadna i musi się martwić jak przeżyć do końca miesiąca, kiedy jest już niezdolna do tego, żeby w jakiś sposób dorobić. Czy to jest odpowiednie traktowanie? Nie sądzę, ale tak to wygląda w większości szwalni w mniejszych miastach, gdzie szyje się rzeczy marki ‚no-name’ sprzedawane później na bazarkach i w niewielkich butikach. To chyba już wiadomo skąd biorą ubrania Ci, którzy tak deklarują, że nie ubierają się w sieciówkach, a nie stać ich na projektantów. Tyle, że te same osoby, problem tych kobiet zbagatelizują i stwierdzą, że gdyby się chciały uczyć to by nie musiały się teraz martwić. Cóż, jakoś zawsze łatwiej nam płakać nad tymi, którzy są zbyt daleko, żebyśmy mogli pomóc. Argument z lumpeksami też jest świetny. Coś jak ‚nie piję alkoholu, bo wino się nie liczy’. Warto mówić jak jest naprawdę, szkoda tylko, że za jakiś czas wszyscy Ci, którzy dzisiaj tak wirtualnie rozpaczają i zarzekają się, że nigdy więcej LPP, pobiegną po nową, zajebistą kolekcję Mohito czy Reserved, nie pamiętając o całej sprawie.

    Lubię to

  4. Piotr Dowski Wrzesień 29, 2013 @ 00:07 #

    Dodajmy, że ta średnia pensja jest brutto. Na rękę, a więc i na zakupy znacznie mniej.
    Co do reszty – trudno się nie zgodzić.

    Lubię to

    • Kasia Wrzesień 30, 2013 @ 10:11 #

      dokładnie, właśnie miałam to samo napisać – dodatkowo oczywiście większość społeczeństwa żyje poniżej średniej krajowej

      Lubię to

  5. Mateusz Wrzesień 29, 2013 @ 10:39 #

    gdzie moge dostać taka koszulke ;d?

    Lubię to

  6. Patrycja Wrzesień 29, 2013 @ 14:05 #

    wszystko bardzo trafne i jak najbardziej popieram, ale jestem z grona naiwnych i wierze, ze takie akcje naglasniajace czy chociazby listy z zapytaniem o warunki pracy pracownikow kiedys w koncu cos zdzialaja 🙂 (jest pare takich organizacji w Polsce, ktore zajmuja sie respektowaniem praw pracownikow i m.in rozprowadzaja takie pocztowki z seria pytan, ktore mozna zostawic sklepie, by zasygnalizowac, ze jako klienci jestesmy zainteresowani losem ludzi pracujących przy produkcji odziezy, ktora kupujemy).

    Lubię to

  7. Nana Wrzesień 29, 2013 @ 14:11 #

    Ja zgadzam się z Tobą Tobiasz w 100%. I cieszy mnie, że zrobił się mały szum dotyczący tego tematu. Na początku Michał Zaczyński, dalej Ty, Harel i Gosia Boy. Pójdzie to lawinowo. Rozmowa o etyce mody zawsze jest na miejscu. Boję się, że tylko ten cały przekaz nie trafi tam gdzie powinien. Bo marki LPP są tanimi sieciówkami. I jeżeli kogoś stać na zakupy u polskich projektantów, to super, fajnie, że wspierają polską produkcję, jednak nie oszukujmy się, nie każdy ma takie możliwości. Przeciętnej Pani Krysi do głowy w życiu nie przyjdzie żeby kupić kurtkę córeczce za 1000 zł, gdzie w Sinsay może córeczce kupić kurtkę za 150 zł. I szczerze powątpiewam (mimo, że naprawdę chciałabym), że apel Pana Zaczyńskiego trafi do Pani Krysi. Ona nie ma zielonego kim Pan Zaczyński jest. Nie ma zielonego pojęcia skąd się rzeczy biorą. Córcia wybiera kurteczkę, Pani Krysia płaci. I nie ma zielonego pojęcia, że wyzysk, że Bangladesz. A nawet gdyby wiedziała to nie zrobiłaby nic, bo jej po prostu na całkowicie polski wyrób nie stać.
    Podejrzewam, że świadomość konsumencka byłaby wyższa, gdyby Polaków było stać, a, że polaków nie stać, no to idą jak ta „szara bezmyślna masa” do sieciówek i tam się zaopatrują.
    A argument, że „można przecież w lumpeksach”… a skąd pewność, że przy wcześniejszej produkcji ciuchów z drugiej ręki nie wyzyskiwano pracowników?
    I teraz można tylko wierzyć (choć może trochę naiwnie), że LPP jak i każda inna sieciówka będzie bardziej przyglądać się zasadom BHP w swoich halach produkcyjnych, że to czegoś ich nauczy. Bo mądry polak po szkodzie, tylko dlaczego aż takiej szkodzie?

    Lubię to

  8. Zuzia Wrzesień 29, 2013 @ 19:45 #

    Ja patrzę na to z pozycji kogoś, kto u nas, w Polsce, produkuje. Nie jesteśmy w żaden sposób, absolutnie, w stanie choćby zbliżyć się cenowo do wyrobów z sieciówek. Nie pozwala na to prosta matematyka. A ludzie nieświadomi, przyzwyczajeni do stosunkowo niskich cen, nie wierzą, że to co robimy jest uczciwe, a my nie opływamy w luksusy. Cena torebki, skórzanej, wykrojonej i uszytej w naszej pracowni, z materiałów kupionych w Europie, z polskich skór naturalnych: 500zł. Vat – ok. 100zł, dochodowy – ok. 80zł, metr skóry 130zł – zużycie na dany model 1,5m= niemal 200zł, robocizna – 100zł. Gdzie prąd, ogrzewanie, ZUS? Ja tu widzę problem zupełnie inny – Bangladeszu nie uzdrowimy, nikt nie ma na to złotego środka, ale fajnie byłoby aby działalność prowadzona w Polsce była mniej obciążona kosztami. Wtedy produkty mogły by być tańsze, przy jednoczesnych dobrych zarobkach pracowników, a więcej ludzi kupowałoby u nas, a nie w sieciówkach.. W tym momencie musimy się uodpornić na komentarze typu: „te ceny to przegięcie” i ciułać na kolejny podatek.

    Lubię to

  9. Iza Wrzesień 29, 2013 @ 20:07 #

    Ja również nalezę do „szarej ciemnej masy” kupującej w sieciówkach- nie lubie przeplacać. Winą obarczam ludzi z LPP, którzy jak trafnie zauważyleś nie potrafili potkulic ogona, poczuć się nie tyle do WINY do niesienia POMOCY, choćby po to by ocieplić wizerunek . Na myśl przychodzi mi przykład znanego dyskontu- Birdronki i wyzyskiwania przez nich pracowników, troche szumu pomogło i pracodawcy poszli po rozum do głowy.Sytuacja ulegla polepszeniu, poprawie ulegly warunki pracy. Wydaje mi się, że jedyną rada jest nabycie takiej cechy jak pokora i odrobina madrości, która bywa „dobrem luksusowem” i zbyt często przegrywa z lenistwem 😦

    Lubię to

  10. Agnieszka Wrzesień 29, 2013 @ 20:22 #

    Ja próbowałam i w sumie dalej próbuję „ratować”swoją moralnoś szyjąc sobie samemu ubrania…ale i tak nie do końca jestem czysta, bo skąś muszę wziąść tkaninę, najlepiej bawełnę, która w Polsce raczej nie rośnie (chyba, że u kogoś w doniczce), więc pozostaje tkanina z Azji, która też jest produkowana w fatalnych warunkach. Ten „plus”, że męczę tylko siebie przy maszynie. A co do wydatków na ubrania, to kiedyś wyczytałam, że statystyczny Polak rocznie na ubrania przeznacza 600 zł (W GUS-ie można znaleźć dokładne dane).

    Lubię to

  11. Natala Wrzesień 30, 2013 @ 19:31 #

    Sieciowki produkujace w Azji umozliwiaja kupno 10 koszulek zamiast 1 ‚porzadnej’, co moim zdaniem jest kwintesencja czasow konsupcjonizmu-totalnego i lechtaniem proznosci bogatej Europy i Stanow. Coraz to wiecej fajnych firm produkujacych z krajowych surowcow, no i we wlasnym kraju upada jesli nie przeniesie produkcji do Azji. I nie mowie tylko tych dwoch kontynentach, to samo dzieje sie np w Ameryce Poludniowej gdzie rynek dopiero zaczyna byc zdominowany przez tanie chinskie wyroby. Uwazam ze ostatnia szansa na ockniecie sie i uratowanie przed totalnym uzaleznieniem od Azji jest powolne odcinanie sie od ich produkcji- poprzez odgorne regulacje Unii Europejskiej. Nie chodzi odrazu o embargo. Ale o wieksze wsparcie finansowe naszych, europejskich linii produkcyjnych. No i ciagle nalezy zwiekszac swiadomosc konsumenckia. A potem stopniowewe wykluczanie produktow pochodzacych z Chin, czesto gesto bardzo niskiej jakosci…

    Lubię to

  12. Gosia Wrzesień 30, 2013 @ 22:44 #

    Hmm wnikliwa analiza…. Z tym zgodzić się nie mogę. Można by polemizować z każdym z przytoczonych argumentów. Swiata od razu nie zbawimy ale możemy jako konsumenci zdziałać bardzo dużo… . Polecam najpierw trochę poczytać. Gdzie kupować jeśli nie w sieciówkach? Czy to zawsze jest finansowo nieosiągalne…? Czy konsumenci nic nie mogą zmienić ? http://www.ekonsument.pl http://modnieietycznie.pl

    Lubię to

  13. Maria Huma Październik 1, 2013 @ 01:39 #

    Pracownicy w Bangladeszu wciąż walczą o godną płacę i bezpieczne warunki pracy. POMÓŻMY IM.

    >> Podpiszcie się pod apelem na stronie http://cleanclothes.pl/petycja37_godna_placa_dla_wszystkich_.html.

    Podpisy zbieramy w 17 krajach europejskich i Azji. Chcemy zdobyć naprawdę dużo podpisów – około miliona. Apel przekażemy rządom krajów azjatyckich (m.in. Bangladeszu), europarlamentarzystom, a także największym europejskim firmom odzieżowym.

    Lubię to

  14. Maria Huma Październik 1, 2013 @ 13:01 #

    Polecam odpowiedź Clean Clothes Polska: http://cleanclothes.pl/a1169_swiat_mody_dyskutuje_o_postawie_lpp__komentarz_ccp.html

    Lubię to

  15. Olga Październik 2, 2013 @ 16:12 #

    Tobiasz, tradycyjnie zgadzam się z tobą w całej rozciągłości. Nasunęła mi się taka myśl – że zapewne większość tak nagle zagorzałych przeciwników sieciówek tak naprawdę nie byłaby chętna płacić za ubrania więcej niż w sieciówkach właśnie. Śmiem twierdzić, że w bezrefleksyjności, o której pisałeś we wstępie, wielu nie zauważa, że to właśnie dzięki przeniesieniu produkcji do Azji może płacić za marynarkę 120 zł. To tylko jedna z myśli nasuwających się po twoim tekście.

    Lubię to

  16. Eva Cuzco Październik 7, 2013 @ 23:21 #

    Krew mnie zalewa, gdy posługuje się Pan ogólnie\kami, bez podawania źródeł informacji, wypowiada nie za siebie, tylko w imieniu jakiejś wymiaginowanej, refleksyjnej grupy ludzi, a resztę nazywa frajerami, biedakami, Polaczkami, samotnymi matkami i naiwniakami i hipokrytami. Właściwie to z Pana wypowiedzi na ten temat tutaj i na FB wywnioskowałam, że bardziej od fairtrade i LPP, obchodzi Pana krytyka skierowana na ludzi zobojętniałych, do których Pan należy.
    Jest Pan uważany za eksperta, w związku z czym proszę, niech się Pan wypowiada w rzetelny sposób.
    Pana argumenty są bardzo wątpliwe.

    Lubię to

    • Freestyle Voguing Październik 7, 2013 @ 23:32 #

      Zacznę od tego, że zaintrygowany tym komentarzem odwiedziłem Pani bloga i zaledwie 30 sekund mojej bytności na tej koszmarnej platformie dało mi do zrozumienia, że nie ma sensu polemizować, bo się po prostu nie dogadamy.

      A skończę na prośbie – proszę się nauczyć języka polskiego w stopniu jakkolwiek komunikatywnym, być może wtedy podejmę ewentualną polemikę. Powyższy komentarz jest poniżej wszelkiej krytyki.

      Lubię to

  17. Jacek Październik 26, 2013 @ 20:37 #

    Dopiero dziś na to wpadłem. Bardzo dobry tekst Panie Tobiaszu-często mnie dopadają mnie te same dylematy i dlatego postanowiłem napisać…. i absolutnie zgadzam się z tym ,że ” ta historia nie zaczyna się i nie kończy na LPP”. Hipokryzją jest wieszanie psów na samym LPP. Pół świata leci na taniej produkcji i ma w nosie jak to się produkuje i nie patrzy na warunki tylko na cenę. I mam na myśli tu światowe znane marki nie tylko w Chinach ale nawet na samym południu Włoch w ‚obozach pracy” imigrantów kontrolowanych przez włoską mafię. A przecież to nadal Europa. Bardzo się cieszę ,że LPP jednak przemyślało stanowisko nawet jeśli to było pod wpływem nacisku opinii publicznej i zrobili korektę swego stanowiska.. Swiat jest na tyle podły ze nie lubi zostawiać nam do zbyt łatwych ocen.Dorzucę właśnie jeszcze jeden dylemat podrzucony mi w rozmowie przez jednego z dyplomatów ambasady jednego z krajów Afryki który powiedział mi ,że problem oceny decyzji pojawia się wtedy kiedy trzeba wybierać między pracą w skrajnych warunkach (dla nas nie do przyjęcia) a śmiercią dziecka z głodu .Warto pamiętać ,że w krajach najbiedniejszych co kilkanaście sekund umiera dziecko z powodu braku dostępu do wody pitnej i jedzenia. To są dylematy przy których dyskusja na temat jakości pracy a już poziomu polskiej mody staje się marną próżnością.. Nie mamy pojęcia w jakim dobrobycie żyjemy skoro tych problemów nie mamy i możemy się bawić w oceny moralne na takim poziomie. Tak powinien wyglądać cały swiat ale tak nie jest…..

    Lubię to

    • Freestyle Voguing Listopad 6, 2013 @ 23:36 #

      Nie wiem czy będzie to komentarz na miejscu, ale jest mi miło, że tekst się spodobał.

      Pozdrawiam!

      Lubię to

      • Daniel Listopad 25, 2013 @ 13:08 #

        A ja tu trafiłem przez koleżankę, która umieściła link do recenzji ostatniego pokazu duetu PB. I jestem mile zaskoczony, że jest ktoś związany ze środowiskiem polskiej mody, potrafiący spojrzeć „z boku” na ten cały cyrk…

        Lubię to

  18. aniadiduch Luty 3, 2014 @ 18:49 #

    Mimo iż za bardzo nie obchodzi mnie temat to tekst przeczytałam jednym tchem. Super napisane!

    Lubię to

Trackbacks/Pingbacks

  1. Kibel w kolorze tiffany blue - rzecz o konsumpcji | tattwa - Październik 6, 2013

    […] burzę. Jeśli jakimś cudem ominęła Was dyskusja w sieci, przeczytajcie też koniecznie odpowiedź Tobiasza Kujawy i tekst Martyny Nawrockiej dla Ultra […]

    Lubię to

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: