Mariusz Przybylski „Night Air” czyli dualizm, kontrasty i powieść

20 Mar

94

Pisząc o kolekcjach Mariusza Przybylskiego zawsze (można powiedzieć, że uporczywie) wracam do jednego wniosku – podwójności. Tej małej tradycji stanie się zadość również dzisiaj. Nowy sezon, zaprezentowany w przestronnej hali na ulicy Domaniewskiej, po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że sztuka kontrastu i szukanie wspólnego mianownika skrajności, stanowi wyznacznik drogi twórczej tego projektanta. Kolekcja Night Air, przygotowana z okazji dziesięciolecia istnienia autorskiej marki Mariusz Przybylski, idealnie wpisuje się w te ramy.

Jeśli twórczy dorobek projektanta przyrównać do powieści, to każda kolekcja stałaby się rozdziałem, sylwetki – stronami, a jej poszczególne elementy zdaniami. Można z książki wyrwać zdanie, stronę albo nawet i cały rozdział. Można je przeczytać z zainteresowaniem, wyciągnąć z nich esencję, treść i przyjemność. Jednak fabuła rządzi się swoimi prawami. To nie pojedyncze zdarzenia są najciekawsze, ale historia którą tworzą. Ciąg przyczyn i skutków, który sprawia, że fabuła powieści wciągnie czytelnika bez reszty. Podobna reguła funkcjonuje w modzie.

Mariusz Przybylski konsekwentnie od 10 lat buduje swoją powieść. Fabuła, którą tworzy za pomocą kolekcji, choć bywa sinusoidalna, coraz mocniej zwiastuje bestseller. Jakkolwiek nie oceniać dotychczasowego dorobku projektanta jedno jest pewne – jest to moda, która wzbudza emocje. Polska scena, zagubiona w nudzie i powtarzalności, ratuje się nieustannie kontrowersją. Zamiast wciągających rozdziałów prezentuje najczęściej kompilacje nieciekawych, asekuranckich cytatów, których siła przebicia opiera się na stworzeniu sztucznego zainteresowania. Ogromna widownia, tłumy gwiazd i celebrytów, a na wybiegu? Konfekcja. Nie zrozumcie mnie źle, konfekcja jest jak najbardziej potrzebna, jednak w przeciwieństwie do mody, nie wywołuje ona emocji. Jak często patrząc na sylwetki z wybiegu zadajemy sobie pytania – jak to jest uszyte? Skąd pochodzą materiały? Co to za materiały? Skąd projektant czerpał inspiracje? Podpowiadam – rzadko. Pisanie o takich kolekcjach jest równie porywające, co recenzowanie książki kulinarnej „100 kryzysowych sałatek, które zrobisz w 10 minut”. Natomiast kolejny rozdział książki Przybylskiego nie tylko ostrzy apetyt na następne, ale również klaruje poprzednie. To jest moda, którą chce się oglądać, o której chce się pisać i którą chce się nosić. 

Mariusz Przybylski - Night Air / Foto: Filip Okopny

Scenografią dla prezentacji kolekcji Night Air, celebrującej dziesięciolecie pracy projektanta, stał się biały i iskrzący wybieg-scena z rozległym tłem, o fakturze chmur albo arktycznej ściany. W tej skromnej, choć i efektownej scenerii rozegrał się spektakl kontrastów. Paradoksalnych, bo zwalczających się i uzupełniających jednocześnie. Kolekcja jest zbudowana z dwóch podstawowych bloków. Pierwszy to orgia papuzich barw, mieszanka kwiatowych nadruków tak wyrazista, że niemal kiczowata. Wrażenie to pogłębiają zdobienia – ręcznie naszywane cekiny i kamienie dodają sportowym sylwetkom element stylu glamour. Mariusz Przybylski pokazuje jednak, że tym razem trzyma stuprocentową kontrolę nad estetyką, którą postanowił ujarzmić. Feeria barw zamknięta w niemal mundurowej stylistyce „total-look” prezentuje się doskonale i na czasie. To efektowny, ale i ryzykowny zabieg – niewielu projektantów potrafi go w naszym kraju obronić. Jednak Mariusz ma przewagę – doskonale operuje długością i fasonem. Kontrastując całkowicie zadrukowane elementy garderoby z odsłoniętym ciałem tworzy dobrą, współczesną sylwetkę, która nie sprawia wrażenia przytłaczającej. W kolejnych odsłonach rajski nadruk zostaje zestawiony z plamą koloru – zaczyna się pojawiać odrobina klasycznej koszulowej bieli i czerń. Raptem trzy-cztery sylwetki, które są o tyle istotne, że pokazują elastyczność kolekcji. Odważni wielbiciele mocnych deklaracji w ubiorze mogą pójść na całość – dwuczęściowy garnitur i koszula w ten sam wzór z pewnością będą skupiać na sobie wzrok. Ci bardziej zachowawczy, chociaż nie jest to trafne słowo, bo nie sposób mówić o zachowawczości w przypadku takiej plątaniny jaskrawych kolorów, mogą je tonować czernią (lub inną plamą neutralnego koloru) i bawić się kontekstem mieszanki sportu, szaleństwa  i elegancji. Ten moment przejścia zwiastuje drugi blok, osadzony dla odmiany w odcieniach czerni, granatu, grafitu. Prosta paleta znajduje rekompensatę w bogactwie faktur i detali. Piękne geometryczne żakardy, wstawki z cekinów opalizujących niczym benzyna, skórzane wykończenia i geometryczne przeszycia, podwójne rękawy, są rozrzucone z różną siłą. Czasami stanowią jeden akcent, sprawiający, że pozornie banalny fason zyskuje na atrakcyjności, a bywa też tak, że wszystkie te detale zawierają się w jednej sylwetce, niczym negatyw bogactwa kolorów z początku pokazu. Mariusz Przybylski czaruje również konstrukcją – koszule i spodnie ozdabia kunsztownie składanymi warstwami materiału, które przypominają proces origami zatrzymany na chwilę, przed stworzeniem ostatecznego kształtu. Obok tych arcyciekawych form, pojawiają się jednak również „klasyki”, które osadzają kolekcję w konkretnych, codziennych realiach. Można powiedzieć, że są łykiem powietrza, które można zaczerpnąć między wspaniałymi bluzami o zachwycającej dekoratywności i nietypowymi męskimi fasonami. To prawdziwa gratka, bo kolekcje łączące iście modową fantazję i banalną użytkowość stanowią w Polsce prawdziwy ewenement.

Mariusz Przybylski lubi repetycję. W swoich rozdziałach (czyli kolekcjach) konsekwentnie wraca do konkretnych rozwiązań. Mogą to być golfy, gładko uczesane włosy, reinterpretacja koszuli, kamienie zdobiące ubrania czy ponadczasowy fason asymetrycznych kurtek. Jednak repetycja nie jest równoznaczna stagnacji. Dlatego właśnie chciałem wam przedstawić to plastyczne porównanie do konstrukcji powieści. I nie mi chodzi o żadną rewolucyjną tezę, albo o wymyślanie górnolotnych teorii. Chciałbym po prostu zwrócić waszą uwagę, że postrzeganie mody może wykraczać poza stwierdzenia „rewelacyjna kurtka”, „ciekawa stylizacja”, czy „udany sezon”. Obserwowanie poczynań projektanta, mając w pamięci jego wcześniejsze kolekcje, staje się nagle synonimem lektury wciągającej historii. Przypominam sobie panterkę z kolekcji „Cold Revolution”, przeładowane, niemal estradowe sylwetki z kolekcji „Digital”, grę strukturą futra i błyskiem metalu z „Cold Love”. Niektóre eksperymenty można uznać za bardziej udane, inne mniej, ale wszystkie łączy zarówno niuans kontrastu, jak i potencjał do wywoływania emocji.

Pokaz był wyjątkowo estetyczny. Dzięki niestandardowej, „przypadkowej” choreografii i kilku wyjściom z wyżej wspomnianej ściany chmur, przedstawienie posiadało konkretny dynamizm i dramaturgię. Ułożenie sylwetek było naturalne, niemal oczywiste, ale ta oczywistość miała swój konkretny cel. Dzień zamienia się w noc, a kolor ustępuje czerni. Dwa odmienne światy budują jedną spójną wizję.

Mariusz Przybylski - Night Air / Foto: Filip Okopny

Mariusz Przybylski – Night Air / Foto: Filip Okopny

W finale utonęliśmy w chmurze dymu. Kłąb siwego powietrza wystrzelił w kierunku widowni, opanował scenę, a w jego mroku migotały fragmenty czarnych sylwetek. Jubileuszowa kolekcja, zarówno pod względem wykonania, konceptu, jak i oprawy absolutnie spełnia oczekiwania, jakie niesie ze sobą symboliczna data. Ba! Nie tylko je spełnia, ale ostrzy apetyt na kolejne dziesięć lat. 

Tobiasz Kujawa

Never Ending Freestyle Voguing 

freestylevoguing@gmail.com

PS. Piękne zdjęcia z pokazu są autorstwa Filipa Okopnego z Fashion-Backstage.com

Advertisements

komentarzy 7 to “Mariusz Przybylski „Night Air” czyli dualizm, kontrasty i powieść”

  1. Thoughts Blender Marzec 20, 2014 @ 17:28 #

    Powoli staję się Twoją psychofanką albo komentatorką miesiąca 🙂

    Zestawienie zdjęć całych sylwetek i później zbliżenia na detale rozbudziło moją ciekawość jako biernego odbiorcy świata mody. Nigdy nie widziałam żadnego pokazu na żywo, zawsze bazuję na recenzjach i dostępnych zdjęciach. Po Twoim materiale odniosłam wrażenie, że jest duży rozdźwięk między tym jak można postrzegać kolekcję oglądaną na żywo a tym, jak się odbiera ją poprzez zdjęcia. „Na żywo” widzi się więcej. Ale…ciekawi mnie jak dużo więcej? Co można wyłapać oglądając pokazy (lub wizytując atelier) czego bierny odbiorca zdjęć i recenzji nie dostrzeże? Czy może być tak, że kolekcja na żywo fantastyczna na zdjęciach wygląda tandetnie lub na odwrót zła kolekcja na zdjęciach wygląda świetnie?

    Płaszcz z egzotycznym motywem – rewelacja. Podoba mi się prawie tak samo jak pewien płaszcz Kenzo sprzed dwóch czy trzech sezonów 🙂

    Lubię

    • Freestyle Voguing Marzec 20, 2014 @ 18:30 #

      Zbliżenia na detale to nowy pomysł. Zastawiam się nieustannie jak urozmaicić moje recenzje i cieszę się, że to zauważyłaś! ❤

      Jeśli chodzi o odbiór kolekcji, to są ogromne różnice między oglądaniem pokazu "na żywo", w internecie, czy "tylko" na podstawie zdjęć. Co ciekawe – nie ma tu reguły. Niektóre kolekcje oglądane podczas pokazu wyglądają spektakularnie, a na zdjęciach tego nie widać. Bywa też odwrotnie, dlatego czasami trzeba zawierzyć recenzentowi. A co można wyłapać? Komfort modelki, ruch ubrania, to jak żyje, jak się zmienia, jak wygląda od tyłu (co na zdjęciach jest często pomijane).

      Dzięki za komentarz. Pisz jak najczęściej!

      Lubię

  2. Martin Cabas Marzec 20, 2014 @ 18:19 #

    Oglądając pokaz Przybylskiego na Plejadzie, kilka razy sprawdziłem, czy to na pewno jego fashion show. Przede wszystkim oprawa graficzna, coś co w dzisiejszych czasach w pokazach jest ważniejsze od samej kolekcji. Niesamowite! Poziom światowy, którego nie powstydziłyby się światowe marki.
    Co do samej kolekcji – przyznaję się bez bicia, nie śledziłem wcześniej poczynań Mariusza Przybylskiego. Teraz chyba żałuję. Pierwsza męska kolekcja, która naprawdę jest estetyczna i stworzona ze smakiem. Nie są to wyciągnięte i pobrudzone szmaty od Kupisza, czy też szlafroki od Wolińskiego. Są to ubrania, które odpowiednio zestawione nadają się do pracy, jak i na wieczorną imprezę.
    ‚Rajski początek’ i przejścia z dnia w nocy, udany. Chociaż pstrokaty materiał w wydaniu męskim, nie za bardzo do mnie przemawia – w kobiecym jak najbardziej. Chyba nigdy się do tego nie przekonam

    Lubię

    • Freestyle Voguing Marzec 20, 2014 @ 18:32 #

      Jedyne co mogę dodać, to że pstrokaty materiał, choć jest kontrowersyjny estetycznie, niemal campowy, to w kontekście kolekcji broni się w 100%. I masz rację – jest to kolekcja na światowym poziomie. Pełna mody i ubrań.

      Pozdrawiam!

      Lubię

  3. Karolina Jankowska Marzec 20, 2014 @ 20:04 #

    strasznie mi się podoba warstwowość w męskich sylwetkach i mocny akcent koloru (skarpetki) ❤ tak jest, dużo mody i ubrań – myślę, że to zdanie jest idealnym podsumowaniem i mogłoby również służyć za tytuł 🙂

    Lubię

Trackbacks/Pingbacks

  1. Project Runway Bez Majtek: Obiektyw i Obiekcje | Never Ending Freestyle Voguing - Maj 5, 2014

    […] Projekt Kuby stał się prowodyrem ciekawej dyskusji między Anją i Mariuszem. Pierwsza stwierdziła, że powyższa realizacja jest totalnie nowoczesna i totalnie niepolska. Mariusz zapytał się, czy wobec tego w naszym kraju nie powstaje nowoczesna moda, a Anja stwierdziła bez wahania, że nie i że dopiero zacznie powstawać, dzięki programowi Project Runway. Myślę, że Mariuszowi zrobiło się przykro, bo jego moda jest bardzo nowoczesna. Kto nie wierzy, tego odsyłam do recenzji ostatniego pokazu projektanta. […]

    Lubię

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: