Wearso. So? Wear it! Czyli o spacerach, otwarciach i jabłkach

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony otwarciu butiku Wearso i przypadkowym spotkaniom. A raczej przypadkowym spotkaniom i otwarciu butiku. Początek był banalny. Zaczęło się jak zawsze od zaproszenia. Właściwie to trzech zaproszeń. Jedno przyszło pocztą, drugie mailem a trzecie dostałem do rąk własnych od Harel. Fakt, w zupełności wystarczyłoby jedno, ale jak to mówią – od przybytku głowa nie boli. Swoją drogą, osoba która wymyśliła to powiedzenie zapomniała o alkoholu. Od przybytku trunków rozmaitych zdecydowanie boli głowa. Zresztą, jest to potwierdzone przez kolejne powiedzenie „Co za dużo, to niezdrowo”. Czasami boli tak, że porywam się na deklaracje ostateczne – „nigdy więcej nie tknę alkoholu”. Chyba nie muszę dodawać jak to się kończy. Najczęściej wznoszeniem toastów za to nie-tykanie a potem wyrzutami sumienia. No ale mniejsza z tym. Ponieważ zostałem zaproszony aż potrójnie i dość mocno zaagitowany przez Harel, która bywa mistrzynią marketingu, postanowiłem, że nie ma wyjścia. Trzeba iść. Wcześniej miałem umówione spotkanie w butiku Ani Orskiej (szykujemy dla was coś bardzo bardzo ciekawego, więcej info już niedługo), również w okolicach ulicy Mokotowskiej. Jest to bardzo ciekawy kawałek Warszawy. Skupia w sobie tak wiele butików i pracowni, że nie sposób tamtędy przejść i nie spotkać jakiegoś znajomego. I tak było również tym razem – do sklepu wpadł duet Boom Team czyli stylistki Aga i Paula. Ponieważ po spotkaniu miałem trochę wolnego czasu to postanowiliśmy się przespacerować. Dziewczyny zawsze mają kieszenie pełne przezabawnych anegdot, które postaram się kiedyś spisać. Bo życie stylistek-freelancerek to nieustające pasmo śmiesznych, a często i niebezpiecznych historii z gatunku „pożar na sesji zdjęciowej”. Serio, taka ubraniowa tragikomedia! Po 15 minutach przechadzki w kierunku śródmieścia spotkaliśmy kolejną kopalnię anegdot – projektantkę i stylistkę Zosię Kulę, która prywatnie jest moją serdeczną przyjaciółką i poduszką do wypłakiwania żalów wszelkich. Spacer zmienił się w miłą pogawędkę i wymianę plotek. Naładowany dobrą energią wróciłem na Mokotwską, pod numer 62, gdzie swoje miejsce znalazł nowy butik marki Wearso.

Czytaj dalej „Wearso. So? Wear it! Czyli o spacerach, otwarciach i jabłkach”