Tag Archives: Recenzja

Łukasz Jemioł Wiosna/Lato 2014 – Spotlight na Detal

10 Gru

Łukasz Jemioł Wiosna/Lato 2014 Zdjęcia: Filip Okopny

Łukasz Jemioł Wiosna/Lato 2014 Zdjęcia: Filip Okopny

Studio ATM, umiejscowione na obrzeżach Warszawy, ma już pewne doświadczenia w kwestii goszczenia pokazów mody. Nie jest to może jeszcze uśmiech dojrzałej kobiety, która „niejedno przeszła” (tu protekcjonalnie kiwa głową Soho Factory), ale na pewno nie ma nic wspólnego z dziewiczym pąsem. W swoim wachlarzu sztuczek i uśmiechów, posiada przecież znakomite warunki, które mogą uwieść niejednego uznanego projektanta. Oczywiście nie należy do nich sama okolica studio (raczej posępna), ani fasada budynku (wyjątkowo przeciętna). No dobrze, ale jeśli nie uroda, to co? Domyślacie się już, cóż takiego ma do zaproponowania ATM? Dokładnie ten czynnik stanowiący absolutnie przeciwny biegun świata mody, czyli mitologiczne wnętrze, które teoretycznie wszyscy doceniają, ale nikt się nim do końca nie interesuje. Nie ma tu jednak mowy o żadnej duchowości, czy emocjach. To jest tylko i wyłącznie kwestia technicznego, profesjonalnego podejścia. Choćby przestronna hala, która jest w stanie zmieścić wyjątkowo szeroki wybieg. Albo doskonałe trybuny, które pozwalają gościom zobaczyć coś więcej niż kok, lub stroik pani siedzącej rząd wcześniej. A sufit usiany riggingiem? To prawdziwa gratka dla oświetleniowców. Nie wspominając o przestronnym zapleczu, w którym sam po pokazie buszowałem. I właśnie w tych uroczo profesjonalnych warunkach mogliśmy zobaczyć wiosenno-letnią kolekcję Łukasza Jemioła, którą wywołała we mnie uczucie sporego niedosytu. Ale do tego jeszcze dojdziemy.

Czytaj dalej

Joanna Klimas Wiosna/Lato 2014 – Logo Game czyli Gra w Chaos

12 Paźdź

??????????????????????????????????????????????????????????

„Chodzenie na pokaz mody to praca? Chyba zwariowałeś! Przecież to sama przyjemność*” 

Jest piątek, wstaję o godzinie 9:00. Niektórym z was może się zdawać, że to bardzo późno. Weźcie jednak pod uwagę fakt, że pracuję do dalekich, nocnych godzin – więc z mojej perspektywy jest to mimo wszystko wczesna pora. Parzę kawę, robię koktajl (nie jadam śniadań), siadam do komputera. Zaczyna się mój dzień pracy. Około 12 zbieram się do wyjścia, jadę na spotkanie, potem do agencji z którą współpracuję. Maile, telefony, wiadomości, decyzje, konsultacje z grafikiem, fanpage, ciuchy i tak dalej. Czas mija. Patrzę na zegarek, jest już prawie 18. Pędzę do domu. Jem kolację z nosem wlepionym w ekran – nadal jestem w pracy. W dzikim pędzie biorę prysznic, myślę co na siebie założyć, przebieram się, zamawiam taksówkę, bo na 20:00 jest pokaz. W taksówce odpisuję na kilka wiadomości od czytelników. Jestem na miejscu. Z pracy do pracy, a potem znów do pracy. Ktoś mi jeszcze zazdrości?

Czytaj dalej

Bohoboco Jesień/Zima 2013 – Polski Sen, Jajko, Kura i Czarownice

10 Wrz
Foto: Mateusz Kostka / LaMode.info – Bohoboco Jesień/Zima 2013

Foto: Mateusz Kostka / LaMode.info – Bohoboco Jesień/Zima 2013

Szukam informacji o Bohoboco. Przeglądam rozmaite strony, magazyny, czytam opinie i komentarze dziennikarzy. Przed oczami migają mi takie słowa jak „ulubieńcy”, „pokochały”, „uwielbiają”. Zarówno w kontekście gwiazd, jak i „zwykłych” klientek. Trudno nie przyznać, że to spory i poważny ładunek emocjonalny. Pozostaje pytanie – skąd on się wziął? Gdzie kryje się jego geneza? I co za nim stoi – produkt, PR, a może jakaś unikalna mieszanka tych dwóch czynników?

Trudno nie zauważyć, że Michał Gilbert Lach i Kamil Owczarek są ewenementem w polskim świecie mody. Na przestrzeni czterech sezonów (teraz obejrzeliśmy piąty) udało im się zrealizować prawdziwy „polish dream”. Trzy samodzielne butiki, produkcja autorskich perfum, niezliczone ilości ubranych gwiazd, pokazy realizowane na poziomie, który dorównuje starym wyjadaczom polskiej sceny modowej. Zaufały im klientki, które noszą ich ubrania, zaufali im sponsorzy, którzy pozycjonują swoje marki na ich pokazach, a na końcu – zaufały im celebrytki, dla których sukienka od Bohoboco jest najczęściej gwarancją dobrych recenzji w kolorowej prasie. Imponujący sukces, osiągnięty w bardzo krótkim czasie!

Czytaj dalej

est by eS. Jesień/Zima 2013 czyli Dyskretny Urok Prezentacji Prasowej

27 Sier
Diary - est by eS. Jesień - Zima 2013

Diary – est by eS. Jesień – Zima 2013

Ostatnia prezentacja kolekcji marki est by eS. przypomniała mi wszystkie możliwe powody, dla których tak bardzo lubię prezentacje prasowe. I zrobiła to w bardzo dobrym stylu. Wiem wiem, tytułowe zdjęcie nie wygląda imponująco. Powiecie – cztery wieszaki – co w tym takiego ciekawego? Spokojnie, jeszcze do tego dojdziemy. Zacznijmy jednak po bożemu, czyli od standardowego początku.

W zeszłotygodniową dość deszczową środę pojechaliśmy z Sarą prosto z pracy do kameralnego showroomu Tweed, który znajduje się w zabytkowej i urokliwej kamienicy (przepraszam za to sztampowe słowo, ale ta kamienica naprawdę jest urokliwa) w samym centrum Warszawy. Wchodzimy do środka, witają nas uśmiechnięte twarze pracowników showroomu. W powietrzu czuć przyjazną atmosferę, zupełnie jakby się odwiedzało starych, dobrych znajomych w ich kameralnym mieszkaniu. I tak jak w przypadku towarzyskich wizyt, tak i tutaj od razu zostajemy zasypani lawiną gościnnych pytań dotyczących rozmaitych płynów i dosłownie zagonieni do bufetu. Wszystko to co w pokazach mody bywa denerwujące, tu nie ma najmniejszego znaczenia. Można spokojnie usiąść, pogadać ze znajomymi, powymieniać plotki. Bez martwienia się o czas. Bez zastanawiania się, czy na pewno dobrze zobaczymy ubrania. No i najważniejsza sprawa – projektant jest na miejscu, więc można go wymęczyć wszystkimi pytaniami, które nam przyjdą do głowy. Jednak tym razem nie było takiej potrzeby. Dlaczego?

Czytaj dalej

Maldoror Jesień-Zima 2013 czyli „Bóg, Honor, Ojczyzna” i.. Chuj.

30 Maj
Foto: Mirek Kaźmierczak - Maldoror Jesień/Zima 2013

Foto: Mirek Kaźmierczak – Maldoror Jesień/Zima 2013

Jest jeden, dość ciekawy detal dotyczący pokazów mody i prezentacji prasowych, którego chyba nigdy do tej porty nie poruszałem. W języku angielskim mówi się na niego „goodie bag” lub „gift pack”. Jest to tajemnicza torba, która w swoim wnętrzu skrywa  prezencik. Wychodząc z jakiegoś przemiłego wydarzenia, zawsze z odrobiną obowiązkowego zażenowania na twarzy, odbieramy ten pakuneczek, wypchany próbkami kosmetyków, sznurówkami, pastami do butów, biżuterią, ciastkami, butelkami wina, voucherami, porcelaną, pokrowcami na laptopy (uwaga, mogę tak wymieniać bez końca), katalogami, kuponami zniżkowymi, słuchawkami, ciuchami, świecami, perfumami, breloczkami, pendrive’ami… Generalnie same cuda-wianki, klęska dobrobytu, która teoretycznie jest nam wręczana z sympatii, a tak naprawdę sami wiemy czemu ma służyć. Dobrze jest się przyjaźnić z dziennikarzem, stylistą albo blogerem. Sam jestem najlepszym przykładem. Jeszcze żadna osoba, która mnie odwiedziła, nie wyszła z pustymi rękami. Dla każdego mam zawsze coś miłego. Kolczyki dla mamy przyjaciółki, cienie do powiek dla siostry, farba do włosów dla koleżanki i szałowy szaliczek dla równie szałowej babci. Jeśli ktoś jest w miarę ogarnięty w pokazach i prezentacjach prasowych, to ma problem kupowania prezentów całkowicie z głowy. No i jak tu nie lubić „giftpacków”?

Czytaj dalej

Robert Kupisz Lato 2014 (???) czyli ostateczny przerost formy nad treścią.

28 Maj
Foto: Jakub Pleśniarski / LaMode.info – Robert Kupisz Lato 2014

Foto: Jakub Pleśniarski / LaMode.info – Robert Kupisz Lato 2014

Właśnie wróciłem z pokazu Roberta Kupisza. W tej sekundzie, w tej chwili. Dokładnie teraz, kiedy wystukuje na klawiaturze te słowa, zdejmuję  zegarek, bransoletki, odsupłuje z nadgarstków sznurki. Rozpinam koszulę, zdejmuję sportowe buty, do założenia których zostałem zobligowany w złotym, okrągłym zaproszeniu, ozdobionym wieńcem laurowym. Nic dziwnego, pokaz kolekcji „Fair Play” odbył się w na hali sportowej. Poziom groteski osiągnął tam apogeum. Pojawiały się takie kwiatki, jak połączenia wieczorowych sukienek i trampków. I chociaż brzmi to bardzo „fashion-forward”, to niestety nie wyglądało to dobrze. Siedzę w salonie na sofie i zastanawiam się nad tymi wszystkimi detalami, które wyłapałem dzisiejszego wieczora. Co chwila do mojej głowy wpada jakaś błyskotliwa myśl, a zaraz po niej kolejna, kolejna i kolejna. Te uporczywe myśli przeskakują z miejsca na miejsce, a ja niestety nie jestem w stanie ich przywołać do porządku. Poustawiać w szeregu. Czy to ja zwariowałem, czy to świat oszalał? O, to jest doskonałe pytanie.

Czytaj dalej

Łukasz Jemioł Jesień/Zima 2013 czyli wycieczka do Tajemniczego Ogrodu

26 Maj
Foto: Akpa / LaMode.info

Foto: Akpa / LaMode.info

Czy istnieje jakiś określony mechanizm, sprawdzony wzorzec zachowania, odgórny kodeks pracy ustalony dla krytyka mody? Jak oddzielić sympatię od zawodowego profesjonalizmu? Czy da się postawić wyraźną linię między jednym i drugim? Często się nad tym zastanawiam. Niestety ciągle nie znam odpowiedzi na te pytania. Nawet nie próbuję ich opisać jako „pozornie proste” albo „banalne”, bo takie nie są.  Gorzej, nie mam od kogo się tego nauczyć. Wzorców dookoła brak. Owszem – przyznaję, że fajnie byłoby wznieść się ponad to i od razu po pokazie uciec do domu. Nie napić się z nikim wódki, nie pogadać, nie pośmiać. Powiedzieć – przepraszam bardzo, ale mój etos i profesjonalizm sprawiają, że nie mogę z wami rozmawiać, ewentualnie przy świadkach i na bezpieczny temat. Wiem, pogadajmy o pogodzie! Świat jest zbudowany na rozmaitych sieciach zależności. Bezstronność i alienacja w pewnych sytuacjach wydają się bardzo atrakcyjną możliwością, ale koniec końców są tylko rozkoszną, bajkową utopią. Bo przecież każdy kogoś zna. Jednych nie lubimy, niektórzy są nam obojętni, wobec innych mamy długi wdzięczności. Bywa, że wyświadczamy komuś przysługę, innym razem to właśnie nam ratują tyłek. Niebywałą sztuką jest lawirowanie na tej lepkiej pajęczynie grymasów, ukłonów i konwenansów. Moda jest płynnym przeniesieniem sytuacji z parkietu, na bardzo tłocznej imprezie. Gdzieś w oddali jest ktoś, kto nam się podoba – mrugamy do niego okiem. Do jednych się uśmiechamy, innym wbijamy łokieć pod żebro, bo nam nadepnęli na stopę. Są też tacy których kompletnie nie dostrzegamy, ale to nie znaczy, że oni nie widzą nas. Nie da się tego uniknąć. No chyba, że chcemy tańczyć sami. Ale co to za impreza, na której lista gości ograniczyła się do jednej osoby?

Czytaj dalej

%d bloggers like this: