Tag Archives: Wiosna/Lato 2015

La Mania Wiosna/Lato 2015 czyli „Jakby Luksusowo”

21 Gru

86_web_LaManiaSS15_171214_FilipOkopny

Zaczęło się od zaskoczenia znalezionego w skrzynce mailowej. W wielkim skrócie wyglądało ono tak: „Dzień Dobry Panie Tobiaszu, tiruriru pokaz La Manii tiruriru, zaproszenie tiruriru, a może adres korespondencyjny tiru? Riru?”. Zaraz zaraz. Wróćmy do podstaw. Zaproszenie na pokaz La Manii? Wysłane do mnie? Po cyklu Project Runway Bez Majtek? Całkiem zabawne. Co by nie powiedzieć – ironiczne. Nazywajmy rzeczy po imieniu – w publikacjach podsumowujących odcinki pierwszej polskiej edycji programu Project Runway pozwoliłem sobie na kilka komentarzy, po których ostatnią rzeczą jakiej mogłem się spodziewać, było właśnie zaproszenie na pokaz domu mody należącego do Joanny Przetakiewicz. Najwyraźniej ostatni kwartał roku 2014 niesie same zaskoczenia, łącząc niemożliwe z możliwym – ogień krzepnie, blask ciemnieje, zwierzęta będą mówić ludzkim głosem, szafiarki piszą książki o treści, którą można podsumować jako jedno wielkie „mystery”, a ja pójdę na pokaz La Manii. I poszedłem. Co więcej – wróciłem, a teraz opowiem wam o tym, co widziałem.

Czytaj dalej

Reklamy

Mariusz Przybylski Wiosna/Lato 2015 „WILD at HEART” – Kunsztowne Déjà vu

15 Gru

102_web_MariuszPrzybylskiSS15_111214_FilipOkopny
To bardzo ciekawy przypadek, bo opisując najnowszy pokaz Mariusza Przybylskiego „WILD at HEART”, mógłbym ze spokojnym sumieniem przekopiować spory fragment tekstu, czerpiąc go prosto z recenzji sezonu Jesień/Zima 2014, zatytułowanego „Night Air”.
Podobieństw jest wiele. Choćby miejsce, to samo co pół roku temu – przestronna surowa hala przy ulicy Domaniewskiej (który to już raz?). Scenografia? Znów biała przestrzeń, z tą tylko różnicą, że pofałdowana biała ściana została zamieniona na delikatne, dyskretnie powiewające przesłony z białego (a jak!) materiału. Widownia? Wybieg znów stał się sceną, bo trybuny ponownie ustawiono równolegle, niczym w teatrze. A sama kolekcja? Dokładnie tak samo jak sezon temu, została podzielona na dwa bloki kolorystyczne. Pierwszy segment dosłownie kipi od koloru, a drugi został oparty na czerni, którą urozmaicają bogate zdobienia. Nic innego jak modne Déjà vu. Ale nie takie natrętne czy nieznośne. Wręcz przeciwnie – przypominające raczej rzadki przypadek, kiedy sequel dobrego filmu jest jeszcze ciekawszy od pierwszej części. W głowie pojawia się myśl – tak, skądś to już znam, ale co z tego? Jest pięknie! Kiedy kolejna część?

Czytaj dalej

Bohoboco Wiosna/Lato 2015 czyli geometria, kynologia i moda

24 List

IMG_8347

Pięć lat minęło… I to nie wiadomo kiedy! Ostatni pokaz marki Bohoboco, specjalny, bo podsumowujący pięciolecie jej istnienia na polskim rynku, zmusił mnie do przemyśleń nad zbyt szybko upływającym czasem.  Przypomniało mi się również, że przecież rok rokowi nierówny – podobno wiek jednych stworzeń można przeliczać na ludzkie lata. Na przykład psie. Są nawet do tego celu stworzone specjalne tabelki. Zaglądam więc do takiego cuda i widzę, że pięć lat psiej egzystencji, w przeliczeniu na człowieczy los, zawiera się w przedziale od 40 do 48 wiosenek. W zależności od rozmiaru zwierzęcia, a tu reguła jest bezwzględna – im większy pupil, tym krócej żyje. Ot, psi los. I nie piszę tego, ponieważ jeden z projektantów i współtwórców marki Bohoboco ma na nazwisko Owczarek. Zastanawiam się raczej, jak wyglądałby przelicznik życia zawodowego (zwanego także „karierą”) polskiego projektanta mody w kontraście do zagranicznego. Pomyślmy – okoliczności nie są zbyt sprzyjające. Co chwila wyłaniają się nowe nazwiska, marki, projekty. Co sezon znajdujemy jakieś niesamowite odkrycia „polskiego” wzornictwa. Pojawiają się i znikają. Można powiedzieć, że jak gwiazdy, ale to zdecydowanie zbyt liryczne porównanie. Tak, jeśli potraficie czytać między wierszami, to na pewno czujecie sporą dozę rezygnacji w moich słowach. Ale jak tu nie czuć rezygnacji, jeśli z arcynudnej kolekcji top modelki robi się nieziemską hecę? Taka doskonała okazja – cały świat szaleje na punkcie rozmaitych współprac, a u nas na wybiegu… Wyciągnięte swetry i postrzępione koszule. Jak traktować branżę poważnie, jeśli w ciągu kilku dni Michał Zaczyński najpierw obwieszcza wejście na polską scenę mody Mercedesa i agencji IMG, którzy stoją za sukcesem wielu międzynarodowych wydarzeń, tylko po to, żeby kilka dni później odkręcać sprawę? Jak pisać ciekawie i porywająco o polskiej modzie, jeśli większość lokalnych kolekcji dzieli się na trzy nurty – nudnej konfekcji, odtwórczej mody ulicznej i miejskiej, a na koniec źle pojętej awangardy? Jak się zachwycać pokazem, jeśli projektanci w ferworze oznaczania swoich sponsorów i partnerów zapominają o zamieszczeniu swojej własnej marki?

10808360_10204262001863602_347697996_n
Czy kogoś to jednak dziwi? Porządna kolekcja wizerunkowa jest w naszym kraju pięknym samobójstwem. Trzeba w nią włożyć spore pieniądze, tylko po to, żeby ubrać później kilka gwiazdek i zadowolić garstkę stylistów. Tym bardziej, że narodowość mody nie ma już żadnego znaczenia. Podziękujcie za to globalnej wiosce! Jedyne co się teraz liczy, to narodowość klienta i waluta, która obraca się w jego portfelu. I tu dochodzimy do clou sprawy – gdzie w tym wszystkim jest klient? Ano klient stoi w kolejce po koszulkę albo sukienunię à la Jastrzębska. Bo nie jest kolekcjonerem ubrań. A już na pewno nie lokalnym tekstylnym patriotą. I dobrze, bo moda to nie twaróg, tu nie sprawdzi się hasło „Dobre, bo Polskie”. Ten byt rządzi się trendem, chwilą, sezonem, nieustanną potrzebą zmian i gonienia niedoścignionego. A w Polsce goni się głównie panią od marketingu, żeby znalazła kilka zer w budżecie na promocję. Modne uniesienia? Wolne żarty.

Czytaj dalej

Michał Szulc Wiosna/Lato 2015 – „The Past” czyli Trudne Powroty do Przeszłości

8 Paźdź
The Past Michał Szulc fot. Artur Cieślakowski (54)

Michał Szulc Jesień/Zima „The Past”/ Foto: Artur Cieślakowski

Kameralna przestrzeń Muzeum Sztuki Nowoczesnej, muzyka na żywo, starannie wyselekcjonowana lista gości – czy można chcieć czegoś więcej? Chyba nie… Oczywiście oprócz dobrej mody na wybiegu, ale to jest nic innego tylko truizm i wszelkie próby jego tłumaczenia byłyby zwykłą stratą liter. Szóstego października Michał Szulc zaprezentował kolekcję „The Past”, podczas drugiego autorskiego pokazu w swojej karierze (o poprzednim, zatytułowanym „Fire!” możecie przeczytać tu). Teoria mówiąca, że prezentacja kolekcji stanowi odzwierciedlenie charakteru jej twórcy bywa – powiedzmy – dość frywolna. Niemniej oprawa takiego wydarzenia zawsze wpływa na odbiór sezonu, tworząc dla niego trójwymiarowy kontekst, który osadza go w konkretnej rzeczywistości. Im bardziej zabudowana jest ta rzeczywistość, im więcej w niej rozproszeń, dymu, detali, cukierków sycących oczy, tym łatwiej przekłamać lub przeinaczyć odbiór kolekcji. Pokazanie jej w surowym wnętrzu, bez żadnych fajerwerków, przy mocnym, jasnym świetle jest równie odważne, co ryzykowne. W modzie nie ma czegoś takiego jak prawda, czy oczywistość. Każdy kolejny pokaz coraz mocniej utwierdza mnie w przekonaniu, że ubrania mogą funkcjonować w wielu przestrzeniach, za każdym razem ukazując się w inny sposób. Kiedy oglądałem pokaz Michała Szulca dynamizm choreografii ukrył pewne elementy, które ujawniły się dopiero na zdjęciach. Jakie to elementy? Która rzeczywistość okazała się ciekawsza? Zapraszam do Przeszłości.

Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: