Archiwum | Recenzja Pokazu RSS feed for this section

La Mania Wiosna/Lato 2017 i Doom3K Wiosna/Lato/Jesień/Zima 2017–3000, czyli moda i seks

15 Gru

La Mania Wiosna/Lato 2017 Mind Blow / Foto: Filip Okopny

To nie będzie typowa recenzja. Tym razem taka niemal promocyjna, bo 2w1. Skąd ta wyjątkowa sytuacja? To przez przypadek, który sprawił, że dwa całkowicie różne, a mimo wszystko w jakiś sposób nawiązujące do siebie pokazy odbyły się na przestrzeni niecałych trzech dni. Podobna okazja jest najzwyczajniej zbyt intrygująca, by ją po prostu zignorować.

Gdyby modę przyrównać do areny, a w jej przeciwległych końcach postawić dwie marki – dzisiejsze bohaterki – walka miałaby wyjątkowo niesprawiedliwy wymiar. No ale cóż, Moda to okrutna pani, zabawmy się więc dzisiaj w Kaligulę, który znudzony dotychczasowymi zasadami odmienił oblicze potyczek prowadzonych na arenie obdarzając rywali nierównymi możliwościami: jednemu miecz i tarczę, a drugiemu tylko sieć. Z perswazją miecza trudno jest dyskutować, szczególnie jeśli jest się uzbrojonym tylko w sieć, ale spryt i talent niejednokrotnie wygrywają z siłą – w końcu Dawid pokonał Goliata, a szewc Dratewka smoka. W jednym rogu pyszni się więc salonowa wojowniczka LaMania – marka z głównego nurtu, ugruntowana, nieziemsko ambitna, nieustannie dostarczająca ekscytacji, z potężnym zapleczem finansowym i logistycznym, medialną rozpoznawalnością, którą zagwarantowała charyzmatyczna Joanna Przetakiewicz, zwana przeze mnie pieszczotliwie „Panią Dyrektor”. Po drugiej stronie do walki szykuje się ostra, niepokorna i zwariowana debiutantka – marka Doom3K, za którą stoi Sylwia Rochala, wspierana przez partnera – Michała Niechaja. Głęboka alternatywa. Wzornictwo Sylwii Rochali z pewnością jest znane koneserom mody tworzonej w Polsce, mnie wyjątkowo dobrze, bo Sylwię znam jeszcze z czasów nauki projektowania mody. Atuty Rochali? Nienaganny gust, nieoczywiste inspiracje, potencjał estetycznego kameleona, który przez kilka lat, rownież na (nie)świętej pamięci łódzkim Tygodniu Mody, stanowił jeden z najmocniejszych punktów programu. Dwa odległe światy, dwie różne bajki. Co je łączy? To, co nas wszystkich. Seks, drodzy Państwo, seks! 

Czytaj dalej

Reklamy

Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2016 „Fire Walk With Me” czyli Déjà vu 2.0

25 List

 

Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2016 Fire Walk With Me / Foto: Filip Okopny

Mariusz Przybylski Jesień/Zima 2016 Fire Walk With Me / Foto: Filip Okopny

Dziś zacznę od rewelacji – w końcu na polskim pokazie, co prawda mającym miejsce niemal na prowincji, bo w dalekim, posępnym i bezpłciowym Studio ATM, pojawiła się prawdziwa gwiazda! I to naprawdę było odświeżające zdarzenie. Kasia Figura, bo o niej mowa, siedziała tak blisko mnie, że z trudem powstrzymywałem się przed namacalnym sprawdzeniem czy to na pewno ona, a nie jakaś projekcja astralna czy atrapa. Całe szczęście nie musiałem, wyręczyli mnie fotoreporterzy, których roziskrzone aparaty, wycelowane prosto w aktorkę, spowodowały u mnie chwilową ślepotę. Kasia błyszczała zarówno światłem odbitym, jak i wewnętrznym, a ja pierwszy raz od dawna miałem wrażenie, że ponadgodzinne oczekiwanie na pokaz ma jakiś sens. W końcu obok siedziała gwiazda.

Czytaj dalej

Dawid Woliński SS2017, czyli eklektyczna zagadka

8 Kwi

51_press_DawidWolinski_060416_fot_Filip_Okopny

Dawid Woliński otworzył wiosenny sezon pokazów. Jak przystało na gwiazdę polskiego świata mody, ulubieńca prasy, portali plotkarskich i celebrytek – takie wydarzenie nie mogło się obyć bez solidnej pompy. W środowy wieczór, w warszawskim klubie Palladium, zgromadził się imponujący tłum celebrytów, przedstawicieli mediów, wielbicielek marki i tłum niezbędnych w takich sytuacjach statystów-gapiów, przed którymi projektant przedstawił kolekcję antycypującą sezon SS 2017. Dzięki temu sprytnemu, choć nie do końca logicznemu zabiegowi, Woliński momentalnie stał się liderem branży, wyprzedzając cały świat o pół roku. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, bo kalendarz projektanta mocno się rozregulował. Jeśli wierzyć jego stronie, ostatnią zaprezentowaną kolekcją był mocno inspirowany orientem sezon AW 2014, który wsławił się kilkoma pięknymi kreacjami utrzymanymi w wieczorowym klimacie, recyklingiem tanich importowanych makatek (które doczekały się śniadaniowego śledztwa w TVN), szokującą inspiracją żoną niesławnego filipińskiego dyktatora – Imeldą Marcos, oraz porażającą współpracą z marką Lilou, która udostępniła projektantowi worek kolorowych kamyczków w celu, który urąga wszelkiej estetyce. Podpowiadam jednak – nie wierzcie stronie projektanta, bo Woliński zaliczył jeszcze króciutki i bezsezonowy epizod podczas wyjątkowo kontrowersyjnego wydarzenia Mercedes Benz Fashion Weekend Warsaw, na którym zaprezentował zdecydowanie bardziej uliczny i odmłodzony wizerunek swojej marki, mocno odbiegający od dotychczasowego stylu, o grupie docelowej nie wspominając. Później nastąpiła cisza….

Czytaj dalej

Cracow Fashion Awards 2016

22 Mar

CFA2016

Kraków to zdecydowanie jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie miast w Polsce. Nie tylko najczęściej, ale i najchętniej. Mogę właściwie napisać, że bywam tam regularnie, choć zdecydowanie nieturystycznie. Z każdą wizytą niezmiennie zadziwia mnie jedna rzecz – jak takie estetyczne miasto, przynajmniej w tak dużej części, a już na pewno w większej niż Warszawa, może mieć w sobie tak mało mody? Labirynty uliczek chowające urokliwe kamienice, przestrzeń jest zbudowana z niepoliczalnych detali, dookoła kwitnie raj dla wielbicieli knajp i szeroko pojętej gastronomii, a pośród nich kręcą się śliczne dziewczęta i przystojni chłopcy wybierający estetykę „vintage”, starsi ludzie są… jakby bardziej eleganccy i staranni, wszędzie kręcą się turyści z pękatymi portfelami, którzy nie przeznaczają środków wyłącznie na upodlenie się tanim alkoholem. A jednak, i to na dodatek paradoksalnie – mody w tym wszystkim niewiele. Nawet Joanna Hawrot, projektantka zżyta z Krakowem, działająca w trybie sezonowym, postanowiła niedawno przenieść się do stolicy. Sytuację ratuje całe szczęście instytucja Krakowskich Szkół Artystycznych, a dokładnie Szkoła Artystycznego Projektowania Ubioru, znana jako SAPU. Co roku, pod nieco szumnym tytułem Cracow Fashion Awards, prezentuje osiągnięcia swoich absolwentów i wykładowców, jak również zaprzyjaźnionych projektantów i instytucji. Wydarzenie funkcjonuje w ramach Krakowskiego Tygodnia Mody, które ma dość nietypowe podejście do sprawy – ścianek sponsorskich tu jak na lekarstwo, celebrytów też niewiele, a osią wydarzenia jest przede wszystkim edukacja, która zawarta jest w bogatym programie warsztatów, szkoleń i warsztatów z profesjonalistami branży mody, prelekcji i projekcji, choćby ciekawego filmu dokumentalnego Judyty Fibiger pod tytułem „Political Dress”. Swoją drogą – kto nie widział, niech nadrobi zaległości, szczególnie dla archiwalnych nagrań – są bardzo inspirujące. Dodatkowo ten cykl aktywności stanowi pretekst do zaprzyjaźnienia krakowiaków z modą autorską, nie wspominając o tym, że jest dobrą okazją żeby się wystroić i pokazać innym. Jeśli więc szukać mody w Krakowie, to najlepiej z intencją wyłuskiwania młodych obiecujących talentów. Tych całe szczęście podczas ostatniej edycji nie zabrakło.

Czytaj dalej

Tomasz Olejniczak – Tomaotomo SS2016, czyli lodowaty „Wonderland”

15 Gru

low_Tomaotomo_0953

Jeśli jakiś projektant mody zastawiał się kiedyś nad najskuteczniejszą metodą, która sprawi, że goście podczas pokazu poczują dreszcze na plecach, to podpowiadam – Tomek Olejniczak znalazł idealny sposób. Nie tylko skuteczny, ale do tego jeszcze całkiem ekonomiczny. Kolekcja? Nieistotna. Lista gości? Opcjonalna. Scenografia? To dobre dla amatorów. Prawdziwy profesjonalista, żeby zmrozić swoich gości, zaprasza ich w grudniu na pokaz, wprost do nieogrzewanej hali. A czy się trzęsą z emocji, czy z zimna? Nieistotne – #Whocares!?

Czytaj dalej

Otwarcie butiku Agnieszki Maciejak czyli Expect the (un)expected!

21 Wrz

ROB_1041

Agnieszka Maciejak jest jedną z tych projektantek, które posiadają stygmat twórczy. Są nim leginsy. Oczywiście nie zwykłe leginsy, ale te ozdobione geometrycznymi wzorami ze skóry, symetrycznymi niczym świat widziany przez kalejdoskop. Znana jest również z tego, że co jakiś czas znika z modnego zamieszania, po czym do niego wraca. Nieregularny kalendarz pokazów nie musi jednak oznaczać, że ktoś wyparował z konkurencji. Najwyraźniej uwagę projektantki zajmował nieco większy projekt, czyli otwarcie autorskiego butiku przy ulicy Koszykowej 10.

Czytaj dalej

Pokaz 4F czyli 3 x „Fuck You” i jedno „Fuck Off”

18 Wrz

Dzień dobry! Nazywam się Tobiasz Kujawa. Jestem blogerem, dziennikarzem, wykładowcą i konsultantem. Z czego jestem „znany”? Między innymi z wyrazistych i bogatych recenzji pokazów. Mój styl, zasady i bezkompromisowość nie są żadną tajemnicą. Podobnie jak uszczypliwość i umiłowanie ostrej satyry. Zresztą, Karolina Korwin Piotrowska kilka lat temu napisała o mnie w materiale do tygodnika Wprost, że jestem „nieumoczony”, i tak zostało po dziś dzień. Nie uzurpuję sobie prawa do tego, że znają mnie wszyscy w branży, ale nie skłamię kiedy napiszę, że większość osób zajmujących się w Polsce modą ma względne pojęcie kim jestem i co robię. Abstrahując oczywiście od tego, jaki mają stosunek do mojej pracy, chociaż tu metoda jest zazwyczaj prosta – jak chwalę, to raczej pozytywny, a jak ganię… No właśnie. Co lubię w modzie? Emocję! Uwielbiam wytrącać branżę z jej złudnej strefy komfortu, pokazywać, jak wygląda ten światek od kuchni, bez owijania w bawełnę. Niczego nie załatwiam pokątnie, nie bawię się w układy i układziki. A na dodatek nie uznaję żadnych świętości – z tego powodu Kathy Griffin i Joan Rivers są dla mnie ogromną i niezmienną inspiracją. Lubię o sobie myśleć, jak o ich nieślubnym dziecku, spłodzonym w wyjątkowo perwersyjny sposób. Walczę z przekonaniem, że moda to temat dla debili, którzy nie mają pojęcia o czymkolwiek, dlatego zajęli się „pisaniem o szmatach”, bo to każdy potrafi. Na podstawie tych jawnych, często wręcz głośnych cech mojej twórczości, wychodzę z założenia, że kiedy ktoś świadomie zaprasza mnie na pokaz (bo musicie wiedzieć, że nie przychodzę na takie wydarzenia niezaproszony i na pewno nie muszę dopraszać się o zaproszenia), to robi to w konkretnym celu – chce, żebym napisał obiektywną recenzję wydarzenia i kolekcji. Co ważne – projektant czy marka wysyłając mi swoją ekscytującą inwitację, musi (!!!) mieć świadomość, że nie zapraszają jednej osoby. Razem ze mną na pokaz idzie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, moje dobrodziejstwo inwentarza, zwane przeze mnie staromodnie czytelnikami. Staromodnie, bo teraz niestety wszyscy mają fanów. Pech jednak chciał, że nigdy nie miałem ambicji bycia idolem. A czytelnik to wymagające zwierzę – chce otrzymać profesjonalny tekst, najlepiej tuż po wydarzeniu, w którym nie zabraknie żadnego detalu. Moim zadaniem jest otworzenie okienka na wybieg i stworzenie takiej publikacji, która pozwoli odbiorcy poczuć się, jakby sam tam był. O zaprezentowaniu konkretnej opinii nawet nie wspominam. Proste? Nie do końca. Kiedy inni szaleją na afterparty, ja najczęściej muszę zmykać do domu, żeby napisać tekst. Kiedy inni plotkują podczas pokazu, albo pstrykają sobie setne selfie, ja żongluję notatnikiem i telefonem, żeby udokumentować każdy fragment, który uznam za istotny. Taka praca, kocham ją nad życie, ale nienawidzę, kiedy ktoś mi ją utrudnia. Ale jak się okazuje, moja praca nie zawsze wzbudza szacunek. Nieważna jest ilość napisanych recenzji, wypromowanych projektantów, inicjatyw. Co gorsze, i tu użyję populistycznego argumentu, mój czytelnik też okazuje się nieważny.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: