Facebook to szmata, ludzie to debile, a poniedziałki są najczęściej irytujące

nykhor
Nykhor Paul, Foto: Kasia Bielska

Obudził mnie dziś rano mój chłopak, który wrócił ze zjazdu studenckiego. Bardzo radosny, bo ma w indeksie same piątki. Super! Schodzę na parter do kuchni, żeby zaparzyć kawę, otwieram laptopa, w wyjątkowo dobrym humorze. Jak na poniedziałkowe standardy. Próbuję się zalogować na  Facebooka. O, niespodzianka! Zostałem zablokowany na kolejne trzy dni. Dlaczego? Bo zamieściłem na moim Fanpage’u sesję zdjęciową uzdolnionej polskiej fotografki, Kasi Bielskiej. Dodam jeszcze, że jest to sesja modowa. Na jednym ze zdjęć modelka ma nagie piersi. Nie jest to nawet erotyka. Po prostu piękne zdjęcie jeszcze piękniejszej dziewczyny. Jest to również część artystycznej, spójnej całości. Nie ma na celu podniecać, czy szokować. W nienachalny sposób pokazuje naturalne piękno kobiety. Ale nie. Facebook ma z tym problem.

Dlaczego można pokazywać męską klatkę piersiową? Co jest takiego szokującego w kobiecym biuście, który jest bezsprzecznie integralną, życiodajną siłą naszej egzystencji? Co to za koszmarna, pokręcona hipokryzja? Czym damskie sutki różnią się od męskich? Tym, że karmią? To ma być złe? Wulgarne? Ciągle naiwnie wierzę, że żyjemy w pełnym równouprawnieniu, ale to jest jedno wielkie kłamstwo. Niesmaczne, obrzydliwe, ociekające tłustą, męską hipokryzją kłamstwo.  Kobiece ciało jest nieustannie fetyszyzowane, nie może zostać pokazane per se na portalu społecznościowym, bo jest to uznane za nielegalne. Niczym najgorsza, najwulgarniejsza pornografia. Męskie ciało można pokazywać do granicy najcieńszych stringów. I to jest ok. Bo mężczyzna ma prawo być nagi. A kobieta ma swoje grzeszne piersi chować przed światem.

Największa abstrakcja polega na tym, że oczywiście mam drugie konto, z którego muszę korzystać, bo Facebook niestety jest mi potrzebny do pracy. Więc ta kara, to żadna kara. Głupie utrudnienie, nic więcej. Wnioski? Tak jak pisałem w tytule – Facebook, to szowinistyczna, seksistowska szmata, ludzie to niestety debile importowani z mentalnego średniowiecza, a poniedziałki dzielą się na gorsze i jeszcze gorsze.

Serdecznie gratuluję nam wszystkim. Siedzimy w tym gnoju na własne życzenie.

Wyjątkowo wkurwiony

Tobiasz Kujawa

Never Ending Freestyle Voguing 

freestylevoguing@gmail.com

nykhor

nykhornykhor

Krytyk-amator i Stylista-hobbysta czyli o najpopularniejszej działalności charytatywnej w internecie

Cofam się w czasie. Powiedzmy dwadzieścia-kilka lat. Hmm… Nie. Dokładnie dwadzieścia. To dobra i bezpieczna liczba. Jestem w przedszkolu. Widzę wątłą Natalkę, która wybrzydzała przy każdym posiłku. Przypominam sobie Martę, która rozkochiwała w sobie wszystkich kolegów i co tydzień miała nowego chłopaka (ja też musiałem odsłużyć swoje, jako romantyczny cel tej małej kokietki, chodząc z nią za rękę po przedszkolnym ogrodzie). Był też Pawełek, który dziwnym trafem wolał się bawić lalkami niż samochodzikami. Chyba wszyscy wiemy co to oznacza… Pewnie został projektantem mody! No i ten mały brutal, który pewnego dnia połamał patyczaki (!!), tak pieczołowicie hodowane przez nas w terrarium. Imię tego małego psychopaty wymazałem z pamięci. W tym sentymentalnym porywie przypominam sobie ile radości dawało nam lepienie ludzików z kasztanów i budowanie nieskończonych miast w piaskownicy, podejrzanie pachnącej kotami. O ubraniach nikt wtedy nie myślał. A jeżeli już, to najwyżej w kontekście ton piasku przyniesionych do domu w kieszeniach spodni, ku rozpaczy naszych mam i babć. Wszyscy biegaliśmy w wygodnych dresikach, sztruksach i flanelach, które dziwnym trafem wróciły ostatnio jako styl retro i były dla mnie jasnym sygnałem, że człowiek się starzeje szybciej niż mu się wydaje. Pamiętam, że nasza wychowawczyni nie należała do pasjonatek swojego zawodu. Była za to bardzo szczwana i wymyśliła perfidny system migania się od obowiązków. Wybierała spośród nas ambitnych delikwentów, którzy już potrafili czytać. Taki osobnik (inaczej zwany ofiarą) siedział potem na stołku i dukał, sylaba po sylabie, niesamowicie nudne bajki. Zwolniona z obowiązków wychowawczyni, ze słuchawkami na uszach, poprawiała sobie manikiurę albo przeglądała kolejne ezoteryczne pisemko z wróżbami. Jednym ze sztandarowych zajęć w przedszkolu było oczywiście rysowanie siebie w przyszłości. Kim będziecie jak dorośniecie? Świat był prosty i nasze myślenie również było proste. Dlatego małe, zasmarkane rączki rysowały koślawych policjantów, strażaków, nauczycielki, kolejarzy – pełen przekrój tak zwanej budżetówki. Ja zazwyczaj rysowałem smutnego pana na tle jakiegoś obrazu, bo zawód kustosza, o którym wiedziałem tylko tyle, że istnieje, wydawał mi się nad wyraz atrakcyjny. Traf chciał, że kustoszem nie zostałem. O zawodzie krytyka mody albo stylisty nikt nam nawet słowem nie wspomniał. Nie żałuję. I tak bym go pewnie nie narysował. Niemniej, jedno jest pewne – życie zatacza dziwne kręgi.

Czytaj dalej „Krytyk-amator i Stylista-hobbysta czyli o najpopularniejszej działalności charytatywnej w internecie”

Wszyscy jesteśmy „mentalnymi dresami” czyli o akceptacji i ocenianiu w modzie.

Christopher Kane SS 2013.

Przypomniała mi się ostatnio anegdota z mojego życia. Ani wesoła, ani smutna. Należąca raczej do gatunku historii refleksyjnych i zostawiających w głowie więcej pytań niż odpowiedzi. Wracałem kiedyś z imprezy. Nie pamiętam dokładnie, czy był to jakiś pokaz, raut lub inne, równie ekscytujące modowe przedsięwzięcie. Idąc późnym wieczorem przez centrum Warszawy spotkałem grupkę młodych ludzi. Już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że lubią sportowy styl życia, cenią sobie nonszalancki, szeleszczący strój i prezentują bardzo ubogi, choć wywierający spore wrażenie zakres słów. Nie ubieram się szczególnie prowokująco, lubię gładkie plamy kolorystyczne, stonowane barwy i luźny oversize. Mam trochę kolczyków, sporą słabość do biżuterii i mojego szarego kapelusza, po którym łatwo mnie poznać. Moja akceptacja w kwestiach ubioru jest ogromna. Wychodzę z założenia, że każdy ma prawo nosić to, co mu się podoba i w czym mu jest wygodnie. Jeżeli wygląda przy tym szczerze i prawdziwie, tym większa jest moja radość. Młodzi ludzie wyglądali na tyle autentycznie, że z tyłu głowy momentalnie zapaliła mi się lampka ostrzegawcza. Nie zwykłem udawać kogoś, kim nie jestem, nie lubię też ukrywać się po kątach. Życie w stolicy nauczyło mnie, że w pewnych sytuacjach lepiej nie pokazywać strachu, tylko iść przed siebie – bez przerażenia w oczach, ale i bez wyzywającego, brawurowego kroku „idę stawiając nogi na krzyż bo chcę być top-model”. Zostałem, mimo wszystko, zaczepiony.  Grupka młodych mężczyzn wprost buzujących od testosteronu była totalnie zafascynowana moim wyglądem. O dziwo, nie było nich agresji, raczej ogromne zainteresowanie. Trochę jak fascynacja przedszkolaka, który pierwszy raz w życiu trafił do ZOO i zobaczył tyłek pawiana. Ja jestem jeden – ich jest kilku. Ja mam na sobie wielką, szarą bluzo-tunikę, a oni kreszowe uniformy. W takich warunkach nie ma miejsca na wybrzydzanie, skoro ktoś zadaje pytanie, to trzeba na nie grzecznie odpowiedzieć. Pytanie było oczywiste – czemu wyglądam tak jak wyglądam. Wyjaśniłem im czym się zajmuję w życiu, gdzie szukam inspiracji, czemu lubię nosić takie, a nie inne ubrania. Przyjęli to do świadomości. Kolejne pytanie – czy nie przeszkadza mi, że wyglądam jak pedał. Nadal grzecznie tłumaczę, że raczej mi to nie przeszkadza, bo w sumie wszystko się zgadza. Wytrąciło ich to trochę z równowagi. Teoria zrodzona w mózgu posiadającym dwie synapsy zakłada, że nie powinienem być z tego powodu szczęśliwy. A tu się nagle okazuje, że bezczelnie nie mam z tym żadnego problemu. Dla chłopców-sportowców jest to kompletnie niezrozumiałe. Rozmowa trwa dalej. Mam świadomość, że jeżeli chcę zachować obecny układ oczu i nosa na twarzy, to nie mnie decydować, kiedy skończymy nasz dialog. Po jakimś czasie poczułem się na tyle ośmielony, że postanowiłem zadać im pytanie. Spytałem się, czy zdają sobie sprawę, kto im właściwie projektował te szałowe dresiki Nike’a i wypaśne buty Adidasa. Czy wiedzą, skąd się biorą polówki i dżinsy – ich cywilne, weekendowe zestawiki, które zakładają na wyjścia do modnych klubów. Czym moja biżuteria różni się od ich biżuterii? Kolejną godzinę spędziłem na tłumaczeniu tym młodym ludziom, jak to wygląda z mojej perspektywy. Chciałbym powiedzieć, że ta rozmowa zmieniła ich podejście do pewnych spraw, ale pewnie tak nie było. Oni mieli swoje weekendowe obowiązki, ja miałem dość i chciałem iść do domu. Rozstaliśmy się w umiarkowanej zgodzie i bez zbytnich emocji. W drodze powrotnej kołatała mi się po głowie nachalna myśl – zarówno oni jak i ja dokonaliśmy bardzo płytkiej i powierzchownej oceny. Nasze opinie łączyło jedno – nie były do końca prawdziwe…

Czytaj dalej „Wszyscy jesteśmy „mentalnymi dresami” czyli o akceptacji i ocenianiu w modzie.”