Archiwum | Edukacja RSS feed for this section

Pokaz 4F czyli 3 x „Fuck You” i jedno „Fuck Off”

18 Wrz

Dzień dobry! Nazywam się Tobiasz Kujawa. Jestem blogerem, dziennikarzem, wykładowcą i konsultantem. Z czego jestem „znany”? Między innymi z wyrazistych i bogatych recenzji pokazów. Mój styl, zasady i bezkompromisowość nie są żadną tajemnicą. Podobnie jak uszczypliwość i umiłowanie ostrej satyry. Zresztą, Karolina Korwin Piotrowska kilka lat temu napisała o mnie w materiale do tygodnika Wprost, że jestem „nieumoczony”, i tak zostało po dziś dzień. Nie uzurpuję sobie prawa do tego, że znają mnie wszyscy w branży, ale nie skłamię kiedy napiszę, że większość osób zajmujących się w Polsce modą ma względne pojęcie kim jestem i co robię. Abstrahując oczywiście od tego, jaki mają stosunek do mojej pracy, chociaż tu metoda jest zazwyczaj prosta – jak chwalę, to raczej pozytywny, a jak ganię… No właśnie. Co lubię w modzie? Emocję! Uwielbiam wytrącać branżę z jej złudnej strefy komfortu, pokazywać, jak wygląda ten światek od kuchni, bez owijania w bawełnę. Niczego nie załatwiam pokątnie, nie bawię się w układy i układziki. A na dodatek nie uznaję żadnych świętości – z tego powodu Kathy Griffin i Joan Rivers są dla mnie ogromną i niezmienną inspiracją. Lubię o sobie myśleć, jak o ich nieślubnym dziecku, spłodzonym w wyjątkowo perwersyjny sposób. Walczę z przekonaniem, że moda to temat dla debili, którzy nie mają pojęcia o czymkolwiek, dlatego zajęli się „pisaniem o szmatach”, bo to każdy potrafi. Na podstawie tych jawnych, często wręcz głośnych cech mojej twórczości, wychodzę z założenia, że kiedy ktoś świadomie zaprasza mnie na pokaz (bo musicie wiedzieć, że nie przychodzę na takie wydarzenia niezaproszony i na pewno nie muszę dopraszać się o zaproszenia), to robi to w konkretnym celu – chce, żebym napisał obiektywną recenzję wydarzenia i kolekcji. Co ważne – projektant czy marka wysyłając mi swoją ekscytującą inwitację, musi (!!!) mieć świadomość, że nie zapraszają jednej osoby. Razem ze mną na pokaz idzie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, moje dobrodziejstwo inwentarza, zwane przeze mnie staromodnie czytelnikami. Staromodnie, bo teraz niestety wszyscy mają fanów. Pech jednak chciał, że nigdy nie miałem ambicji bycia idolem. A czytelnik to wymagające zwierzę – chce otrzymać profesjonalny tekst, najlepiej tuż po wydarzeniu, w którym nie zabraknie żadnego detalu. Moim zadaniem jest otworzenie okienka na wybieg i stworzenie takiej publikacji, która pozwoli odbiorcy poczuć się, jakby sam tam był. O zaprezentowaniu konkretnej opinii nawet nie wspominam. Proste? Nie do końca. Kiedy inni szaleją na afterparty, ja najczęściej muszę zmykać do domu, żeby napisać tekst. Kiedy inni plotkują podczas pokazu, albo pstrykają sobie setne selfie, ja żongluję notatnikiem i telefonem, żeby udokumentować każdy fragment, który uznam za istotny. Taka praca, kocham ją nad życie, ale nienawidzę, kiedy ktoś mi ją utrudnia. Ale jak się okazuje, moja praca nie zawsze wzbudza szacunek. Nieważna jest ilość napisanych recenzji, wypromowanych projektantów, inicjatyw. Co gorsze, i tu użyję populistycznego argumentu, mój czytelnik też okazuje się nieważny.

Czytaj dalej

Reklamy

Pokaz i co dalej, czyli o zagranicznych i polskich informacjach prasowych

22 Sty

CzarPiaR

Zbliża się kolejny sezon pokazów. Projektanci w pocie czoła tworzą nowe kolekcje, konstruktorzy uwijają się nad wykrojami, krawcowe ślęczą nad maszynami, FashionPhiliosophy Fashion Week Poland szykuje się do modowej inwazji na nową lokalizację, a Warszawa wietrzy czerwone wykładziny, żeby ugościć na autorskich pokazach zastępy celebrytów. W tym czasie wszyscy nasi rodzimi spece od piaru leżą do góry brzuchami, bo stare kolekcje powoli trafiają na wyprzedaże, a z braku wydarzeń nie pojawiają się nawet informacje prasowe o gwiazdach, które założyły sukienkę „x” podczas  iwentu „y”.

Dziedzina Public Relations sprofilowana na modę jest w naszym kraju pomieszaniem szarej strefy, dżungli i ringu, na którym rozgrywają się walki wolnoamerykanki. Poziom informacji prasowych, wysyłanych po pokazach mody, można określić jako „żaden”. Gorzej, czasami ma tendencję do zmierzania poniżej minusa, stając się po prostu żenujący. Najczęściej pierwszą informacją prasową po pokazie, którą otrzymuje prasa i blogerzy, to wiadomość o tym jakie celebrytki miały wolny wieczór i postanowiły przyturlać się w swoich wypożyczonych kreacjach. Piarowcy piszą o tych paniach z taką manierą i estymą, jakby to sama Lady Di powstała z grobu i postanowiła zaszczycić swoją obecnością pokaz. „Tłumy Gwiazd na pokazie „x”. „Plejada gwiazd na pokazie „y”. Tłusty mail, pełen zdjęć ze ścianki sponsorskiej, jest jak wyrzut sumienia. Portale potrzebują informacji, a czytelników z jakiegoś powodu interesują pokazy mody. Koniec końców publikują te dyrdymały. Pal licho, jeśli są to strony poświęcone plotkom i skandalom. Ale w przypadku portali modowych? Lepiej nie komentować.

Lubimy wzdychać do zagranicy. Bardzo to lubimy. Zagranicą jest przecież tak pięknie i profesjonalnie. Oczywiście – w dziedzinie mody jest to niezaprzeczalna prawda. Dlatego dziś przygotowałem małe materiały szkoleniowe dla naszych kochanych piarowców i projektantów, którzy być może mają potrzebę wejścia na kolejny poziom profesjonalizmu.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: