Archiwum | Listopad, 2013

Paprocki&Brzozowski Wiosna/Lato 2014 – Recenzja bez recenzji, czyli wpis o kolekcji, której nie widziałem

23 List

2c946574504911e3b691128442c788aa_8

Dzień dobry! Nazywam się Tobiasz. Prowadzę bloga. Nie komunikuję swojej osoby jako eksperta, guru czy specjalisty w dziedzinie mody. Jedni nazwą to asekuranctwem inni skromnością. Nie widzę powodu, dla którego miałbym w podobny sposób podsumowywać to co robię, choć wiele rzeczy jest jednak pewnych. Nie gram w „Miłości na Bogato”, nie mam dziesiątków tysięcy fanów, nie fotografuję się na ściankach sponsorskich, nie udzielam się w telewizjach śniadaniowych, nie rozbierałem się publicznie, nie stoi za mną żadne wydawnictwo, tytuł, celebryta. Jestem osobą w stu procentach niezależną i być może właśnie dlatego moje opinie stały się tak popularne i szanowane. Z czego jestem znany? Z tego, że pisze o modzie wyjątkowo. Jak również z ostrego, ciętego języka. Nie zapominajmy też o bezkompromisowości, której dam dzisiaj pełną, niczym nie ograniczoną swobodę.

Czytaj dalej

Każda/Żadna Kobieta

20 List

„Wszystkie kobiety uwielbiają otrzymywać prezenty.

Wszystkie kobiety uwielbiają komplementy.

Każda kobieta chce mieć piękne i mocne włosy.

Każda kobieta pragnie być atrakcyjna i czuć się pięknie

Wszystkie kobiety uwielbiają ogórki.

Każda kobieta chce się czasami czuć jak księżniczka.

Wszystkie kobiety uwielbiają poprawiać sobie nastrój terapią zakupową.

Każda kobieta chce mieć u swojego boku prawdziwego mężczyznę.

Wszystkie kobiety uwielbiają seksowną bieliznę.

Wszystkie kobiety uwielbiają biżuterię i akcesoria jubilerskie.

Wszystkie kobiety uwielbiają słodycze.”

I tak bez końca drogie panie, bo mógłbym cytować podobne brednie prosto w nieskończoność. Generalnie wszystkie chcecie wszystko. Wiecie? Takie jesteście pazerne! A jeśli te pragnienia są sprzeczne? Z jednej strony każda chce silnego mężczyzny, który się wami zaopiekuje i dla którego będziecie seksownie bezwolną księżniczko-kicią. Ale zaraz, z drugiej strony każda z was najwyraźniej chce być też niezależną królową-tygrysicą idącą przez życie dziarskim, drapieżnym krokiem, która w ciuchach z nieśmiertelnym „pazurem” rozszarpie każdego na swojej drodze. Intrygujące, prawda? Szczególnie dla lesbijek, które z przyczyn od siebie niezależnych, ostatniego „silnego mężczyznę” posiadały w osobie pana ojca, chociaż i to wcale nie musi być regułą. Paradoks, prawda? Niby wszystkie, ale jednak są wykluczone. To jak to jest  z tymi wszystkimi kobietami?

Czytaj dalej

Levi’s Wiosna/Lato 2014 – Klasyka i Lasery

18 List

Levi's Wiosna Lato 2014 50

Parafrazując nieśmiertelnego klasyka – jaki Levi’s jest każdy widzi. Marka funkcjonuje na dwóch biegunach, które można określić jako „komercyjny” i „legendarny”. Proszę się nie oburzać, słowo komercyjny jest w tym przypadku absolutnym komplementem. To są zasady najprostszych, najbardziej ewidentnych skojarzeń. Dżins? Levi’s! Nic dodać, nic ująć. Ok, przesadzam. Tak naprawdę, to można w tym miejscu dodać bardzo wiele. Na przykład o ekologicznych innowacjach, które marka nieustannie wprowadza w życie. Zaczynając od akcji promujących oszczędzanie wody, przez recycling plastikowych butelek,  aż po upcycling własnych produktów. A jeśli dodamy do tego nieustannie modernizowane, tradycyjne wzory, innowacyjne rozwiązania w odzieży specjalistycznej (na przykład linia dla rowerzystów), poszanowanie własnej tradycji, które absolutnie nie neguje progresu, świetne kampanie, akcje społeczne, nowoczesne materiały i angażowanie ciekawych osób do akcji reklamowych? No cóż, rysuje się obraz marki idealnej!

Czytaj dalej

Pożegnanie z „polską” modą

14 List

Moje życie (początek godny listu samobójcy) jest wypełnione słowami. Dzień w dzień przelewam na ekran tysiące liter, które układam w wyrazy, zdania i akapity. Im więcej piszę, tym mocniej zdaję sobie sprawę, których słów nie chcę już więcej używać. Na początek zrezygnowałem z anglicyzmów – w imię puryzmu językowego. Nie zaglądam już na „backstage”, tylko za kulisy. Nie piszę o „setach” i „outfitach” tylko o zestawach i sylwetkach. „Oversize” zastąpiła przeskalowana forma. Oszczędnie wykorzystuję przeinaczony „minimalizm” i wyświechtaną „ponadczasowość”, bo im więcej ludzi wyciera sobie nimi usta, tym mniejszą mają moc. Usuwam z moich tekstów słowa, które nie mają żadnego znaczenia. Dziś do tego zestawu dodaję „polską” modę.

Nie wiem, czy to możliwe, żeby w podobnym wpisie uniknąć patosu. Chyba nie. Jakkolwiek nie przestawiam zdań, czuję, że natrętna emocjonalność krąży między przecinkami, rozpycha się i mości w każdym fragmencie. Widocznie nie ma innej metody. A raczej ja nie znam innej. Jeszcze.

Do tej pory z uporem godnym maniaka promowałem „polską” modę. W imię jakiejś wyższej, nieokreślonej idei. Wiedziony poczuciem, że tak powinno się robić, że trzeba! Przyznaję, mniej było w tym refleksji, więcej zapalczywości. Ostatnie dni sprawiły, że dużo więcej zastanawiałem się nad „polskością”, nie tylko jako narodowością, ale również zjawiskiem. I przyznam, że doznałem małego, osobistego oświecenia – nie chcę już więcej dzielić mody na „polską” i „zagraniczną”. To nie ma absolutnie żadnego sensu. I to nie jest kwestia braku patriotyzmu, celowej pretensjonalności, rezygnowania z własnej narodowości czy taniej żądzy sensacji. To jest najzwyklejsze, ludzkie zmęczenie słowem, które jest coraz mniejszym powodem do dumy, a coraz większym powodem frustracji. Moda powinna nieść radość, uprzyjemniać nam życie, sprawiać że czujemy się lepiej. A przymiotnik „polska” nijak nie pasuje do tej definicji.  Określenie, które sprawdza się w przypadku jogurtu czy szynki, w przypadku mody działa zupełnie odwrotnie. „Polska” moda? To pewnie jakieś dziwna fanaberie, które nie nadają się do noszenia. To świat celebrytów, pokazów pełnych wywyższających się ludzi, czerwonych dywanów. Pewnie ma też kiepską jakość, bo przecież jakość jest dla nas priorytetowa, choć większość ludzi w życiu nie widziała jej na oczy.

Polska jest krajem niezwykłym w skali całego świata. Dobry Bóg, kiedy wymyślał nadwiślańskie państwo, był wyjątkowo szczodry i postanowił nas obdarzyć nie jedną, ale dwoma moralnościami. Cóż za radość! Prawda? A jaka wygoda. Moje pojmowanie mody, nie pozwala mi na osadzanie jej w takich realiach i skojarzeniach. Każdy magazyn, każdy portal, każda gazeta traktuje „polską” modę równie abstrakcyjnie, jak poziomki rosnące pośrodku pustyni. Fantastyczna marka/projektant, świetne ubrania i UWAGA, BO TO WRĘCZ NIESAMOWITE – „to jest p-o-l-s-k-a m-o-d-a!”. Jakież to szokująco wspaniałe, że w tym naszych niewdzięcznych warunkach, ludzie potrafią zszyć kilka kawałków materiału! Nic tylko zemdleć z zachwytu. A więc nie. To się staje standardem. Nie ma w tym nic wyjątkowego. „Polska” moda nie jest wyjątkowa i nie zasługuje na wyjątkowe traktowanie. Zasługuje na to, żeby pisać i mówić o niej normalnie, jak o bycie realnie funkcjonującym w naszym życiu. O czymś co się po prostu tworzy i nosi, a nie tylko ogląda, albo o czym się tylko czyta.

Po co powstał ten tekst? Bo postanowiłem uwolnić zarówno siebie (jak i twórców o których piszę) z getta, które tylko szkodzi. Polscy projektanci, również ci, których znam i których noszę, nie tworzą „polskiej” mody, bo taka moda nie istnieje. Nie posiada na tyle stabilnego gruntu, żeby szukać w niej wspólnego mianownika. Owszem, polscy projektanci tworzą kolekcje lepsze i gorsze, ale to się przecież dzieje na całym świecie. Jeśli przewijają się przez nią popularne trendy, to nadal nie budują one konkretnego obrazu, czy ustalonej tożsamości.  Zamykanie tego zjawiska określeniem „polska” działa tylko i wyłącznie na jego niekorzyść, bo momentalnie prowokuje myślenie które podpowiada: „Nie Francuska? Nie Włoska? To znaczy gorsza?”. Efekt jest taki, że zamiast szukać i cieszyć się dobrymi produktami, tworzymy sztuczną wizję wielkiego zbioru „polskiej mody”, który przywołuje negatywne skojarzenia.  Jeśli więc chcemy, żeby twórczość naszych projektantów mogła realnie funkcjonować, nie nakładajmy jej kajdan „polskości”. Pamiętajcie –  moda jest kosmopolitką i nie posiada konkretnej narodowości, a co za tym idzie nie potrzebuje paszportów, wiz i stempli.

Never Ending Freestyle Voguing

Tobiasz Kujawa

freestylevoguing@gmail.com

Skandal ze ścianką w tle aka każda ścianka ma dwie strony!

11 List

kadr1

Cała historia zaczęła się niewinnie – od standardowego wpisu na portalu afterparty.pl, pod tytułem „Gwiazdy na światowej premierze popularnej biżuterii”. Publikacja prezentowała klasyczny spęd celebrycki. Formuła? Nadal bez zaskoczenia – najbardziej przystępna dla prostego odbiorcy, czyli dwa zdania i galeria zdjęć zrobionych na ściance sponsorskiej. Motywacja podobnych akcji jest niezmiennie ta sama – dana firma ma produkt i musi go wypromować. Zasięg tradycyjnej prasy spada dramatycznie, więc reklamy opierające się na layoutach nie przynoszą już spodziewanych efektów. W związku z tym, zawsze i wszędzie warto zrobić spędzik promocyjny, na którym pojawią się znani i lubiani. Spełnieniem marzeń są oczywiście osoby znane z tego, że chętnie pozują, i które naród lubi krytykować. To zapewnia dużą „klikalność” publikacji, marka zyskuje rozgłos, a my (przynajmniej w teorii) pędzimy do sklepu, żeby w kompulsywnym szale zakupów wydać ostatnie pieniądze na konkretny produkt, tak doskonale wypromowany przez znane twarze. Oczywiście na evenciku nie wystarczą sami celebryci, muszą się również pojawić gwiazdy. One też potrzebują rozgłosu, ale nie za cenę ścianki sponsorskiej, kiepskiego wina i suchych koreczków. Dlatego gwiazdom za przyjście na evencik płaci się produktami, voucherami lub żywą gotóweczką. Na evencikach pojawiają się też dziennikarze, ale tylko w roli statystów. Przyjdą, zjedzą, wypiją, a na koniec zgarną prezent i szczerze podziękują. Tacy są kochani!

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: