2013 w Słodko-Gorzkiej Pigułce

6 Sty

2014

Do napisania tego tekstu zbierałem się niczym Edyta Bartosiewicz do wydania nowej płyty. Oczywiście przesadzam, ale ta przesada wynika z faktu, że wszelkie podsumowania wymagają patrzenia „wstecz”. Moda ma jednak to do siebie, że codziennie dzieje się w niej „coś”, a czasem jeszcze więcej, więc ogarnięcie jednym gestem (lub tekstem) takiej ilości informacji jest wręcz niemożliwe. Jednak rok 2013 należy do szczególnych, więc nie ma litości, trzeba się zabrać do podsumowania.

Dlaczego tak bardzo mi na zależy na tym podsumowaniu? Chyba najważniejszym powodem jest to, że właśnie mija okrągły rok, od kiedy Freestyle Voguing wyzwolił się z „okowów”, bądź „oków” (Profesor Miodek, któremu nieustannie ufam, dopuszcza obie wersje tego słowa) wydawnictwa i rozwinął swoje własne skrzydła jako zupełnie niezależny projekt. Równolegle zaczęła też funkcjonować strona na portalu Facebook, która skupiła kameralne, ale jakże doborowe towarzystwo. Nie jestem co prawda przekonany, czy całe okrągłe 100% fanów jest szczerze zainteresowanych zjawiskiem mody, ale muszę przyznać, że kreatywność przejawiająca się w komentarzach (głównie tych złośliwych i absurdalnych) niezmiennie mnie zaskakuje. Założenia były stosunkowo proste. Minimalizowanie ściemy na rzecz humoru i konkretu najwyraźniej doskonale zdało egzamin. Dodatkowym atutem stało się poruszanie wszelkich tematów, które wydają się interesujące z mojego bardzo subiektywnego punktu widzenia. Ponieważ wiele rzeczy sprawia mi radość, fanpage zapełnił się selekcją rzeczy, które można podsumować hasłem „co mnie kręci, co mnie podnieca”. Czasami jest kulturalnie i merytorycznie – piękne sesje z całego świata, cykl „Historycznie!”, informacje o polskich i zagranicznych projektach. Bywa też wyjątkowo płytko i złośliwie. I tak – potwierdzam, należę do gatunku ludzi, którzy śmieją się ze swoich żartów. Cóż zrobić? Zresztą, lepiej się śmiać niż płakać. Niemniej, jako osoba pisząca raczej dużo i raczej rozwlekle, nie myślałem, że w ciągu zaledwie roku zgromadzę tak wesołą ferajnę. Składającą się po części z pasjonatów, ale również w dużej mierze z samej „branży”. Zliczenie ilości projektantów, stylistów, fotografów, dziennikarzy i piarowców, którzy obserwują Freestyle Voguing jest niemożliwe. Jak się okazało mój blog stał się dla wielu osób „wentylem bezpieczeństwa” w tym czupurnym, rozkapryszonym i roszczeniowym środowisku. Kiedy poziom absurdu i bzdur robi się niebezpiecznie wysoki, pojawia się Freestyle Voguing. Wbija szpileczkę w balonik i od razu jest więcej powietrza. Komu się nie znudziły moje sążniste wpisy na blogu, ten zyskał dodatkową atrakcję w postaci projektu Qelement, który pozwolił mi poszerzyć spektrum podejmowanych zagadnień. A jeśli ktoś nadal czuje niedosyt, to może mnie pooglądać na moim quasi-szafiarskim-mini-blogu Freestyle Voguing Się Nosi.

Rok 2013 dał mi ostateczną pewność co tak naprawdę interesuje nas (a raczej większość z was) w modzie. Nie są to ani estetyczne wrażenia, ani jakość, wzornictwo czy kreacja. Moda to przede wszystkim kolejna platforma dla skandalu. Małe, klaustrofobiczne dramaty oparte na ciuchach, wywołują w czytelnikach najmocniejsze emocje. Dlatego największą popularnością w ubiegłym roku cieszyły się teksty, o których mówi się później „kontrowersyjne”: krytyka pokazu Roberta Kupisza i moja niewesoła przygoda na pokazie Paprocki&Brzozowski (z mojej perspektywy wyjątkowo przykry, a nawet bolesny wpis). Pierwszy spotkał się z bardzo pozytywną reakcją, drugi wywołał polemikę „gdzie jest czyje miejsce”. Koniec końców niektórzy zagalopowali się w wyrokowaniu co mi wolno, a czego nie, ale fakt pozostaje niezmienny – wpis przeczytały dziesiątki tysięcy ludzi, nie wiem który portal modowy może się pochwalić takimi statystykami przy pojedynczych artykułach, ale nie sądzę żeby było ich wiele. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy ktoś weźmie sobie do serca moje sugestie, ale wyznaję zasadę, że kropla drąży skałę. Zresztą, w tym roku pojawiło się nawet powiedzenie, że „sezon bez skandalu z Freestyle Voguing, to sezon stracony”. Czy jest akuratne? Tego nie wiem, ale pod tą fasadą kontrowersji kryją się ciągle ogromne pokłady tęsknoty do profesjonalizmu i dobrego gustu. Niestety, nic tak dobrze nie podbija czytelnictwa, jak mocny, dosadny i lekko emocjonalny tekst. A formuła bloga idealnie się wpisuje w te ramy.

Fakt

Sensacja, sensacja, sensacja – news ze strony gazety Super Express.

Bomba!

Zdjęcie – Freestyle Voguing

Wyjątkowo miły akcent 2013 roku – Karolina Korwin Piotrowska zamieściła wzmiankę o Freestyle Voguing w swojej książce – „Bomba. Czyli alfabet polskiego szołbiznesu”. Moje refleksje na temat książki znajdziecie tu.

W 2013 jednym z gorętszych tematów w naszym światku była oczywiście dyskusja wywołana przez Michała Zaczyńskiego. Afera z korporacją LPP i Bangladeszem w rolach głównych, czyli lokalny teatr dramy ludzko-modowej osiągnął apogeum, a ilość świętych w naszym kraju rozmnożyła się niczym muszki owocówki na starym ogryzku. Starym, bo temat wyzysku mniej uprzywilejowanych przez tych bardziej uprzywilejowanych, jest równie stary co sam świat. Mówiąc krótko – jest nieustannie aktualny i będzie tak długo, aż ktoś wprowadzi idee Tomasza Morusa w życie. Absolutnie nie wierzę, że podejście konsumenckie Polaków drastycznie zmieniło się po tej aferze, ale fakt, że LPP podjęło kroki w celu poprawy swojego wizerunku, co może (miejmy nadzieję) poprawić warunki bangladeskich pracowników, jest małą łyżeczką miodu w tej beczce dziegciu. Kto nie wie co to dziegieć niech sprawdzi tu. Spis najważniejszych publikacji odnośnie tej afery znajdziecie w moim wpisie na portalu Facebook.

Rok 2013 stał się oczywiście rokiem szafiarek i blogerek modowych. Jeśli sądzicie, że to dzieło przypadku, układu gwiazd na niebie albo rozkładu bluzek na wieszakach Zary… No cóż – żyjecie w okrutnym błędzie. Była to po części decyzja jednego z  największych portali plotkarskich w Polsce, który nadaje ton innym, podobnym mediom, jak również telewizji. Pudel, bo o nim mowa, zrobił z nich mięso armatnie na potrzeby swoich małych bannerów reklamowych. Głównie dlatego, że polscy celebryci stają się niestety z sezonu na sezon coraz nudniejsi. I chociaż robią mnóstwo radosnych głupot, bardzo dużo pokazują, to niestety nic większego za tym nie stoi. A ludzie znudzili się skandalem bez żadnych podstaw. A taka szafiarka? Robi mnóstwo głupot, pokazuje się nieustannie, a do tego ma w sobie powiew świeżości i jest aktywna przez 25 godzin na dobę. Nic więc dziwnego, że stała się pożywną karmą dla zgłodniałego newsów planktonu internetowego. Sytuacja jest jednak coraz bardziej karykaturalna. Dziewczynki od ałtfitów stały się celebrytkami, gwiazdami telewizji śniadaniowych i autorytetami w dziedzinie mody.

ScreenShot782

Świeży przykład – Charlize-mystery po swoich gościnnych występach w Nowym Jorku tworzy relację „Wszystko co chcielibyście wiedzieć o NYFW!”, z której ewidentnie wynika, że nie rozpoznaje na zdjęciu Hamisha Bowles’a, jednego z najbardziej znanych dziennikarzy modowych na świecie. Nic dziwnego, że go nie rozpoznaje, bo prawdopodobnie nie zdawała sobie sprawy z jego istnienia. Ewentualnie uznała, że żaden jej czytelników nie jest zainteresowany kimkolwiek poniżej Anny Wintour. Jednak stacja TVN z lubością promowała Karolinę w swoim śniadaniowym paśmie, przed tą jakże przełomową podróżą. Tak właśnie rodzi się błędne koło. Z jednej strony TVN pogrąża blogerów, a później stawia na piedestale bohaterkę, która równie dobrze mogłaby sama wystąpić w materiale Filipa Chajzera. Każde zjawisko, każda dziedzina życia posiada realny odsiew, weryfikację. Blogi wyłamują się z tej reguły, bo nie wiadomo, jak je traktować. Hobby czy praca? Gdzie kończy się pierwsze, a zaczyna drugie? Czy istnieje coś takiego jak „etyka blogowania”? Wiarygodność przedstawianych informacji? Odpowiedzialność za słowa i opinie? Oczywiście na sam koniec dnia, można zawsze stwierdzić „jestem tylko blogerką”. Niestety to nie jest skromność. To pójście na łatwiznę. A przecież nikt nie stworzył hierarchii wedle której bloger jest podgatunkiem dziennikarza, a szafiarka aspirującym stylistą.  Funkcjonowanie w określonej grupie, łączy się ze znajomością jej najwybitniejszych przedstawicieli. Jeśli ktoś poczuł się urażony moim dosadnym komentarzem na temat całej sytuacji – przykro mi. Uważam, że w świetle tak dużej promocji, jaką jest zaproszenie do telewizji, można wymagać od blogerki zdecydowanie więcej, niż określenie świetnego fachowca „panem z lewej”. Tym bardziej, że zweryfikowanie kim jest ten mężczyzna, to raptem 5 minut spędzonych na wikipedii.

Magazyny w tej sytuacji również lekko oszalały. Redaktorzy i styliści załamują ręce nad tymi gwiazdkami, zapakowanymi w pudełka „zrób to sam”, ale oficjalnie moszczą im rubryki w magazynach, szykują sesje, pytają o opinię. Sytuacja wyjątkowo standardowa w naszym kraju, gdzie płynność deklaracji jest zawsze dyktowana sumą zysków i strat. A to, że bidule nie znają języków obcych, że nie potrafią odróżnić „tandemu” od „duetu”, że analiza zjawisk modowych leży poza ich możliwościami intelektualnymi, że są praktycznie niepiśmienne (chociaż niektóre z podziwu godnym uporem starają się udowodnić, że jest inaczej), nie znają historii i kontekstów – jakie to ma właściwie za znaczenie? Cyferki zrobiły swoje, a porażające grupy fanów, składających się głównie z histerycznych gimnazjalistów, nadal wywołują wrażenie. Jeden czynnik pozostał jednak niezmienny – szafiarkia potrafi sprzedać. Ciuch, gazetę, usługi. I taka jest prawda, te nasze internetowe komiwojażerki nadal spełniają swoją najważniejszą funkcję – sprzedają. Niczym manekiny na wystawie. I choć nie widzę w tym nic złego, to sam raczej nie widzę powodu, żeby pytać manekiny na sklepowej wystawie o jakąkolwiek opinię.

Bazarowa Krata

Kreatywność naszych rodzimych fashionistek nie zna granic. Niby jedna sukienka, a ile pomysłów! Od lewej wildfox7, Charlize, movefashion, baleriny diany, miikax3, No Heels – No Party, Szafa Aleksandry

Oczywiście istnieją wyjątki – na kanapie Dziadzi Kuby Wojewódzkiego siadły dwie topowe blogerki, osiągając dwa bieguny późniejszych opinii. Julka Kuczyńska podobno przegrała to starcie (Kuba ledwo ją dopuścił do głosu), a Jess Mercedes wygrała (ledwo dopuściła Kubę do głosu). Prawda jest jednak taka, że na podobnym poziomie rozpoznawalności zaczynają działać trochę inne reguły gry. Samą wygraną jest możliwość liczenia zmarszczek na czole Kuby i pice wody mineralnej w trakcie TVN-owskiego prime time. To już nie jest zwykła śniadaniówka, tylko program, w którym wystąpili między innymi: Krystyna Janda, Kazimiera Szczuka, Kasia Figura, Joanna Senyszyn, Anja Orthodox, Grzegorz Turnau, Adam Michnik, Bogusław Linda. Dziewczyny były? Były. A to oznacza, że temat mody, autokreacji i przedsiębiorczości w internecie stał się równie ciekawy co osiągnięcia gwiazd, artystów, dziennikarzy, wyśmienitych aktorów i oczywiście sezonowych celebrytów. Można taką sytuację nazwać swoistym osiągnięciem. Czy ma to znaczenie w szerszej perspektywie czasowej? Żadnego, bo w przypadku show-biznesu zawsze liczy się tylko chwila. Ale biorąc pod uwagę istotne wydarzenia 2013 roku, nie sposób pominąć tych występów, których mimo wszystko dziewczynom serdecznie gratuluję.

Glamourina i Fashion Roulette w Kosmosie Glamourina i Fashion Roulette Ezoterycznie

Fotomonto – Freestyle Voguing

Glamourina i Fashion Roulette. Ten duet wprowadził w lokalnym światku sporo zamieszania za sprawą programu, prezentującego newsy ze świata polskich blogerów. Mimo wielu „kopniaków” i często niewybrednych komentarzy zaprezentowały niezwykły hart ducha i dystans. Wielkie propsy!

Tyszka

Tomek Jacyków

ScreenShot783

Okazało się, że temat blogów (jak wszystko co dotyczy mody) jest wyjątkowo podatny na ocenę. Ciężko powiedzieć, kto w tym roku NIE wypowiedział się na ten temat.

Nie zmienia to jednak faktu, że w zalewie blogów i vlogów jest mnóstwo przefantastycznych osób, które naprawdę warto obserwować. Wielokrotnie w tym roku polecałem wam blogi Olivki z Variacji i Magdy z AmsLaLaLand, które nieustannie cenię za niebanalny styl, doskonały smak i nonkonformizm. Bardzo lubię też wpisy Ryfki z Szafy Sztywniary, która działa wedle zasady „ubranie to przebranie”. Nie tylko prezentuje dobre, codzienne pomysły na ubiór, ale opatruje je tekstami, które zawsze miło i lekko się czyta. Z chęcią zaglądam też do Betiny, bo często promuje polskich twórców, co stanowi ewenement w blogerskim świecie. Jej blog ma w sobie sznyt „starej szkoły” – jest tworzony z lekką nonszalancją i powraca do istoty personalnych blogów. Bez udziwnionych zdjęć, photoshopa, zaklinania rzeczywistości i pretensji do high-life. W tym roku zacząłem też obserwować bloga Coeurs de Foxes, który wyróżnia się niezwykła delikatnością, dziewczęcością i wrażliwością. Do tego małego grona moich ulubionych pań dołączył też pan – Rascal Room, który prezentuje ciekawe i nietuzinkowe pomysły na bardzo męskie zestawy. Moje uwielbienie do Harel, która łączy sztukę bycia „w branży” z byciem „poza branżą” też już znacie. Harel cenię za to, że niezależnie od sytuacji „robi swoje”, co wbrew pozorom nie zawsze jest takie łatwe. Podobna zasada działa w przypadku The Style Digger– jakość wpisów, opanowanie, merytoryka i gust Joanny są na światowym poziomie. W kwestii vlogów nadal niepodzielnie rządzi na moim Youtube Radzka, która już dawno temu przeszła na stronę absolutnego profesjonalizmu w dziedzinie ubioru. Nieustannie obserwuję też Szusz, żeby być na bieżąco z nowościami kosmetycznymi, i urodowymi. Uwielbiam również wszystkie wpisy Tattwy, której cięty język i podejście zarówno do życia, jak i spraw „okołomodowych” mocno koresponduje z moim. Odkryciem tego roku jest zdecydowanie absolutnie profesjonalny blog Fashion Pr Girl, która łączy w sobie warsztat dziennikarski ze świetnym, biznesowo-piarowym podejściem do mody. Oczywiście nie można zapomnieć o Modologii, która z podziwu godną wiarą niesie przed sobą nawet nie kaganek, ale cały żyrandol modowej oświaty na prawdziwie akademickim poziomie. W grupce obserwowanych przeze mnie blogerów jest oczywiście Mr.Vintage, od którego uczę się „typowego” męskiego kodu ubioru. Nie jest to  mój styl, ale cieszę się, że ktoś z takim uporem krzewi w męskich szafach każualową elegancję. Oczywiście zaglądam też na bloga Michała Zaczyńskiego. Nasze refleksje na temat mody bardzo często stoją do siebie w opozycji, ale muszę przyznać, że jego felietony na temat banalnych, codziennych spraw zawsze czytam z ogromnym zaciekawieniem. W 2013 pojawił się również nowy projekt współtworzony przez Gosię BoyDziewczyny nie Płaczą, który nadal obserwuję z zaciekawieniem. A wywiady, które przeprowadza Gosia na swoim autorskim blogu znam na pamięć i wiecznie czuję ich niedosyt. Mam nadzieję, że w 2014 będzie ich jeszcze więcej! A na sam koniec tego akapitu muszę oczywiście wspomnieć o Niemodnych Polkach. Ten cudny gang pełen sfrustrowanych, małostkowych zazdrośnic jest lekiem na (prawie) całe zło blogesfery modowej. Niemodne pilnują, żeby nigdy nie było zbyt słodko i miło.

Variacje

Olivia aka Variacje! (trzecia z lewej) doceniona przez włoskie wydanie magazynu Grazia. Na zdjęciu w płaszczu polskiej marki Hanger.

Ok, zrobiło się zbyt różowo, więc pora wrócić do kąsania. Sukcesu szafiarkom i blogerkom naiwnie pozazdrościły oczywiście celebrytki, które uwiedzione wizją łatwego zajęcia, postanowiły wziąć „modę” w swoje ręce. I później widzimy taką bidula z pretensją do bycia stylistką, która męczy temat mody w śniadaniówce „X”. Jej jedyną korzyścią (a to jest akurat bardzo przygnębiające) z pokazywania swojej mordki, jest sam fakt pokazywania. I nic więcej. Tę drogę utorowała sama Maja „Dablju Jak Woodstock” Sablewska, która udowodniła, że moda szczęścia doda, a umiejętność dobierania szarych kardiganów do wyciągniętych t-shirtów i spodni-rurek jest  wystarczająca, aby napisać poradnik stylu. Maja Sablewska ostatnio ucichła, więc być może moja wróżba się sprawdza i postanowiła zostać astronautką. Trzymam za nią kciuki!

Maja Sablewska Białe Kozaki

Maja Sablewska polecająca na sezon letni białe kozaki w Fashion Magazine.

Maja Sablewska

Fotomonto – Freestyle Voguing

Inne znane panie wzięły się z werwą za projektowanie, chociaż więcej w tym szumu medialnego niż efektu. Właściwie wystarcza sama deklaracja „marzy mi się projektowanie, bo kocham ładne sukienki” i działa magia – media huczą. Całe szczęście większość z tych deklaracji nigdy nie znajduje rozwinięcia. W lutym Kasia Cichopek zaprezentowała się we własnoręcznie „zaprojektowanej” kreacji – efekty były opłakane, później nastąpiła cisza. Również w lutym Patricia Kazadi odgrażała się publicznie, że ma zamiar tworzyć modę, bo jest zodiakalną rybą. W czerwcu ten podstępny wirus mody zaraził Pikeja. Niestety Natasza Urbańska postanowiła wprowadzić swoje słowa w czyn i nadal ciśnie markę Muses. Po co? Marta Żmuda-Trzebiatowska zaprojektowała paskudną kolekcję dla Mohito. Po co? Ewa Shabatin skompromitowała się na łódzkim Fashion Week’u, z zestawem ubrań, przy których wykwity studentów z pierwszych lat projektowania ubioru wyglądają niczym Haute Couture. Po co? Kasia Zielińska i Jola Czaja „zaprojektowały” koszulki do prac domowych, zwołując z tej okazji konferencję prasową. Po co? I tak można wymieniać jeszcze bardzo długo, choć odpowiedź na pytanie „po co?” zawsze będzie ta sama – „kompletnie nie wiadomo”. Na koniec tego akapitu dodam, że tupet niektórych gwiazdeczek nie zna granic. Kilka tygodni temu znajoma projektantka opowiedziała mi historię. W wielkim skrócie można ją przedstawić tak – przychodzi sobie bardzo znana celebrytka (bo pamiętajcie, że są też te mniej znane) do warszawskiej szwalni i mówi, że chce szyć w niej tuniki, bo marzy jej się taka marka, jak polska marka xxx. I tu wymienia konkretną nazwę. Ręce opadają. Chce mieć ot tak, prosto z nieba markę budowaną od wielu lat, z solidną koncepcją, tożsamością, linią estetyczną, której nie sposób sobie wymyślić ot tak, na zawołanie. Ale ona chce. Bo przecież co to za problem mieć markę odzieżową? Sam już nie wiem, czy to jest kolosalna ignorancja, czy niewyobrażalna głupota?

Kasia Zielińska i Jola Czaja

„Projekty” Kasi Zielińskiej i Joli Czai. Kompletnie nie rozumiem, jak Jola, czyli stylistka z ogromnym stażem i doświadczeniem, mogła sobie pozwolić na tak żenującą akcję.

Marta Żmuda Trzebiatowska

Kulisy realizacji kolekcji dla Mohito przez Martę Żmudę-Trzebiatowską (według Freestyle Voguing)

Ubiegły rok to również dwie edycje polskiego Fashion Weeku. Wydarzenie nadal wywołuje spore kontrowersje. Paradoksalnie nie prowokują ich projektanci, którzy pokazują swoje kolekcje, ale ci którzy ich nie pokazują. Wszyscy tęsknią do „wielkich” nazwisk na Tygodniu Mody. Zamiast tęsknić wypadałoby się jednak skoncentrować na superlatywach. Z mojej perspektywy są to oczywiście pokazy OFF, które od dwóch sezonów prezentują coraz lepszy poziom. Nadal podtrzymuję moją teorię, że jeśli jakieś nazwiska mają nas promować na świecie, to tylko młoda generacja, ze świeżym spojrzeniem na temat ubrań. Nie projektanci od smutnej wybiegowej konfekcji (tych mamy zatrzęsienie), nie „wieczorowi” magicy od czerwonych dywanów (tych jest zatrzęsienie na całym świecie), ale właśnie młodzi twórcy, którym może daleko jeszcze do perfekcji, ale którzy posiadają w swoich projektach deklarację i energię. O scenie OFF na sezon Jesień/ Zima 2013 przeczytacie tu, a o pokazach na sezon Wiosna/Lato 2014 tu. Kolejna edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland będzie jubileuszowa – dziesiąta! Głowię się i zastanawiam – kiedy ten czas minął? Błyskawicznie.

Same pokazy zasługują na osobny akapit. Kwestie organizacyjne to nadal nasza pięta achillesowa. Począwszy od tworzenia listy gości, przez konstruowanie wybiegów, a skończywszy na pozycjonowaniu sponsorów. Łamany wybieg to w naszym kraju ciągle wielka enigma. Wybieg ma być prosty jak drut, szeroki jak autostrada do nieba, oświetlony jak najgorzej, tak żeby na zdjęciach przypadkiem nie było widać za dużo, a modelki wyglądały jak statystki z horrorów klasy „C”. Pokaz w Polsce to wydarzenie wieczorowe, na które należy założyć balową suknię, albo brzydko skrojony garniak z pogrzebu dziadka. Walka o pierwszy rząd urosła do absurdalnych rozmiarów. Winni są oczywiście sami projektanci, którzy doprowadzili do sytuacji, w której samo uczestniczenie w pokazie nie ma nic wspólnego z ekskluzywnością. Na prezentację kolekcji (przy odrobinie uporu) jest w stanie „wbić się” dosłownie każdy. Potrzebę publicznej manifestacji prestiżu przejął więc całkowicie pierwszy rząd. Kandydatów jest wielu, ilość miejsc ograniczona, a presja ogromna. Pokaz w ciągu dnia, to czysta fanaberia, która czyni z Ani Kuczyńskiej prawdziwą ekscentryczkę. Ekscentryzm Ani sięga tak daleko, że na jej pokazach każdy gość czuje się wyjątkowo – to raczej ewenement. O pięknym pokazie Ani Kuczyńskiej na sezon Wiosna/Lato 2014 przeczytacie tu. W tym miejscu należy również wspomnieć o spektakularnie dobrej kolekcji Michała Szulca na sezon Wiosna/Lato 2014. Doskonałe, wysmakowane wzornictwo na prawdziwie światowym poziomie. O tej kolekcji możecie przeczytać w kompleksowej recenzji pokazów Designer Avenue z ostatniego Tygodnia Mody w Łodzi. Na wzmiankę zasługuje też Łukasz Jemioł, który mimo szczodrych i organizowanych z rozmachem pokazów potrafi je realizować wyjątkowo elegancko i godnie. A fakt, że Łukasz przygotowuje cztery kolekcje wybiegowe rocznie i nieustannie się rozwija, stawia go na pozycji lidera rodzimej branży. O tegorocznych pokazach Jemioła przeczytacie tu: Jesień/Zima 2013, Wiosna/Lato 2014, Basic Jesień/Zima 2013 i Basic Wiosna/Lato 2014.

Ania Kuczyńska

Ania Kuczyńska Wiosna/Lato 2014

Jedną z największych zagadek tego roku był pokaz Tomka Ossolińskiego, który po dłuższej przerwie postanowił wrócić do prezentowania kolekcji wybiegowych. Wydarzenie dość kameralne miało iście fantastyczną oprawę. Gra świateł przygotowana przez Jacqueline Sobiszewski, zestawiona z kurtyną wody wyglądała obłędnie. Niestety z niewiadomych przyczyn, zdjęcia z pokazu nie zostały upublicznione. Chociaż napisałem recenzję, nie opublikowałem jej, bo bez materiału graficznego nie miałaby ona najmniejszego sensu. Ciągle nie rozumiem tego epizodu. Kontynuując temat pokazów, warto wspomnieć o Gosi Baczyńskiej, która pokazała swoją kolekcję na paryskim Tygodniu Mody. Fakt ten wzbudził ogromne zainteresowanie w Polsce, niestety trochę mniejsze za granicą. Ilość publikacji o doskonałej kolekcji Baczyńskiej była rozczarowująca. No cóż, w krajach gdzie moda autorska jest traktowana poważnie, obowiązują dość konkretne, a nawet okrutne reguły. Wydaje mi się, że chłodne przyjęcie jest takim specyficznym testem wytrzymałościowym dla naszej projektantki. Wieść niesie, że Gosia Baczyńska przygotowuje się jednak do kolejnego paryskiego pokazu. To rewelacyjna wiadomość, bo kolekcje Baczyńskiej absolutnie zasługują na taką scenę. W kwestii pokazów muszę też przyznać, że nieustająco czekam na kolejną kolekcję wybiegową marki Zuo Corp. Sezon Jungle Gardenia zaostrzył nasz lokalny apetyt na dekadenckie, fantazyjne kolekcje. Marka ma ogromny potencjał, być może nawet zbyt duży, jak na polskie realia? Myślę jednak, że sponsorzy zdecydowanie powinni zainteresować się Zuo Corp. To jedna z niewielu polskich marek, która może przygotować prawdziwie zaskakujący sezon. Jeśli chodzi o największe rozczarowania tego roku, to z przykrością typuję dwie kolekcje: Sezon Wiosna/Lato 2014 Joanny Klimas i Sezon Wiosna/Lato 2014 MMC. Joanna Klimas niestety zrobiła zbyt duży krok do przodu. Kolekcja miała być ewidentnie nowym etapem w twórczości. Mimo sporego potencjału okazała się chaotyczna. Estetyczne, niefortunne potknięcie. Natomiast MMC nie udźwignęło presji bycia oczkiem w głowie łódzkiego Tygodnia Mody. Szarża na antyestetykę i trudne kolory stała się wybiegowym fiaskiem. Sytuacji nie odczarowała nawet Joanna Horodyńska, ambasadorka marki, która intensywnie promuje MMC.

Joanna Horodyńska

Co nie zmienia faktu, że Joanna jest w mojej opinii jedną z najlepiej ubierających się Polek. Jej stylizacje są zawsze ciekawe i zaskakujące, a powyższa, w kimonie Etro należy do grona moich przeulubionych z roku 2013.

Nie zapominajmy też o skandaliku wywołanym przez Macieja Zienia, który praktycznie zaślubił modę podczas pokazu w kościele. Pech chciał, że kościół ten nie jest zdesakralizowanym budynkiem, ale czynnie działającą świątynią. Wydarzenie wywołało spore kontrowersje. Czy zasłużenie? Z mojej perspektywy podobną sytuację mogłaby uratować tylko doskonała kolekcja. Taki zabieg wymaga żelaznego sezonu, godnego największych kreatorów mody. A w przypadku Macieja Zienia dużo więcej mówiło się o miejscu pokazu, niż o samych ubraniach. Nie wspominając o tym, że moda ma w sobie więcej z lafiryndy niż dziewicy.

Krajewscy

Zdjęcie via afterparty.pl

A jeśli mamy ochotę zahaczyć o absolutne wyżyny absurdu, to nie sposób zapomnieć o Pani i Panu Krajewskich, którzy postanowili szukać łącznika między „modą” i „sztuką”, wykorzystując w tym celu koszmarne, tragikomiczne pokazy z pogranicza performance.

Moda na Modę dotarła również w zupełnie nowej odsłonie do telewizji. Kanał Fox Life przygotował wariację na temat amerykańskiego Project Runway, czyli projektanckiego talent show. Mowa o programie Projektanci na Start. Produkcja zapowiadała się żenująco już na etapie castingów, a wróżba całkowitej pomyłki zmieniła się w rzeczywistość. Producenci wykazali się nie lada impertynencją i ignorancją. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której pani od castingów dzwoni do projektantki działającej na rynku od wielu lat (pokazującej swoje kolekcje regularnie na łódzkim tygodniu mody) z propozycją wzięcia udziału w programie, w którym nagrodą jest pokaz na… Łódzkim Tygodniu Mody. Z całym szacunkiem (albo z jego kompletnym brakiem) nie wiem co jest głupsze – powyższa historia, czy brak chociaż jednego projektanta w stałym składzie jury.  Mona Kinal (współzałożycielka Mostrami) jest fantastyczna, Aneta Kręglicka (Miss Świata z 1989 roku) prezentuje w sobie werwę godną ładnie oheblowanej sztachety, a argumenty Marka Straszewskiego (fotografa, który odnosił duże sukcesy w latach 90’) są niestety poniżej wszelkiej krytyki – „nie wiem czemu, ale jestem na tak”. Miał być „show”, a zrobiło się „low”. W nadchodzącym sezonie również TVN zamorduje nas swoją wizją na temat Project Runway. Chociaż bardzo szanuję dokonania Anji Rubik, to kompletnie nie widzę jej w roli prowadzącej – przeczuwam brak charyzmy, która w telewizji jest niezbędna. Jestem też niesamowicie ciekaw, jak Tomek Ossoliński poradzi sobie w roli mentora. Będzie serdecznym i kochanym Timem Gunnem (Project Runway) czy konkretnym i bezkompromisowym Benem de Lisi (Project Catwalk). Półśrodków nie dopuszczam do świadomości. Telewizja ma jednak swoje wymagania – każdy bohater musi mieć przecież konkretną tożsamość.

Z radosnych wiadomości należy na pewno wymienić otwarcie butiku MPP, który koordynuje Kas Kryst; i który skupia w sobie kilkunastu projektantów młodego pokolenia. Znajdziecie tam między innymi ubrania Oli Bajer (którą sam chętnie noszę), Moniki Kubatek (rewelacyjne bombery), piękną bieliznę Rilke, doskonałe jakościowo buty Etnopia i świetnie zadrukowane ciuchy Kombokolor. Stara prawda mówi, że nie warto czekać – lepiej wziąć sprawy w swoje ręce. I chociaż przestrzeń kierowana przez samych twórców może się czasami kojarzyć z energią zakładu psychiatrycznego (ach te indywidualności), to mimo wszystko zdaje egzamin. Kolejnym ważnym punktem tego roku było otwarcie pierwszego butiku Nenukko w domu handlowym Mysia 3. Nieustannie kibicuje tej marce, więc każdy sukces Nenukko bardzo mnie cieszy.

Butik Nenukko

Zdjęcie – Freestyle Voguing

Otwarcie butiku Nenukko

MPP

Showroom MPP to miejsce moich nieustannych pielgrzymek. Tu na „zapleczu” i „po domowemu” z Ewą Kosz i Olą Bajer.

Portal Lamode.info obchodził pod koniec tego roku trzecie urodziny. To również radosna informacja, bo jeśli chodzi o polskie media internetowe, to zdecydowanie wyróżnia się na tle innych jakością i szybkością informacji. Drugim portalem, który cenię, jest internetowa odsłona magazynu Elle. Nie zawsze się zgadzam z ich wpisami, ale mimo wszystko cieszę się, że podejmują tematy związane z krytyką polskiej mody. Chociaż ich wpisy są nadal zachowawcze, to prezentują coraz bardziej konkretną opinię. Miłym akcentem 2013 była również kolekcja promocyjnych gadżetów Mickey Wyrozębski (twórczyni Mozcau by Justin) która zaprojektowała linię produktów promujących Pałac Prezydencki, Belweder i Zamek w Wiśle! Projekt powstał we współpracy z Jankiem Estradą-Osmyckim. Mam nadzieję, że po tej jaskółce pojawi się więcej podobnych współprac. Bardzo spodobała mi się też kolekcja biżuterii Ani Kruk, która powstała dla marki She’s a Riot. Ania Kuczyńska również stworzyła dwie doskonałe mini-kolekcje – piękną, dekoracyjną porcelanę dla marki Kristoff – Fine Porcelain i wspaniałą biżuterię dla marki Yes. Wyjątkowo spodobała mi się również współpraca na linii UEG – Filip Pągowski. Proste fasony, konsekwencja estetyczna, wspaniała komunikacja. Fakt, że takie marki jak UEG funkcjonują w Polsce, to prawdziwy powód do dumy! Miłym zaskoczeniem jest również życie Zuzy Kołodziejczyk po programie Top Model. Chociaż ciężko nazwać tę sytuację „oszałamiającą karierą”, to trzeba przyznać, że Zuza całkiem nieźle sobie radzi. Pokazy krajowych projektantów (Maciejak, Bizuu, Jemioł), kampanie, sesje. Nie wydaje się, żeby mniejszy medialny szum był dla niej stratą. Najwyraźniej rekompensuje go aktywność zawodowa. Pisząc o superlatywach należy też wspomnieć o Hush Warsaw, które postawiły nową poprzeczkę w dziedzinie organizowania targów mody. Wyróżnia je przede wszystkim doskonała selekcja nazwisk i marek. A fakt, że ściągają klientów kupujących wybiegowe kolekcje (czyli z portfelem i gustem) świadczy, że rodzi się nowa jakość w dziedzinie postrzegania autorskich projektów. Należy pamiętać, że nie każda osoba lubiąca ciekawe ciuchy, musi automatycznie „interesować się modą”. Te dwa czynniki nie zawsze stanowią duet (czy parafrazując znaną blogerkę „tandem”). Organizatorki Hush – Ania Pięta i Magda Korcz doskonale to wiedzą. Wielkie brawa! A mój tekst – „Dekalog Mody Autorskiej”, który napisałem specjalnie dla Hush Magazine No. 2 znajdziecie tu.

ScreenShot781

Ania Kuczyńska dla Kristoff

Mozcau

Mickey Wyrozębski i Janek Estrada-Osmycki dla Pałacu Prezydenckiego

Oczywiście ubiegły rok był pełen najróżniejszych, dość żenujących momentów. Poziom dziennikarstwa modowego w Polsce nadal „leży i kwiczy”. Portale zapełnione stażystami, którzy działają na zasadzie „hulaj dusza”, nie szanują ani siebie, ani swoich czytelników. Jednym ze sztandarowych przykładów był wpis Boskiej o „sweterkach na grobbing”. Jak się okazuje publiczne wytykanie błędów ma jednak sens, bo po mojej interwencji tytuł został zmieniony. Polemika z portalami stała się jednym z moich ulubionych zajęć w ubiegłym roku: tekst o portalu Zeberka czy o lepkich rączkach LOOKmag. Kolejny „profesjonalny” portal to Stylistka.pl, która dla odmiany entuzjastycznie „zmartwychwstała” Helmuta Newtona. Modowa Nekromancja – tego jeszcze nie było! Do jakości publikacji związanych z modą (a konkretnie przedstawiających polski Fashion Week) odniosłem się w tekście „Jak cię widzą, tak cię piszą”.

Stylistka

Helmut Newton powstał z grobu dla portalu Stylistka.pl

Boska(Nie)Boska! zaprasza na „grobbing”

Gaultier

LOOKmag w wydaniu schizofrenicznym. W jednej publikacji portal podaje błędną informację, że John Galliano wrócił do marki sygnowanej swoim nazwiskiem (choć nieustannie projektuje dla nie niej Bill Gaytten), w drugiej (na podstawie materiału Filipa Chajzera) pomstują na branżę pisze „Zapewne w środowisku samozwańczych, nierzetelnych dziennikarzy można by stworzyć równie „ciekawy materiał””.

Hussein Chalayan

Według Fashion Magazine Hussein Chalayan pokazuje swoje kolekcje w Londynie. Ja twierdzę, że w Paryżu. Niby pomyłka, ale czy magazyn ze słowem „fashion” w tytule może sobie pozwolić na takie wpadki? Nie sądzę.

W tym miejscu muszę też puścić oczko do Pani Ewy Wojciechowskiej, która po pokazie Bizuu zamieściła na swoim blogu informację prasową, podpisując ją własnym nazwiskiem! Później, z entuzjazmem marginalnej blogerki, poinformowała markę (wklejając link na fanpage’u Bizuu), o tym, że „tekst już jest!!”. Fantastyczna sprawa, ale nie dla osoby, która jest poważną dziennikarką,  a nawet ma potrzebę publicznego wypowiadania się na temat krytyki mody w naszym kraju. Pani Wojciechowska, myśląc zapewne że ma do czynienia z dziewiętnastoletnim pasjonatem mody, pokusiła się nawet o komentarz w którym stwierdziła z zaskoczeniem: „Faktycznie jest ktoś taki jak pan Tobiasz, którego jednak kojarzyłam tylko i wyłącznie jako blogera, który na FB codziennie wyśmiewa nasz polski show-biznes. Tymczasem okazało się, że pan próbuje pisać recenzje pokazów mody”. Ooo, jaki prztyczek! ❤ Ale ale, Pani Ewo, absolutnie się nie obrażam. Coś mi mówi, że oboje wyznajemy uniwersalną zasadę wedle której lepiej jest się szczypać, niż głaskać!

Na początku wspominałem o Edycie Bartosiewicz. Znowu wrócę do jej tematu, bo okładka polskiego wydania Harper’s Bazaar nieustannie siedzi mi w głowie. Zdjęcie, na którym Edyta nie wiadomo gdzie się zaczyna, a gdzie kończy, jest chyba najgorszą polską okładką z tego roku. Absolutny estetyczny koszmar. 2013 rok nie był również zbyt szczęśliwy dla Fashion Magazine. Mimo ogromnego sentymentu, muszę napisać, że okładki były wyjątkowo rozczarowujące, szczególnie jeśli mówimy o kwartalniku z dziesięcioletnią tradycją.

Edyta Bartosiewicz

Zdjęcie – Harper’s Bazaar Polska

Fashion Magazine

Zdjęcie – Freestyle Voguing

Ale, są też magazyny, które nieustannie utrzymują doskonały poziom. Viva! Moda przy każdym wydaniu prezentuje estetyczne, nowoczesne i przemyślane zdjęcia, które świetnie współgrają z leadami. Wrześniowe wydanie magazynu Elle z piękną Magdą Frąckowiak to również prawdziwa perełka.  

Viva Moda 2

Viva Moda

Elle Polska

„Oklaski” należą się również Ani Bałoń, która po zdobyciu dogłębnej wiedzy na temat modelingu w programie Top Model, postanowiła zakończyć karierę na wybiegach, po czym zajęła się edukacją młodszych koleżanek i publicznym chudnięciem. W tym gronie nie może również zabraknąć Dawida Wolińskiego, który ostatnio jest bardziej zajęty wymyślaniem na nowo swojej fizyczności, odkrywaniem sekretów aparatu fotograficznego ukrytego w telefonie, podróżami wertykalnymi przy pomocy windy i pielęgnowaniem strony na Instagramie. W ferworze tych zajęć Dawid przeoczył – bagatela – dwa sezony pokazów. Mam nadzieję, że było warto. Z mojej perspektywy to raczej przygnębiające, bo Dawid Woliński jest całkiem dobrym projektantem. Owszem, wszystkie te dodatkowe aktywności byłyby znośne, a może nawet i dowcipne, gdyby tylko je poprzeć regularnymi pokazami.

Anja Bałoń

Fotomonto – Freestyle Voguing

Tyle w temacie

Dawid

Dawid Woliński

Via Instagram Dawida Wolińskiego

Nie mam nic przeciwko ekshibicjonizmowi. Marc Jacobs też lubi prężyć muskuły do zdjęć, nie widzę w tym nic złego. Różnica jest tylko taka, że żaden projektant na świecie, bez płynności w prezentacji kolekcji, nie pozwoliłby sobie na takie zachowanie, bo zostałby bezlitośnie wyśmiany. Przywilejem twórców i kreatorów są wszelkie zachowania odbiegające od obyczajowej normy. Ale musi za tym, ekhm, stać coś więcej.

Takie podsumowania mają to do siebie, że nigdy nie są pełne. Na pewno zapomniałem o wielu mniejszych i większych wpadkach, skandalikach, pomyłkach i historiach. Jest to jednak nie do uniknięcia. Jeśli macie jakieś pomysły, sugestie odnośnie pominiętych tematów (zarówno tych złych jak i dobrych) to koniecznie wrzucajcie je w komentarzach. Muszę przyznać, że ten rok był niezwykły i nauczył mnie bardzo wielu nowych rzeczy. Chciałbym bardzo podziękować wszystkim bliższym i dalszym osobom, które nieustannie mnie inspirują i motywują do dalszego działania. Chciałbym również podziękować czytelnikom. Dzięki, że jesteście, że komentujecie, piszecie maile i wiadomości, które niejednokrotnie dodają mi skrzydeł. Za wszystkie miłe spotkania, również te nieoczekiwane, wykłady, prelekcje, wywiady, publikacje! Mam nadzieję, że 2014 będzie jeszcze lepszy i ciekawszy. Powoli klarują się nowe projekty, pomysły i realizacje. Jedno jest pewne na pewno nie będziemy narzekać na nudę.

Never Ending Freestyle Voguing

Tobiasz Kujawa

Freestylevoguing@gmail.com

Pewne Rzeczy Powinny Być Proste

komentarzy 20 to “2013 w Słodko-Gorzkiej Pigułce”

  1. ag Styczeń 6, 2014 @ 19:56 #

    całuski i dzięki za tak wielgachny i wyczerpujący tekt, ale Sztywniara to właśnie „ubranie TO przebranie”

    Lubię to

    • Freestyle Voguing Styczeń 6, 2014 @ 20:00 #

      No raczej! Eh, pisanie takich molochów po nocach właśnie tak się kończy – kreatywnością w cytatach 😉 Anyway, poprawione już!

      Lubię to

  2. Krystyna Bałakier Styczeń 6, 2014 @ 20:05 #

    Bardzo ciekawy i dobrze, że obszerny tekst. Lubię tego typu artykuły i dziwne, że dopiero niedawno Cię odkryłam w blogosferze bo cholernie mądry facet jesteś. Serdecznie pozdrawiam.
    http://balakier-style.pl/

    Lubię to

    • Freestyle Voguing Styczeń 15, 2014 @ 17:03 #

      Pani Krystyno, dziękuję za miłe słowa! Z ciekawości wszedłem na Pani stronę i muszę przyznać, że robi Pani kawał fantastycznej roboty!

      Pozdrawiam ciepło!

      Lubię to

  3. Karolina Styczeń 6, 2014 @ 20:44 #

    och, ten obrazek końcowy chyba ukradnę i wydrukuję ❤ znów przepadłam, myślałam, że jestem na bieżąco, a tu tyle linków, odnośników, których wcześniej nie widziałam… o przepadłam ja! już 2014 a ja taka so last year… wyśmienite podsumowanie!

    Lubię to

  4. Milena Styczeń 6, 2014 @ 21:31 #

    lubię Cię czytać 😉 zastanawia mnie cały czas fakt czy masz w genach to coś z dziennikarstwa czy stoją za tym jakieś studia (warsztaty) ? 😀

    Lubię to

    • Freestyle Voguing Styczeń 6, 2014 @ 21:47 #

      Myślę, że są to głownie studia humanistyczne i tysiące przeczytanych książek, artykułów, wpisów. Lubię też tracić czas na wikipedii i oglądać dokumenty. Codziennie staram się też nauczyć czegoś nowego. No i pewnie jest w tym trochę talentu. Nie mnie jednak oceniać ile 😀

      Dziękuję za komplement!

      Lubię to

  5. milex Styczeń 6, 2014 @ 21:45 #

    Treść podsumowująca 2013 artykułem roku 2014? myślę, ze jest szansam I klaszcze w myślach !

    Lubię to

  6. Anna Styczeń 6, 2014 @ 21:46 #

    Jestem na Twojej stronie pierwszy i nie ostatni tez raz 😉

    Lubię to

  7. Asia Styczeń 6, 2014 @ 22:09 #

    vivivi w american tv największa blogerska wpadka 😉

    Lubię to

  8. Antonina Styczeń 6, 2014 @ 22:57 #

    boże, aż się zadyszałam czytając to. Spoko tekst Tobiasz, ale na drugi raz krócej bo babcie lat 80 dostają zawału.

    Pozdrawiam!

    Lubię to

  9. Mary Styczeń 6, 2014 @ 23:02 #

    Jeśli podoba Ci się Tattwa, gorąco polecam Serio, jestem normalna (tylko na fb). Spodoba się!

    Lubię to

  10. Karolina Styczeń 7, 2014 @ 02:32 #

    Hej Tobiasz a lubisz Weronikę z Raspberry and red? 🙂

    Lubię to

  11. modologia Styczeń 7, 2014 @ 12:28 #

    No, ja nie wiem, czy to wiara z mojej strony, czy raczej niezrażona niczym naiwność. Tak czy owak, Twoja żyrandolowa metafora podbiła me serce i synapsy. A poza tym, super zestawienie 🙂

    Lubię to

  12. Margot Styczeń 7, 2014 @ 15:00 #

    Ech, nareszcie. Nareszcie ktoś odważył się powiedzieć pewne rzeczy głośno, już myślałam, że jestem osamotniona w pewnych moich osądach. W ogromnym zdziwieniu, skąd bierze się zachwyt nad blogerkami. Dlaczego to właśnie one mają kształtować nasze opinie, dawać życiowe rady czy wreszcie rezprezentować nasz kraj za granicą?! Jest ogromna ilość osób wszechstronnie wykształconych, oczytanych, błyskotliwych, władających biegli kilkoma językami, osób, które wciąż się uczą i rozwijają. Natomiast na Fashion Week do Nowego Jorku uparcie wysyłane są osoby, które o modzie wiedzą tyle, że istnieje ktoś taki jak Anna Wintour, a najnowsze trendy śledzą w Zarze. A co gorsza na owe zagraniczne eventy wysyłane są osoby, mające braki w języku angielskim na poziomie podstawówki! Już dzieci w przedszkolu potrafią zaśpiewać angielski alfabet. Natomiast Charlize Mystery jakby w ogóle nie uświadamia sobie ogromu swojej porażki. Bo przecież jest blogerką, a nie anglistką, nie można znać się na wszystkim. I zamiast siąść do książek, próbuje sprzedawać koszulki z napisem „vivivi”. Żeby dostać pracę na kasie w supermarkecie, trzeba znać angielski, no ale żeby zdawać nam relację z nowojorskiego Fashion Week to już nie. I w telewizji opowiada nam o tym osoba, która po angielsku ledwo umie się przedstawić. No ale przynajmniej poogłądała ciuzki, przecież w modzie o to chodzi? Co zabawne, pytana gdzie widzi siebie za 10 lat, oczywiście odpowiada, że w swoim mieszkaniu w Nowym Jorku. To jest jej miejsce na ziemi! Jeszcze lepsza jest Maffashion, która była już nawet w Australii. We Włoszech natomiast spotkała Sarah Jessicę Parker i po powrocie oczywiście udzielała wywiadu na ten temat.
    – Jaka jest Sarah Jessica Parker?
    – Jest piękna.
    Przypomina mi to dialogi ze słynnego serialu Miłość na bogato”.
    – Czym się zajmuje twój facet?
    – Jest Francuzem.
    Osoba, która ledwo mówi w swoim ojczystym języku, na pewno zabłysnęłą elokwencją w Australii…
    Takie przykłady można wymieniać w nieskończoność. A ja wciąż się dziwię, czemu wszystko dzieje się na odwrót. Czemu zamiast wyróżniać osoby, które coś sobą reprezentują, wystawiane na piedestał są osoby, które zapewne miały problem z ukończeniem szkoły średniej.

    Lubię to

  13. Urszula Łapińska Styczeń 8, 2014 @ 00:35 #

    „Jest w życiu taka chwila, kiedy musisz zaakceptować fakt, że ktoś inny jest od ciebie młodszy, świeższy i gorętszy. Życie to nie konkurs piękności (…).” K. Lagerfeld. Zastanawiam się, ile jest teraz mody w modzie i ile w niej naszego, dobrego samopoczucia. Skromnej satysfakcji ze sprawiania przyjemności innym swoim wyglądem. Jestem fanem tych, co dbają o niuanse, obserwują trendy i są wrażliwi na piękno. Życzę dużo pozytywnej adrenaliny w oku oglądającego i oglądanego. Dziękuję! Za ciekawy i zabawny tekst. Serdecznie pozdrawiam. 🙂 Urszula Łapińska

    Lubię to

  14. Moda w praktyce Styczeń 12, 2014 @ 22:06 #

    Po przeczytaniu tego tekstu mam wrażenie, że w polskim światku modowym działo się tyle, że 2013 rok miał więcej niż 365 dni 😉

    Lubię to

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: