Tag Archives: Grzegorz Kasperski

Project Runway Bez Majtek: Moda i Stereotypy

21 Kwi

bm_v2

Co tydzień pojawia się ten sam problem. Skończył się odcinek, a ja łamię sobie głowę nad wstępem. Dlaczego? Bo wstęp to kluczowy fragment tekstu. Powinien zainteresować czytelnika na tyle, żeby ten zadał sobie trud poświęcenia kilkunastu minut na lekturę. Człowiek, a raczej bloger (trochę osobna kategoria, umówmy się – lekko oderwana od rzeczywistości), musi się przy takim wstępie napocić, bo wie, że czytelnik to wybredna kreatura. Dlatego dzisiaj w ramach wstępu odwołam się do zdjęcia, które zamieściłem na Facebooku kilka dni temu i (tak dla odmiany) reakcji czytelników. Na zdjęciu pojawiła się Anja Rubik w projekcie Maćka, który jak wszyscy wiemy (a przynajmniej tak podejrzewam), jest uczestnikiem programu Project Runway Polska. A właściwie to Project Runway TVN. Swoją drogą to całkiem ciekawe – Kanada miała Project Runway Canada, Korea Project Runway Korea a Szwecja Project Runway Sverige. Dlaczego akurat w Polsce stacja TVN musiała obsikać swoją nazwą tytuł? Zagadka, jak zawsze. Ale wróćmy do tematu (dramatu?). Zaraz obok zdjęcia umieściłem, jak się później okazało, całkiem kontrowersyjny komentarz.

FV Zrzut Ekranu 1

W swojej niefrasobliwości zapomniałem, że Anja jest dobrem narodowym, a dóbr narodowych się nie tyka. No cóż, ja tknąłem, napisałem że wygląda koszmarnie (nadal tak twierdzę), a dodatkowo zasugerowałem, że taka sytuacja rzutuje na sprawiedliwe traktowanie reszty uczestników. Lud się odezwał i zjadł mnie do najmniejszej kosteczki. Chłopcy i dziewczęta w przypływie sympatii do Anji rozpływali się w zachwytach. Koleżanka Marcelina wywlokła moje zdjęcie z Instagrama, poddając w wątpliwość moje kompetencje do wydawania wyroków. Oczywiście nie wszyscy żerowali na mnie. Znaleźli się też tacy, którym powyższy zestaw nie przypadł do gustu. Ja, nadal niesiony niefrasobliwością (głupi, oj głupi!), wdałem się w szereg dyskusji, które znajomi skwitowali „po co się w to bawisz, nie odpowiadaj, niech każdy pisze co mu na sercu leży”.

10255927_10202536703672976_2483184933955424271_n

 

Jest to jakieś rozwiązanie, nad którym na pewno się pochylę, ale chciałbym jeszcze nawiązać do nieszczęsnego zdjęcia i wyjaśnić czemu uważam, że jest to bardzo zły projekt. Po pierwsze jest absolutnie niepraktyczny. Nie ma właściwie prawa zaistnieć w żadnej sytuacji, nawet na otwartym basenie, jako dodatek do ekskluzywnego kostiumu kąpielowego. Dlaczego? Bo sam w sobie nie ma nic ekskluzywnego. Nie ma też w sobie czynnika „wow”, który sprawi, że podczas pokazu zaintrygowany widz zawiesi na nim wzrok. Czego mu brakuje? Charakteru. Co mogłoby mu nadać tego charakteru? Na przykład przeskalowana forma, albo długość. Multifunkcjonalność –  możliwość wykorzystania go jako narzutki, albo spódnicy. Wyraźnego nawiązania do bluzy / koszuli – rękawy giną w kroczu ukrywając swoją pierwotną funkcję. Nie powiem jednak, żeby Anja mnie w tym „projekcie” bulwersowała. I chociaż prezentuje się w nim śmiesznie i naiwnie, to najbardziej rozczarowuje jej postawa. Wydawało mi się, że taka obeznana, oblatana i doświadczona osoba powinna mieć w sobie poczucie misji, promowania dobrego wzornictwa, ale najwyraźniej się myliłem. Jednak jej zachowanie idealnie wpisuje się w kreację jej postaci. Argument „to bym założyła” został wzniesiony na piedestał. To już nie jest tylko deklaracja, to wyraźna pieczątka. Drodzy widzowie niepasjonujący się modą na co dzień, patrzcie – oto grupa zdolnych projektantów, można nawet powiedzieć, że reprezentująca grupę zawodową, a ten dziwak od internetowych memów to mój faworyt. Ja wiem, wizja bycia Isabellą Blow jest kusząca. Nie chcę być okrutny, ale Anju – ten pan nie jest drugim McQueenen. Nie zasługuje na takie faworyzowanie. Po cholerę wysyłać do widzów sygnał: „to jest dobre”, jeśli wiarygodność tego sygnału jest znikoma? Dlatego właśnie czasami nie warto dotrzymywać słowa. I tą ważną lekcją życiową, która posłużyła nam dzisiaj za wstęp, razem z platformą SHOWROOM.pl zapraszam do lektury! A dla malkontentów mam nieustannie tę samą radę: załóżcie bloga. Zajmijcie się modą na pół, albo i w pełni profesjonalnie. Przecież to taaakieee proste, prawda? 😉

Czytaj dalej

Reklamy

Fashion Week Polska Wiosna/Lato 2014 – Designer Avenue czyli „moda to nie bułka” k

24 Paźdź

Na początku napisałem tak: „dziś zamiast wstępu – brak wstępu. To jest ogromny wpis, przedstawiający wszystkie pokazy polskich projektantów, które miały miejsce na Designer Avenue podczas ostatniej edycji łódzkiego Tygodnia Mody. Nie ma najmniejszego sensu dokładać do niego jeszcze większej ilości literek, dlatego po prostu zapraszam do lektury.”

Ale później naszła mnie myśl. Dość podstępnie i nieoczekiwanie. Myśl brzmiała: „moda to nie bułka”. Zanim wyjaśnię ten wniosek, przedstawię wam okoliczności, w których się zrodził. Podczas pisania recenzji zastanawiałem się nad metodami oceniania mody. Nad jej postrzeganiem. Nad innymi publikacjami i reakcjami moich znajomych. Recenzując pokazy i kolekcje oceniamy często nie tylko same ubrania i wrażenia estetyczne, ale również czyjeś życie. Większość twórców, lepszych czy gorszych, wkłada w swoje dzieła cząstki siebie. Kawałki swojego życia, czasu, emocji. A później przychodzi taki moment, kiedy trzeba wystawić ocenę. Zweryfikować czyjś trud, zapał, wiedzę i inteligencję. Te proporcje nie są równe. Bo z jednej strony przygotowanie kolekcji zajmuje niewspółmiernie więcej czasu, niż ocenienie jej. Ale z drugiej? Uświadomiłem sobie ile kolekcji mam „już za sobą”. Z każdym tekstem, z każdą publikacją, z każdym sezonem zyskuję nowe doświadczenia, wiedzę, wyczucie i co najważniejsze – kontekst. Tworząc moje małe archiwum polskiej mody, mam coraz więcej odniesień do wcześniejszych dokonań projektantów, a co za tym idzie, mogę lepiej zrozumieć sens nowych kolekcji. I kiedy tak dumałem nad tą nową sytuacją, uświadomiłem sobie – „moda to nie bułka”. Zastanawiam się ciągle, jak w trzy sekundy po pokazie, można stwierdzić jakie coś było. Moje znienawidzone pytanie „jak ci się podobało?”. Nie wiem, nie pytaj mnie o to! Nie potrafię tego stwierdzić zaraz „po”. Bo moda nie jest bułką, której smak można ocenić już w trakcie przeżuwania. Zbyt wiele miałem sytuacji, w których wychodząc z pokazu rzuciłem na odczepnego jakąś opinię, a w tekście zawierałem inną. A potem słyszę – „przecież mówiłeś coś innego”. No cóż, jakie pytanie – taka odpowiedź.

Nie roszczę sobie prawa do monopolu na prawdę. Nikt go nie posiada. O jednym mogę jednak zapewnić – konstruując opinie, zawsze staram się wyjść „z samego siebie”. Stanąć obok. Przyjrzeć się okolicznościom. Powąchać całokształt. Przemyśleć czyjś punkt widzenia. Oczywiście nie zawsze się to udaje, jeszcze wiele lat nauki przede mną. Cóż poradzę – nikt mi tutaj nie dał gotowych rozwiązań. Nie miałem się od kogo uczyć, nie miałem kogo naśladować. To już drugi rok i czwarty sezon moich przekrojowych recenzji pokazów Łódzkiego Tygodnia Mody. I powiem dość nieskromnie, że jestem z siebie cholerne dumny. Chciałem tu podziękować wszystkim projektantom, których twórczość stała się podstawą mojej. Gdyby nie było Was, nie byłoby mnie. I nawet w najsroższych słowach, zawsze mam to w pamięci. Dzięki wielkie i szacuneczek (żeby nie było zbyt patetycznie)

Czytaj dalej

Fashion Week Poland SS 2013. W zaułkach Designer Avenue.

2 List

Kiedy wracam z Łodzi, moi znajomi, kompletnie niezwiązani z modą, majzą zawsze te same pytania. I jak było? Dobrze się bawiłeś? Odpocząłeś na wyjeździe? Zrelaksowałeś się? Wtedy dosłownie opadają mi ręce i mam ochotę gryźć. Nie mam pojęcia jak to się stało, że w powszechnej świadomości moda kojarzy się jedynie z przyjemnością, czymś lekkim, niezobowiązującym i bajecznie prostym. Otóż nie. Nie odpocząłem. Mimo tego, że spałem w przepięknym hotelu Andel’s, w strefie spa byłem raz i to tylko dlatego, że gdybym nie poszedł na saunę, to moje zatoki prawdopodobnie by eksplodowały. Ponieważ wyznaję politykę 100%, łódzkie noce służą dosłownie wszystkiemu, tylko nie odpoczynkowi. Cztery dni oglądania pokazów (przy niektórych trzeba pilnować, żeby oczy nie uciekły nam w siną dal), cztery dni wypełnione imprezami po których człowiek ledwo chodzi, cztery dni w nieustannym ruchu, niczym znerwicowany chomik zamknięty w kołowrotku. Przez kilkanaście godzin jesteśmy ograniczeni przestrzenią Fashion Weeku. Odbijamy się jak piłeczka ping-pongowa z sali do sali. Czekasz na pokaz, oglądasz pokaz, wychodzisz z pokazu. 15/30 minut przerwy, które trzeba w jakiś sposób zagospodarować, po czym powtarzamy schemat. Kilkanaście-kilkadziesiąt razy dziennie. To ma być odpoczynek? Wolne żarty. Absolutnie się nie skarżę, nie o to mi chodzi. Jednak trzeba mieć świadomość, że moda to nie zawsze lekki i przyjemny temat. Obejrzenie wszystkich pokazów jest na granicy próby samobójczej. No ale cóż, chyba drzemie we mnie ten autodestrukcyjny instynkt leminga.

Dziś przechodzimy do recenzji pokazów i kolekcji z Designer Avenue. Tekstu i zdjęć jest zatrzęsienie, dlatego daruję sobie dalsze wywody. Dodam tylko, żebyście się nie sugerowali fotografiami, które troszkę oszukują. Aha, i jeszcze jedna sprawa – w tym tekście opisuję tylko polskie, autorskie marki.

Macie pod ręką kawę, valium i piłeczkę antystresową? Tak? Ok, możemy zaczynać.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: