Archive | Październik, 2013

Fashion Week Polska Wiosna/Lato 2014 – jak cię widzą, tak cię piszą

28 Paźdź

To może na dobry początek mały cytacik:

„Osobiście nie jestem pewna, czy założyłabym coś, co pokazuje, że można mnie przetwarzać ponownie, bo pewnie cały czas miałabym wrażenie, że odnosi się to bezpośrednio, a w kontekście interpretacyjnym wydaje mi się to trochę fantazmatyczne, ale pewnie będą osoby noszące z przyjemnością”

Aga Pou Wiosna/Lato 2014  / catwalkmagazine.pl

Osobiście nie jestem pewien, czy chcecie czytać to dalej. Istnieje szansa, że poczujecie się trochę, albo nawet bardzo, fantazmatyczne. Ale pewnie będą takie osoby. Mam nadzieję, że przyjemność też. 

Piszę, więc jestem

Drodzy państwo, jest temat! Piszemy o modzie! Wspaniałe jest takie hobby, albo nawet praca, co nie? Co tak! Na dodatek nobilitujące, bo przecież nie zajmujemy się zalewaniem Internetu tysiącem niemal identycznych zdjęć, niczym te szafiarki z piekła rodem, ale p-i-s-z-e-m-y! Narodzie – znaj różnicę. I szanuj! Pisanie jest takie mądre. A pisanie o modzie jest samą przyjemnością. Po pierwsze to są „tylko ubrania” – temat lekki i niezobowiązujący. A po drugie – niezależnie od okoliczności, nastrój jest nieustannie imprezowy – czy to pokaz, prezentacja, czy jakaś inna wariacja tych wydarzeń. Sam proces pisania? Raptem 10 minutek przy klawiaturze, z czego połowa zostaje przeznaczona na aktywności rozpięte między pudlem a facebookiem. I mam tekścik. Później to już tylko duma, chwała i obowiązkowe narzekanie na minusowe IQ szafiarek.

Wyssij mnie

Dlaczego nie czytam publikacji na temat łódzkiego Fashion Weeku? Powodów jest kilka, ale wszystkie opierają się na jednej filozofii minimalizowania stresu i niepotrzebnych nerwów. Mordowanie moich wniosków to już standard. Sam się o to proszę – udostępniam przecież dwie ogromne publikacje, które stają się prawdziwym eldorado dla każdego portalowego, lub blogowego twórcy, który cierpi na brak weny. Prosto-cepowaty fakt – swoje teksty i charakterystyczny sposób pisania znam najlepiej, więc najłatwiej jest mi wyśledzić wszelkie możliwe zapożyczenia. Co nie zmienia faktu, że nie tylko ja jestem w tej sytuacji „pokrzywdzony”.

A zresztą – pal licho pokrzywdzenie. Jeśli ktoś jest całkowicie pozbawiony dumy i ambicji – niech sobie zrzyna. Problem pojawia się jednak w sytuacji, w której wnioski jednego autora zostają zmieszane i skonfrontowane z laickim sposobem pisania, opartym głównie na ssaniu palca i myśleniu „to bym sobie założył, a tego bym sobie nie założył”. Przypadkowe kompilacje wytartych i przegadanych refleksji, silenie się na niezrozumiałe dowcipy, przekłamywanie rzeczywistości i wyrażanie cudzych osądów nie umiera jednak w szarych zakamarkach internetu. Pojawia się za to w nieoczekiwanych miejscach. Często promują je sami projektanci, dla których najważniejszym (a bywa, że jedynym) czynnikiem, jest pozytywny wydźwięk tekstu. Co z tego, że kolekcja autorstwa xzx, była stuprocentowo skórzana? Nawet jeśli tekst yxy opiewa koronki i żakardy, to projektant i tak go zamieści. W końcu yxy napisał, że mało zawału serca nie dostał, od nadmiaru piękna w tej kolekcji, a wymyślone koronki i wyimaginowane żakardy są godne światowych wybiegów. Właściwie to cała ta kolekcja, łącznie z osobą projektanta, jego kotem i bielizną, jest absolutnym „musthavem” najbliższej dekady. No i jak tu nie docenić takiego zaangażowania?

Jak nie laurka, to bzdurka. Ewentualnie kopie innych publikacji, albo kalki informacji prasowych, pod którymi „pseudo autorzy” bez żadnych oporów podpisują się własnymi nazwiskami. Dlatego dziękuję, nie czytam. Bezimienne, smutne teksty, wyprane z wszelkich pozytywnych aspektów – zaczynając od wiedzy, idąc przez doświadczenie czy intuicję, a kończąc na humorze, wprawiają mnie w stan przygnębienia. Pusto, smutno, wokół nie ma niczego poza niesmacznym beknięciem, które echem odbija się od internetowych ścian. Jednak tym razem złamałem regułę – moja nadaktywna czytelniczka, z zacięciem internetowego detektywa, podesłała mi wpis, który zamiast rąk, nóg i głowy, miał same lepkie macki. Dość powiedzieć, że był pisany jednocześnie przez kobietę i mężczyznę, a chwilami w liczbie mnogiej. Zaprzągłem więc Google do roboty, żeby sprawdzić, cóż takiego się dzieje w internetach chwilę po Fashion Weeku. Najpierw padł na mnie blady strach, potem żal, że zacząłem się wgłębiać w ten temat, aż w końcu pomyślałem, że to jednak bardzo interesujący materiał na tekst. Zapraszam więc do mojego wyjątkowo subiektywnego, niesprawiedliwego, złośliwego i komediowo-depresyjnego raportu. W wielkim skrócie – jakie informacje osoba niezorientowana w temacie polskiej mody, może znaleźć w internecie przy pomocy haseł związanych z FashionPhilosophy Fashion Week Poland.

Czytaj dalej

Fashion Week Polska Wiosna/Lato 2014 – Designer Avenue czyli „moda to nie bułka” k

24 Paźdź

Na początku napisałem tak: „dziś zamiast wstępu – brak wstępu. To jest ogromny wpis, przedstawiający wszystkie pokazy polskich projektantów, które miały miejsce na Designer Avenue podczas ostatniej edycji łódzkiego Tygodnia Mody. Nie ma najmniejszego sensu dokładać do niego jeszcze większej ilości literek, dlatego po prostu zapraszam do lektury.”

Ale później naszła mnie myśl. Dość podstępnie i nieoczekiwanie. Myśl brzmiała: „moda to nie bułka”. Zanim wyjaśnię ten wniosek, przedstawię wam okoliczności, w których się zrodził. Podczas pisania recenzji zastanawiałem się nad metodami oceniania mody. Nad jej postrzeganiem. Nad innymi publikacjami i reakcjami moich znajomych. Recenzując pokazy i kolekcje oceniamy często nie tylko same ubrania i wrażenia estetyczne, ale również czyjeś życie. Większość twórców, lepszych czy gorszych, wkłada w swoje dzieła cząstki siebie. Kawałki swojego życia, czasu, emocji. A później przychodzi taki moment, kiedy trzeba wystawić ocenę. Zweryfikować czyjś trud, zapał, wiedzę i inteligencję. Te proporcje nie są równe. Bo z jednej strony przygotowanie kolekcji zajmuje niewspółmiernie więcej czasu, niż ocenienie jej. Ale z drugiej? Uświadomiłem sobie ile kolekcji mam „już za sobą”. Z każdym tekstem, z każdą publikacją, z każdym sezonem zyskuję nowe doświadczenia, wiedzę, wyczucie i co najważniejsze – kontekst. Tworząc moje małe archiwum polskiej mody, mam coraz więcej odniesień do wcześniejszych dokonań projektantów, a co za tym idzie, mogę lepiej zrozumieć sens nowych kolekcji. I kiedy tak dumałem nad tą nową sytuacją, uświadomiłem sobie – „moda to nie bułka”. Zastanawiam się ciągle, jak w trzy sekundy po pokazie, można stwierdzić jakie coś było. Moje znienawidzone pytanie „jak ci się podobało?”. Nie wiem, nie pytaj mnie o to! Nie potrafię tego stwierdzić zaraz „po”. Bo moda nie jest bułką, której smak można ocenić już w trakcie przeżuwania. Zbyt wiele miałem sytuacji, w których wychodząc z pokazu rzuciłem na odczepnego jakąś opinię, a w tekście zawierałem inną. A potem słyszę – „przecież mówiłeś coś innego”. No cóż, jakie pytanie – taka odpowiedź.

Nie roszczę sobie prawa do monopolu na prawdę. Nikt go nie posiada. O jednym mogę jednak zapewnić – konstruując opinie, zawsze staram się wyjść „z samego siebie”. Stanąć obok. Przyjrzeć się okolicznościom. Powąchać całokształt. Przemyśleć czyjś punkt widzenia. Oczywiście nie zawsze się to udaje, jeszcze wiele lat nauki przede mną. Cóż poradzę – nikt mi tutaj nie dał gotowych rozwiązań. Nie miałem się od kogo uczyć, nie miałem kogo naśladować. To już drugi rok i czwarty sezon moich przekrojowych recenzji pokazów Łódzkiego Tygodnia Mody. I powiem dość nieskromnie, że jestem z siebie cholerne dumny. Chciałem tu podziękować wszystkim projektantom, których twórczość stała się podstawą mojej. Gdyby nie było Was, nie byłoby mnie. I nawet w najsroższych słowach, zawsze mam to w pamięci. Dzięki wielkie i szacuneczek (żeby nie było zbyt patetycznie)

Czytaj dalej

Fashion Week Polska Wiosna/Lato 2014- Latający OFF czyli babski kwiatek do kożucha

22 Paźdź

Od kiedy zostałem członkiem rady programowej OFFa, mój stosunek do tej konkretnej sceny polskiego Tygodnia Mody zmienił się diametralnie. Nic dziwnego – będąc jedną z osób odpowiedzialnych za selekcję programu, czyli wybór kolekcji, OFF stał mi się dużo bliższy, a co za tym idzie, moje podejście do niego zmieniło się na bardziej emocjonalne.

Czym jest OFF? Podejrzewam, że każdy ma jakąś teorię na ten temat. Niestety, według mnie ta scena jest ciągle pozbawiona konkretnej tożsamości. Dla jednych jest to platforma dla debiutantów, taka mała poczekalnia do Designer Avenue. Inni uważają OFFa za ostoję mody „dziwnej” i „niekomercyjnej”. Takie myśli generuje zresztą sama nazwa – Out of Schedule – „poza harmonogramem”. Czyli kolekcje, które nie zmieściły się głównym nurcie Alei Projektantów. Dla mnie wymarzony OFF to ubrania, które mogą wykraczać poza kontekst użyteczności, robiąc ukłon w kierunku wybujałej estetyki, konceptu, fantazji, mody polemicznej i intelektualnej. Taki schemat jest też najbliższy mojemu pojmowaniu mody. Co więcej, tylko takie kolekcje są w stanie wypromować polską modę na świecie. I nie mówię tu o promocji sprzedażowej, bo satynowe koszmary i tak znajdą uznanie w oczach ludzi wykastrowanych z gustu i świadomości. Chciałbym jednak, żeby Polska była również kojarzona z modą ambitną, kolekcjonerską. Tworzoną dla koneserów świetnego, przemyślanego wzornictwa. Dla trendsetterów, wielbicieli awangardy, którzy nie boją się wyjścia poza schemat codziennego, banalnego ubioru. O takiego OFFa naprawdę warto walczyć. I co najważniejsze, taka moda naprawdę powstaje w naszych mało przychylnych warunkach. Jednak bez odpowiedniej promocji zginie.

W tym roku OFF znów zmienił lokalizację. Tym razem trafił w gościnne progi Centrum Promocji Mody łódzkiego ASP. Świetna multimedialna sala, wypełniona po brzegi doskonałym oświetleniem i nowoczesnymi ekranami. A do tego krótki wybieg na podwyższeniu i wygodne trybuny na których zmieścili się wszyscy goście, a warto przypomnieć, że był to spory problem podczas poprzedniej edycji. Jedyny mankament to odległość od głównego miasteczka Fashion Weeku. I choć miejsce jest bardzo dobre, to nadal twierdzę, że OFFy kategorycznie powinny wrócić na główny teren łódzkiego Tygodnia Mody. Rzucanie nim po całym mieście w regularnych, półrocznych  odstępach działa niestety na jego szkodę. Prowokuje opinie, że nikt nie ma pomysłu co z tą sceną właściwie zrobić, gdzie ją wcisnąć. Czym ona ma być?  Ot taki modowy „kwiatek do kożucha” – nic dodać, nic ująć.

Czytaj dalej

Mało zabawny antyfelieton

14 Paźdź
Bakteria E.Coli / Konsultacja Mikrobiologiczna: Agnieszka Kiełczewska

Bakteria E.Coli / Konsultacja Mikrobiologiczna: Agnieszka Kiełczewska

Halo! Czy ktoś mnie słyszy? Czy ktoś to w ogóle czyta? Czego tu szukasz przybyszu? Chcesz się czegoś dowiedzieć? Rozerwać? Nauczyć? A może po prostu snobujesz się na czytanie tekstów o „modzie”, bo wypada teraz interesować się „modnym” tematem? Jakie są właściwie twoje oczekiwania?

Czytaj dalej

Joanna Klimas Wiosna/Lato 2014 – Logo Game czyli Gra w Chaos

12 Paźdź

??????????????????????????????????????????????????????????

„Chodzenie na pokaz mody to praca? Chyba zwariowałeś! Przecież to sama przyjemność*” 

Jest piątek, wstaję o godzinie 9:00. Niektórym z was może się zdawać, że to bardzo późno. Weźcie jednak pod uwagę fakt, że pracuję do dalekich, nocnych godzin – więc z mojej perspektywy jest to mimo wszystko wczesna pora. Parzę kawę, robię koktajl (nie jadam śniadań), siadam do komputera. Zaczyna się mój dzień pracy. Około 12 zbieram się do wyjścia, jadę na spotkanie, potem do agencji z którą współpracuję. Maile, telefony, wiadomości, decyzje, konsultacje z grafikiem, fanpage, ciuchy i tak dalej. Czas mija. Patrzę na zegarek, jest już prawie 18. Pędzę do domu. Jem kolację z nosem wlepionym w ekran – nadal jestem w pracy. W dzikim pędzie biorę prysznic, myślę co na siebie założyć, przebieram się, zamawiam taksówkę, bo na 20:00 jest pokaz. W taksówce odpisuję na kilka wiadomości od czytelników. Jestem na miejscu. Z pracy do pracy, a potem znów do pracy. Ktoś mi jeszcze zazdrości?

Czytaj dalej

Zeberka za Kratki czyli „publikuj” i co dalej?

4 Paźdź

zeberrka

Jak wszyscy wiemy Gosia Baczyńska pojechała ze swoją ostatnią kolekcją na Paryski Tydzień Mody. Uważam to za pewnik, bo jak zawsze łudzę się, że osoby, które czytają mojego bloga są na bieżąco z wydarzeniami w świecie mody. Projektantka znalazła się w głównym programie tego wydarzenia, co jest nie lada sukcesem i powodem do dumy dla polskiej sceny modowej. Jej kolekcja na sezon Wiosna/Lato 2014 prezentuje poziom absolutnie europejski, w niczym nie odstający od propozycji światowej klasy projektantów. Nic więc dziwnego, że o tym wydarzeniu rozpisują się nasze rodzime portale. Również te plotkarskie. Zazwyczaj nie wgłębiam się w  podobne publikacje. Moją potrzebę kontrolowanego upokorzenia syci całe szczęście tytuł, lead i zdjęcie ilustrujące konkretny temat. Tabloidowa pigułka pozwala mi na zorientowanie się w aktualnych trendach dotyczących celebrytów, ewentualnie sprawia, że pochichoczę sobie zarówno nad ludzką, jak i moją własną głupotą. Dziś koleżanka podesłała mi wpis z portalu Zebereka.pl, dotyczący pokazu Gosi Baczyńskiej. Zwróciła moją uwagę na element, który właściwie nigdy nie leżał w spektrum moich zainteresowań – na komentarze czytelników. Użytkowników? Nie wiem jakim słowem zdefiniować taki byt. Najczęściej nazywam go dość neutralnie – „internetowy plankton”. Czytam więc, cóż ta drobnica dryfująca po morzu internetu znów nawymyślała. I przyznam, że włosy stanęły mi dęba!

Czytaj dalej

Konkurs: Polowanie na Vintage z Safilo!

1 Paźdź

Savilo / Freestyle Voguing / Burberry

To jest mocno nietypowa i dość niespodziewana historia. Choć zaczęła się wyjątkowo zwyczajnie. Odwiedziłem wczoraj showroom Aliganza – miałem tam do załatwienia kilka niezobowiązujących spraw. Pokręciłem się trochę, pogadałem z dziewczynami (a jest ich tam prawdziwe zatrzęsienie, zwane przeze mnie „Gangiem Aliganzy”), po czym nagle pojawia się Dominika, i z błyskiem w oku stwierdza, że chce mi „coś” pokazać. I to „coś” na pewno mi się spodoba. Dawno już nie słyszałem podobnych propozycji, wiecie – stały związek, etc, ale ciekawość tym razem zwyciężyła. Dominika wyjęła trzy wielkie, tajemniczo czarne pudła, pełne… Niesamowitych vintage okularów przeciwsłonecznych, od najprzedniejszych domów mody. Serce mi zabiło, oczy wyszły na wierzch i co tu dużo kryć, chyba się nawet trochę obśliniłem – co za wstyd!

Czytaj dalej

%d bloggers like this: