Każda/Żadna Kobieta

20 List

„Wszystkie kobiety uwielbiają otrzymywać prezenty.

Wszystkie kobiety uwielbiają komplementy.

Każda kobieta chce mieć piękne i mocne włosy.

Każda kobieta pragnie być atrakcyjna i czuć się pięknie

Wszystkie kobiety uwielbiają ogórki.

Każda kobieta chce się czasami czuć jak księżniczka.

Wszystkie kobiety uwielbiają poprawiać sobie nastrój terapią zakupową.

Każda kobieta chce mieć u swojego boku prawdziwego mężczyznę.

Wszystkie kobiety uwielbiają seksowną bieliznę.

Wszystkie kobiety uwielbiają biżuterię i akcesoria jubilerskie.

Wszystkie kobiety uwielbiają słodycze.”

I tak bez końca drogie panie, bo mógłbym cytować podobne brednie prosto w nieskończoność. Generalnie wszystkie chcecie wszystko. Wiecie? Takie jesteście pazerne! A jeśli te pragnienia są sprzeczne? Z jednej strony każda chce silnego mężczyzny, który się wami zaopiekuje i dla którego będziecie seksownie bezwolną księżniczko-kicią. Ale zaraz, z drugiej strony każda z was najwyraźniej chce być też niezależną królową-tygrysicą idącą przez życie dziarskim, drapieżnym krokiem, która w ciuchach z nieśmiertelnym „pazurem” rozszarpie każdego na swojej drodze. Intrygujące, prawda? Szczególnie dla lesbijek, które z przyczyn od siebie niezależnych, ostatniego „silnego mężczyznę” posiadały w osobie pana ojca, chociaż i to wcale nie musi być regułą. Paradoks, prawda? Niby wszystkie, ale jednak są wykluczone. To jak to jest  z tymi wszystkimi kobietami?

Świat mody uwielbia wrzucać kobiety do jednego worka. Z zacięciem i werwą kiepskiego marketingowca lubuje się w tworzeniu wielkiego, nieistniejącego zbioru. Nierealne, globalne plemię kobiet jest wypełnione po brzegi samymi silnymi, niezależnymi kobietami, które uparcie dążą do celu. Tak komunikują się wszystkie marki. Oczywiście użycie słowa wszystkie jest z mojej strony czystą prowokacją. Doskonale zresztą pasującą do tego wpisu. Ponieważ (uwaga, znowu prowokacja) żadna kobieta nie chce się czuć słabą, zniewoloną mimozą, prędzej przyklaśnie tej teorii, niż ją zaneguje. Tak więc poruszamy się w świecie pełnym spełnionych zawodowo demonów seksu, które w podniecającej bieliźnie biorą co chcą od prawdziwych mężczyzn. Księżniczki własnego życia zataczają nieustanny krąg zachłanności, który motywuje teoria, że wszystkie kobiety chcą wszystkiego.

Ponieważ nie mam zamiaru wypowiadać się w imieniu kobiet, zapytałem moje liczne koleżanki i przyjaciółki jak się zapatrują na kwestię „wszystkich kobiet”. Wnioski chyba nikogo nie zaskoczą. U jednej badanej koleżanki ogórki powodują uczulenie, a co za tym idzie – odruchy wymiotne. Następna uwielbia ogórki, ale nienawidzi słodyczy, bo ma po nich pryszcze i wzdęcia. Kompulsywnie zajada się też kapustą kiszoną i natką pietruszki, którą zjada na pęczki, ot tak, w ramach przekąski. Kolejna nie znosi seksownej bielizny, bo jest niewygodna i wcale jej nie potrzebuje, żeby rozpalić zmysły swojego męża do szaleństwa. Wierzę jej, bo mają trójkę dzieci i czwarte w drodze, nie wspominając o tym, że czasami zachowują się w miejscach publicznych tak skandalicznie, że nawet mój liberalizm ciężko to znosi.  Co ciekawe, nie każda kobieta chce mieć piękne i mocne włosy. Kilka z moich znajomych już je ma. Nie z drogerii ale z genów. Szokujące, ale dwie z nich celowo niszczy swoje włosy inwazyjnym farbowaniem – uważają, że nawątlone włosy lepiej się układają. Jedna twierdzi, że ma włosów (uwaga, bo to wyjątkowo mocne) „za dużo” i przez to ciągle wygląda jakby miała na głowie perukę. Dramat, prawda? Opowiedziała mi zresztą ciekawą historię o tym jak jej babcia, również obdarzona nadludzką czupryną, dokonywała w przeszłości zabiegów, polegających na… Wyrywaniu co drugiego włosa przy pomocy pesety. Z tym męskim mężczyzną to też mit. Wśród koleżanek mam „patologiczne” przypadki, które uwielbiają mężczyzn słabych i bezwolnych. I nie myślcie sobie, że każda jest jakąś władczą szantrapą o charakterze domowego imperatora. Są wśród nich też masochistki, które  lubią się po prostu trochę poumartwiać i pochlipać w kącie nad swoim smutnym losem. Całe szczęście przedziały między jednym a drugim umartwianiem są na tyle duże, że nie wpływają znacząco na jakość życia. Podobno intymnego również, ale tutaj już nie wnikałem w szczegóły. Chcą? Mogą? Mają do tego prawo. Jeśli chodzi o komplementy i prezenty, to zdania są wybitnie podzielone od „im więcej tym lepiej” aż do „wszystko pięknie, ale nigdy nie są bezinteresowne”. Szczególnie jeśli w grę wchodzi seksowna bielizna, bo ta najczęściej jest prezentowana tylko po to, żeby męski mężczyzna mógł ją męskim gestem zedrzeć ze swojej drapieżnej kotki. Uwaga – autentyczna historia! Jedna z respondentek ma do dzisiaj bliznę po fiszbinie, która wyszła z gwałtownie zrywanego, seksownego stanika. Jak to mówią – „no pain, no game”. Następna znajoma opowiedziała swoją traumatyczną historię z pastelami. Prasa i Internet tak jej natłukły do głowy pastele, że ogłupiona kobieta (choć niegłupia, dwie magisterki w szufladzie!) zapchała swoją szafę pastelowymi ciuszkami. A że jest wątłą, efemeryczną blondynką z małym biustem (dla niej to powód do radości – kolejny szok!) po tygodniu nieustannych pytań na temat kondycji zdrowia, wróciła do swoich ulubionych barw.

Ten trick uwielbiają magazyny modowe, portale, producenci ubrań i kosmetyków. Dzień w dzień podpowiadają wam co każda kobieta chce mieć, jaka musi być, co powinna robić. Patologiczne pranie mózgów, oparte na perwersyjnym połączeniu rywalizacji i solidarności. Skoro każda to i ja! Bo przecież bycie gorszą nie leży w naszej naturze, podobnie jak wykluczenia ze stada. Nie zapominajmy przy okazji o imperatywie. W tych informacjach nie ma zwątpienia, pytania czy propozycji. To jest rozkaz. Kobieto! Baczność! Oto „5 typów torebek, które musi mieć każda kobieta”. Słyszysz babo? Musisz je mieć!! Bo jak nie, to nie jesteś kobietą, tylko produktem kobietopodobnym, który niczego w życiu nie osiągnie, zarośnie w domu pleśnią, wyśmiany przez sąsiadki i przyjaciółki, które te torebki już dawno mają i noszą je wszystkie na raz, nawet pod prysznic i do snu. Świat trendów, sezonów, sztucznie kreowanych potrzeb podpowiada też, ze każdej kobiecie pasują:

– szpilki  – bzdura!
– róż na policzkach – szczególnie czarnoskórym kobietom i prawniczkom, bo nic nie wygląda tak profesjonalnie, jak rumieniec dziewicy
– francuski manicure – tandetna bzdura
– ołówkowa spódnica – doskonałe rozwiązanie dla kobiet z dużymi pośladkami, szczególnie jak się prowokacyjnie rozłazi na szwach
– sztuczne rzęsy – żeby nimi zalotnie trzepotać przed męskim mężczyzną
– perły – idealne dla kobiet z obfitym biustem, kiedy zalotnie znikają między jedną i drugą piersią
– czerwona szminka – bo przecież typ urody, tryb życia, praca nie mają żadnego znaczenia, więc kupcie tę cholerną czerwoną szminkę, żeby stęchła w szufladzie, albo żeby w ostateczności napisać nią na lustrze w przedpokoju „mój męski misiu, twoja kocia czeka w sypialence, mrau”

I tak jak pisałem powyżej, przykłady mnożą się jak króliki nafaszerowane ecstasy. Przy odrobinie uporu można by uzupełnić tę listę o każdy istniejący produkt lub usługę. Jest jednak pewien przypadek, w którym mogę spokojnie użyć określenia „każda kobieta”. Każda kobieta powinna mieć rozsądne prawo wyboru. I każda kobieta zgodzi się ze mną, że każda w świecie reklam i magazynów oznacza dokładnie to samo co żadna. Dlatego kiedy następnym razem przeczytacie, że „czerwoną szminkę powinna mieć każda kobieta”,  że istnieje „8 sukienek, które powinna mieć każda kobieta”, albo ktoś wam spróbuje wmówić „Must have każdej kobiety: czarne spodnie” pomyślcie sobie, czy to na pewno informacja skierowana do was? Nie bądźcie każdą-żadną kobietą, to całkowicie bez sensu. Ale czy ta puenta jest potrzebna? Przecież wszystkie na pewno już o tym wiecie!

Never Ending Freestyle Voguing

Nieustannie kochający wszystkie kobiety

Tobiasz Kujawa

freestylevoguing@gmail.com

Advertisements

komentarzy 19 to “Każda/Żadna Kobieta”

  1. Magda Listopad 20, 2013 @ 18:03 #

    Tekst jak zawsze znakomity! Mała sugestia.. czarna czcionka, lub trochę większa pomogłaby w czytaniu jednym tchem, bo tak się Twoje teksty czyta..

    Lubię

    • Freestyle Voguing Listopad 24, 2013 @ 02:28 #

      Planuję niedługo kompletną modernizację szaty graficznej. Nie po raz pierwszy czytelnicy narzekają na kolor czcionki, więc najwyższa pora to zmienić.

      Lubię

  2. Amodna Listopad 20, 2013 @ 19:50 #

    Niestety, te bzdury łapią najczęśniej kobiety, które są nieokreślone, zdominowane (przepraszam za ten feministyczny akcent), zabawnie ujmę – „bezpłciowe”. Takim kobietom wpaja się, że właśnie ta ołówkowa spódnica czy czerwona szminka uczyni z nich seksowne, niezależne elegantki; silne, wiedzące, czego chcą (stały punkt opisów większości współczesnych kolekcji) kobiety. One nie myślą, że wtedy stają się „żadne”, ale w końcu stają się „jakieś”, czyli są przekonane, że problem ich bezpłciowości znika. A tak naprawdę problem się nasila – im więcej takich samych, „jakichś” kobiet, tym więcej „żadnych” kobiet. Koło się zamyka. Tak jak mówisz, każda kobieta powinna mieć rozsądne prawo wyboru, ale kobieta nieświadoma swojej, powiedzmy sobie, dowolności wyboru, nie uważa, że to, co proponuje (nakazuje) jej kolorowa prasa jest atakiem, ale pomocą. Najgorsze jest, że powstaje nowe koło, bo często ta debilna prasa kolorowa zabiera prawdziwą tożsamość kobiety i ta,”mająca swój styl i ukształtowany wizerunek”, czytając te brednie, traci pewność i postępuje zgodnie ze wskazówkami z magazynu.
    Chciałam tylko zaznaczyć, że moc rozkazów prasowych względem kobiet jest tak duża, że nie tylko wmawia kobietom, że będą „jakieś”, kiedy coś tam, ale zakazuje im myśleć, że będą kobiece, nie wykonując tych rozkazów.
    „Ale czy ta puenta jest potrzebna? Przecież wszystkie na pewno już o tym wiecie!” Mam nadzieję, że po Twoim tekście to grono „wszystkich” znacznie się powiększy.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na kolejny tekst, który będę czytała z tak zapartym tchem :).

    Lubię

  3. Joanna Listopad 20, 2013 @ 22:04 #

    Dziś czekałam na moje dziecko w „poczekalni” na basenie – dwie dziewczynki na oko tak z 7-8 lat oglądają kolorowe czasopismo i jedna do drugiej mówi: „chodź, pokażę ci co byś chciała mieć…” 🙂 To się zaczyna dość wcześnie… 🙂

    Lubię

  4. Sowa Listopad 20, 2013 @ 22:22 #

    Kompletnie nie interesuję się modą, ale czytam cię właśnie dla takich tekstów. Podoba mi się, że potrafisz spojrzeć na różne zjawiska z takiej niemainstreamowej perspektywy. Ten tekst początkowo określiłam sobie jako feministyczny, ale nie, on jest po prostu zdroworozsądkowy, ludzki. Dzięki, że jesteś i że piszesz!

    Lubię

  5. ania Listopad 20, 2013 @ 23:28 #

    uwielbiam cię czytać 🙂

    Lubię

  6. Truskawka Listopad 21, 2013 @ 00:40 #

    a ja nigdy nie lubiłam ciuchów z zestawów „must have tego sezonu”
    zawsze wolałam nosić rzeczy, którcyh nikt nigdy nie ma, dlatego też czasem dostaję wysypki w sieciówkach, jak widzę całe wieszaki identycznych bluzek

    Lubię

  7. Antropololo Listopad 22, 2013 @ 18:13 #

    Fajny tekst. Ale znajoma jest chyba eteryczną blondynką, a nie efemeryczną.

    Lubię

    • Freestyle Voguing Listopad 22, 2013 @ 18:22 #

      Eteryczność kojarzy mi się z delikatnością, efemeryczność z kruchością. Użyłem dokładnie takich słów, jakich zamierzałem.

      Pozdrawiam!

      Lubię

  8. Mateusz Listopad 24, 2013 @ 02:17 #

    Mówi się „no pain, no gain”. Wtedy się rymuje i jest cacy.

    Lubię

    • Freestyle Voguing Listopad 24, 2013 @ 02:26 #

      Śpieszę z wytłumaczeniem. Słowo „game”, czyli „gra”, skojarzyłem z aktem seksualnym, a raczej z grą wstępną. Chciałem się odnieść do procesu, a nie do samego „zysku” czyli „gain”, który w tym porównaniu kojarzyłoby się z orgazmem. Mam nadzieję, że to wytłumaczenie cię usatysfakcjonuje.

      Lubię

  9. szgk Listopad 24, 2013 @ 02:18 #

    Mówi się „no pain, no gain”. Wtedy się rymuje i w ogóle jest cacy.

    Lubię

  10. zuzia Listopad 25, 2013 @ 23:59 #

    Uśmiałam się jak nie wiem 🙂 Świetny artykuł. Jedyny must have każdej kobiety to rozum i umiejętnośc używania go.

    Lubię

  11. Bagietka Listopad 26, 2013 @ 17:48 #

    Czas, spojrzeć prawdzie w oczy – jestem repliką kobiety. Kobiecopodobnym produktem, imitacją, inspiracją jeno, albo nawet tanim odpowiednikiem. Mam masę torebek, ale żadna nie mieści się i w szafie, i w ramach 5 hitów sezonu. Ze spódnicami jest jeszcze gorzej, że o gaciach nie wspomnę. „Must have” mi dynda, bo widzieć na ulicy szeroko pojętą modę przez duże „F” gdzie wszystkie fashionistki mają na sobie asortyment tego samego wieszaka obrotowego.. żadna przyjemność. Podobnie jest z gadżetami, które świadczą o naszym jestestwie – bo nie mieć „Ajfona” z gumową kaczką robiącą za obudowę, znaczy nie istnieć! (O, nie nie! W dyskusję o fotach „z rąsi” nie dam się wciągnąć!) Nooo i wreszcie czas na wszechogarniający „lajfstajl” – bo życie na poziomie „high” to nieodłączny element bycia na topie, hot, mega, giga, etc. „Lajfstajl” to nie jest pomidorowa z byle kluską. „Lajfstajl”, to wołowina w sosie z borowików, podana na rukoli, z egzotycznym pesto na maśle – czy jakoś tak.. „Lajfstajl”, to życie przez duże „Ży”. „Lajfstajl” to „must have” każdego szanującego się człowieka! Tylko cholera jasna, jak pogodzić milion „must have’ów” w szafie, presję społeczną i parcie na status „wow” z byciem unikatowym, oryginalnym, kreatywnym itd itd? Podobno niektóre kobiety to wiedzą, ale większość z nich jest niezauważalna, bo nie nosi „must have” sezonu..

    Pozdrowienia z Polski Z 🙂

    Lubię

  12. Eva Listopad 29, 2013 @ 23:01 #

    Chciałabym w końcu nauczyć się chodzić na tych cholernych 12 cm szpilkach i umieć dobrać kolor czerwonej pomadki pasującej do mojej karnacji. Konturowania też się niedługo nauczę. Chcę to zrobić dla siebie, aby czuć się pewniej i atrakcyjnej.

    Lubię

  13. cammelie Grudzień 1, 2013 @ 16:39 #

    Świetne ! Zresztą, jak zawsze tutaj. Dodałabym tylko od siebie, że opisywane zjawisko to po prostu takie marketingowo – piarowe pranie mózgu, ale założę się, że nawet te odporne i niezależne dały się na to złapać choćby raz w życiu. Bo tak naprawdę chodzi o to, że jako kobiety chcemy budzić zachwyt, nawet jeśli nie przyznamy tego po dobroci. Z tym, że jeżeli nie potrafimy zachwycić się same sobą to innym też będzie trudno. I te tysiące atrybutów, które powinnyśmy koniecznie kupić, nic nam w tym nie dopomogą … Bo styl, szyk, atrakcyjność to coś co tak naprawdę siedzi w głowie. I nie ma nic wspólnego z najnowszym modelem szpilek czy odbierającą dech bielizną.

    Lubię

  14. Arieen & Kali (@bookhunters) Styczeń 3, 2014 @ 16:02 #

    No cóż, akurat świat mody i szeroko pojętej urody jest bardzo skuteczny w kreowaniu potrzeb i tworzeniu pozorów. Niestety nasza potrzeba bycia atrakcyjnym (będąca nieodłączną częścią strategii ewolucyjnej wykorzystywanej przy zdobywaniu partnera) czasami niestety ułatwia specom od marketingu sprzedanie nam byle czego, pod płaszczykiem remedium na kompleksy i niskie poczucie własnej wartości. Wszak kupując np. perfumy nie kupujemy ładnego zapachu, a magiczny eliksir, który z szarej myszki zmieni nas w boginie seksu, ikony mody etc. Przemysł modowy i kosmetyczny nie sprzedaje nam nie nową szmatki czy mazidełka – oni sprzedają nam marzenia.

    Jak to zuzia wcześniej powiedziała ;), jedyny must have każdej kobiety to tak naprawdę rozum.

    Lubię

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: