Fashion Week Polska Jesień/Zima 2014 – OFF / STUDIO i Sens Istnienia

14 Maj
Kas Kryst Jesień/Zima 2014

Kas Kryst Jesień/Zima 2014

Chyba nie muszę pisać po raz kolejny, dlaczego pokazy w strefie OFF Out Of Schedule są moim oczkiem w głowie. Niech świadczy o tym już sam fakt, że co pół roku opisuję kolekcje z tej sceny jako pierwsze i nieustannie próbuję przekonać wszystkich dookoła, żeby również się nimi zainteresowali. Niestety, zaczynam się powoli czuć jak maniak, powtarzając co sezon tę samą litanię skarg i zażaleń. I tym razem też ją powtórzę, bo uważam, że tak trzeba. Z ogromną przykrością stwierdzam, że OFF nadal traktuje się niczym ubogiego krewnego sceny Designer Avenue. Przyczyna jest prosta – mniejsza widownia, gorsze godziny, mikroskopijna ilość prasy. A kto się pojawia na tych pokazach? Mimo wszystko sporo fajnych ludzi – blogerzy, pasjonaci szeroko pojętej mody, trochę awangardy, klienci, przyjaciele i rodziny projektantów. Jednak co pół roku nad OFF’em unosi się dziwna atmosfera niedomówienia. Nadal nie istnieje spójna koncepcja i wizja tego miejsca. Podstawowy problem to komunikacja, a raczej jej brak. Rada programowa składa się głównie z fantomów i być może znowu się narażę, ale niestety muszę to napisać – na ostatnich obradach spotkaliśmy się w kameralnym gronie 5 osób z 11, które widnieją na stronie organizatorów. A niektórych członków rady nie widziałem na spotkaniach już od trzech sezonów! Rozumiem, że drodzy Państwo mają obowiązki, są zabiegani, ale fakt pozostaje faktem – jest to koszmarny brak szacunku dla projektantów, organizatorów i innych członków rady. Powiedziałbym, że wręcz skandaliczny. I nie, nie będę rzucać nazwiskami, bo nie o to tu chodzi. W swojej naiwności wierzyłem, że ten tytuł niesie ze sobą jakieś zobowiązanie, a może nawet dumę? Okazuje się jednak, że zasady oparte na schematach patronackich kuleją, bo nie ma w nich realnego zainteresowania, ale wyrachowany plan zysków i strat promocyjnych. Ja wiem, że łatwiej jest zrezygnować ze mnie, niż z patrona, który zrobi imprezkę z darmowymi drineczkami, albo wymościł sobie jakieś uznanie i stwierdził, że nie należy się już starać. Rozumiem to aż nazbyt dobrze. Jest to sztuka kompromisów, wypracowana niemal równie solidnie, co teoria Sun Zi. Ale szczerze, czy kiedykolwiek dałem do zrozumienia, że interesują mnie jakieś kompromisy? Jeśli tak, to będę wdzięczny za przypomnienie.

Smutny to fakt – OFF nadal nie ma żadnej tożsamości, bo głosy, czy ma być ostoją mody polemicznej, awangardowej, wychodzącej naprzeciw sztuce, czy zwykłą poczekalnią do Designer Avenue (która podobno ma większy prestiż) są podzielone. Nie mam sumienia rozstrzygać co ma większy, a co mniejszy prestiż, wiem jednak, że to zamieszanie doprowadziło do kolejnego tworu, którego sens nadal pozostaje dla mnie nieodgadniony. Twór nazywa się Studio i jest podobno sceną dla debiutów (?!), chociaż prawda jest taka, że stał się zrzutem (czuję nóż prosto w moim sercu kiedy to piszę) dla kolekcji, które nie dostały się ani na Designer Avenue, ani na OFF. Ta koncepcja po raz kolejny nie została dopięta, rozmyła się w czasie i pogrążyła w chaosie. Z mojej perspektywy coś takiego jak Studio nie zaistniało, bo nie miało logicznej możliwości, żeby zaistnieć w podobnych warunkach. Dlatego w tym tekście połączyłem oba byty w całość i nie będę już dalej dokonywać rozróżnienia. Organizatorzy niestety nie mają czasu ani ochoty, żeby poświęć nam chociaż pół godziny na rozmowę, dlatego znów muszę (mimo ogromnej sympatii) używać dość niemiłego języka. Drodzy Państwo, to jest X edycja, to są młodzi ludzie, którzy wydają dziesiątki tysięcy złotych, żeby zaistnieć w świecie mody. Brak sensownej linii promocji, brak decyzji i brak logiki coraz bardziej stawia ich starania pod coraz większym znakiem zapytania. A my – członkowie rady programowej czujemy się bezsilni. Używam tu liczby  mnogiej, nie dlatego, że w pojedynkę czuję się słaby, ale dlatego, że znam opinie innych osób, a przynajmniej tych, które pojawiły się na obradach. Chcecie Państwo, żeby Wam doradzać? Czy mamy się zachowywać, jak niezainteresowane tematem kukiełki? A może to już czas, mówiąc brzydko, olać temat i ograniczyć się jedynie do przesyłania głosów za pomocą wiadomości? Rozumiem, że zlekceważenie tematu będzie w końcu satysfakcjonujące? Zaczynam się też zastanawiać, czy OFF ma w ogóle sens? Co z tego, że sala pokazowa łódzkiego ASP jest ładna, media nowoczesne, a siedzenia wygodne, jeśli nie ma w tym wszystkim spójnej i solidnej koncepcji? Na te pytania ciągle nie mamy odpowiedzi. Przykre to niezmiernie, bo tę kłopotliwą sytuację można by rozwiązać solidnym planem i stworzeniem zwyczajnego statutu. I to nie jest akcja pokroju „wyślemy człowieka na księżyc”. To kwestia wykształcenia w sobie jakiejś wizji, która umożliwiłaby koegzystencję, a nie niepotrzebną hierarchię i wartościowanie twórców, bo chcą się pokazywać na mniejszej lub większej scenie, bo robią modę komercyjną, albo artystyczną. Jedno jest pewne – aktualny schemat się nie sprawdza, a idea przestrzeni dla prezentacji kolekcji innymi metodami niż pokaz, również nie zdała egzaminu. Piszę to wszystko tylko dlatego, że komunikacja z Wami jest absolutnie zerowa i jedyną metodą do przekazania mojej absolutnej dezaprobaty, jest napisanie o tym przy okazji recenzji, na temat których nasłuchałem się od Was już tylu komplementów, że tym razem z góry za nie dziękuję! Nie trzeba. Wierzcie mi na słowo.

Uff, co miałem na sercu, to napisałem. A teraz, z czystym sumieniem, mogę przejść do meritum, czyli recenzji poszczególnych pokazów i prezentacji. Nie przedłużając już tego przygnębiającego wstępu – zapraszam do lektury.

###Czwartek###

08.05.204

MoMi-Ko

MoMi-Ko Jesień/Zima 2014

MoMi-Ko Jesień/Zima 2014

MoMi-Ko, czyli marka założona przez Monikę Misiak-Kołsut, nadal japonizuje. Kolekcja „Seifuku: Say What?”  to zgrabna wariacja na temat chłopczyc i lolit. Słowo Seifuku to nic innego, jak określenie japońskiego, szkolnego mundurka. Jest to znana, popularna i wdzięczna inspiracja. Przynajmniej z naszej perspektywy, bo japońska moda uliczna rozbuchała się do niesamowitych rozmiarów właśnie jako kontra dla tych uniformów. Niemniej, dla nas egzotyka kraju surowej ryby jest nieustannie atrakcyjna i nie ma w tym nic dziwnego. Dlaczego? Bo daje niesamowite możliwości interpretacyjne, na podstawie których można zbudować nie tylko jeden sezon, ale i całą tożsamość marki. I właśnie dlatego MoMi-Ko zabrało nas zmów w egzotyczną podróż do Japonii. Mamy tu ciekawie przeprowadzoną grę dorosłością i dziewczęcością, kilka pomysłów wyjętych z męskiej szafy i mnóstwo, ale to mnóstwo praktycznych i charakterystycznych ubrań, które doskonale nadają się na co dzień. Asymetryczne, plisowane spódniczki to propozycja dla wszystkich, transparentna spódnica spowijająca legginsy, wymaga już raczej gustu konesera. Doceniam wrażliwość Moniki, która w swoich kolekcjach ma coś dla każdego, to dobra taktyka. Plus za progresywne łączenie bieli i zieleni. Odważne i wciągające. Ogromnie się też cieszę, że Monika postawiła na mocniejsze stylizacje, efekt jest zdecydowanie lepszy, niż w zeszłym sezonie. Tak trzymać!

ZWYRD

ZWYRD Jesień/Zima 2014

ZWYRD Jesień/Zima 2014

Podczas obrad Rady Programowej nie byłem wielkim entuzjastą kolekcji kryjącej się pod nazwą „Core”. Po pokazie nadal nim nie jestem, ale wizja przedstawiona przez markę ZWYRD, za którą stio Grzegorz Marcisz, stała się dla mnie nieco bardziej klarowna. Ta bardzo plastyczna kolekcja, wyróżnia się przede wszystkim ciekawymi pikowaniami, sportowo-eleganckim podejściem do ubioru i trudną, niemal niewdzięczną paletą „rdzawy brąz + czerń”. Niestety, wrażenie kostiumowości momentami staje się zbyt wyraźne, przez co ubrania sprawiają wrażenie nieco wymęczonych i ostentacyjnych. Mocnym punktem tego sezonu były jednak piękne, delikatne nadruki, które doskonale balansowały ciężar masywnych i zabudowanych sylwetek. Warto też zwrócić uwagę na organiczne faktury które nawiązują do kory drzew i poszarganych liści. Dużym plusem jest również poszanowanie dla sezonu, kolekcja jest typowo jesienno-zimowa. Jest w tej marce potencjał, jest w niej ciekawa wizja mężczyzny, wymaga jednak jeszcze sporo szlifowania. Niemniej, z ciekawością będę się przyglądać poczynaniom Grzegorza, bo idea łącząca archaiczne rozwiązania z nowoczesnymi krojami ma w sobie duży potencjał.

ZWYRD Jesień/Zima 2014

ZWYRD Jesień/Zima 2014

Zdjęcia: Pasarella Photography

 Katarzyna Górecka

ls_20140508_0238.jpg

Nowa kolekcja „Hotaru”, zaprojektowana przez Katarzynę Górecką, to kolejna wycieczka do Japonii. Tym razem z armią klonów. Seksownych, wyzywających dziewczyn, odzianych w dwuznaczne, trochę grzeczne, trochę prowokujące sweterki i krótkie spódniczki. Proste sylwetki ozdabiają detale – lekka asymetria, wycięcia na wysokości bioder, ażur. Dużym zaskoczeniem była dla mnie lateksowa spódniczka. Dodam, że pozytywnym. Ten materiał niesie dość kontrowersyjne skojarzenia, ale potrafi być wdzięcznym medium, szczególnie w sprawnych rękach. Największym rozczarowaniem były zdecydowanie stylizacje. Katarzyna szukała kampu, jednak syntetyczne peruki zbliżyły ją niebezpiecznie blisko tandetności. Troszkę zbyt skromnie, zbyt niechlujnie. Widać zamysł i jest on ciekawy, ale zawiodła realizacja. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele dziewczyn z pewnością zakocha się w swetrach Katarzyny Góreckiej, które są czarujące, w spódniczkach, które są uwodzicielsko seksowne. Na koniec dodam, że projektantka przygotowała również doskonałe akcesoria – tornistry, których niestety nie widać na zdjęciach. A wystarczyło poprosić modelki, żeby dochodząc do końca wybiegu zdjęły je z ramienia i na chwilę chwyciły w dłoń.

Anna Kołodziejska

Anna Kołodziejska Jesień/Zima 2014

Anna Kołodziejska Jesień/Zima 2014

Jestem ostatnią osobą, która zdyskredytowałaby szukanie nowych rozwiązań i pomysłów w modzie. Dlatego przyznaję – wykorzystanie efektu 3D w nadrukach-anaglifach jest ciekawą ideą. Na pokaz zostaliśmy więc wystrojeni w charakterystyczne okulary z niebieską i czerwoną szybką. Jednak zamiast podziwiać efekt trójwymiaru, mogliśmy na żywo przekonać się o tym, że nawet najlepszy pomysł traci na swoim uroku, jeśli jego realizacja zawodzi. I niestety ta przypadłość dotknęła Annę Kołodziejską, która niesiona zapewne dobrymi intencjami, pogubiła się trochę w egzekucji swoich wizji. Ciężko nazwać tę kolekcję gustowną. Całość zdecydowanie robi zbyt duży krok w kierunku słowa „tandetny”. Biała baza, zrozumiała w przypadku takiego nadruku, niestety w kwestiach estetyki nie ma już tak prostego wytłumaczenia. Szczególnie w poniższych połączeniach kolorystycznych. Być może po rozbiciu wybiegowych sylwetek, te ubrania zyskają więcej uroku. Jednak w stylizacjach pokazowych niestety się nie sprawdziły. O ubrankach dla piesków mogę powiedzieć tyle, że były, i były zdecydowanie niepotrzebne. Choreografia również nie należała do trafionych. Modele przechadzali się między widzami, dając się obejrzeć pod każdym możliwym kątem. Koniec końców, przez krępująco długi czas, czułem się jakby to mnie właśnie obserwowano. Modele wyglądali na zagubionych, całość trwała zdecydowanie zbyt długo, a największą frajdą tego pokazu była możliwość zobaczenia cudownie mrocznej Diane Pernet przykładającej okulary 3D do swoich ciemnych szkieł, w których (tak podejrzewam) wyszła na świat prosto z łona matki.

Romana

Romana - Katarzyna Romańska Jesień/Zima 2014

Romana – Katarzyna Romańska Jesień/Zima 2014

Ta kolekcja, zaprojektowana przez Katarzynę Romańską, również została przedstawiona w formie prezentacji, podczas której, tak dla odmiany, dosłownie wszyscy trwaliśmy niemal nieruchomo. Modelki ustawiły się na małych kubikach rozstawionych w geometrycznym porządku na wybiegu, a my – widzowie, rozsiedliśmy się wygodnie na fotelach, żeby obserwować grę świateł spowijających mroczne sylwetki. Było mrocznie i niepokojąco, to fakt. Ja nadal jestem zaniepokojony dość sztampowym podejściem do czerni, która według projektantki znajduje swoje źródło w Starym Testamencie, złożoności kobiecej psychiki i innych tajemnicach takich jak „początek istnienia”. Gdyby zabrakło podobnych referencji, pewnie uznałbym, że jest to całkiem zgrabna, pomysłowa, choć nieco chaotyczna kolekcja. Jednak w przypadku tak górnolotnych odniesień, zawiłych motywacji i inspiracji, całość sprawia niestety wrażenie nieco pretensjonalnej. Owszem, doceniam plastykę, doceniam również próbę uchwycenia artystycznej formy, ale finalnie – wiele hałasu, a raczej ciszy, o nic. Być może korzystnej byłoby sięganie po nieco prostsze, przyziemne inspiracje. Debatowanie na temat „ponadczasowej roli kobiety” jest ambitne, ale jest równoznaczne z porwaniem się z motyką na słońce. Zarówno w przypadku naukowca, publicysty, jak i projektanta mody. Interpretacja marki Romana mnie nie przekonuje. Zbyt wiele jest w niej niedbałości, niekonsekwencji i pretensji. Ubrania choć wzbudzają jakiś potencjał zainteresowania, nie są na tyle mocne, żeby analizować je tak wnikliwie, jakby projektantka tego chciała. Dziwny to przypadek, kiedy treść dominuje nad formą. Chociaż przyznaję – transparentna sukienka wygląda wspaniale!

###Piątek###

09.05.2014

BLOT

ls_20140509_2338.jpg

Pod nazwą BLOT ukrywa się pracownia sitodruku, a w skład tej pracowni wchodzą trzy młode kobiety: Agnieszka Natasza Splewińska, Dorota Maroń i Magda Saba Samborska. Przyznaję, nie do końca wierzyłem w tę prezentację, obawiałem się, że będzie zbyt mało spektakularna, żeby wzbudzić większe zainteresowanie. I właśnie tak było, ale nie zmienia to faktu, że większa część publiczności miała w końcu możliwość zobaczenia, jak wygląda fragment procesu zwanego sitodrukiem. I to jest niewątpliwa wartość tego przedstawienia, podczas którego powstały na żywo cztery nadruki, a przed naszymi oczami przemaszerowało kilkanaście kolejnych, przyjemnie ozdobionych sylwetek, utrzymanych w gatunku prostego i wygodnego urbanwear. Przyznam, że na kolejnym tygodniu mody z radością zobaczyłbym warsztaty BLOT, na których uczestnicy mogliby przygotować własne matryce i zadrukować proste wdzianka zaprojektowane przez markę. Ja na pewno bym na nie wpadł. A wy?

SZPILA

Szpila - Aneta Szpila Jesień/Zima 2014

Szpila – Aneta Szpila Jesień/Zima 2014

Kto jak kto, ale ja doskonale znam wartość umiejętnie i szybko wbitej szpili. Szpilę można wbić w wiele rzeczy, również w wielu ludzi. Czy da się jednak wbić szpilę w Szpilę? Ta absolutnie czarna kolekcja (kolejna! żałoba po kolorze trwa nieustannie), zaprojektowana przez Anetę Szpilę, co prawda wpada w pułapkę monotonii, ale rekompensuje ją ciekawą grą faktur, modyfikacją proporcji i tłoczeniami. Pod nazwą „Tired Out” ukrywa się kolejna wariacja na temat miejskiej, lekko niepokojącej mody. Problem z takimi kolekcjami polega na tym, że gubią one swój autorski sznyt i zatracają się w morzu czarnych propozycji, które proponują inne marki. Gdyby je przemieszać, można by z powodzeniem (idąc za Romaną) stworzyć kolekcję inspirowaną historią ziemi, albo i nawet kosmosu. Pytanie „po co” pozostaje jednak otwarte. Proponowałbym trochę mniej pretensji w postaci czerni, tak pielęgnowanej przez zastępy fryzjerów i artystów, a trochę więcej walki z własnymi ograniczeniami. Rozumiem, że świat potrzebuje kolejnego czarnego wdzianka. Chciałbym jednak, żeby projektanci zrozumieli, że widzowie niekoniecznie chcą oglądać kolejne czarne wdzianko na wybiegu. Cóż mogę dodać? Sztampa!

PAULINA PTASHNIK

Paulina Ptashnik Jesień/Zima 2014

Paulina Ptashnik Jesień/Zima 2014

25 kwietnia 1986 roku miała miejsce katastrofa w Czarnobylu. W kierunku Polski szła wtedy chmura radioaktywnego pyłu, a ja do dzisiaj żyję złudzeniami, że ta chmura nie zważyła na zdrowiu psychicznym i fizycznym mojego pokolenia, które w bólach przeżywało właśnie wyrzynanie pierwszych zębów, tarzając się w kwietniowej trawie. Co tam jednak chmura, albo Polska. Zaledwie cztery kilometry od elektrowni istniało miasteczko Prypeć. Według nieocenionej Wikipedii, podczas ewakuacji tego miasta, 20 mieszkańców z premedytacją postanowiło zlekceważyć hipotetyczne (a jak się później okazało nie tak poważne) zagrożenie. Jaka była motywacja tych ludzi? Jest szansa, że planowali pilnować dobytku, albo mieli inny, prawdopodobnie równie istotny powód. Dwie godziny później, podczas powtórnego przeczesywania miasta przez milicję, znaleziono dwudziestkę zaginionych Prypcian. I o tym właśnie opowiada zarówno historia, jak i kolekcja Pauliny Ptashnik. Czym jest dwudziestu ludzi w skali 50 tysięcy mieszkańców? Czy ich życie i motywacja miały jakieś znaczenie? Byli leniwi, sprytni, zagubieni? Tego nie wiem. A może wy wiecie?

W trakcie pokazu obejrzeliśmy orszak ślubny z Młodą Parą, która w finale prowadziła swoich gości – zagubionych mieszkańców miasteczka Prypeć. Przyznam, że ta kolekcja nie wzbudziła we mnie smutku, czy przygnębiania. Miałem wrażenie, że Paulina zmieniła kontekst dramatycznej historii, dając nam przy okazji fantastyczny spektakl z modą w tle. Wszystko w tym pokazie było na swoim miejscu, wszystko miało swój sens, logikę i spory wentyl dający różne możliwości interpretacyjne. Nadchodzący sezon to połączenie czystych, mocnych linii i brył z rustykalnym wdziękiem grubych dzianin, wełen z delikatną fakturą i koronek. Całość uchwycona w pięknej, bardzo delikatnej i jasnej kolorystyce, być może akcentującej czystość i niewinność bohaterów czarnobylskiego dramatu. Dodatkowy plus należy się projektantce za wdzięczne stylizacje i pieczołowicie przygotowane buty, które wyglądały niczym kawałki betonu, mocno osadzające te lekkie sylwetki w ziemi. Jedyne czego mogę sobie życzyć to więcej takich kolekcji. Poetyckich, inteligentnych, pomysłowych. Paulina zgrabnie zajęła puste miejsce po Dominice Cybulskiej, chociaż wcale bym się nie obraził, widząc je obie na scenie OFF. Bo to jest właśnie Drodzy Państwo OFF i jego kwintesencja. Przynajmniej w mojej opinii.

KAS KRYST

Kas Kryst Jesień/Zima 2014

Kas Kryst Jesień/Zima 2014

Drogi różnych osób potrafią się ze sobą krzyżować w bardzo nieoczekiwany sposób. Los chciał (i jestem mu za to bardzo wdzięczny), że moja droga skrzyżowała się z drogą Kas, a na tym skrzyżowaniu pojawiła się przyjaźń, zrozumienie i akceptacja. Kas jednak z werwą maniaczki ukrywa przede mną swoje kolekcje, twierdząc, że chce mi zrobić niespodziankę. Wiedziałem tylko tyle, że planuje spektakularną kurtkę, którą Anglosasi określiliby mianem „showstopper” i że będzie rozwijać temat czerni. Powiem tak – dałem się zaskoczyć i to pozytywnie. Tęsknota do lat 80′ i 90′ niemal pulsuje w jej najnowszej kolekcji zatytułowanej „X”. Ponieważ spędzamy ze sobą dużo czasu, mam również to szczęście, że Kas mnie ubiera i wiem, jak ważne jest dla niej projektowanie. Nie tylko wymyślanie ubrań, ale właśnie ich projektowanie. Konstrukcja i detal z nimi związane. Owszem, można szukać w tej kolekcji historii, ale według mnie, nie jest to konieczne. „X” jest przede wszystkim szalenie ciekawym spojrzeniem na stylistykę dwóch charakterystycznych dekad, w wyjątkowo estetycznej i uwodzącej oko formie. Jest również monologiem projektantki, a może nawet pewnego rodzaju deklaracją, na temat czerni i wszystkich jej odcieni. Głębokie jak noc, opalizujące jak bryła węgla, wypłowiała w różne skale szarości. W rękach Kas czerń zyskuje potencjał tęczy, a uwierzcie mi, że to nie jest proste do zrealizowania.

W przeciwieństwie do zeszłego sezonu, propozycje Kas są nieco bardziej… życiowe? Cekinowe dresy miały swój urok i jak najbardziej nadawały się noszenia, ale nowa kolekcja ma w sobie zdecydowanie więcej praktyczności. I chociaż awangarda zeszła odrobinę na dalszy plan, ustępując miejsca użyteczności, to sama kolekcja nic na tym nie traci. Wydaje mi się, że poza doskonałym operowaniem czernią, kolejnym plusem tej propozycji jest brak oczywistości w czerpaniu z inspiracji i spore zróżnicowanie sylwetek. Wysoka talia urzeka wspomnieniem dawnych czasów, detale, jak na przykład kopertowy dekolt w kombinezonie również przyjemnie łechczą oczy. Zachwycają również genialne futurystyczne kurtki i piękny garnitur z krótkim żakietem, który (z tego co wiem) zamówiły już trzy znajome panie. Przyznam, że damskie sylwetki robią na mnie nieporównanie lepsze wrażenie, niż męskie. Ich proporcje wydają mi się ciekawsze, choć może to być spowodowane tym, że moda damska daje w naszym kraju większe pole do kreacji. Ale tak naprawdę, czy w takiej sytuacji mogę być wiarygodny? Tym bardziej, że zaraz po pokazie wtargnąłem za wybieg i zgarnąłem z wieszaka piękną, obszerną parkę ozdobioną kieszeniami i taśmami. A zaraz za mną przybiegła asystentka pewnego stylisty, po spektakularny napierśnik wykonany z prawie trzech tysięcy przypinek. I właśnie tak miało być.

Zdjęcia: Marek Makowski

###Sobota###

10.05.204

MIXER FASHION

ls_20140510_4969.jpg

Przyznam, że byłem mocno zdumiony tą kolekcją. Głównie tym, że pracowała nad nią aż trójka projektantów, którzy niestety nie ujawnili swoich imion w oficjalnym katalogu, więc zmuszony tym faktem, przytoczę same nazwiska. A więc państwo: Gaj-Woźniak, Woźniak i Uklańska przygotowali sezon, który nawet wielbicieli szarości może przyprawić o depresję. Kolekcja „Odblask” jest szara do kwadratu, a sam poziom projektów skutecznie goni dominującą barwę, o której można powiedzieć, że jest: nijaka, oklepana i nudna. Tę paradę szarości miała najpewniej urozmaicić taśma odblaskowa. No cóż, jest to pomysł dość kontrowersyjny, chociaż nie twierdzę – być może dla ludzi funkcjonujących w nocy, w pobliżu ruchliwych dróg, może to być atrakcyjne rozwiązanie? Te okropne, wulgarne taśmy zniszczyły kilka całkiem przyjemnych sylwetek – na przykład opalizujący, perłowy płaszcz. Były jednak konieczne prawda? Bo gdyby pozbawić te ubrania odblaskowych gadżetów, to stałyby się absolutnie anonimowe i można by je było z powodzeniem wtłoczyć w ramy setek innych propozycji. Niestety, propozycja tercetu Mixer stanowi dla mnie antytezę kolekcji wybiegowej. Nie mam nic przeciwko nudnym, oklepanym szarym chałatom. Rozumiem, że Polska wchłonie każdą ilość szarzyzny. Nie jest to jednak żądne wytłumaczenie, szczególnie w przypadku prezentowania kolekcji na wybiegu. Istnieje ogromna przepaść między projektowaniem, a zabawą w projektowanie. I owszem, można się bawić w trójkę (nie potępiam), ale nie widzę powodu, żeby się z tym obnosić.

Magda Floryszczyk

ls_20140510_5153.jpg

Pisanie o takich kolekcjach jak „The Game”, zaprojektowana przez Magda Floryszczyk, to sama przyjemność. Bo jest to moda oparta właśnie na przyjemności, którą niesie ze sobą noszenie ładnych ubrań, kobiecość i umiarkowana elegancja. Rzadko używam tego słowa, ale dla Magdy zrobię wyjątek. Jest to również przyjemność oparta na minimalizmie, który potrafi mocniej przyciągać wzrok, niż feeria kolorów i natrętnie pokomplikowane konstrukcje.

Prosta forma nie musi być nudna. Magda o tym wie i to czuje. Minimalistyczny sezon nie musi się opierać na nudnych plamach koloru i Magda przyprawia go umiejętnie efektownym wzorem. Skromność w modzie nie może być uboga, dlatego Magda wzbogaca ją starannym wykończeniem. Tak rodzi się przestrzeń dla ubrań wyciszonych, łagodnych, choć kiedy trzeba i charakternych. Odrobinę agresywności dodały stylizacjom czapki bejsbolówki, które skutecznie złamały konwencję i zaprowadziły „The Game” na tor zdecydowanie bardziej „modowy”. Czerwony płaszcz z przeskalowanym kołnierzem jest jak bajka, mógłby z powodzeniem znaleźć się w kolekcji topowej, zagranicznej marki. Garnitur w ekscytujące, czerwone prążki udowadnia jak wielką siłę ma prostota ubrana w piękny materiał. A ogromna peleryna punktuje, że klasyczne rozwiązania mogą się znaleźć również w młodszych szafach. Jestem wielkim fanem tego sezonu, pietyzmu projektantki, jej wyśmienitego gustu i dbałości o detale. Serdecznie gratuluję!

BOLA

Ola Bajer - Bola Jesień/Zima 2014

Ola Bajer – Bola Jesień/Zima 2014

Kolekcję Oli Bajer, pracującej pod marką Bola, miałem okazję poznać dosłownie od podszewki, stylizując jej Look Book i sesję wizerunkową. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, podczas przeglądania ubrań, to zastąpienie druku przez doskonałej jakości autorskie dzianiny, które Ola zaprojektowała specjalnie na potrzeby kolekcji „.LÖGUN.”. Wciągające pięknym połączeniem kobaltu i fioletu, hipnotyzujące nieskończoną plątaniną linii. Przygoda Boli z geometrycznym traktowaniem materiałów trwa nadal. Można narzekać na to, że projektantka nie może się oderwać od swoich ulubionych tematów, ale jak się okazuje, nadal nie wyczerpała jego możliwości. Tym razem „patchworki” stały się miękkie, bardziej plastyczne i mniej oczywiste. Uzupełnione o metaliczny błysk i holograficzne wykończenia, zyskują nowy kontekst na tle poprzednich sezonów. Rozwijają jedną historię, która jest najwyraźniej rozpisana na wiele rozdziałów. Bazą dla kolekcji stała się czerń, która doskonale punktowała wyżej wspomniane kolory. I tak jak jestem zakochany w górach (bluzka z transparentnymi panelami, bluzy z „podwójnym” rękawem, doskonałe, lekko przeskalowane marynarki), tak nie zawsze przekonują mnie doły, szczególnie niezbyt zgrabne spodnie. Może w tym momencie pojawia się moja zbyt dobra znajomość tej kolekcji? Istnieje szansa, że tak bliski kontakt mógł trochę zaburzyć moje postrzeganie tego sezonu. Niemniej myślę, że autorskie dzianiny to obłędnie dobry kierunek. Bezwysiłkowość tych ubrań jest doskonale widoczna. One po prostu są i nie muszą niczego udowadniać, bo ich siła polega w unikalnym materiale. Na koniec dodam jeszcze, że Ola przygotowała dla widzów smaczną informację prasową, zawierającą takie detale, jak sylwetki, kolory, materiały i inne szczegóły dotyczące kolekcji i pokazu. Dodatkowo dorzuciła kilka pamiątkowych zdjęć kolekcji, przygotowanych przez Instadruk. Bardzo serdeczny pomysł – cieszę się, że projektanci zaczynają myśleć o takich detalach. Mam nadzieję, że grono z Designer Avenue pójdzie za tym przykładem, bo nawet wprawne oko nie zawsze wychwyci wszystkie niuanse i materiały.

Zdjęcia: Marek Makowski

MONIKA GROMADZIŃSKA

ls_20140510_5395.jpg

Już na wstępie napiszę, że jest to jedna z moich prze-ulubionych kolekcji, przedstawionych na ostatnim Tygodniu Mody. Nowy sezon Moniki Gromadzińskiej, zatytułowany wdzięcznie i w polskim języku (dodatkowy punkt) „Bez Tytułu”, to historia początku dzieła. Z chaosu bazgrołów, notatek, szkiców, intuicyjnego wodzenia długopisem po czystej kartce, wykluwa się powoli scenariusz. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że proces poszukiwania historii, jest już sam w sobie historią na tyle wciągającą, żeby zbudować na niej sezon. I tak powstała kolekcja, która zachwyca swoją lekkością i niedowiedzeniem. Ubrania bez pretensji, bez wysiłku, bez ciężaru, ale za to z jakim urzekającym czarem. Musze przyznać, że jestem zachwycony progresem, który co kilka miesięcy pokazuje Monika. Jej dojrzałość w tworzeniu mody rozkwita w ekspresowym tempie. Co ważne, projektantka nie zamyka się w bezpiecznym bąbelku jednej stylistyki, ale cyklicznie go przekłuwa. Na tym etapie ryzykowne byłoby stanowcze określanie jest stylu, czy konkretyzowanie kierunku w którym idzie, bo ewidentnie Monika jest jeszcze na etapie poszukiwań. I bardzo dobrze, bo to jest właśnie najlepszy moment, żeby szukać nowych wrażeń, energii i inspiracji. Bycie jednoznacznym, a nawet wtórnym (Amerykanie nazywają takie przypadki „One Trick Pony”) potrafi być zgubne. Zresztą, spójrzcie na niektórych „uznanych” polskich projektantów, którzy co sezon prezentują niemal bliźniacze kolekcje, w różnych wariantach kolorystycznych. Czy ma to coś wspólnego z kreacją? Uprzedzam, to pytanie retoryczne.

Paleta Moniki należy do jednej z najpiękniejszych, pokazanych podczas tej edycji. Oszałamiające odcienie błękitu i fioletu idealnie współgrają z bielą. Gdzieniegdzie przewija się motyw drobnego wzoru zbudowanego z szarych i białych kwadratów, które są żywcem przeniesioną transparentnością, znaną z programów graficznych. Jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych detali. Na uwagę zasługują również gniecenia (ach te nieudane szkice, dzięki którym można trenować rzuty do kosza) i plisowania. Chociaż już raz gratulowałem Monice, to zrobię to jeszcze raz – piękny, piękny sezon!

Jarosław Ewert

Jarosław Ewert jesień/Zima 2014

Zdjęcie via: facebook.com/jaroslawewert

Jarosław intryguje skalą. I to jest zdecydowanie największy plus kolekcji „Fado”. Ubrania o zwiększonej objętości sprawiają wrażenie przytulnych i wygodnych. Szczodrość wśród polskich projektantów jest raczej rzadka, bo im większy ciuch, tym więcej materiału trzeba zużyć, a tanio przecież nie jest. Dlatego mimo pewnych kontrowersji estetycznych, nie mogę nie docenić wizji Jarosława. Paleta jest tu bardzo rozbudowana: obok czerni i kobaltów, pojawia się głęboka zieleń, czerwień i kilka deseni, na przykład kraty czy gradientowej szarości. Do tego projektant dorzucił jeszcze pikowania, futra, autorską grafikę, którą przeniesiono również w formie charakteryzacji i wizualizację wyświetlaną na ekranach. Dużo tego szczęścia, prawda? No cóż, Jarosław ma szeroki gest. Ta stricte zimowa kolekcja ma swoje wzloty – na przykład ciekawą niebieską kurtkę z ogromnym kołnierzem i asymetrycznym zapięciem, choć ma również upadki, do których należy stylizacja. Wrażenie bałaganiarstwa jest zbyt widoczne i nieprzyjemne, kilka sylwetek wiało też nudą, albo sprawiało wrażenie mocno oklepanych. Są to jednak rzeczy, które można poprawić. Myślę, że to dobry przykład sezonu, który nie został odpowiednio zedytowany i w którym zabrakło odrobiny świeżego spojrzenia. Jednak mimo chaotyczności, ta kolekcja ma szansę przypaść do gustu wielbicielom spokojnego, wygodnego autorskiego wzornictwa. A na koniec jedna myśl, która nieustannie siedzi mi w głowie – mniej asekuracji, a więcej zaufania dla własnej intuicji. W tej kolekcji widać dobre pomysły, które z jakiegoś powodu są trzymane na wodzy. Zupełnie niepotrzebnie.

Ponieważ jest to zatrważająca ilość tekstu, nie będę was już męczyć żadnymi podsumowaniami. Aleja Projektantów sama się nie napisze, prawda? A są tam takie kwiatki, że szkoda byłoby je pominąć milczeniem. Jak zawsze serdecznie dziękuję wam za lekturę, mam nadzieję, że warto było poświęcić trochę czasu na przeczytanie kilku tysięcy słów.

Never Ending Freestyle Voguing

Tobiasz Kujawa 

freestylevoguing@gmail.com

PS. Z góry przepraszam z błędy interpunkcyjne. Z przecinkami mam taką sytuację, że się znamy, lubimy i coś tam o sobie wiemy, ale jakoś nigdy nie możemy się do końca zrozumieć 😉

Reklamy

Komentarzy 10 to “Fashion Week Polska Jesień/Zima 2014 – OFF / STUDIO i Sens Istnienia”

  1. Kuchnia Zmysłów (@kuchniazmyslow) Maj 14, 2014 @ 17:33 #

    Czytam Cię od dawna, ale dopiero teraz postanowiłam się odezwać. Zresztą na fashion weeku nawet chciałam Cię zagadnąć, ale jakoś tak, zrezygnowałam :). Co do organizacji i wyraźnego podziału na klasę pierwszą i drugą projektantów – sto procent racji. Widziałam to od kulis, ponieważ jedni z projektantów to moi przyjaciele. No właśnie, to Mixer, dlatego tak lekko zakłuło to co napisałeś o ich kolekcji. Mixer to przede wszystkim projektanci teatralni i scenografowie, na wybiegach pokazują się z rzadka. Może spojrzysz na inne ich prace? https://www.facebook.com/pages/Grupa-Mixer/117260918293720?id=117260918293720&sk=photos_stream.
    Gratuluję bloga, przyjemnie czytać kogoś kto tak precyzyjnie posługuje się słowem.

    Polubienie

  2. Arkadiusz Paszek Maj 14, 2014 @ 23:42 #

    Tobiasz, fakt, że grupa Mixer jest znana w środowisku teatralnym (kostiumy, scenografia), a mało w modowym, choć przez 11 lat stworzyli wiele przyszłościowych kolekcji i pokazów (głównie solo grupa Mixer). Do dziś ich ciuchy sprzed lat robią furorę pojawiając się na ulicach Skandynawii, czy Berlina. Mnie kolekcja Mixera na weeku zachwyca spójnością i klimatem. Wpadnij przy okazji do pracowni Grupy Mixer w SPOT w Poznaniu, myślę, że przekonałbyś się do ich twórczości. Arek (zerknij http://www.grupamixer.com)

    Polubienie

  3. Justyna Goryluk Maj 15, 2014 @ 12:38 #

    Wspaniała recenzja OFFów, zgadzam się z Tobą w 100%, że są o wiele lepsze niż pokazy DA. Chociaż faktycznie organizacja jest wątpliwa. Ale chciałam podkreślić, że bardzo mało osób, które były szczerze zainteresowane, brało w nich udział. Większość osób wchodziła na darmowe zaproszenia, część na tak zwane School Pass’y, czyli też ‚jak dają za darmo to pójdę’, a część nawet z łapanki. Byłam świadkiem sytuacji, gdy obsługa zorientowała się, że jest za mało osób na sali pokazowej, wychodzili na zewnątrz i „ściągali” ludzi z ulicy. Według mnie publiczność z tak zwanego przypadku, żeby tylko zapełnić wolne miejsca też w dużej mierze świadczy o jakości i poziomie danego eventu 🙂 ale to tylko moje zdanie

    Polubienie

    • Karol Wilhelm Młodziński Maj 15, 2014 @ 15:08 #

      Tak się składa, że obsługa została poproszona o rozdanie nieprzypisanych zaproszeń (na każdy pokaz tym razem przypadało aż 120 do przydzielenia) wśród obecnych na ASP przez samych projektantów, „Ściąganie ludzi z ulicy” nie jest zbyt trafnym określeniem, kiedy wszyscy obecni w okolicy to oczekujący na kolejny pokaz, a jak wiadomo z ASP do przysłowiowej „ulicy” jest kawałek, więc na szczęście publiczności z przypadku nie mieliśmy szansy oglądać c:

      Polubienie

  4. Justyna Maciąga Maj 15, 2014 @ 20:34 #

    Z wielką przyjemnością przeczytałam Twoje recenzje 🙂 Myślę jednak, że nieco za mocno oberwało się Szpili. Kolekcja jest bardzo monotonna pod względem kolorystycznym, to fakt. Ale projektantanka zaproponowała niezwykle ciekawe faktury, dzięki czemu ta „nudna” czerń (którą ja osoboście kocham 😉 ) zyskała zupełnie inny wymiar. Myślę, że należy docenić zarówno tę swoistą „grę cieni” jak i zupełnie przyzwoite kroje w przypadku co najmniej kilku sylwetek 🙂

    Polubienie

  5. Arkadiusz Paszek Maj 18, 2014 @ 03:22 #

    Organizacyjnie nie powinno być takich Flopsów na dobrej i profesjonalnej imprezie: 1) brak jakiejkolwiek ulotki (katalożku) na miejscu (dot. co najmniej ‚Studio’) – tak więc potencjalna osoba zainteresowana na pokazie, albo zna wszystkich lub idzie na swoich znajomych, albo może sobie sprawdzać projektantów w necie, co jest wymagające, jak pokazuje narzekanie autora na brak nazwisk Grupy Mixer i przekręcenie jednego z nich w artykule. 2) Zaplanowanie kilku terminów spotkań z projektantami w czasie innych imprez Fashion, przez co mogli oni rozłożyć kolekcje sobie samymi np. zrobić sobie kilka fotek na tle ścian :(). W naszym kraju pokutuje brak szacunku do człowieka i otoczenia od elit po ulice, ale to nie jest wytłumaczenie dla imprezy, która co najmniej ze względu na estetyczny charakter powinna posiadać odpowiedni poziom kulturalny.

    Polubienie

  6. Arkadiusz Paszek Maj 18, 2014 @ 03:35 #

    Tobiasz, każdy ma swój smak (gust) i wolność wypowiedzi. Na mój smak nie podoba mi się krytyka ZWYRDA i Grupy MIXER – które są dla mnie z kolekcji tych bardziej malarskich-wyciosanych-wizjonerskich nie przywiązujących dużej uwagi do szczegółów (kroiki, falbanki, dodatki), nie podoba mi się pochwalenie kilku kolekcji właśnie drobiazgowych, lecz pogubionych w swoim rozstrzale (formy i kolorystyki), których charakter ucieka w kolażu różności bez wyraźnej myśli przewodniej. A Pjotr – tu zgadzam się z tobą w 100%- fantastyczny – i wyciosana forma i drobiazg tkanin.

    Polubienie

  7. katarzynaoska Maj 23, 2014 @ 08:53 #

    Czekam bardzo na Aleję i i opinię o Marylaw. Co do grupy Mixer… ok, jeśli robią kostiumy teatralne, to niech je robią, ale w tym tworze, jakim jest studio, moim zdaniem absolutnie nie powinni się znaleźć. Czytam, że studio to inkubator dla projektantów, którzy byc może w kolejnej edycji znajdą się w Designer. Wystawienie w tak zdefiniowanej grupie Floryszczyk, Boli, Gromadzińskiej i Ewerta jest zupełnie zrozumiałe. Ale Mixer? Co to było w ogóle? Poszła zapowiedź, że nam dadzą „świetlną energię”. Tymczasem było dramatycznie nudno, a odblaski były śmieszne, a nie energetyczne, szczególnie kiedy miało się świadomość, ile osób nad nimi pracowało. Ciekawe kogo to są znajomi?

    Polubienie

  8. Arkadiusz Paszek Maj 27, 2014 @ 00:30 #

    ej Katarzynaoska – wylałaś polskie narzekanie w banie na Mixera od „nie powinni się znaleźć, ile osób nad nimi pracowało” do „ciekawe kogo to znajomi” – na targu warzywnym tez czasem linczują Polaka, ponieważ strącił kilka malin… Może środowisko, które znasz jest tak przekupno-zrypane, że wyciągasz ad hoc wnioski o kolesiostwie, słabe to jednak od razu źle oceniać nieznajomych. W teatrze i scenografii jako malarze i kostiumolodzy są świetni, co potwierdzić może niejeden reżyser. W ubraniach – mają swoich wiernych fanów, którzy pamiętają, jak tworzyli dla siebie – dla zabawy – dla sztuki co roku 2-3 kolekcje z pokazami za własną pracę, nawet modelki(e) i wizażyści przychodzili za free, aby bawić się razem z Mixerem, więc zarzuty o kolesiostwo to nie tu. Poza tym ich kolekcje często wyprzedzały modę nie o sezony, lecz o kilka dobrych lat, albo zawierały metamorfozy ubiorów, które noszący przemienia, bo ma pewien nastrój. W teatrze podobnie – są często futuro i Trzy siostry Czechowa, czy Szewcy Witkacego bywają, jak z kapsuły międzyplanetarnej, albo społeczeństwa ponadczasowego. W Łodzi zaproponowali szarość, ale wg mnie ciekawą kompozycję, ja patrzę na te ubiory jak na metaforę obecnego społeczeństwa, głos konkretu i prostoty w rozpieprzonym świecie, surowa forma do bólu, oporny odblask wobec nachalnego otoczenia, jakoś to mi gra.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: