Tag Archives: Soho Factory

Tomasz Olejniczak – Tomaotomo SS2016, czyli lodowaty „Wonderland”

15 Gru

low_Tomaotomo_0953

Jeśli jakiś projektant mody zastawiał się kiedyś nad najskuteczniejszą metodą, która sprawi, że goście podczas pokazu poczują dreszcze na plecach, to podpowiadam – Tomek Olejniczak znalazł idealny sposób. Nie tylko skuteczny, ale do tego jeszcze całkiem ekonomiczny. Kolekcja? Nieistotna. Lista gości? Opcjonalna. Scenografia? To dobre dla amatorów. Prawdziwy profesjonalista, żeby zmrozić swoich gości, zaprasza ich w grudniu na pokaz, wprost do nieogrzewanej hali. A czy się trzęsą z emocji, czy z zimna? Nieistotne – #Whocares!?

Czytaj dalej

Reklamy

La Mania Wiosna/Lato 2015 czyli „Jakby Luksusowo”

21 Gru

86_web_LaManiaSS15_171214_FilipOkopny

Zaczęło się od zaskoczenia znalezionego w skrzynce mailowej. W wielkim skrócie wyglądało ono tak: „Dzień Dobry Panie Tobiaszu, tiruriru pokaz La Manii tiruriru, zaproszenie tiruriru, a może adres korespondencyjny tiru? Riru?”. Zaraz zaraz. Wróćmy do podstaw. Zaproszenie na pokaz La Manii? Wysłane do mnie? Po cyklu Project Runway Bez Majtek? Całkiem zabawne. Co by nie powiedzieć – ironiczne. Nazywajmy rzeczy po imieniu – w publikacjach podsumowujących odcinki pierwszej polskiej edycji programu Project Runway pozwoliłem sobie na kilka komentarzy, po których ostatnią rzeczą jakiej mogłem się spodziewać, było właśnie zaproszenie na pokaz domu mody należącego do Joanny Przetakiewicz. Najwyraźniej ostatni kwartał roku 2014 niesie same zaskoczenia, łącząc niemożliwe z możliwym – ogień krzepnie, blask ciemnieje, zwierzęta będą mówić ludzkim głosem, szafiarki piszą książki o treści, którą można podsumować jako jedno wielkie „mystery”, a ja pójdę na pokaz La Manii. I poszedłem. Co więcej – wróciłem, a teraz opowiem wam o tym, co widziałem.

Czytaj dalej

Tomasz Olejniczak „Veronique” Wiosna/Lato 2014 – Moda, Muza i Miłość

16 Kwi

Tomaotomo Tomasz Olejniczak WiosnaLato 2014 : foto - Patryk Bułhak-080

Londyn ma swoje Soho, Nowy Jork SoHo, a Warszawa, perła Europy, ma swoje Soho Factory. Ten postindustrialny kompleks budynków skupia w sobie redakcje, biura, gastronomię i jeszcze kilka innych atrakcji – na przykład hamaki rozwieszone na drzewach zapełniających liczne, zielone przestrzenie. Ta enklawa uprzywilejowanych znajduje się w otoczeniu dogorywających kamieniczek i świeżo zbudowanych bloków, utrzymanych nierzadko w kontrowersyjnej kolorystyce i frapujących kształtach. Oczywiście teren otacza mur. Dostęp do środka umożliwiają tylko trzy bramki, co warto dodać – pilnie strzeżone przez zastęp rześkich i energicznych (choć nieco już posuniętych w wieku) ochroniarzy.

Czytaj dalej

Bohoboco Jesień/Zima 2013 – Polski Sen, Jajko, Kura i Czarownice

10 Wrz
Foto: Mateusz Kostka / LaMode.info – Bohoboco Jesień/Zima 2013

Foto: Mateusz Kostka / LaMode.info – Bohoboco Jesień/Zima 2013

Szukam informacji o Bohoboco. Przeglądam rozmaite strony, magazyny, czytam opinie i komentarze dziennikarzy. Przed oczami migają mi takie słowa jak „ulubieńcy”, „pokochały”, „uwielbiają”. Zarówno w kontekście gwiazd, jak i „zwykłych” klientek. Trudno nie przyznać, że to spory i poważny ładunek emocjonalny. Pozostaje pytanie – skąd on się wziął? Gdzie kryje się jego geneza? I co za nim stoi – produkt, PR, a może jakaś unikalna mieszanka tych dwóch czynników?

Trudno nie zauważyć, że Michał Gilbert Lach i Kamil Owczarek są ewenementem w polskim świecie mody. Na przestrzeni czterech sezonów (teraz obejrzeliśmy piąty) udało im się zrealizować prawdziwy „polish dream”. Trzy samodzielne butiki, produkcja autorskich perfum, niezliczone ilości ubranych gwiazd, pokazy realizowane na poziomie, który dorównuje starym wyjadaczom polskiej sceny modowej. Zaufały im klientki, które noszą ich ubrania, zaufali im sponsorzy, którzy pozycjonują swoje marki na ich pokazach, a na końcu – zaufały im celebrytki, dla których sukienka od Bohoboco jest najczęściej gwarancją dobrych recenzji w kolorowej prasie. Imponujący sukces, osiągnięty w bardzo krótkim czasie!

Czytaj dalej

Kapitan Zień walczy z Huraganem. Kolekcja SS 2013, owady i nowy kurs w nieznane.

21 Paźdź

„Jak to jest być Maciejem Zieniem?” Dokładnie taka myśl przyszła mi do głowy w samym środku piątkowego pokazu. Od tamtej pory to pytanie natrętnie krąży w mojej głowie. Jak się pracuje, żyje i projektuje ze świadomością bycia jednym z najbardziej rozpoznawalnych kreatorów mody w Polsce. A może określenie „jednym z” jest zbędne? Pamiętacie, jak rok temu przytoczyłem pewne miano, taką trochę niby-łatkę, Zień – Król Polskiej Mody, którą lubią powtarzać kolorowe magazyny? Nadal nie wiem czy moda potrzebuje koronowanych głów. Nie wspominając o tym, że taka koronacja wymagałaby obecności „Papieża Polskiej Mody” i choć wielu pretenduje, to taka osoba nie istnieje. Zresztą, tytuły (a w szczególności te samozwańcze) mają niewielkie przełożenie na rzeczywistość. Wiem jednak, że istnieje pewna teoretyczna zależność. Logika podpowiada, że im bardziej znany jest dany projektant, tym więcej się od niego wymaga. Czy Maciej Zień tworząc nowe kolekcje martwi się tymi oczekiwaniami? Czy stara się im sprostać? Czy w ogóle przyjmuje je do świadomości? No i na koniec – jakie oczekiwania mają goście, którzy przychodzą na jego pokazy? Nie oszukujmy się, ogromna większość ludzi zgromadzonych na tym wydarzeniu nie była, nie jest i raczej nie będzie jego klientami. A jednak magia ciągle działa. Kolejny raz, z jakiegoś powodu (powodów?) setki widzów chciały poświęcić kilka godzin swojego życia na obejrzenie nowej kolekcji. Wiem, kłamię w żywe oczy bo jest to myślenie czysto utopijne. Ubrania same w sobie nie są przecież aż tak interesujące. Za to ubrania podlane złudzeniem high-life zyskują dodatkowych, absolutnie nie-dziewiczych rumieńców. Ja idąc na pokaz doskonale wiem, czego oczekuję. W pierwszej kolejności jest to oczywiście dobra (a jest to pojęcie dość względne) kolekcja. Następnie weryfikuję kolejne składniki, które choć są ważne, to mniej istotne od samych ubrań – oprawę, modelki, stylizację, choreografię, etc… Czyli wizję (cóż za wyświechtane słowo) i wszystkie zabiegi, które pomagają ją urzeczywistnić. Na końcu zostają goście, którzy stanowią pożywkę dla Stylu Gwiazd. Kolekcja SS nazywa się „Hurricane”, czyli Huragan. Mocne słowo przywodzące na myśl wiele negatywnych skojarzeń. Zniszczenie. Siła i piękno przyrody, przy których człowiek całkowicie traci zdolność kontrolowania rzeczywistości. Duże słowo generuje duże oczekiwania.

Czytaj dalej

Różne oblicza pokazów. Odcinek nr 1 – Paprocki&Brzozowski czyli wydarzenie, na którym trzeba się pojawić.

6 Czer

Moda jest pełna paradoksów i ciekawych zjawisk. Do kalendarzowego lata zostało jeszcze kilka tygodni, a my już od kwietnia myślimy o jesieni i zimie. Zresztą, co tam zima – Robert Kupisz z kolekcją na lato 2013 (tym razem z pominięciem wiosny!) wyprzedził świat mody o cały rok. To dość oryginalne podejście uważam za warte odnotowania – nagle wznosimy się ponad projektowanie ubrań i płynnie przechodzimy w długodystansowe przewidywanie trendów. Oczywiście nie jest to jedyny kwiatek-paradoks, jaki wyrósł na naszej lokalnej, żyznej ziemi. Jest ich dużo więcej. Co chwila zakwita kolejny, tworząc uroczy krajobraz polskiej modowej łączki. Zostawmy jednak lato 2013 w spokoju. I tak wrócimy do niego za pół roku. Jak na razie skupiamy 100% uwagi na tym, co polscy projektanci proponują na nasze jesienne, depresyjne deszcze i zimowe kałuże urozmaicone śniegiem o tajemniczym, żółtawym odcieniu.

Czytaj dalej

Kwestia czasu, minimalizm i nuda czyli BOHOBOCO AW 2013.

27 Maj

Dziennikarze, styliści, blogerki i każdy kto moczy paluszki w branży zwanej hucznie branżą modową, biegają bez tchu po pokazach, eventach i prezentacjach prasowych. Każdy kto myśli, że to istna bajka a nie życie jest w ogromnym błędzie. Umówmy się – lekko nie jest. Podstawowy problem to “kwestia czasu”. A raczej jego wiecznego braku. Na evencik trzeba dojechać co oczywiście zabiera nam kilka chwil. Jak już dotrzemy na miejsce, to musimy się z każdym przywitać i zamienić parę słów. Głównie o tym, jaki to człowiek jest zabiegany i jak nam ciągle brakuje tego ultra cennego czasu. Istny koszmar na jawie! Następnie trzeba z grzeczności (lub z ciekawości) posłuchać o tym, co właściwie oglądamy i dlaczego akurat tutaj jesteśmy. Następnie coś zjeść, napić się i zabrać paczkę z materiałami prasowymi / prezencikiem, żeby na koniec z uśmiechem na ustach powiedzieć “zmykam dalej bo mam bardzo mało czasu”. Przy odrobinie szczęścia w ciągu jednej doby można zjeść trzy obiady, a o trzeciej po południu mieć już nieźle w czubie, bo serwowanie wina w ciągu dnia w oczywisty sposób sprzyja percepcji. Kilka godzin z życia wyjęte na zawsze. Potem oczywiście następuje problem, bo zaglądamy do kalendarza i okazuje się, że wieczorem jest kolejny evenick! Wieczorne wydarzenia wymagają jednak sporych manewrów – trzeba się na nie przygotować. Wrócić do domu, odświeżyć, skompletować stylizację (bardzo ważne!), obdzwonić znajomych (których swoją drogą widzieliśmy tego dnia już kilka razy) i dowiedzieć się kto, jak i o której wybiera się na pokaz/galę/imprezę, niepotrzebne skreślić. Wszystko to jest bardzo czasożerne – zastanawiam się, kiedy właściwie w tym natłoku obowiązków znajdujemy czas na pracę…  Oczywiście jest to bardzo przerysowany opis. Ale jak wiemy, każda karykatura powstaje na wzór prawdziwego obrazu. Czemu dzisiaj tak bardzo skoncentrowałem się na kwestii czasu? Bo, jak się okazuje, nie wszyscy go szanujemy.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: