Mariusz Przybylski Wiosna/Lato 2015 „WILD at HEART” – Kunsztowne Déjà vu

15 Gru

102_web_MariuszPrzybylskiSS15_111214_FilipOkopny
To bardzo ciekawy przypadek, bo opisując najnowszy pokaz Mariusza Przybylskiego „WILD at HEART”, mógłbym ze spokojnym sumieniem przekopiować spory fragment tekstu, czerpiąc go prosto z recenzji sezonu Jesień/Zima 2014, zatytułowanego „Night Air”.
Podobieństw jest wiele. Choćby miejsce, to samo co pół roku temu – przestronna surowa hala przy ulicy Domaniewskiej (który to już raz?). Scenografia? Znów biała przestrzeń, z tą tylko różnicą, że pofałdowana biała ściana została zamieniona na delikatne, dyskretnie powiewające przesłony z białego (a jak!) materiału. Widownia? Wybieg znów stał się sceną, bo trybuny ponownie ustawiono równolegle, niczym w teatrze. A sama kolekcja? Dokładnie tak samo jak sezon temu, została podzielona na dwa bloki kolorystyczne. Pierwszy segment dosłownie kipi od koloru, a drugi został oparty na czerni, którą urozmaicają bogate zdobienia. Nic innego jak modne Déjà vu. Ale nie takie natrętne czy nieznośne. Wręcz przeciwnie – przypominające raczej rzadki przypadek, kiedy sequel dobrego filmu jest jeszcze ciekawszy od pierwszej części. W głowie pojawia się myśl – tak, skądś to już znam, ale co z tego? Jest pięknie! Kiedy kolejna część?

928658_1589940771236272_1288055352_n
Zdjęcie: Freestyle Voguing / Instagram / Nokia Lumia 1020

Kto nie był na tym pokazie, niech żałuje. Serio! Szczególnie, jeśli mieliście możliwość uczestniczenia w wydarzeniu, którą gwarantuje zaproszenie. Takich osób na pewno trochę się znajdzie, bo frekwencja nie zapełniła wszystkich krzeseł z rezerwacjami, a tych zawsze jest mniej niż samych zaproszeń. To zresztą całkiem ciekawa sytuacja, bo Mariusz Przybylski dzięki programowi Project Runway zyskał przecież dużą (albo i jeszcze większą) rozpoznawalność. Być może zawinił fakt, że jego komentarze w programie były zbyt wyważone, rozsądne i trafne, a jak powszechnie wiadomo podobne opinie nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Mariusz Przybylski chyba sam zauważył tę prawidłowość, bo z uczestnictwa w drugiej edycji zrezygnował. Czy słusznie i z korzyścią dla własnej marki? No cóż, to pytanie nie zniesie jednoznacznej odpowiedzi. Na brak pracy Przybylski raczej jednak nie narzeka, bo niedawno przygotował dla marki Tołpa swoją kolekcję kosmetyków, dla niej i dla niego, a w przyszłym tygodniu zostanie zaprezentowana kolejna kolekcja biżuterii powstałej przy współpracy z marką Briju. Zresztą, to na pewno nie koniec dodatkowych aktywności bo projektant sam ujawnił, że ma „nowe cele”.

Zrzut ekranu 2014-12-15 (godz. 10.07.15)

via facebook.com/MariuszPrzybylskiDesigner

Niby można „lajkować,” ale trochę żal, bo po swoim ostatnim pokazie Mariusz Przybylski jawi się jako osoba, którą zdecydowanie należy pokazywać w telewizji, najlepiej z wyraźnym i czytelnym podpisem „świetny projektant mody”. Zarówno na publicznych, jak i prywatnych kanałach, bo niemoc jest ogólna, niezależnie od tego, czy mówimy o widzach Wiadomości, Wydarzeń czy Faktów. Tak duży entuzjazm może wydawać się zaskakujący, szczególnie dla wierniejszych czytelników, ale pragnę zapewnić, że jest jak najbardziej uzasadniony. Cóż to była za kolekcja! Powstrzymując się od dorzucenia kolejnych wykrzykników, od razu dodam: Świetna. Odważna, nietypowa, prawdziwie przekrojowa i co najważniejsze – kunsztowna. Jaka to przyjemność, móc użyć tego słowa. Tak, to zdecydowanie kunsztowna kolekcja. Poziom detalu jest omdlewający. Przybylski znów sięga po swoje ulubione „składanki”, które przypominają dwuwymiarowe origami. Ciekawie złożone i cierpliwie zaprasowane kształty skutecznie przyciągają wzrok. Ich ostrość doskonale odzwierciedla prawdziwy hit tej kolekcji, jak również jej motyw przewodni, czyli wyśmienity deseń, przypominający podkręcone kolorystycznie azteckie wzory. Nie skłamię gdy napiszę, że widzom opadły szczęki. Nic dziwnego – ze świecą można szukać podobnej brawury w korzystaniu z koloru w naszym szaro-burym kraju. Owszem, młode marki mają często bardzo progresywne pomysły, ale brakuje im tego, co posiada Przybylski – wiedzy konstruktorskiej i krawieckiej. Projektant nie wymyśla jednak koła na nowo, jego sukienka to sukienka o znanym i wdzięcznym fasonie, podobnie jak bomber z pudełkowymi rękawami. Jednak mistrzowska gra cięć, patchworkowych połączeń materiału tworzących wciągające tekstylne układanki, sprawiają, że każda sylwetka na pokazie dosłownie pulsowała modą.

Zdjęcia: Filip Okopny / Fashion-Backstage.com

Tą kolekcją można się delektować. Spójrzcie na jej scenariusz. Mamy tutaj każdy rozdział – od każualu i sportowych parek z troczkami, przez kolorowe i absolutnie awangardowe total-looki, elegancję: sportową, niezobowiązującą i zobowiązującą również, glam bijący z dżetów i pajet, aż po szyk i brak użyteczności, które generują kreacje na czerwony dywan. W tym sezonie naprawdę można znaleźć „coś” na każdą okazję. I co niezwykłe, ponownie zresztą, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Z zaznaczeniem, że mężczyzna Przybylskiego jest zdecydowanie bardziej awangardowy, niż jego kobieta. Tak jak wysoka dekoratywność damskiego ubioru nikogo nie zdziwi (choć może zachwycić wykonaniem), tak męskie sylwetki można nazwać wyjątkowo odważnymi. Przybylski nie szczędzi w tej kolekcji detali, a przody, które widzicie na zdjęciach są dopiero półmetkiem przygody, którą oferuje ta bogata w szczegóły kolekcja. Najbardziej rzucają się w oczy efektowne wzory stworzone z naszytych świecidełek, ale kolejny rzut oka ujawnia piękną granatową tkaninę o lekko tapetowym wzorze. Wzrok przyciągają też detale stylizacyjne – golfy noszone do sztywnych kołnierzyków (golf to jedna z twórczych obsesji projektanta, pojawiająca się właściwie w każdym sezonie), naszyjniki noszone do koszul, genialne połączenie obszernych, zdobnych spódnic z obcisłą bluzką lub koszulką z krótkim rękawem – nowoczesne i niezwykle eleganckie. W tym pięknym dobrobycie pojawiają się jeszcze kontrafałdy (również w męskim wydaniu!), wyraźnie zarysowane suwaki, ściągacze i nakrycia głowy – sportowe czapki i imponujące pióropusze, przywodzące na myśl (delikatnie) ostatni pokaz Marca Jacobsa dla marki Louis Vuitton.

Prezentacja kolekcji na białym tle nie budziła żadnych zastrzeżeń. Skomplikowana choreografia prowadząca modelki i modeli przez labirynt białych kurtyn dodała tej wyrazistej kolekcji nieco tajemnicy. Klimat mocno zarysowała również podniosła filmowa muzyka. Skromne i naturalne makijaże uspokoiły wyraziste stylizacje, a fryzury, w przeciwieństwie do poprzednich sezonów, były nieco bardziej… roztrzepane? Może to ta Dzikość Serca zmierzwiła włosy modelek? W finale pokazu cały wybieg zalała ciepła czerwona poświata. Klimatyczne zamknięcie świetnego show. Owszem, można odrobinę pokręcić nosem, że podobieństwa między dwoma sezonami są nazbyt widoczne. Ale można również potraktować ten fakt wyrozumiale, na przykład tłumacząc go chęcią zrealizowania podobnej myśli estetycznej w historii rozbitej na dwa sezony. I właśnie tej wersji będę się trzymać. Również dlatego, że ta „druga” odsłona jest jeszcze lepsza od poprzedniej. Myśl o trzecim sezonie kontynuującym ten kolorowo-czarny podział jest o tyle pociągająca, że projektant chcąc wejść o jeszcze jeden stopień wyżej, musiałby przygotować prawdziwie nieziemskie widowisko. I myślę, że jest to całkiem realne wyzwanie. Mariusz Przybylski znalazł w sobie potencjał dystansu i humoru, którego pierwsze zalążki kryły się we włochatych kreacjach i pamiętnych tkaninach w deseń drewnianych słojów. Jednak ostatnie kolekcje na nowo definiują jego markę, która staje się coraz bardziej wyrafinowana, bogatsza, a jednocześnie radośniejsza.

10852878_400697173427298_459303427_n

Zdjęcie: Freestyle Voguing / Instagram / Nokia Lumia 1020

I co tu jeszcze można dodać? Mogę po raz kolejny powtórzyć – kto nie widział tej prezentacji na żywo, niech żałuje. Ominęła go rzadka w naszym kraju przyjemność obcowania z wzornictwem na naprawdę wysokim, chyba bez przesady można dodać, że światowym poziomie. Ta kolekcja, kreacja dzikiego serca, z powodzeniem mogłaby zaistnieć na zagranicznych wybiegach, ujmując jednocześnie wielu fashionistów wprost za serce. Bez zbędnych kompleksów, krępujących naleciałości i nieznośnych sukienkowych klimatów. Kosmopolitycznie, świeżo i kunsztownie. Było pięknie!

Tobiasz Kujawa

Never Ending Freestyle Voguing 

freestylevoguing@gmail.com

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: