Tag Archives: SS 2013

Piąty Dzień Tygodnia vol. 17 wydanie dla frustratów

8 Lu

piaty

Przez kilka dni Wiosna czaiła się za rogiem. Coś tam sobie nieśmiało majstrowała, my czekaliśmy aż wyjdzie i pokaże się w pełnej okazałości. Jedyne co nam wiosna pokazała, to wystający zza winka środkowy palec krzyczący w naszym kierunku „fuuuuck youuuuu looosers”. Zawinęła kiecą w modną łączką i z okrutnym chichotem poszła w cholerę, czekać na lepsze jutro. Jak ją znam to i tak wróci, ale przyznam, że czekanie na tę zieloną jędzę jest w tym roku wyjątkowo dotkliwe. Dość mam tej wstrętnej, przebrzydłej, ciągnącej się niczym glut zimy, która na nic konkretnego nie może się zdecydować, więc histerycznie sypie z nieba wszystkim co popadnie. Koszmar, żyć się odechciewa. Istnieje oczywiście szansa, że to tylko moje urojenia, i że wszyscy dookoła tę naszą upośledzoną zimę kochają i cieszą się z jej schizofrenicznych wybryków. Takim osobnikom mam ochotę pokazać ten sam palec co wiosna. Ok, zamykam kącik meteorologiczny starego zrzędy. Przechodzimy do tradycyjnego, piątkowego podsumowania. Szczerze? Najchętniej bym napisał, sorry, nic się nie działo, do zo za tydzień (albo na wiosnę) no ale niestety się działo. Zapraszamy!

Czytaj dalej

Reklamy

Ania Kuczyńska SS 2013. Złoty pył i brakujący fragment

22 Paźdź

Jest coś niezwykle pociągającego w Ani Kuczyńskiej. Nie jest mi łatwo opisywać takie emocje, bo są bardzo abstrakcyjne i czysto intuicyjne. Niemniej, spróbuję. Co mnie pociąga w jej pracy i twórczości? Uwielbiam konsekwencję z jaką ta projektantka od wielu lat realizuje swoją wizję mody. To, jak szuka i realizuje nowe pomysły. Pewnego rodzaju kompleksowość i totalność. Nawet jeśli na jej drodze manifestuje się element przypadkowości, to ja jako widz, obserwator i odbiorca nigdy go nie zauważam. Na jej pokazach i w jej kolekcjach wszystkie elementy są zawsze idealnie połączone niewidzialną nitką. Różne, pozornie odległe od siebie fragmenty, Ania spina agrafkami z inspiracji, wrażeń i emocji. Na jej pokazach nigdy nie ma kłamstwa, udawania. Jest za to piękna i pełna całość. Nawet jeśli niedoskonała, to tym bardziej ciekawa, bo czysto ludzka. Trochę jakby szukała odpowiedzi, na nieistniejące pytania. Czy moda może być uczuciem? Czy moda może być czymś więcej niż zwykłym ubieraniem się?

Tak, niewątpliwie jest coś bardzo pociągającego w Ani Kuczyńskiej.

Czytaj dalej

Kapitan Zień walczy z Huraganem. Kolekcja SS 2013, owady i nowy kurs w nieznane.

21 Paźdź

„Jak to jest być Maciejem Zieniem?” Dokładnie taka myśl przyszła mi do głowy w samym środku piątkowego pokazu. Od tamtej pory to pytanie natrętnie krąży w mojej głowie. Jak się pracuje, żyje i projektuje ze świadomością bycia jednym z najbardziej rozpoznawalnych kreatorów mody w Polsce. A może określenie „jednym z” jest zbędne? Pamiętacie, jak rok temu przytoczyłem pewne miano, taką trochę niby-łatkę, Zień – Król Polskiej Mody, którą lubią powtarzać kolorowe magazyny? Nadal nie wiem czy moda potrzebuje koronowanych głów. Nie wspominając o tym, że taka koronacja wymagałaby obecności „Papieża Polskiej Mody” i choć wielu pretenduje, to taka osoba nie istnieje. Zresztą, tytuły (a w szczególności te samozwańcze) mają niewielkie przełożenie na rzeczywistość. Wiem jednak, że istnieje pewna teoretyczna zależność. Logika podpowiada, że im bardziej znany jest dany projektant, tym więcej się od niego wymaga. Czy Maciej Zień tworząc nowe kolekcje martwi się tymi oczekiwaniami? Czy stara się im sprostać? Czy w ogóle przyjmuje je do świadomości? No i na koniec – jakie oczekiwania mają goście, którzy przychodzą na jego pokazy? Nie oszukujmy się, ogromna większość ludzi zgromadzonych na tym wydarzeniu nie była, nie jest i raczej nie będzie jego klientami. A jednak magia ciągle działa. Kolejny raz, z jakiegoś powodu (powodów?) setki widzów chciały poświęcić kilka godzin swojego życia na obejrzenie nowej kolekcji. Wiem, kłamię w żywe oczy bo jest to myślenie czysto utopijne. Ubrania same w sobie nie są przecież aż tak interesujące. Za to ubrania podlane złudzeniem high-life zyskują dodatkowych, absolutnie nie-dziewiczych rumieńców. Ja idąc na pokaz doskonale wiem, czego oczekuję. W pierwszej kolejności jest to oczywiście dobra (a jest to pojęcie dość względne) kolekcja. Następnie weryfikuję kolejne składniki, które choć są ważne, to mniej istotne od samych ubrań – oprawę, modelki, stylizację, choreografię, etc… Czyli wizję (cóż za wyświechtane słowo) i wszystkie zabiegi, które pomagają ją urzeczywistnić. Na końcu zostają goście, którzy stanowią pożywkę dla Stylu Gwiazd. Kolekcja SS nazywa się „Hurricane”, czyli Huragan. Mocne słowo przywodzące na myśl wiele negatywnych skojarzeń. Zniszczenie. Siła i piękno przyrody, przy których człowiek całkowicie traci zdolność kontrolowania rzeczywistości. Duże słowo generuje duże oczekiwania.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: