Otwarcie butiku Agnieszki Maciejak czyli Expect the (un)expected!

21 Wrz

ROB_1041

Agnieszka Maciejak jest jedną z tych projektantek, które posiadają stygmat twórczy. Są nim leginsy. Oczywiście nie zwykłe leginsy, ale te ozdobione geometrycznymi wzorami ze skóry, symetrycznymi niczym świat widziany przez kalejdoskop. Znana jest również z tego, że co jakiś czas znika z modnego zamieszania, po czym do niego wraca. Nieregularny kalendarz pokazów nie musi jednak oznaczać, że ktoś wyparował z konkurencji. Najwyraźniej uwagę projektantki zajmował nieco większy projekt, czyli otwarcie autorskiego butiku przy ulicy Koszykowej 10.

Maciejak jest popularną twórczynią mody, jej ubrania chętnie noszą znani i czasem lubiani, posiadają wyrazisty charakter i wyróżniają się na tle propozycji innych projektantów w Polsce. Z pewnością każdy kto otrzymał zaproszenie na premierę nowej sprzedażowej przestrzeni, cieszył się radością projektantki. I jakkolwiek ta radość nadal nie trwa, tak trzeba przyznać, że samo wydarzenie, które miało miejsce 16 września, należała do średnio udanych.

Butik przy Koszykowej, położony w bezpośrednim sąsiedztwie mekki wszystkich warszawskich modniś, czyli ulicy Mokotowskiej, to doskonała lokalizacja. Można nawet powiedzieć, że prestiżowa. Agnieszka Maciejak chciała więc za wszelką cenę, żeby razem z nią cieszyła się cała okolica, dlatego główna część wydarzenia miała miejsce na ulicy. Fasadę budynku zakryły sporej wielkości ekrany, muzyka niosła się kilometrami, przyjemny wrześniowy wieczór umilały krzyki fotoreporterów dyrygujących celebrytami na ściance. Trochę w lewo, trochę w prawo, prawie jak w tańcu. Na zaproszeniu widniała godzina 19:30, z uroczym dopiskiem „prosimy o punktualne przybycie”. Myślę sobie, bajka! Punktualność to jednak rzecz względna, a czas oczekiwania wydłużył się do 20:30. Powód? Najwyraźniej Michał Żebrowski i jego żona, wierna klientka Maciejak, nie do końca znają się na zegarku. Ważne, że przyszli spóźnieni tylko godzinę, bo mogli się ociągać dłużej, prawda? 

Owszem, na stolikach piętrzyły się jakieś czekoladki, a przy samym wejściu do butiku (podobno) podawano wodę i wino, ale nazwanie tego obszaru piekiełkiem, nad którym fruwała zresztą niezastąpiona Agnieszka Jastrzębska z orężem w postaci mikrofonu, byłoby czystym eufemizmem. Godzina upłynęła nam na mało komfortowym i kompletnie nieekscytującym wystawaniu pośrodku chodnika, wzdłuż którego ustawiali się lokalni mieszkańcy, pstrykający pamiątkowe zdjęcia. Można się było poczuć niczym w Zoo, z tą tylko różnicą, że tym razem to zwiedzający byli wewnątrz klatki. Niewidzialnej, ale jednak klatki. Szczęśliwym trafem nikt z okien nie rzucał nam orzeszków. Chociaż kto wie, może byłaby to jakaś rozrywka. Warta na ściance zmieniała się regularnie, a goście czekali. Czekali, albo rezygnowali, bo przez godzinę nikt z gospodarzy nawet się nie zająknął najmniejszym słowem, na przykład: „drodzy goście, prosimy o jeszcze chwilę cierpliwości”. Stoicie? To stójcie i cieszcie się z czekoladek. Po 20:30, w końcu, zaczęła się jakaś akcja. Na ekranach został wyświetlony film modowy Maciejak, wyprodukowany przez Platige Image i utrzymany w klimacie, który jest już wyeksploatowana do samego dna – trzęsąca się modelka, skaczące kadry i agresywna muzyka. Szalenie, ekhm, oryginalne. Najwyraźniej namiastka fabuły to w świecie mody luksus równie duży jak punktualność. Kolejna projekcja pokazywała pracę świetnego zespołu Jagi Hupało, który tego wieczoru przemienił modelki Agnieszki w jej klony (jak możemy przeczytać w informacji prasowej „piękne, cieszące się życiem kobiety”), bo musicie wiedzieć, że następnym punktem programu był pokaz. A raczej pokazik, niecałe dziesięć sylwetek, który podobnie jak same filmy, większość gości widziała zaledwie do połowy, co może się kojarzyć z kwestią szklanki wody. Modelki, ubrane w to co Maciejak lubi najbardziej, czyli świetne przepastne futra i efektowne sukienki z panelami ze skóry, płynnie łączące „soft” i „hard”, radośnie wskoczyły na wybieg, zahaczając wcześniej o ściankę sponsorską, bo dlaczego by nie, przeparadowały w ekstazie po wybiegu, po czym zniknęły w tłumie gości. Ja również zniknąłem, ponieważ wspólnie ze znajomymi postanowiliśmy uczcić sukces Maciejak w jednej z pobliskich knajpek. Godzina spędzona nad miską czekoladek i pokaz widziany do połowy skutecznie nas zniechęciły do dalszej eksploracji nowej przestrzeni Agnieszki. Choć hasło wieczoru brzmiało „Expect the unexpected!”, to okazało się, że tak naprawdę jedynym (nie)oczekiwanym punktem wydarzenia było opóźnienie, którego miało przecież nie być.  

Butik mieszczący się pod adresem Koszykowa 10 odwiedzę w wolnej chwili, do czego was również zapraszam, bo propozycje Maciejak są naprawdę ciekawe i nie brakuje im modnej iskry. Jednak organizowanie takiego wydarzenia na ulicy, jakkolwiek urokliwie i nawet oryginalnie to nie brzmi, nie jest jednak do końca dobrym pomysłem. Ani to eleganckie, ani beztroskie, ani przyjemne dla gości. Przekonała się o tym już kilka lat temu Ania Kuczyńska w (nie)sławnym pokazie, którego gwiazdą była Doda, świecąca pośladkami w witrynie butiku, umiejscowionego swoją drogą na wyżej wspomnianej ulicy Mokotowskiej. Agnieszce Maciejak życzę jednak powodzenia i mam szczerą nadzieję, że jej następne propozycje będzie nam dane zobaczyć w nieco bardziej komfortowych warunkach. Nawet bez czekoladek. 

Never Ending Freestyle Voguing

Tobiasz Kujawa

freestylevoguing@gmail.com

Advertisements

komentarze 3 to “Otwarcie butiku Agnieszki Maciejak czyli Expect the (un)expected!”

  1. Patrycja Ch Wrzesień 22, 2015 @ 00:35 #

    Jak lubię czytać Pan teksty to ostatnio mam wrażenie, że to nie strona poświęcona modzie a case’om z organizacji eventów modowych w Warszawie.

    Lubię

    • Freestyle Voguing Wrzesień 22, 2015 @ 00:47 #

      Przede wszystkim podtytuł mojego bloga mówi sam za siebie – „TOBIASZ NA EVENCIE, CZYLI O POLSKICH POKAZACH. I NIE TYLKO”. Po drugie od początku istnienia bloga poświęcam dużą cześć wpisów samej organizacji wydarzeń, ponieważ jest to jedno z moich największych zainteresowań, funkcjonujących wewnątrz bardzo obszernego zjawiska jakim jest „moda”. A po trzecie, dwa teksty pod rząd, nie definiują jeszcze żadnego kierunku. Radzę baczniej przyglądać się poruszanym przeze mnie tematom i poświęcić energię na komentowanie tych treści, które się podobają, albo są uważane za ważniejsze / ciekawsze / potrzebniejsze.

      Lubię

      • Patrycja Ch Wrzesień 22, 2015 @ 12:45 #

        A może w Polsce moda eventem stoi i nawet nie pokazami, a już na pewno nie kolekcjami. Ważniejsze jest na to na kogo trzeba czekać, kto zostanie obstukany na ściance i dopiero potem gdzieś na końcu ta sukienka z dużym dekoltem. Może, to rzeczywiście iście polski kierunek w dżungli fashion biznesu. Takie tam spostrzeżenia ale nie krytyka. I tak jej za dużo w Internecie. Myślę, że na światowych wybiegach wciąż jeszcze najbardziej liczy się moda.

        Lubię

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: