Dekalog Mody Autorskiej – Hush Magazine No. 2

IMG_20131209_130309

Czyli mówiąc prostym językiem – dziesięć powodów, dla których naprawdę warto kupować u projektantów. Tekst powstał specjalnie dla drugiego wydania Hush Magazine – Hush Warsaw Royal Edition!

Czytaj dalej „Dekalog Mody Autorskiej – Hush Magazine No. 2”

Między Polską a Bangladeszem, czyli opowieść o naszej podwójnej moralności

im

Z niebywałym zaciekawieniem przeczytałem ostatni wpis Michała Zaczyńskiego, który przywołuje dramat z Bangladeskiej fabryki i fakt, że w jej ruinach, obok ciał pracowników, znaleziono metki jednej z marek polskiego odzieżowego giganta – spółki LPP. Jednak nie na tym opiera się oś tekstu. Kwestia dotyczy impertynencji naszego rodzimego producenta ubrań, który wykazał się niesamowitą głupotą, bo zamiast podkulić ogon i na klęczkach przepraszać, zarówno świat, jak i swoich klientów, zaczął wywijać kota ogonem i sam postawił się w pozycji ofiary. A na dodatek nie podpisał porozumienia zawartego przez innych producentów ubrań, na rzecz polepszenia warunków pracy. Czemu używam słowa „głupota”? Bo to jawne niezrozumienie mechanizmów, które rządzą naszym światem, również wirtualnym W sytuacji, w której mamy dostęp do niczym nie limitowanego źródła wiedzy i opinii, jakim jest Internet, a także ogromnej konkurencji dotyczącej każdej możliwej branży, ignorowanie takiej sytuacji, to strzał w kolano. I Michał Zaczyński swoją publikacją, nawołującą do bojkotu LPP, udowodnił to wręcz modelowo.

Czytaj dalej „Między Polską a Bangladeszem, czyli opowieść o naszej podwójnej moralności”

Fashion Book Poland, czyli Grzeszna Biblia Polskiej Mody

IMAG4920_1_Bob_Clean

Kilka miesięcy temu dostałem enigmatyczną wiadomość z zaproszeniem do uczestnictwa w pierwszej edycji przedsięwzięcia o nazwie Fashion Book Poland. Dumny tytuł sugerował, że ta nietypowa publikacja ma zamiar stać się prawdziwym almanachem polskiej branży modowej, skupiając w sobie wszystkie marki, firmy, instytucje i osoby z nią związane. Pomyślałem – czemu nie. To przecież bardzo miło łechcząca ego propozycja. Szczególnie, że cały proces został określony jako prosty i bezproblemowy. Wymagania ze strony redakcji były malutkie – ot prosta ankieta do wypełnienia, jedno zdjęcie (w moim przypadku ilustracja) i na tym koniec. Oczywiście zastawiałem się: po co właściwie nam taka książka. Do kogo jest skierowana? I jaki obraz nakreśli cały nasz modowy dobytek, zebrany w jednym miejscu? Ale jak to mówią: darowanemu koniowi, i tak dalej… Czytaj dalej „Fashion Book Poland, czyli Grzeszna Biblia Polskiej Mody”

Bohoboco Jesień/Zima 2013 – Polski Sen, Jajko, Kura i Czarownice

Foto: Mateusz Kostka / LaMode.info – Bohoboco Jesień/Zima 2013
Foto: Mateusz Kostka / LaMode.info – Bohoboco Jesień/Zima 2013

Szukam informacji o Bohoboco. Przeglądam rozmaite strony, magazyny, czytam opinie i komentarze dziennikarzy. Przed oczami migają mi takie słowa jak „ulubieńcy”, „pokochały”, „uwielbiają”. Zarówno w kontekście gwiazd, jak i „zwykłych” klientek. Trudno nie przyznać, że to spory i poważny ładunek emocjonalny. Pozostaje pytanie – skąd on się wziął? Gdzie kryje się jego geneza? I co za nim stoi – produkt, PR, a może jakaś unikalna mieszanka tych dwóch czynników?

Trudno nie zauważyć, że Michał Gilbert Lach i Kamil Owczarek są ewenementem w polskim świecie mody. Na przestrzeni czterech sezonów (teraz obejrzeliśmy piąty) udało im się zrealizować prawdziwy „polish dream”. Trzy samodzielne butiki, produkcja autorskich perfum, niezliczone ilości ubranych gwiazd, pokazy realizowane na poziomie, który dorównuje starym wyjadaczom polskiej sceny modowej. Zaufały im klientki, które noszą ich ubrania, zaufali im sponsorzy, którzy pozycjonują swoje marki na ich pokazach, a na końcu – zaufały im celebrytki, dla których sukienka od Bohoboco jest najczęściej gwarancją dobrych recenzji w kolorowej prasie. Imponujący sukces, osiągnięty w bardzo krótkim czasie!

Czytaj dalej „Bohoboco Jesień/Zima 2013 – Polski Sen, Jajko, Kura i Czarownice”

LOOKmag – portal, który zawsze jest drugi. I ma lepkie rączki.

To ja, kiedy piszę ten tekst
To ja, kiedy piszę ten tekst

Zdjęcie via cryptidz.wikia.com

Co jest potrzebne, żeby zrobić sobie portal modowy? Niewiele. Ot jakiś kapitalik na layout, profil na facebooku, mała kampania, żeby szybko i efektywnie zdobyć bazową grupę odbiorców i nie publikować postów „sobie a muzom”, ale mieć jakiegokolwiek śmiertelnika, który bezrefleksyjnie wygeneruje wątpliwej jakości lajki. Potem trzeba czekać aż zaczną się odzywać firmy w sprawie postów sponsorowanych i hulaj dusza, pieniążki lecą, maszynka działa. I tu docieramy do sedna. Ktoś te posty musi napisać. Siłą napędową większości portali jest legendarny „stażysta”, który dostaje magiczną możliwość stworzenia „portfolio dziennikarskiego”. Pomińmy to dziś milczeniem, bo w większości przypadków jest to absolutna strata czasu i energii. Takie portale najczęściej prezentują porażająco zerową treść. Nie dość, że jest ich na pęczki, to jeszcze publikują dokładnie te same informacje, skopiowane bezrefleksyjnie z zagranicznych portali.

Czytaj dalej „LOOKmag – portal, który zawsze jest drugi. I ma lepkie rączki.”

Bomba, Puszka Pandory, Sport i Snopowiązałka

bombagif

Irving Berlin w 1946 roku napisał pewną szczególną piosnkę do musicalu „Annie Get Your Gun”. Broadwayowska historia opowiadająca o losach Annie Oakley, strzelczyni wyborowej, która dołącza do legendarnego zespołu Buffalo Bill’s Wild West Show doczekała się w 1954 roku ekranizacji, a sztandarowa, wyżej wymieniona piosenka o tytule  „There’s No Business Like Show Business” z miejsca stała się szlagierem. Niegdyś bardzo trafna, w dzisiejszych czasach niestety całkowicie straciła na aktualności. Nie mamy już gwiazd pokroju Elizabeth Taylor, a wers „They smile when they are low” całkowicie odszedł do lamusa. Dzisiaj kiedy ktoś jest „low” uśmiecha się, owszem, ale na okładce magazynu, w którym aktualnie wypłakuje wszystkie życiowe niepowodzenia i żale. Gwiazdy przestały być tajemniczymi, boskimi istotami, pełnymi cudownej, nieosiągalnej aury luksusu i sławy. Stanęły za to w jednym szeregu ze swoimi wielbicielami, żaląc się dodatkowo, jak ciężkim kawałkiem chleba jest bycie znanym, które muszą łączyć z trudami dnia codziennego. Nie ma już tajemnicy, nie ma magii, nie ma gwiazd. Kiedyś ludzie czytali anegdoty o Kalinie Jędrusik, która w rozchełstanym szlafroku kupowała cztery butelki szampana, żeby się w nim wykąpać. Była w tym i fanaberia i gwiazdorstwo, ale jakieś ciekawsze, przystępniejsze, bardziej taktowne. Dziś została nam tylko medialna pornografia, publiczny stosunek płciowy służący nie podniecającej przyjemność, ale jedynie mechanicznej, wulgarnej (pro)kreacji rozpoznawalności i zysków, które ten generuje. Oczywiście wszystkie chwyty są dozwolone, a przysłowiowe kopanie w jaja wydaje się być niewinną pieszczotą, w porównaniu z handlowaniem intymnością, uzależnieniami, seksem i dziećmi. Koronkowe, dekadenckie majtki spadły, odsłaniając wypięty w naszym kierunku tyłek. Z jakiegoś powodu  gwiazdy i te ich wypięte tyłki nadal nas jednak interesują. Jest to wyjątkowa mieszanka fascynacji, nienawiści, goryczy i złośliwości. Lubimy kiedy im się nie udaje. Cieszą nas ich wpadki. Ich niepowodzenia dają nam komfort, że wszystkim w życiu bywa ciężko, niezależnie od tego ile zer ma na koncie. Andy Warhol powiedział, że w przyszłości na każdego będzie czekać dokładnie 15 minut sławy. Piętnaście minut to bardzo mało, w tym czasie ciężko ugotować ziemniaki, a co dopiero zarobić na dożywotni zapas kawioru i szampana. Pomysłów na przedłużenie tego czasu w nieskończoność jest wiele. Desperacja ogromna, bo i stawka duża. Życie w dobrobycie, strona na Wikipedii, atencja. Gwiazdy stały się złem koniecznym naszej codziennej egzystencji. A teraz doczekały się na dodatek wyjątkowo poważnego potraktowania, bo Karolina Korwin Piotrowska napisała Bombę, która okazała się zawoalowaną Puszką Pandory w wersji 2.0.
Czytaj dalej „Bomba, Puszka Pandory, Sport i Snopowiązałka”

Fashion Week Poland FW 2013. OFF na Salonach, czyli Pałacowe Opowieści

Wiecie czego najbardziej się boję podczas łódzkiego Fashion Week-u? Na pewno nie marnych kolekcji i groteskowych stylizacji, do których (co jest odrobinę przerażające) można się przyzwyczaić . Nie boję się też zmęczenia wielogodzinnym dreptaniem z miejsca na miejsce lub przerażające kolejki do toalet, w których przychodzą do głowy straszne myśli o publicznej, fizjologicznej kompromitacji. Nie straszne mi są wieczorne imprezy i ciężka głowa o porankach. Moim najczarniejszym możliwym schematem jest zwykłe, banalne… Zgubienie notatnika. A nawet nie zgubienie, tylko wizja tego, że ktoś ten zeszycik znajdzie i zacznie się zagłębiać w moich notatkach. Dlaczego? Po pierwsze bazgrzę jak kura pazurem. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że długopis i kartka służą mi w życiu jedynie do spisania listy sprawunków podczas ekscytujących zakupów w lokalnej Biedronce. Z powodu brzydkiego charakteru pisma mam też sporą podstawówkową traumę, kiedy to szanowna, mocno znerwicowana pani nauczycielka wymachiwała moim zeszytem do polskiego, twierdząc, że w całym swoim życiu nie widziała takich bazgrołów. Cóż zrobić, kaligrafia nie jest moją mocną stroną i przyznam, że trochę się tego wstydzę. Kolejnym powodem do stresu jest treść tych zapisków. Używam tak przedziwnych skrótów, wyrywkowych haseł, onomatopei i określeń, których sens znam tylko ja, że jest to niemal kompromitujące. Serio! Tak więc pilnuję go jak oka w głowie, a następnym planuję przywiązać  go sobie do szyi, żeby ograniczyć niepotrzebne nerwy. Przeglądam teraz ten mój potok słów, znaczków i obrazków, które pomagają wydobyć z chaosu myśli konkretne wnioski. Czasami są to gęsto zapisane strony. Dotyczy to pokazów, które wywołują jakieś emocje, są bardzo dobre albo wyjątkowo złe. Bywa też tak, że na stronie zapisuję tylko kilka słów. Ta sytuacja dotyczy kolekcji nudnych i nijakich, które nie sprowokowały we mnie żadnych głębszych przemyśleń. Taki kajet to ważna sprawa. Jesteście ciekawi co w nim zapisałem? Zapraszam więc do lektury.

Jak co pół roku zastanawiałem się nad systemem recenzowania kolekcji na sezon jesień/zima 2013 i jak co pół roku decyzja jest taka sama. Klucz pozostaje niezmienny, dlatego zapraszam was do pierwszej części, dotyczącej pokazów na strefie OFF. Tym razem nietypowo, bo jako członek Rady Programowej będę dziś pisać o kolekcjach, które również wybierałem, a co za tym idzie, za które jestem w pewien sposób odpowiedzialny.

Oczywiście jak co edycję jest ogromny problem ze zdjęciami, dlatego traktujcie je proszę poglądowo.

Czytaj dalej „Fashion Week Poland FW 2013. OFF na Salonach, czyli Pałacowe Opowieści”