Tag Archives: Anniss

Fashion Week Poland FW 2013. Designer Avenue, czyli historia Olbrzyma na Glinianych Nogach

26 Kwi

Każdy tekst dotyczący pokazów na Łódzkim Fashion Weeku zaczynam od jakiejś historii. Dziś historii nie będzie. Opowiem wam za to o dźwiękach. Muszę się przyznać, że ostatnio słyszę głosy. Tak, wiem. Wyznanie wariata. Wyobraźcie sobie, że nadstawiam ucho w nieokreślonym kierunku i słyszę nieustannie szemrzący hałas. Cholernie męczący biały szum jak w telewizorze, który zgubił wszystkie kanały. Ludzie, którzy mnie otaczają i którzy generują ten szum również są biali. Niczym kartka papieru w zepsutej kserokopiarce. Każdy ma jednak jakieś „ale”, ale na tym „ale” wszystko się zaczyna i niestety kończy. Te zepsute kserokopiarki krztuszą się swoimi frustracjami, wypluwając puste strony o niczym. Być może to wina braku tonera. Jest też szansa, że zepsuł się cały mechanizm. Nieistotne. Prawda jest taka, że nic z tego nie wynika. Może poza jednym – od tego hałasu boli mnie głowa i nie mogę się skupić. Podejrzewam, że nie tylko ja. Zróbmy sobie przerwę od dywagacji na temat pierwszego rzędu, nieobecności dziennikarzy, stylizacji szafiarek, tego kto i na co zasługuje. Skupmy się na efekcie pracy projektantów. Żeby odciąć się od tego irytującego szumu zakładam słuchawki. I zapraszam was do lektury.

Dodam tylko, że ta publikacja do najmniejszych nie należy. Herbata, wygodny fotel i muzyka w tle nie są wymagane, ale zdecydowanie się przydadzą.

Tobiasz Kujawa

Czytaj dalej

Reklamy

Fashion Week Poland SS 2013. OFFowa ofensywa.

30 Paźdź

Jak się powiedziało „a” to trzeba też powiedzieć „b”. Tak mniej więcej brzmiała moja niby-mantra, którą nuciłem w trakcie ostatniej podróży do Łodzi. Dlaczego? Mało zaskakujące i bardzo pechowe przeziębienie dopadło mnie akurat na kilka dni przed wyjazdem. Przeziębienie przerodziło się w zapalenie krtani, co oczywiście było całkowicie do przewidzenia. Pewne rzeczy powinny być proste. Tak. Jest to niewątpliwie bardzo sympatyczna idea. Dziwnym trafem istnieje tylko w teorii. No ale skoro powiedziałem „a” to musiałem pojechać na FW, żeby móc powiedzieć „b”. Dlatego w deliryczny czwartkowy poranek, uzbrojony w spory pakunek chusteczek, kolorowych tabletek, chemicznych saszetek prosto z reklamy w TV i miłe towarzystwo Miss Mitek i Harel, wsiadłem do autobusu i pojechałem do Łodzi. Miasta Łodzi. Opróżniając kolejną paczkę chusteczek-smarkatek zastanawiałem się nad formułą tekstów, które będę publikować po Fashion Weeku. Pomyślałem sobie, że zamiast rozbijać opisy pokazów i kolekcji na sekcje OFF i Designer Avenue, mógłbym zastosować dla odmiany nowy klucz. Chciałem stworzyć trzy osobne wpisy, które można podsumować słowami: „źle”, „poprawnie” i „świetnie”. Teraz jest poniedziałkowy wieczór i wiem, że pomysł może i miałby szanse się sprawdzić, ale proporcje poszczególnych wpisów byłyby bardzo nierówne (niestety ze stratą dla kategorii „świetnie”, co raczej nie jest jakimś ogromnym zaskoczeniem). Owszem, miło by było (ha! co za rym) skompletować najlepsze pokazy, ale boję się, że gdybym zrobił podobnie z najgorszymi, to taka ilość krytyki w jednym miejscu stałaby się nie do zniesienia. Dlatego kontynuuję sprawdzoną metodę z poprzedniego sezonu. Dziś zobaczymy co projektanci pokazali na OFFowej scenie. I zastanowimy się, czy na pewno była to dobra decyzja. Na koniec tradycyjnie otwieram księgę skarg i zażaleń, w której powoli zaczyna brakować miejsca. Mam zamiar zadać kilka krępujących pytań, które siedzą mi w głowie od dłuższego czasu.

Aha, jeszcze tak w ramach wyjaśnień. Zdjęcia są tylko poglądowe, nie traktujcie ich jak coś na czym można zbudować konkretną opinię, bo absolutnie nie oddają tego co mieliśmy okazję zobaczyć na wybiegu. Kolory są mocno przekłamane i nie widać detali. A zresztą – wiecie, że u mnie zdjęcia są drugim miejscu, a na pierwszym zawsze były i będą literki. I właśnie literek dzisiaj będzie tu zdecydowanie najwięcej. Uprzedzam wszelkich malkontentów i wtórnych analfabetów, którzy nie lubią rozwlekłych form. To jest długi wpis. Bardzo długi. Nikomu nie narzucam czytania go w całości. Można go przeczytać na raty, prawda? Można go też w ogóle nie czytać, co polecam szczególnie Andrzejowi Sobolewskiemu (serdecznie Cię Andrzeju pozdrawiam), który był na tyle miły, że na jednym z afterów pokusił się o kilka (podejrzewam, że podyktowanych dobrą wolą) kompletnie nieprzydatnych rad. Wszystkim bardziej i mniej zainteresowanym za rady dziękuję. Jak będę ich potrzebować, to uwierzcie, mam się do kogo zwrócić. Niestety konwencji zmieniać nie zamierzam. A zresztą, wróćmy do OFFa, bo to on jest dziś głównym bohaterem.

Gotowi? To zaczynamy!

Czytaj dalej

Piąty Dzień Tygodnia vol. 4.

10 Sier

Ilustracja – Paulina Mitek

Trzeba przyznać, że był to dość nudny tydzień. Mimo wszystko udało nam się znaleźć kilka zabawnych newsów. Zanim jednak do nich przejdziemy musimy dziś zacząć od najważniejszej i jednocześnie bardzo smutnej informacji.

Czytaj dalej

Open’er 2012 czyli alternatywna fotorelacja pod tytułem “zagubiony na Fashion Stage”

9 Lip

Zacznę od wyznania – nie jestem typem festiwalowego maniaka. Nie lubię brodzić w błocie, które pachnie jakby je właśnie nawożono przed zasianiem zboża jakimś wyjątkowo biologicznym odpadem. Nie lubię sytuacji, kiedy nie mam dostępu do normalnej łazienki i muszę wycierać ręce papierowymi ręcznikami, które pachną równie ładnie jak to błoto w którym trzeba brodzić. Nie radzę sobie w chaotycznym tłumie ludzi odbijających się ode mnie niczym piłeczki w maszynie totlotka, przez co inni mają siniaki na wysokości żeber (bo mam kościste łokcie). Listę takich skarg i zażaleń, czyli nudnego smęcenia mógłbym ciągnąć bardzo długo, jednak tego nie zrobię, bo nie ma sensu bardziej się kompromitować w tak zmanierowany sposób. Są jednak dwie rzeczy, które po prostu uwielbiam. Jest to oczywiście Moda a w drugiej kolejności Muzyka. Dlatego, mimo mojego aspołecznego podejścia i szczerej nienawiści do błota, od czasu do czasu na Open’era jeżdżę. W tym roku okoliczności były jednak zupełnie inne niż zazwyczaj. Wszystko zaczęło się od tego, że moją przyjaciółkę, znaną jako Sophie Kula, zaproszono do strefy „Fashion Stage” z jej najnowszą kolekcją „Global Warm”. Sophie poprosiła mnie o pomoc przy pokazach a ja się zgodziłem. W ten sposób zamiast standardowych dla mnie dwóch dni spędziłem na festiwalu c-a-ł-y tydzień. Było dużo przygód, trochę nerwowych sytuacji i kilka miłych momentów. Konwencja jest taka sama jak ostatnio. Estetyce zdjęć mówimy „do widzenia”. Żadnych filtrów, żadnych Instagramów. Mało pozowania. Bez wygibasów stylistycznych i wysokiego tonu. Zamiast tego mięso, naturalny blur zdjęć robionych z „przyczajki” i dużo skradzionych momentów. Zapraszam do oglądania!

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: