Tag Archives: She/s a riot

Piąty Dzień Tygodnia vol. 2.

27 Lip

Kolejny tydzień za nami. Kiedy to się wydarzyło? Dziś zaczynam od małej informacji – do współprowadzenia „Piątego Dnia Tygodnia” zaprosiłem naszą sekretarz redakcji, znaną już wam jako pogotowie przecinkowe, Martę Mitek. Co się działo przez ostatnie dni? Zapraszamy do naszego subiektywnego przeglądu najciekawszych newsów. Oczywiście pojawią się też goście. W tym odcinku trzy genialne panie: Gabriela Czerkiewicz, Harel i Ewa Kosz. Gotowi? To zaczynamy.

Jesienne Kampanie – ciąg dalszy

Jednak tym razem w wersji video. Koniec ładnych, wypieszczonych filmów. Jesień zapowiada się schizofrenicznie ale też trochę dowcipnie.

KENZO i zabawy hula-hop.

ALEXANDER McQUEEN i zabawy po ciężkich narkotykach. Nie bierzcie narkotyków.

ALEXANDER WANG i gościnnie Azealia Banks. I znowu impreza!

Nasze luźne skojarzenie ilustrujące ten trend w nowych kampaniach!

Czytaj dalej

Open’er 2012 czyli alternatywna fotorelacja pod tytułem “zagubiony na Fashion Stage”

9 Lip

Zacznę od wyznania – nie jestem typem festiwalowego maniaka. Nie lubię brodzić w błocie, które pachnie jakby je właśnie nawożono przed zasianiem zboża jakimś wyjątkowo biologicznym odpadem. Nie lubię sytuacji, kiedy nie mam dostępu do normalnej łazienki i muszę wycierać ręce papierowymi ręcznikami, które pachną równie ładnie jak to błoto w którym trzeba brodzić. Nie radzę sobie w chaotycznym tłumie ludzi odbijających się ode mnie niczym piłeczki w maszynie totlotka, przez co inni mają siniaki na wysokości żeber (bo mam kościste łokcie). Listę takich skarg i zażaleń, czyli nudnego smęcenia mógłbym ciągnąć bardzo długo, jednak tego nie zrobię, bo nie ma sensu bardziej się kompromitować w tak zmanierowany sposób. Są jednak dwie rzeczy, które po prostu uwielbiam. Jest to oczywiście Moda a w drugiej kolejności Muzyka. Dlatego, mimo mojego aspołecznego podejścia i szczerej nienawiści do błota, od czasu do czasu na Open’era jeżdżę. W tym roku okoliczności były jednak zupełnie inne niż zazwyczaj. Wszystko zaczęło się od tego, że moją przyjaciółkę, znaną jako Sophie Kula, zaproszono do strefy „Fashion Stage” z jej najnowszą kolekcją „Global Warm”. Sophie poprosiła mnie o pomoc przy pokazach a ja się zgodziłem. W ten sposób zamiast standardowych dla mnie dwóch dni spędziłem na festiwalu c-a-ł-y tydzień. Było dużo przygód, trochę nerwowych sytuacji i kilka miłych momentów. Konwencja jest taka sama jak ostatnio. Estetyce zdjęć mówimy „do widzenia”. Żadnych filtrów, żadnych Instagramów. Mało pozowania. Bez wygibasów stylistycznych i wysokiego tonu. Zamiast tego mięso, naturalny blur zdjęć robionych z „przyczajki” i dużo skradzionych momentów. Zapraszam do oglądania!

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: