Tag Archives: MAC

Ania Kuczyńska Jesień/Zima 2014 – „Lava” czyli Kuczyńska i… Kossak!

27 Paźdź

10405283_972633052752401_4078728766126257948_n

Hotel Bristol to prawdziwie magiczne miejsce. Zawsze kiedy jestem w jego pobliżu, przypomina mi się jedna z moich ulubionych biografii: Maria i Magdalena, autorstwa Magdaleny Samozwaniec, wywodzącej się z rodu wspaniałych artystów – Kossaków. Książka jest iście przecudowna i polecam ją dosłownie każdemu. Opowiada o dzieciństwie i wejściu w dorosłość dwóch szalenie ciekawych kobiet: dowcipnej, niemal rubasznej Madzi – czyli wyżej wspomnianej Magdaleny Samozwaniec i jej starszej siostry, poetyckiej do szpiku kości Lilki (zwanej również Szczurkiem) – Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Historia ujęta w dwóch tomach przedstawia świat krakowskiej bohemy artystycznej na początku XX wieku i na styku czterech planów społecznych: mieszczańskiego, arystokratycznego, ziemiańskiego i najważniejszego, czyli artystowskiego, toczy się życie dorastających panien, którym tradycyjnie zastana rzeczywistość i jej obyczajowość nie zawsze przypada do gustu. Towarzyszy im powoli odchodzący świat debiutanckich balów, konwenansów, pozorów, ekscentrycznych guwernantek, rękawiczek pachnących benzyną i strojów kąpielowych w których łatwiej się tonęło niż pływało, jeszcze skandalicznych rozwodów, pierwszych ćwiczeń i sportów, zdradliwej gimnastyki korekcyjnej przypominającej tortury, wanien sprowadzanych z Londynu, które niosąc rewolucję w higienie, punktowały również rewolucje mające miejsce w społeczeństwie. A z zachodu nieustannie płynęły nowe trendy, drażniące zmysły i rozpalające fantazję tych eleganckich kobiet, które ponad wszystko ceniły piękno, miłość i kreatywność.

Czytaj dalej

Reklamy

Piąty Dzień Tygodnia vol. 19

22 Lu

267804_431314380278227_2135076483_n

Kolejny tydzień za nami. Dziś bez żadnych wstępów, bo „Piąty…” jest wyjątkowo baaaardzo obszerny. Życzę wszystkim miłego czytania!

Tobiasz Kujawa

Czytaj dalej

Piąty Dzień Tygodnia vol. 16

1 Lu

IMG_20130201_163403

Wrócił! I to jest na tyle pozytywna informacja, że mogłaby wystarczyć za cały wstęp, ale… Jest jeszcze lepiej. Od dzisiejszego wydania Piąty… zyskał dwóch nowych współpracowników – niepokornego dziennikarza i blogera – Patryka Chilewicza i filmoznawczynie, stylistkę i fetyszystkę Hitchcocka, Kamilę Marię Żyźniewską.  Poszerzam Piąty… o dodatkowe atrakcje. Poza solidną dawką newsów modowych przygotujcie się na sporo nowych informacji.  Aktualności kulturalne, filmowe, społeczne, wiadomości ze świata sztuki i pop-kultury. Nie ma co się więcej rozpisywać. Czas zacząć podsumowywać!

Czytaj dalej

Buszujący w Googlach

17 Paźdź

Chciałem napisać, że jestem całkowicie zaskoczony, że to takie niespodziewane i jednocześnie bardzo miłe, ale… No cóż, powiem nieskromnie – wiedziałem, że tak będzie. Świat Przez Go(o)gle okazał się strzałem w dziesiątkę. Im więcej tekstów na blogu tym więcej tematów zostaje poruszonych, a co za tym idzie więcej przekierowań z wyszukiwarek. Drodzy internauci spragnieni informacji nie sprawili mi zawodu również w tym tygodniu. Poniżej 15 najciekawszych, najdziwniejszych, najśmieszniejszych wyszukiwań. Zachowałem oczywiście oryginalną pisownię!

Czytaj dalej

Różne oblicza pokazów. Odcinek nr 3 – Ania Kuczyńska, czyli pokaz inny niż wszystkie.

15 Czer

Czas na trzeci (i ostatni) odcinek mojej małej, pokazowej telenoweli. Pisałem już o Paprockim&Brzozowskim (wydarzenie Maxi), którzy przenieśli nas w świat wielkich nazwisk, dużych wydarzeń i mody na dobrym poziomie. Pokaz Plicha (wydarzenie Midi), który rozczarował lekkim zaściankiem, niedopracowaniem i kolekcją pozostawiającą same wątpliwości. Dziś opowiem o trzecim pokazie – Ani Kuczyńskiej, która stała się pewnego rodzaju katalizatorem tej trzyodcinkowej dramy. Czemu najmniejszy pokaz (Wydarzenie Mini) zrobił na mnie największe wrażenie? A to się zaraz okaże.

Był czas, kiedy pokazy mody wyglądały diametralnie inaczej niż teraz. Od momentu kiedy zaczęła się rodzić współczesna moda, czyli początków XX wieku, nastąpiło bardzo wiele istotnych zmian, zarówno w kwestii myślenia czym właściwie jest (albo powinna być) kolekcja, tego jak powinna być realizowana aż po jej prezentację. Pokazy odbywały się kiedyś w zamkniętych przestrzeniach i przy niewielkiej publiczności – amerykanie zaczęli od małych prezentacji w swoich luksusowych domach towarowych. Pomysł ten był pewnego rodzaju reinterpretacją prywatnych pokazów wielkich europejskich krawców. Nie tylko forma prezentacji została skopiowana. Amerykanie mieli o wiele większą obsesję na punkcie europejskiej mody. Pojęcie własność intelektualnej dopiero raczkowało więc codziennością było dosłowne kopiowanie fasonów od projektantów pokroju Elsy Schiaparelli. Amerykańskie domy towarowe wysyłały swoich szpiegów, którzy kupowali poszczególne kreacje w Paryżu i przewozili je za ocean. Zdolne krawcowe rozkładały na części pierwsze ubrania i tworzyły wykroje, które pozwalały kopiować kreacje na prawie masową skalę. Ta sytuacja stała się jednym z powodów ekspansji europejskich projektantów na kontynent amerykański. Dobrym przykładem będzie pewna anegdota z jednej z wielu wizyt Sary Bernhardt w USA. Sara, narodowy skarb Francji, największa aktorka przełomu wieków (i wszech czasów również) była, używając współczesnego określenia, wielką fashionistką. Jej ekwipaż w czasie każdej podróży zawierał nie tylko ogromne ilości niesamowitych kostiumów scenicznych, ale i setki najmodniejszych kreacji, akcesoriów i biżuterii od najlepszych francuskich kreatorów mody. W trakcie jednej z podróży do Stanów, bagaż Sary został zatrzymany na kontroli celnej. Kiedy asystent Sary dotarł do biura, zastał dość zatrważający widok – kilkanaście amerykańskich krawcowych buszowało w garderobie aktorki, robiąc szkice, zdejmując miary, oglądając kreacje “od podszewki” i z każdej możliwej strony. Oczywiście tylko po to, żeby jak najwierniej odtworzyć modne, paryskie fasony. Trzeba pamiętać, że moda w tamtych czasach była nierozerwalnie związana z krawiectwem. Cięcia materiałów, szwy i strona techniczna były na nieporównanie większym poziomie niż teraz. Był to też czas, kiedy współczesne krawiectwo ciągle ewoluowało. Niektóre suknie miały tak skomplikowaną i unikalną konstrukcję, że rozprucie ich, bez psucia poszczególnych elementów było niemal niemożliwe. Jaka to kusząca wizja – żyć w czasach, kiedy europejska moda tworzyła prawdziwe, unikalne trendy na światowym poziomie, a stolica mody była tak naprawdę jedna. I był nią Paryż. Rozpisałem się i coraz bardziej odbiegam od tematu Ani Kuczyńskiej. Jeśli was interesuje kwestia ewolucji pokazów to na pewno poświęcę jej kiedyś obszerniejszy wpis. Cały ten wstęp miał na celu uzmysłowić wam, że wielkie modowe “show” z setkami (lub tysiącami) gości to wymysł stosunkowo niedawny (mniej więcej z przełomu lat ’60 i ’70). Dawniej pokazy stanowiły rozrywkę niezwykle elitarną, okraszoną tematem przewodnim, sporą teatralnością, rozbudowaną scenografią i nierzadko konferansjerką na wysokim poziomie, opisującą dokładnie każdy look. Jednak co te historyczne wspominki mają wspólnego z Anią Kuczyńską? Mają. I to dużo.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: