Paprocki&Brzozowski Jesień/Zima 2014 „Glare” czyli Moda za Kurtyną

17 Maj
Paprocki&Brzozowski Jesień/Zima 2014 - Foto: Filip Okopny

Paprocki&Brzozowski Jesień/Zima 2014 – Foto: Filip Okopny

Odwiedzając regularnie Freestyle Voguing, z pewnością pamiętacie, że ostatni pokaz duetu Paprocki&Brzozowski nie należał, przynajmniej z mojej perspektywy, do najszczęśliwszych. Pół roku temu, zimne hale Soho Factory okazały się dla mnie wyjątkowo nieprzychylne. Efekt był taki, że sytuacja miała w sobie więcej z sensacji, niż z mody. Nie zamierzam jednak rozdrapywać „starych ran”, bo wedle zasady było minęło lepiej się koncentrować na tym co jest. A jest… No cóż. Na bogato drodzy państwo, na bogato! Wczorajszy pokaz można z powodzeniem uznać za pewien wyznacznik, który charakteryzuje nie tylko samych projektantów, ale generalnie całą branżę. Dawno nie widziałem równie spektakularnego, jak i schizofrenicznego wydarzenia. Zapowiada się ciekawie? Przejdźmy więc do szczegółów.

Na warszawskim Placu Teatralnym mieści się, raczej bez zaskoczenia, Teatr Wielki. W swoich murach skrywa Operę Narodową i dwie sceny Teatru Narodowego. Jego pierwotną, neoklasycystyczną bryłę zaprojektował włoski architekt Antonio Corazzi, w pierwszej połowie XIX wieku. Przyznam, że adres widniejący na przesłanym drogą pocztową zaproszeniu, a nawet dwóch (to wyjątkowo miły gest, który utwierdza mnie w przekonaniu, że nadal i mimo wszystko jestem persona grata), całkiem mnie zaskoczył. Oto świątynia sztuki wysokiej otwiera swoje podwoje, żeby przywitać głośną i krzykliwą modową hałastrę. Oczywiście w teorii nie ma w tym nic dziwnego. Na całym świecie rozmaite placówki związane z kulturą otwierają swoje podwoje dla kreatorów mody. A sam teatr ma wiele wspólnego z pokazami. Weźmy chociażby genialnego Jean Paula Gaultiera, który na potrzeby swoich kolekcji wprowadza do prezentacji zaawansowaną reżyserię i dramaturgię. Podobnie działał Alexander McQueen, Thierry Mugler i wielu innych, genialnych kreatorów.

Jest to jednak ryzykowny zabieg. Dlaczego? Bo tak rozbuchana prezentacja wymaga mody na najwyższym możliwym poziomie. W innym przypadku może się pojawić wrażenie pretensjonalności, a nawet lekkiego oszustwa. Wizja, choćby najbardziej spektakularna, nie obroni przecież kiepskiej kolekcji, a w pewnych okolicznościach może ją brutalnie pogrążyć. Szczególnie jeśli opisuje ją osoba, która przychodzi na pokaz oglądać ubrania, a cała reszta jest dla niej jedynie dodatkiem. Tu puszczam oczko.

sala_moniuszki_1

Zdjęcie via http://www.teatrwielki.pl/

Wchodząc po majestatycznych schodach prowadzących do sali Moniuszki, która może ugościć 1841 widzów, nie podejrzewałem jeszcze, że sam pokaz będzie miał miejsce na zasceniu. Jest to bardzo ciekawy zabieg, przypominający mi nieco fragment pięknego filmu, stanowiącego perłę surrealizmu najwyższych lotów. Piszę oczywiście o „Dyskretnym Uroku Burżuazji”, w reżyserii genialnego Luisa Buñuela. Scena, którą mam na myśli, zgromadziła bohaterów filmu na deskach teatru, czyniąc z nich aktorów (a nawet ofiary) sztuki. Grupka przedstawicieli śmietanki towarzyskiej będąc w przekonaniu, że wybiera się na elegancką kolację, zagubiła się pośród dekoracji i rekwizytów. Szybko zorientowali się, że okoliczności zdecydowanie odbiegają od standardowej sytuacji. Moment obnażenia, czyli podniesienia kurtyny, stał się dla nich równie zaskakujący, co upokarzający.

the-discreet-charm-stage

Zdjęcie via www.jonathanrosenbaum.net

 

Reżyseria wczorajszego pokazu poszła o jeden krok dalej, który umożliwia szalone wręcz możliwości interpretacyjne. Tłem dla wydarzenia stała się więc kurtyna widziana z bardzo rzadkiej perspektywy, czyli od tyłu. Widownia, jak już wspominałem powyżej, została zbudowana na zasceniu i muszę przyznać, że to niezwykle ciekawy pomysł. Pośrodku ogromnej obrotowej platformy został umieszczony przedmiot spowity czarnym materiałem. Co czaiło się w środku? Podejrzeń było wiele, ja wyobrażałem sobie instalację z modelek, poukładanych niczym klocuszki w grze Jenga! Okazało się jednak, że czarna materia skrywała wielką rzeźbę, lekko spuchniętego Dawida. Jak na razie wrażenie jest ogromne, a nawet onieśmielające. Oczywiście godzina na zaproszeniu była równie zobowiązująca do punktualności, co znajomość polszczyzny w przypadku opisywania mody. Powiedzmy, że umowna. Nie mam jednak prawa do narzekania, przemiła i niezwykle elegancka obsługa pokazu wykazała się tym razem niezwykłą przychylnością, dzięki czemu wylądowałem tuż za Miss Gizzy, która błyszczała tego wieczora w kostiumowej stylizacji i polaryzująco białej koafiurze. Całe szczęście usadowiono mnie „na wylocie”, dzięki czemu w strategicznym momencie mogłem czmychnąć na schodki, żeby zobaczyć coś więcej niż spektakularną fryzurę Michaśki. Powiem wam tylko, że Miss Gizzy niesamowicie uprzyjemniła mi czekanie na pokaz, zgrabną i zajmującą rozmową. Oddzielenie człowieka od kostiumu przychodzi mi coraz łatwiej, szczególnie jeśli potrafi poprowadzić cywilizowaną konwersację, co w przypadku ludzi pracujących w branży modowej jest nadzwyczaj rzadkie. Szalenie miła odmiana, Miss Gizzy, „całuję w samo serce”!

10295033_10204126522709647_3966231040798497141_o

Zniewalający widok, Wersal w Warszawie!

W końcu sala rozbrzmiała uroczym głosem Kasi Sokołowskiej, która reżyserowała pokaz. Wtórował jej, jak przystało na okoliczności, głos narratora obwieszczającego kolejne etapy wydarzenia przejęciem i manierą, godną deklamacji inwokacji na apelu szkolnym. Z całym szacunkiem dla pięknego, ciepłego i soczystego tembru – raczej to było śmieszne niż podniosłe. Pierwszy pokaz należał do Marty Gorczycy, tegorocznej dyplomantki MSKPU, którą projektanci wyróżnili zaszczytem zaprezentowania swojej kolekcji, niczym support na koncercie gwiazdy. Bardzo to szczytna idea, wyjątkowo godna pochwały – skorzystała z niej w przeszłości Monika Kubatek. Muszę jednak przyznać, że sama kolekcja rozczarowuje. Jej prezentacja trwała tyle co mrugnięcie okiem i po tym mrugnięciu muszę przyznać, że propozycje Gorczycy (piękne nazwisko!) raczej nie zachwycają. Wariacja na temat power shoulders, skomplikowanej formy, pseudofuturyzmu i kwestionowanego poziomu gustu, zagubił się nieco w tych spektakularnych okolicznościach. Zdjęć niestety nie przedstawię, bo ich nie posiadam.

1742924_644038712318238_1834823015_n

Zamiast zdjęć kolekcji proponuję Wesoły, patriotyczny duet: Dorota Wróblewska i Mizz Gizzy.

Następnym punktem wieczoru, była prawdziwa heca! Jeden ze sponsorów przygotował konkurs, którego zasady do tej chwili nie są dla mnie zbyt jasne, ale dzięki któremu mogliśmy zobaczyć wyjątkowo nieszczęśliwą Anię Dereszowską spowitą w koszmarną kreację inspirowaną autem. Aktorka ostatkiem sił unosiła kąciki ust, jednak onieśmielenie wywołane miejscem, osłabiło jej umiejętności aktorskie. Mógłbym napisać tu miliony soczystych złośliwości, ale z sympatii do Ani tego nie zrobię. Napisze tylko jedno – współczuję. Po tych wszystkich atrakcjach, trwających małą nieskończoność, w końcu mogliśmy obejrzeć kolekcję. Przycupnąłem więc u nóg Miss Gizzy i zobaczyłem… Bóg mi świadkiem, czegoś takiego się nie spodziewałem.

z15978893AA,Anna-Dereszowska

 

Biedna, biedna Ania…

Zdjęcie via Plotek.pl

Duet Paprocki i Brzozowski przygotował niezwykle rozbudowany sezon, który został podzielony na klika bloków kolorystycznych. Pierwszy to historie związane z czernią, drugi rozwija temat pudrowych różów, czerwieni, rdzy, szarości, beżów. Całą paletę urozmaica, tak popularny obecnie w polskich kolekcjach, metal. A konkretnie złoto w różnych odcieniach, również zabrudzonych, miedzi, jak i srebra. Projektanci mają szczodrą rękę do fasonów. Sylwetki prezentują całe spektrum możliwości, od przylegających, przez luźne, niemal nonszalancko niezobowiązujące aż po pudełkowe. Nad całością unosi się niespokojny duch chaosu. Część propozycji zawiera w sobie miły dla oka klimat lat 20′, lekkie nawiązania do kabaretu, i nie piszę tu tylko o samych kabaretkach, trochę „najntisów” i trochę sam nie wiem czego. W kolekcji dominuje symetria, chociaż nie jest ona obligatoryjna dla tego sezonu, bo jej zaprzeczenie również pojawia się w paru sylwetkach, choćby w dość ciężkiej sukience z jednym masywnym rękawem. Kolekcja jest bogata w faktury. Tu również mamy multum wyboru: frędzle, żakardy, futro, grube dzianiny, gniecenia a do tego gdzieniegdzie migają nieobrębione, postrzępione brzegi i wywinięte zaszewki. Ten klimat „jeszcze więcej szczęścia na raz” podkreślało stylizacyjne piekiełko: etole, kominy, ciężkie (dość archaiczne) sznury nawlekanych naszyjników, rękawiczki (bardzo wdzięczny detal), transparentne skarpetki, okulary przeciwsłoneczne, kontrastujące buty… A ja się pytam stylistę, który poczynił te zestawy: gdzie kapelusze? Jak szaleć, to szaleć. Naprawdę, z ręką na sercu jestem pełen podziwu dla takiej ilości pomysłów. Ciągle nie mogę się nadziwić, jak można tyle idei i kierunków skoncentrować w zaledwie jednym sezonie, mając w pamięci, że kolekcja raczej nie kreuje nowych rozwiązań, a powiela znane i powiedzmy, że sprawdzone fasony. Jakby tego jednak było mało, w kolekcji „Glare” pojawiają się nadruki! I tu niestety muszę napisać, że koszmarna grafika z napisem „fire” (czy to hołd dla ostatniego sezonu Michała Szulca?) stanowczo przekroczyła moje zdolności interpretacyjne, jak i estetyczne. Poziom schizofrenii tej kolekcji niniejszym osiągnął swoje apogeum.

Paprocki&Brzozowski detal - fire

Uprzedzam, to nie są wszystkie sylwetki. Z jakiegoś powodu kilka nie zostało sfotografowanych / opublikowanych. Być może (a raczej na pewno) przez koszmarne oświetlenie?

Zdjęcia: Filip Okopny / Fashion-Backstage.com

Nie ukrywam, że chaotyczność tego sezonu i pokomplikowanie jego prezentacji, połączone z (wybaczcie mi proszę, ale muszę to napisać) rozczarowująco przeciętnym wzornictwem, wprowadziło w mojej głowie ogromne zamieszanie. O oświetleniu tego pokazu można napisać książkę – kryminał, w którym trup ściele się gęsto. Ciężko powiedzieć, żeby działało korzystnie na odbiór sylwetek, a już na pewno mogę dodać, że światła reflektora punktowego, który raz lizał modelki, a raz widownię, cyklicznie doprowadzały mnie do ślepoty. Całe szczęście są jeszcze zdjęcia, bo gdybym miał pisać o tej kolekcji na podstawie samego pokazu, musiałbym się ograniczyć do opisu fikuśnej peruki Miss Gizzy. Finał, a właściwie środek wydarzenia, bo ciężko tu stosować jakieś klamry, należał do „czarujących” – spod czarnej tkaniny wyłoniła się kolosalna statua biblijnego Dawida, pierwotnie wyrzeźbiona przez Michała Anioła, który pod koniec pokazu (Dawid, nie Michał Anioł) odwrócił się w kierunku widowni, ekhm-pupą, po czym na tej, ekhm-pupie, została wyświetlona wizualizacja przedstawiająca… Ogień! Ogniu krocz za mną, tak? Kurtyna się podniosła, a naszym oczom ukazała się złowieszcza, pusta widownia. Oczywiście (jak już się pewnie sami domyślacie), nie da się nie zauważyć nawiązań do historii z „Miasteczka Twin Peaks” stworzonego przez przez Marka Frosta i Davida Lyncha, tym bardziej, że w tle usłyszeliśmy główny motyw muzyczny filmu, który skomponował Angelo Badalamenti. W słynnym, pozawymiarowym Czerwonym Pokoju, swoje abstrakcyjne miejsce miała również rzeźba Wenus z Milo. Projektanci przewrotnie zamienili ją na pogromcę Goliata. Wolałbym jednak nie kontynuować tego wątku, bo niesie on ze sobą ryzykowne skojarzenia. Zaraz zaczniemy się zastanawiać, czy Dawid na pewno pokonał Goliata, a po co? Wiwatom jednak nie było końca i bardzo mnie cieszy, że publiczność tak entuzjastycznie reagowała na kolekcję. Podejrzewam, że w wielu przypadkach była to pierwsza wizyta w świątyni kultury, więc euforia jest uzasadniona.

Detal - Paprocki&Brzozowski

 

#finał #pokaz #paprockibrzozowski #jesienzima2014 #teatrwielki #tyłek

A post shared by Freestyle Voguing (@freestylevoguing) on

55

Odłóżmy jednak żarty na bok – moje rozczarowanie jest ogromne, a żal (prawie) niewypowiedziany. Nie wiem, co się wydarzyło w procesie przygotowań, nie wiem, jaki chochlik doradzał projektantom, ale wiem jedno – ogromny, niczym ta nieszczęsna statua, potencjał został niestety sromotnie i niechlujnie zmarnowany. Podejrzewam, że klientki projektantów znajdą w tej kolekcji elementy, które przypadną im do gustu. Jest w niej kilka ciekawych sukienek, na przykład metalicznie czerwona z asymetrycznym dekoltem, jest w niej też kilka przyjemnych płaszczy – zarówno szlafrokowych, jak i klasycznych. Jednak jako sezon? Jako całość? Jako kreacja artystyczna? Wizja? Wiem, że znów balansuję na krawędzi, ale uważam, że ta niesamowita przestrzeń zasługiwała na coś zdecydowanie lepszego. W ramach podsumowania mógłbym napisać jeszcze wiele wniosków, ale wydaje mi się, że pusta widownia w tle i pośladki Dawida skierowane prosto w nasze oczy są wystarczającym komentarzem.

Never Ending Freestyle Voguing

Tobiasz Kujawa

freestylevoguing@gmail.com

Reklamy

komentarzy 6 to “Paprocki&Brzozowski Jesień/Zima 2014 „Glare” czyli Moda za Kurtyną”

  1. Barbara Sabik Maj 17, 2014 @ 22:46 #

    Rzadko udzielam się w Internecie, ale jestem pod takim wrażeniem tego wpisu, że muszę dać temu upust. Czytało się tę recenzję jak wyśmienitą fabułę, w której do końca nie wiadomo jakie będzie rozstrzygnięcie. I to wszystko okraszone pańskim bezbłędnym humorem – znakomite! A jeśli chodzi o sam pokaz, to szkoda, że kolekcja była taka przeciętna, bo w takim kontekście cała ta prezentacja stała się pretensjonalna. Cóż, teraz pozostało trzymać kciuki, by następne propozycje projektantów wybroniły się bez nagich pośladków Dawida. Czekam z niecierpliwością na następne wpisy 🙂 .

    Lubię to

    • Freestyle Voguing Maj 17, 2014 @ 23:25 #

      Pani Barbaro, taki komentarz to nic tylko wydrukować i wsadzić do portfolio w zakładce: osiągnięcia.

      Serdecznie dziękuję i proszę o więcej!

      Lubię to

      • Dawid Anioł Maj 18, 2014 @ 09:56 #

        Zgadzam się z Panią Barbarą. Człowiek do końca nie wie jaka będzie Twoja ocena 🙂 Bardzo ciekawie napisane i oczywiście pozwól iż i ten tekst sobie wydrukuję i wsadzę do zeszytu z inspiracjami.
        Pięknie się to czytało, dziękuję za świetne rozpoczęcie dnia 🙂

        PS Bluza z ”ognistym” nadrukiem jeszcze by uszła gdyby nie ten napis. Czy autorzy myśleli, że nie wiemy jak wygląda ogień?
        Z całym szacunkiem ale to jest bez sensu. Dziś mam na sobie szarą basicową bluzę i tak sobie pomyślałem, że zabawnie było by mieć napis ”szara bluza”, oj przepraszam ”grey hoodie”.

        Lubię to

Trackbacks/Pingbacks

  1. Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2017 „Fire Walk With Me” czyli Déjà vu 2.0 | Never Ending Freestyle Voguing - Listopad 25, 2016

    […] podobnej wpadki, jaką zaliczył na przykład duet Paprocki i Brzozowski, którzy w kolekcji „Glare” na sezon Jesień/Zima 2014 również, choć bardzo nieudolnie, nawiązywali do „Twin Peaks”, zamieniając figurę Wenus ze […]

    Lubię to

  2. Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2017 „Fire Walk With Me” czyli Déjà vu 2.0 | Never Ending Freestyle Voguing - Listopad 25, 2016

    […] podobnej wpadki, jaką zaliczył na przykład duet Paprocki i Brzozowski, którzy w kolekcji „Glare” na sezon Jesień/Zima 2014 również, choć bardzo nieudolnie, nawiązywali do „Twin Peaks”, zamieniając figurę Wenus ze […]

    Lubię to

  3. Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2016 „Fire Walk With Me” czyli Déjà vu 2.0 | Never Ending Freestyle Voguing - Listopad 25, 2016

    […] podobnej wpadki, jaką zaliczył na przykład duet Paprocki i Brzozowski, którzy w kolekcji „Glare” na sezon Jesień/Zima 2014 również, choć bardzo nieudolnie, nawiązywali do „Twin Peaks”, zamieniając figurę Wenus ze […]

    Lubię to

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: