Tag Archives: otwarcie

Wearso. So? Wear it! Czyli o spacerach, otwarciach i jabłkach

29 Wrz

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony otwarciu butiku Wearso i przypadkowym spotkaniom. A raczej przypadkowym spotkaniom i otwarciu butiku. Początek był banalny. Zaczęło się jak zawsze od zaproszenia. Właściwie to trzech zaproszeń. Jedno przyszło pocztą, drugie mailem a trzecie dostałem do rąk własnych od Harel. Fakt, w zupełności wystarczyłoby jedno, ale jak to mówią – od przybytku głowa nie boli. Swoją drogą, osoba która wymyśliła to powiedzenie zapomniała o alkoholu. Od przybytku trunków rozmaitych zdecydowanie boli głowa. Zresztą, jest to potwierdzone przez kolejne powiedzenie „Co za dużo, to niezdrowo”. Czasami boli tak, że porywam się na deklaracje ostateczne – „nigdy więcej nie tknę alkoholu”. Chyba nie muszę dodawać jak to się kończy. Najczęściej wznoszeniem toastów za to nie-tykanie a potem wyrzutami sumienia. No ale mniejsza z tym. Ponieważ zostałem zaproszony aż potrójnie i dość mocno zaagitowany przez Harel, która bywa mistrzynią marketingu, postanowiłem, że nie ma wyjścia. Trzeba iść. Wcześniej miałem umówione spotkanie w butiku Ani Orskiej (szykujemy dla was coś bardzo bardzo ciekawego, więcej info już niedługo), również w okolicach ulicy Mokotowskiej. Jest to bardzo ciekawy kawałek Warszawy. Skupia w sobie tak wiele butików i pracowni, że nie sposób tamtędy przejść i nie spotkać jakiegoś znajomego. I tak było również tym razem – do sklepu wpadł duet Boom Team czyli stylistki Aga i Paula. Ponieważ po spotkaniu miałem trochę wolnego czasu to postanowiliśmy się przespacerować. Dziewczyny zawsze mają kieszenie pełne przezabawnych anegdot, które postaram się kiedyś spisać. Bo życie stylistek-freelancerek to nieustające pasmo śmiesznych, a często i niebezpiecznych historii z gatunku „pożar na sesji zdjęciowej”. Serio, taka ubraniowa tragikomedia! Po 15 minutach przechadzki w kierunku śródmieścia spotkaliśmy kolejną kopalnię anegdot – projektantkę i stylistkę Zosię Kulę, która prywatnie jest moją serdeczną przyjaciółką i poduszką do wypłakiwania żalów wszelkich. Spacer zmienił się w miłą pogawędkę i wymianę plotek. Naładowany dobrą energią wróciłem na Mokotwską, pod numer 62, gdzie swoje miejsce znalazł nowy butik marki Wearso.

Czytaj dalej

UEG czyli otwarcie z białym dywanem

5 Wrz

Na zaproszeniu, do którego dołączona była biała, plastikowa opaska widniała informacja – Dresscode: Black&White. Zero zaskoczenia. Biel to ulubiony kolor UEG. Wystarczy przytoczyć fragment manifestu marki: Biel jest nietrwała jak piękno i miłość. Życie bieli jest krótkie i kończy się upadkiem w szarość. Mój wrodzony cynizm nie toleruje podobnych poetyckich „prawd objawionych”, ale ponieważ UEG znam od dłuższego czasu, wiem, że nie są to puste słowa. Dlatego wyjątkowo daruję sobie złośliwości. Tym bardziej, że poniedziałkowe wydarzenie należało do gatunku radosnych i krzepiących. Otwarcie pierwszego autorskiego butiku jest ważniejsze niż najbardziej wydumane credo. I trzeba się tym faktem cieszyć. Dzisiaj będzie krótko i prosto. Jest to mój ukłon w stronę UEG. Tym razem dostosuję relację do ich filozofii.

Czytaj dalej

Wiktoria zgubiła stanik czyli otwarcie butiku Victoria’s Secret w Złotych Tarasach.

24 Lip

Pewnego dnia do redakcji przyszła różowa torba. W środku był różowy błyszczyk, różowa bibuła i różowa koperta. W kopercie – uwaga – różowe zaproszenie. O tym, że ta znana marka wchodzi na polski rynek wiedziałem już od jakiegoś czasu – kilka miesięcy temu Złote Tarasy zorganizowały konferencję prasową, żeby poinformować o swoich planach na przyszłość. Między kolejnymi slajdami pełnymi nudnych tabelek i wykresów pojawiała się informacja o otwarciu Victoria’s Secret. Miał to być pierwszy butik w Europie. I chyba jest to prawda, bo z tego co czytałem na vogue.co.uk, otwarcie londyńskiej filii ma miejsce dzisiaj. Moja znajomość marki ograniczała się do biuściastych aniołków i dość barwnych pokazów. Za to moje koleżanki wpadły w euforyczną radość. Przekrzykując się nawzajem, wychwalały jakość staników, wygodę i urokliwość majtek oraz niesamowite właściwości urodowo-zapachowe kosmetyków, które marka również ma w swojej ofercie. Pomyślałem sobie, że skoro zapraszają, to wypada iść. Sklepy ze stanikami to dla mnie czarna magia (abstrahując od tego, że nad takim sklepem mieszkam). Taka okazja nie zdarzy się zbyt szybko, więc poszedłem. Raz się żyje. Prawda?

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: