Tag Archives: Macademian Girl

2014 w Dwunastu Wybuchowych Aktach

5 Sty

podsumowanie

Projektanci, styliści, blogerki, szafiarki, fotografowie, gwiazdy, celebrytki, dziennikarze – tłum na modnej scenie gęstnieje z roku na rok. A to dlatego, że moda coraz mocniej pobudza nasze zmysły i emocje. Nie jest już tylko zjawiskiem opierającym się na linii dystrybutor – klient. Projektanci zaczynają między sobą rywalizować, również o atencję opinii publicznej. Równie ważny co słupek sprzedaży, stał się słupek wskazujący popularność i rozpoznawalność. Moda w Polsce powoli staje się również przedmiotem dyskusji, podobnie jak kulinaria, polityka, teatr czy literatura. Obserwujemy zachodzące w niej zjawiska, szukamy metod i reguł, które kształtują jej rzeczywistość. Dzień po dniu, przez cały rok, razem z czytelnikami poruszyliśmy setki tematów. Mądrzejszych i głupszych, poważniejszych i bardziej beztroskich, dotyczących zarówno Polski, jak i całego świata, mody i showbiznesu. Co w 2014 sprawiało, że krew nam szybciej krążyła w żyłach, brwi wyginały się w łuk, a brzuchy nierzadko bolały ze śmiechu? Zapraszam do podsumowania ubiegłego roku, zawartego W Dwunastu Wybuchowych Aktach!

Czytaj dalej

Konkurs poetycki czyli Zegarki Deja vu i rymowanki

19 Wrz

Moi drodzy, czas na kolejny konkurs! Dzisiaj mam dla was trzy zestawy dość niezwykłych zegarków Deja vu, każdy o wartości 449 zł. Jest to bardzo ciekawy, niemiecki brand. Deja vu proponuje zegarki, które można rozmaicie komponować z dostępnych elementów i dopasowywać do swojego stylu. Z każdego zestawu możecie stworzyć minimum 8 różnych kompozycji zegarka!

Czytaj dalej

Krytyk-amator i Stylista-hobbysta czyli o najpopularniejszej działalności charytatywnej w internecie

27 Sier

Cofam się w czasie. Powiedzmy dwadzieścia-kilka lat. Hmm… Nie. Dokładnie dwadzieścia. To dobra i bezpieczna liczba. Jestem w przedszkolu. Widzę wątłą Natalkę, która wybrzydzała przy każdym posiłku. Przypominam sobie Martę, która rozkochiwała w sobie wszystkich kolegów i co tydzień miała nowego chłopaka (ja też musiałem odsłużyć swoje, jako romantyczny cel tej małej kokietki, chodząc z nią za rękę po przedszkolnym ogrodzie). Był też Pawełek, który dziwnym trafem wolał się bawić lalkami niż samochodzikami. Chyba wszyscy wiemy co to oznacza… Pewnie został projektantem mody! No i ten mały brutal, który pewnego dnia połamał patyczaki (!!), tak pieczołowicie hodowane przez nas w terrarium. Imię tego małego psychopaty wymazałem z pamięci. W tym sentymentalnym porywie przypominam sobie ile radości dawało nam lepienie ludzików z kasztanów i budowanie nieskończonych miast w piaskownicy, podejrzanie pachnącej kotami. O ubraniach nikt wtedy nie myślał. A jeżeli już, to najwyżej w kontekście ton piasku przyniesionych do domu w kieszeniach spodni, ku rozpaczy naszych mam i babć. Wszyscy biegaliśmy w wygodnych dresikach, sztruksach i flanelach, które dziwnym trafem wróciły ostatnio jako styl retro i były dla mnie jasnym sygnałem, że człowiek się starzeje szybciej niż mu się wydaje. Pamiętam, że nasza wychowawczyni nie należała do pasjonatek swojego zawodu. Była za to bardzo szczwana i wymyśliła perfidny system migania się od obowiązków. Wybierała spośród nas ambitnych delikwentów, którzy już potrafili czytać. Taki osobnik (inaczej zwany ofiarą) siedział potem na stołku i dukał, sylaba po sylabie, niesamowicie nudne bajki. Zwolniona z obowiązków wychowawczyni, ze słuchawkami na uszach, poprawiała sobie manikiurę albo przeglądała kolejne ezoteryczne pisemko z wróżbami. Jednym ze sztandarowych zajęć w przedszkolu było oczywiście rysowanie siebie w przyszłości. Kim będziecie jak dorośniecie? Świat był prosty i nasze myślenie również było proste. Dlatego małe, zasmarkane rączki rysowały koślawych policjantów, strażaków, nauczycielki, kolejarzy – pełen przekrój tak zwanej budżetówki. Ja zazwyczaj rysowałem smutnego pana na tle jakiegoś obrazu, bo zawód kustosza, o którym wiedziałem tylko tyle, że istnieje, wydawał mi się nad wyraz atrakcyjny. Traf chciał, że kustoszem nie zostałem. O zawodzie krytyka mody albo stylisty nikt nam nawet słowem nie wspomniał. Nie żałuję. I tak bym go pewnie nie narysował. Niemniej, jedno jest pewne – życie zatacza dziwne kręgi.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: