Archiwum | Listopad, 2014

Bohoboco Wiosna/Lato 2015 czyli geometria, kynologia i moda

24 List

IMG_8347

Pięć lat minęło… I to nie wiadomo kiedy! Ostatni pokaz marki Bohoboco, specjalny, bo podsumowujący pięciolecie jej istnienia na polskim rynku, zmusił mnie do przemyśleń nad zbyt szybko upływającym czasem.  Przypomniało mi się również, że przecież rok rokowi nierówny – podobno wiek jednych stworzeń można przeliczać na ludzkie lata. Na przykład psie. Są nawet do tego celu stworzone specjalne tabelki. Zaglądam więc do takiego cuda i widzę, że pięć lat psiej egzystencji, w przeliczeniu na człowieczy los, zawiera się w przedziale od 40 do 48 wiosenek. W zależności od rozmiaru zwierzęcia, a tu reguła jest bezwzględna – im większy pupil, tym krócej żyje. Ot, psi los. I nie piszę tego, ponieważ jeden z projektantów i współtwórców marki Bohoboco ma na nazwisko Owczarek. Zastanawiam się raczej, jak wyglądałby przelicznik życia zawodowego (zwanego także „karierą”) polskiego projektanta mody w kontraście do zagranicznego. Pomyślmy – okoliczności nie są zbyt sprzyjające. Co chwila wyłaniają się nowe nazwiska, marki, projekty. Co sezon znajdujemy jakieś niesamowite odkrycia „polskiego” wzornictwa. Pojawiają się i znikają. Można powiedzieć, że jak gwiazdy, ale to zdecydowanie zbyt liryczne porównanie. Tak, jeśli potraficie czytać między wierszami, to na pewno czujecie sporą dozę rezygnacji w moich słowach. Ale jak tu nie czuć rezygnacji, jeśli z arcynudnej kolekcji top modelki robi się nieziemską hecę? Taka doskonała okazja – cały świat szaleje na punkcie rozmaitych współprac, a u nas na wybiegu… Wyciągnięte swetry i postrzępione koszule. Jak traktować branżę poważnie, jeśli w ciągu kilku dni Michał Zaczyński najpierw obwieszcza wejście na polską scenę mody Mercedesa i agencji IMG, którzy stoją za sukcesem wielu międzynarodowych wydarzeń, tylko po to, żeby kilka dni później odkręcać sprawę? Jak pisać ciekawie i porywająco o polskiej modzie, jeśli większość lokalnych kolekcji dzieli się na trzy nurty – nudnej konfekcji, odtwórczej mody ulicznej i miejskiej, a na koniec źle pojętej awangardy? Jak się zachwycać pokazem, jeśli projektanci w ferworze oznaczania swoich sponsorów i partnerów zapominają o zamieszczeniu swojej własnej marki?

10808360_10204262001863602_347697996_n
Czy kogoś to jednak dziwi? Porządna kolekcja wizerunkowa jest w naszym kraju pięknym samobójstwem. Trzeba w nią włożyć spore pieniądze, tylko po to, żeby ubrać później kilka gwiazdek i zadowolić garstkę stylistów. Tym bardziej, że narodowość mody nie ma już żadnego znaczenia. Podziękujcie za to globalnej wiosce! Jedyne co się teraz liczy, to narodowość klienta i waluta, która obraca się w jego portfelu. I tu dochodzimy do clou sprawy – gdzie w tym wszystkim jest klient? Ano klient stoi w kolejce po koszulkę albo sukienunię à la Jastrzębska. Bo nie jest kolekcjonerem ubrań. A już na pewno nie lokalnym tekstylnym patriotą. I dobrze, bo moda to nie twaróg, tu nie sprawdzi się hasło „Dobre, bo Polskie”. Ten byt rządzi się trendem, chwilą, sezonem, nieustanną potrzebą zmian i gonienia niedoścignionego. A w Polsce goni się głównie panią od marketingu, żeby znalazła kilka zer w budżecie na promocję. Modne uniesienia? Wolne żarty.

Czytaj dalej

Reklamy

Anja Rubik dla Mohito czyli Absolutnie-nie-Fantastyczna Kolekcja

7 List

Anja Rubik x Mohito zdj. Filip Okopny_22

Kto regularnie czyta Freestyle Voguing, ten wie, że jest jeden serial na punkcie którego mam „absolutną” obsesję. Piszę oczywiście o Absolutely Fabulous. Znacie? Jeśli nie, to proszę natychmiast nadrobić zaległości – warto. Obiecuję! Serial ten powstał na początku lat 90. i szybko (bardzo słusznie zresztą) zyskał miano kultowego. Dlaczego? Bo oprócz unikalnej fabuły, łączy w sobie trzy niezwykle ważne elementy – genialną grę aktorską Jennifer Saunders (Eddy), Joanny Lumley  (Patsy) i Julii Sawalha (Saffy), wyśmienite i ponadczasowe dialogi, a do tego ogromną dawkę wspaniałego i bezkompromisowego brytyjskiego humoru. Temat mody przewija się w tej historii regularnie i przedstawia ten dość groteskowy świat w jeszcze bardziej groteskowym świetle – przygłupie redaktorki, bezrefleksyjny kult marki, obsesja na punkcie ciała, ciągłego odchudzania i idiotycznych diet, dyktat modowych guru, wieczny głód sławy, uznania, sukcesów i niekończącej się zabawy. Będąc na pokazie kolekcji Anji Rubik dla polskiej marki Mohito przypomniał mi się pewien dialog z pierwszego sezonu serialu (1992 rok), z odcinka, w którym Eddie produkowała pokaz mody popularnego projektanta. Podczas porannej, deliryczno-histerycznej rozmowy ze swoją córką (Saffron), usłyszała od niej kilka słów „laickiej prawdy”:

„Why is everything always so hysterical? All you’ve got to do is play a bit of music, turn on the lights, get some people who have thrown up everything they’ve ever eaten and send them down a catwalk. Greater feats have been achieved in less time and with less fuss. Major motion pictures are made, huge concerts are put on in stadiums I mean for God’s sake, 500,000 troops were mobilised in the Gulf, a war fought and won in less time, without everyone involved having a nervous breakdown and being sent flowers. It can’t be that difficult.”

No właśnie i cóż w tym właściwie takiego trudnego? 

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: