Tag Archives: Monika Ptaszek

Fashion Week Polska Wiosna/Lato 2014 – Designer Avenue czyli „moda to nie bułka” k

24 Paźdź

Na początku napisałem tak: „dziś zamiast wstępu – brak wstępu. To jest ogromny wpis, przedstawiający wszystkie pokazy polskich projektantów, które miały miejsce na Designer Avenue podczas ostatniej edycji łódzkiego Tygodnia Mody. Nie ma najmniejszego sensu dokładać do niego jeszcze większej ilości literek, dlatego po prostu zapraszam do lektury.”

Ale później naszła mnie myśl. Dość podstępnie i nieoczekiwanie. Myśl brzmiała: „moda to nie bułka”. Zanim wyjaśnię ten wniosek, przedstawię wam okoliczności, w których się zrodził. Podczas pisania recenzji zastanawiałem się nad metodami oceniania mody. Nad jej postrzeganiem. Nad innymi publikacjami i reakcjami moich znajomych. Recenzując pokazy i kolekcje oceniamy często nie tylko same ubrania i wrażenia estetyczne, ale również czyjeś życie. Większość twórców, lepszych czy gorszych, wkłada w swoje dzieła cząstki siebie. Kawałki swojego życia, czasu, emocji. A później przychodzi taki moment, kiedy trzeba wystawić ocenę. Zweryfikować czyjś trud, zapał, wiedzę i inteligencję. Te proporcje nie są równe. Bo z jednej strony przygotowanie kolekcji zajmuje niewspółmiernie więcej czasu, niż ocenienie jej. Ale z drugiej? Uświadomiłem sobie ile kolekcji mam „już za sobą”. Z każdym tekstem, z każdą publikacją, z każdym sezonem zyskuję nowe doświadczenia, wiedzę, wyczucie i co najważniejsze – kontekst. Tworząc moje małe archiwum polskiej mody, mam coraz więcej odniesień do wcześniejszych dokonań projektantów, a co za tym idzie, mogę lepiej zrozumieć sens nowych kolekcji. I kiedy tak dumałem nad tą nową sytuacją, uświadomiłem sobie – „moda to nie bułka”. Zastanawiam się ciągle, jak w trzy sekundy po pokazie, można stwierdzić jakie coś było. Moje znienawidzone pytanie „jak ci się podobało?”. Nie wiem, nie pytaj mnie o to! Nie potrafię tego stwierdzić zaraz „po”. Bo moda nie jest bułką, której smak można ocenić już w trakcie przeżuwania. Zbyt wiele miałem sytuacji, w których wychodząc z pokazu rzuciłem na odczepnego jakąś opinię, a w tekście zawierałem inną. A potem słyszę – „przecież mówiłeś coś innego”. No cóż, jakie pytanie – taka odpowiedź.

Nie roszczę sobie prawa do monopolu na prawdę. Nikt go nie posiada. O jednym mogę jednak zapewnić – konstruując opinie, zawsze staram się wyjść „z samego siebie”. Stanąć obok. Przyjrzeć się okolicznościom. Powąchać całokształt. Przemyśleć czyjś punkt widzenia. Oczywiście nie zawsze się to udaje, jeszcze wiele lat nauki przede mną. Cóż poradzę – nikt mi tutaj nie dał gotowych rozwiązań. Nie miałem się od kogo uczyć, nie miałem kogo naśladować. To już drugi rok i czwarty sezon moich przekrojowych recenzji pokazów Łódzkiego Tygodnia Mody. I powiem dość nieskromnie, że jestem z siebie cholerne dumny. Chciałem tu podziękować wszystkim projektantom, których twórczość stała się podstawą mojej. Gdyby nie było Was, nie byłoby mnie. I nawet w najsroższych słowach, zawsze mam to w pamięci. Dzięki wielkie i szacuneczek (żeby nie było zbyt patetycznie)

Czytaj dalej

Fashion Week Poland FW 2013. Designer Avenue, czyli historia Olbrzyma na Glinianych Nogach

26 Kwi

Każdy tekst dotyczący pokazów na Łódzkim Fashion Weeku zaczynam od jakiejś historii. Dziś historii nie będzie. Opowiem wam za to o dźwiękach. Muszę się przyznać, że ostatnio słyszę głosy. Tak, wiem. Wyznanie wariata. Wyobraźcie sobie, że nadstawiam ucho w nieokreślonym kierunku i słyszę nieustannie szemrzący hałas. Cholernie męczący biały szum jak w telewizorze, który zgubił wszystkie kanały. Ludzie, którzy mnie otaczają i którzy generują ten szum również są biali. Niczym kartka papieru w zepsutej kserokopiarce. Każdy ma jednak jakieś „ale”, ale na tym „ale” wszystko się zaczyna i niestety kończy. Te zepsute kserokopiarki krztuszą się swoimi frustracjami, wypluwając puste strony o niczym. Być może to wina braku tonera. Jest też szansa, że zepsuł się cały mechanizm. Nieistotne. Prawda jest taka, że nic z tego nie wynika. Może poza jednym – od tego hałasu boli mnie głowa i nie mogę się skupić. Podejrzewam, że nie tylko ja. Zróbmy sobie przerwę od dywagacji na temat pierwszego rzędu, nieobecności dziennikarzy, stylizacji szafiarek, tego kto i na co zasługuje. Skupmy się na efekcie pracy projektantów. Żeby odciąć się od tego irytującego szumu zakładam słuchawki. I zapraszam was do lektury.

Dodam tylko, że ta publikacja do najmniejszych nie należy. Herbata, wygodny fotel i muzyka w tle nie są wymagane, ale zdecydowanie się przydadzą.

Tobiasz Kujawa

Czytaj dalej

Fashion Week Poland SS 2013. W zaułkach Designer Avenue.

2 List

Kiedy wracam z Łodzi, moi znajomi, kompletnie niezwiązani z modą, majzą zawsze te same pytania. I jak było? Dobrze się bawiłeś? Odpocząłeś na wyjeździe? Zrelaksowałeś się? Wtedy dosłownie opadają mi ręce i mam ochotę gryźć. Nie mam pojęcia jak to się stało, że w powszechnej świadomości moda kojarzy się jedynie z przyjemnością, czymś lekkim, niezobowiązującym i bajecznie prostym. Otóż nie. Nie odpocząłem. Mimo tego, że spałem w przepięknym hotelu Andel’s, w strefie spa byłem raz i to tylko dlatego, że gdybym nie poszedł na saunę, to moje zatoki prawdopodobnie by eksplodowały. Ponieważ wyznaję politykę 100%, łódzkie noce służą dosłownie wszystkiemu, tylko nie odpoczynkowi. Cztery dni oglądania pokazów (przy niektórych trzeba pilnować, żeby oczy nie uciekły nam w siną dal), cztery dni wypełnione imprezami po których człowiek ledwo chodzi, cztery dni w nieustannym ruchu, niczym znerwicowany chomik zamknięty w kołowrotku. Przez kilkanaście godzin jesteśmy ograniczeni przestrzenią Fashion Weeku. Odbijamy się jak piłeczka ping-pongowa z sali do sali. Czekasz na pokaz, oglądasz pokaz, wychodzisz z pokazu. 15/30 minut przerwy, które trzeba w jakiś sposób zagospodarować, po czym powtarzamy schemat. Kilkanaście-kilkadziesiąt razy dziennie. To ma być odpoczynek? Wolne żarty. Absolutnie się nie skarżę, nie o to mi chodzi. Jednak trzeba mieć świadomość, że moda to nie zawsze lekki i przyjemny temat. Obejrzenie wszystkich pokazów jest na granicy próby samobójczej. No ale cóż, chyba drzemie we mnie ten autodestrukcyjny instynkt leminga.

Dziś przechodzimy do recenzji pokazów i kolekcji z Designer Avenue. Tekstu i zdjęć jest zatrzęsienie, dlatego daruję sobie dalsze wywody. Dodam tylko, żebyście się nie sugerowali fotografiami, które troszkę oszukują. Aha, i jeszcze jedna sprawa – w tym tekście opisuję tylko polskie, autorskie marki.

Macie pod ręką kawę, valium i piłeczkę antystresową? Tak? Ok, możemy zaczynać.

Czytaj dalej

Fashion Week Ekstravaganza, czyli konkurs – „Czy te oczy mogą kłamać?”

20 Paźdź

Napisał do mnie jakiś czas temu Tomasz z pytaniem, czy nie chciałbym zrobić konkursu. Nagrodą miała być wejściówka na jego pokaz. Pomyślałem sobie – czemu nie? Ale na tym się nie skończyło. Pomysł trochę wyewoluował. Udało mi się namówić do niego większą ilość projektantów. Nie chciałem robić jakiegoś banału w postaci losowania albo pisania elaboratów „czemu to właśnie ja zasługuję na tę nagrodę” dlatego wymyśliłem koncepcję pod tytułem „Czy te oczy mogą kłamać?”. O co chodzi? Zaraz do tego dojdziemy, ale najpierw przedstawię głównych bohaterów:

  1. Bajer Ola „Bola”
  2. Anna Poniewierska
  3. Jakub Pieczarkowski
  4. Jacek Kłosiński „Hyakinth” 
  5. Joanna Startek
  6. Kamila Gawronska-Kasperska
  7. Kamila Kończak „Nenukko”
  8. Maciek Banasiak „THUNDER BLOND”
  9. Marta Sinilo „Clody”
  10. Łukasz Jemioł
  11. Michal Szulc
  12. Paulina Plizga
  13. Piotr Drzal
  14. Tomasz Olejniczak „Tomaotomo”
  15. Wiola Wołczyńska
  16. Monika Ptaszek „PtASZEK”

No i mamy szaloną szesnastkę. Konkurs nazwałem „Czy te oczy mogą kłamać?”, bo zadanie polega na przypisaniu zdjęć do konkretnych projektantów. Ponieważ nenukko jak zawsze pragną zostać anonimowe, oczu użyczy ich cudowna PR managerka – Kamila Kończak. Poniżej znajdziecie 16 zdjęć. Na każdej fotografii jest para oczu. Zadanie polega na przyporządkowaniu numerków od 1 do 16 do zdjęć – od A do P. Konkurs jest trudny, przyznaję. I mocno schizofreniczny. Ale nikt nie obiecywał, że będzie lekko.

Czytaj dalej

Fashion Week – vol. II – aleja gwiazd, nieoczekiwany zgon i polska zima czyli refleksje czasem smutne czasem wesołe.

26 Kwi

Zaczniemy od przykrej i dość dramatycznej plotki. Nikt jej nie zakomunikował wprost, nikt z tej okazji nie zamieścił nekrologów ani nie stworzył ujmującego epitafium. Nie było informacji w prasie ani w TV. Nie było łez, rzucania się do grobu i wzruszających przemówień o tym jak to dobrze, że „on” kiedyś był wśród nas a teraz już go nie ma. Nikt nie wspomniał, jakie to straszne i niesprawiedliwe, no bo przecież był jeszcze taki młody! No i oczywiście nikt się nie zastanawiał, jak my sobie teraz bez niego poradzimy. Szokująca plotka rozpuszczała swoje wici i macki pocztą pantoflową. Powtarzana z wypiekami na twarzy i przerażającą satysfakcją ograniczała się do stwierdzeń:

Ha! Wiedzieliśmy, że tak będzie. 

Ha! Należało mu się. 

Ha Ha Ha! Sam jest sobie winny. 

A jaka to właściwie plotka? Osoby ze skłonnością do nerwic i psychoz proszę o nieczytanie, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. Macie mocne nerwy? Ok. A więc musicie wiedzieć (jeśli jeszcze tego nie wiecie), że podobno polski Fashion Week… Umarł! Odszedł od nas bez pogrzebu, a towarzyszył mu tylko szum słów wypranych z wszelkiego zrozumienia. Jest to o tyle szokujące, że jakimś cudem ten uśmiercony przez znudzonych spekulantów byt ciągle dyszy. W końcu –  jeżeli nie byłem na Fashion Week’u, to gdzie spędziłem cztery dni? Może popadam w paranoję i stworzyłem sobie alternatywną rzeczywistość. Nie, aż tak źle nie jest. Są zdjęcia, mam dowody. Fashion Week się odbył. Plotki o śmierci są nieprawdziwe. Mogę zaświadczyć w sądzie.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: